Spór o ekrany. Urzędnicy chcą na siłę uszczęśliwić mieszkańców

Tomasz Maleta
Protest przed Urzędem Miejskim.
Protest przed Urzędem Miejskim. Andrzej Zgiet
Zamiast ekranowego ostracyzmu przy Raginisa, urzędnicy powinni wykazać się większą elastycznością. I nie traktować mieszkańców w kategorii wroga, a partnera.

Tak bowiem kształtuje się partnerstwo samorządowo-obywatelskie. A z nim w Białymstoku od lat nie jest najlepiej. Wystarczy przypomnieć sprawę socjalnego osiedla kontenerowego, wywłaszczenia ogródków działkowych pod dzisiejszą ulicę ojca Pio, czy odszkodowania i warunki opuszczenia posesji przejętych pod budowę przedłużenia ulicy Piastowskiej. Bo choć w tym ostatnim przypadku prawo było po stronie urzędników, to polityka dobrego sąsiedztwa nakazywałaby udzielić pomocy ofiarom specustawy (często są nimi osoby w podeszłym wieku) wykraczającą daleko poza literalne zapisy. Podejścia w duchu miękkiego prawa, które urzeczywistnia się chociażby tym, że najpierw załatwia się sprawy własnościowe (płaci się solidnie i niemal od ręki za przejęte mienie), a potem zaczyna budowanie drogi i burzenie domów.

Tej filozofii zabrakło zarówno na początku budowy drogi łączącej ul. Piastowską z Wysockiego, jak i na jej finiszu. A przecież nikt nie kwestionował zasadności tej inwestycji. Od dawna było wiadomo, że jest ona jedną z tych strategicznych: alternatywą dla ciągu Sienkiewicza-Wasilkowska-Wysockiego. I dlatego jeśli pojawiły się społeczne zastrzeżenia, to nie dotyczyły one sensu inwestycji, a jedynie dziwnych skutków ubocznych. Pokazuje to dobitnie spraw ekranów przy ul. Raginisa.

Trzeba było dopiero protestów (na zdjęciu) grupki zdeterminowanych mieszkańców nie tylko na ulicach, ale też i w sądach, by białostocki magistrat zlecił przeprowadzenie badań poziomu hałasu w spornych lokalizacjach. Aprzecież nic nie stało na przeszkodzie, by to uczynił kilka tygodni wcześniej. Zamiast tego trwał w uporze, na przekór polityce dobrego sąsiedztwa.

By to zmienić, władza musi - nie tylko w tym przypadku - traktować mieszkańców jak partnerów, a nie przeciwników czy wrogów. Nie trzeba odgradzać się przed ludźmi drzwiami, a raczej im je otworzyć. Zyskać na tym mogą obie strony, a przede wszystkim miasto. I to będzie dopiero miarą pozwalającą odpowiedzieć nam na pytanie, jak bardzo zmienia się Białystok.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
tomek
dlaczego urzednicy um w bialymstoku niszcza lokalnych przedsiebiorcow i maja w pogardzie mieszkancow miasta ? tak ogromna ilosc pieniedzy - na kredyt , ktora dysponuja oderwala ich od rzeczywistosci . kto zaplaci dlugi pozostawione przez obecna ekipe ?
T
TLC
Fajnie by było aby ci którzy nie chcą ekranów, podpisali deklarację o brak roszczeń z tytułu hałasu.
A później jak lato przyjdzie to niech siedzą wieczorem przed swoimi tv i się kiszą w zamkniętych pomieszczeniach w 30 stopniowym upale, bo będą już mieli po dziurki w nosie tego hałasu z toczących się kół :D:D:D
Oby ten protest się powiódł i oby podpisali taka klauzulę , która nie pozwoli w przyszłości montażu ekranów akustycznych!!!! Jestem z wami bezmózgi
Dodaj ogłoszenie