Sowieci skazali za chrzest, Niemcy szykanowali za nazwisko

Alicja Zielińska [email protected]
Z mamą Walerią (z domu Jaźwińska) na psie Kawelina, który przed wojną stał przy ogrodzeniu pałacu Branickich
Z mamą Walerią (z domu Jaźwińska) na psie Kawelina, który przed wojną stał przy ogrodzeniu pałacu Branickich Archiwum prywatne
Mam zdjęcie z "człowiekiem muchą". Zrobił je mój tatuś w 1931 roku - mówi Danuta Dawdo. Odwiedziła nas po artykule Andrzeja Lechowskiego o występach akrobatów. Przyniosła też inne zdjęcia. Jej ojciec był przed wojną uznanym fotografem. Wsławił się też w walkach o Polskę.

Legionista, piłsudczyk Józef Franciszek Neuhüttler zapisał piękną kartę w dziejach Polski i Białegostoku.
Urodził się 8 marca 1899 r. w Sosnowcu. Ojciec jego Tomasz Ernest należał do organizacji polityczno-sportowej Sokół w Krakowie. Zmarł w 1909 r. pozostawiając schorowana żonę oraz dziesięcioletniego syna.

- Tatuś mając ledwie 16 lat wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej, a następnie do tworzących się Legionów Józefa Piłsudskiego - opowiada pani Danuta. - Podczas walk z Rosjanami trafił do niewoli, z której udało mu się uciec. Po rozwiązaniu Legionów i po powrocie z obozu na Węgrzech wstąpił ponownie w 1918 r. do 1 Pułku Ułanów. Sformowany błyskawicznie szwadron wyruszył na front. Brał udział we wszystkich bitwach od zdobycia Przemyśla aż po Lwów. Jadąc ze sztabem gen. Zielińskiego jako meldunkowy został ciężko ranny w nogę. Następnie już w cywilu przez kilka następnych lat był zarządcą majątku gen. Wieniawy Długoszowskiego w Bobowej koło Krakowa.

Do Białegostoku przyjechał w 1931 roku i poświęcił się pasji fotografowania. Otworzył zakład Foto Film przy Rynku Kościuszki 13 (w okolicach dzisiejszego banku PKO), który szybko zdobył uznanie w mieście. Jako pierwszy zaczął robić zdjęcia w ruchu. Fotografował kondukt pogrzebowy z trumną marszałka z Warszawy na Wawel. Wojna przerwała spokojne życie. W czasie okupacji sowieckiej do ich domu przy ul. Wołodyjowskiego przydzielono rodzinę oficera z żoną i małym dzieckiem.

- Byli oni z Moskwy - opowiada pani Danuta. - Kiedy ten oficer pojechał na poligon, jego żona Lena zwróciła się do rodziców, że chce ochrzcić dziecko i by zostali chrzestnymi. Przed wyjazdem prosiła ją o to matka. W Związku Radzieckim chrzest dzieci był zakazany. Rodzice się zgodzili, chociaż mieli świadomość, że grozi im więzienie albo wywózka na Sybir. Do cerkwi, bo oni byli prawosławni, wszyscy udali się osobno , wracali również oddzielnie. Mąż Leny dowiedział się o wszystkim po powrocie z poligonu i pochwalił żonę. Rodzina ta wyjechała po pewnym czasie, ale przysłała list zaczynający się od słów: drodzy kumowie. Niestety podczas rewizji enkawudziści znaleźli list i aresztowali tatusia. Był bity i torturowany. Jako więzień polityczny siedział w pojedynczej celi, czekając na wyrok śmierci.

Gdy Niemcy napadli na ZSRR, strażnicy więzienni w obawie przed niemieckim bombardowaniem też uciekli. Więźniowie korzystając z tego wyszli z cel, pomogli Józefowi wydostać się z celi przez okienko podawcze.

Ze względu na obce brzmienie nazwiska, Niemcy nakłaniali go do podpisania volkslisty. Jako Polak i wielki patriota odmówił. Wówczas zamknięto mu zakład, mógł go otworzyć dopiero w Starosielcach. Po pewnym czasie wszyscy białostoccy fotografowie zostali przymusowo zatrudnieni w niemieckim zakładzie fotograficznym Foto Müller, gdzie robiono zdjęcia do dowodów osobistych wydawanych Polakom.

- W tym zakładzie fotograficznym pracowałam również przymusowo ja, po ukończeniu 14 roku życia - opowiada pani Danuta. - Tatuś nawiązał tu kontakt z podziemną organizacją akowską, i na jej polecenie robił zdjęcia do fałszywych dowodów osobistych dla osób ukrywających się przed okupantem.

Niemcy podejrzewali go o współpracę z konspiracją. Pewnego dnia przyszli i zaplombowali łazienkę, która służyła jako ciemnia do wywoływania zdjęć. W skrytce pod wanną były chowane filmy zawierające zakazane zdjęcia. Na szczęście w ścianie sąsiadującej z kuchnią było okienko. Wśliznęłam się przez nie do ciemni i wydostałam filmy. Kiedy zjawiła się ekipa z gestapo, niczego nie znaleziono. Później tatuś powiedział, że uratowałam wiele osób i całą naszą rodzinę.

Kiedy nastała wolność, tatuś podjął starania o wznowienie wypłacania renty inwalidy wojennego, która otrzymywał przed 1939 rokiem. Przez kilkanaście lat zwlekano z jej przyznaniem, tłumacząc się zagubieniem dokumentów. Kiedy zmarł 23 kwietnia 1960 roku okazało się, że dokumenty są i rentę przyznano. Tatuś już z niej nie skorzystał.

Czytaj e-wydanie »

Nieruchomości z Twojego regionu

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

h
horus

piąkna historia

Dodaj ogłoszenie