MKTG SR - pasek na kartach artykułów

SP nr 7: Statki Białystok i Ziemia Białostocka patronowały szkole

Alicja Zielińska
Od lewej: Spotkanie delegacji marynarzy w szkole, I oficer Maciej Włosiński z maskotką statku – misiem otrzymanym od białostockich harcerzy, Bosman Sachowicz przekazuje uczniom dary od marynarzy, Jedna z wielu fotografii przysłanych białostockim uczniom: chrzest morski – Neptun i świta, To było przeżycie – harcerze składają przyrzeczenie  na statku
Od lewej: Spotkanie delegacji marynarzy w szkole, I oficer Maciej Włosiński z maskotką statku – misiem otrzymanym od białostockich harcerzy, Bosman Sachowicz przekazuje uczniom dary od marynarzy, Jedna z wielu fotografii przysłanych białostockim uczniom: chrzest morski – Neptun i świta, To było przeżycie – harcerze składają przyrzeczenie na statku
Statki Białystok i Ziemia Białostocka sławiły nasz region w świecie. Pisaliśmy o tym dwa tygodnie temu. Dyrektor SP nr 7, Mariola Pierzchała przypomniała nam, że oba parowce przez wiele lat sprawowały patronat nad szkołą. A w 1966 roku harcerze na statku składali przyrzeczenie.

Współpracę z załogą obu tych parowców szkoła nawiązała w 1956 r. Najpierw ze statkiem "Białystok", a potem, po jego likwidacji z następnym, noszącym imię "Ziemia Białostocka".., który pływał do 1998 roku.

Dla uczniów w tamtych latach było to okno na świat. W kronice szkoły są listy od kapitanów, relacje i zdjęcia z podróży oraz spotkań z marynarzami zarówno w Białymstoku, jak i nad morzem, w Gdańsku i Szczecinie. W sali przyrodniczej do dzisiaj znajdują się przysłane przez załogę statków eksponaty z dalekich krajów. Spreparowane żmije, kijanki, motyle, a nawet krokodyl znad Nilu, żółwie i podzwrotnikowa jaszczurka.

Marynarze przyjeżdżali do Białegostoku, a uczniowie jeździli na wycieczki na wybrzeże. Cóż to była za atrakcja być na prawdziwym statku, oglądać kajuty, mostek kapitański czy maszynownię, słuchać opowieści prawdziwych wilków morskich.

S/s Białystok, jak pisał do dzieci sam kapitan Jan Mrozowicki, to duży oceaniczny statek towarowy, który przewozi w pięciu ładowniach różnorodne ładunki w ilości ok. 10 tys. ton, co odpowiada mniej więcej 500 wagonów towarowych po 20 ton każdy, a obsługuje go załoga licząca 45 osób.

W 1966 roku na statku "Białystok", który zacumował w Szczecinie najmłodsi harcerze ze SP nr 7 złożyli uroczyste przyrzeczenie harcerskie. Oto jak relacjonowano to wydarzenie. "Dla marynarzy jest to też wielkie przeżycie, bo po raz pierwszy chyba w 20-letniej historii statku, na pokładzie ustawiają się harcerze, rozlegają się słowa harcerskiego hymnu "Wszystko, co nasze Polsce oddamy", słychać gwizd syreny okrętowej. Drużynowa Wiktoria Ignatowicz składa raport I oficerowi, który jest dowódcą statku w zastępstwie nieobecnego kapitana, a za chwilę padają podniosłe słowa: Ja harcerz, I drużyny harcerskiej im. Tysiąclecia Państwa Polskiego przyrzekam na brzegu zawsze polskiego Bałtyku być dobrym Polakiem i całym życiem bronić granic naszej ojczyzny.

15 harcerek i harcerzy uroczyście wymawia słowa przyrzeczenia, które odbywa się na banderę statku. Przyrzeczenie przyjmuje I oficer S/S Białystok Maciej Włosiński. Każdy harcerz ma swego ojca chrzestnego, marynarza który do szarego mundurka przypina krzyż. Potem gratulacje, życzenia, wspólne piosenki. Harcerze wręczają marynarzom, jako maskotkę statku dużego misia w harcerskiej chuście. Niech on rozprasza chmury i wygładza powierzchnię wód. Marynarze odwzajemniają się podarowaniem muszli przywiezionych z dalekich mórz i innymi upominkami, oprowadzają też po statku i bardzo serdecznie goszczą harcerzy".

Listy z podróży były różne. Pełne opisów o egzotycznych szlakach morskich, ale też i z życia codziennego marynarzy. Oto kapitan MS Ziemia Białostocka, Władysław Wielachowski w 1975 r. wspomina i smutne zdarzenie: "W ostatniej podróży spotkał nas tragiczny wypadek. Jeden z członków załogi wyszedł na pokład i został mocno poturbowany przez fale. Pięć godzin później zmarł. Przyczyny wypadku bada prokuratura i sąd morski. Wypadek ten to jeszcze jeden dowód na to, że morze jest okrutne".

Jest też i taki list od kapitana: "Kochane dzieci! Ostatni postój w Szczecinie był trudny dla całej załogi. Fakt, że statek stoi w porcie, że nasze rodziny chcą, byśmy nie opuszczali domów, nie zwalnia nas od zasadniczego obowiązku w gotowości. To nic, że robotnicy pracują przy wyładunku i ponownym załadunku towarów, do naszych obowiązków należy kontrola pracy , zaopatrzenie w wodę, w prowiant. postój był krótki, a przez to te wszystkie czynności musiały być wykonane szybciej. Poza tym okres urlopowy, wszyscy chcą na odpoczynek, a statek nie urlopuje. W morze wyszliśmy 12 sierpnia 1975 roku. Podróż zaczęła się z przygodami, ze względu na krótki postój nie zdążono dostarczyć części zapasowych, ponieważ statek płynął do Lulei, wzdłuż wybrzeża polskiego zboczyliśmy nieco na redę w Gdyni. Tam już czekała motorówka i w biegu przekazała potrzebne nam części urządzeń".

Pamiątką po tej współpracy, poza bogatą kroniką jest pomnik statku przed szkołą, powstały dzięki wpłatom absolwentów.

- Gdyby odezwali się do nas dawni marynarze, to byśmy chętnie zaprosili ich znowu na spotkanie - mówi Anna Wasiluk, wicedyrektor SP nr 7.

Czytaj e-wydanie »

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny