Solidarność to nie jest związek PiS. My też jesteśmy z Solidarności - mówi poseł PO

Marta Gawina
"To Solidarność obaliła komunizm w Polsce i w Europie. Nie wszystkim młodym ludziom mieści się to w głowie. Jak to związek zawodowy obalił komunizm, to musiała być jakaś partia polityczna."
"To Solidarność obaliła komunizm w Polsce i w Europie. Nie wszystkim młodym ludziom mieści się to w głowie. Jak to związek zawodowy obalił komunizm, to musiała być jakaś partia polityczna." Fot. Internet
Związkowcy to ludzie o szerokim przekroju politycznym - mówi Józef Mozolewski. Platforma Obywatelska - mówi z kolei Robert Tyszkiewicz - ma dziś w swoich szeregach najwięcej czynnych i znaczących polityków o przeszłości solidarnościowej.

Z posłem Robertem Tyszkiewiczem, szefem podlaskiej Platformy Obywatelskiej, rozmawia Marta Gawina

Kurier Poranny: Jest Pan jednym z gości krajowego zjazdu Solidarności w Białymstoku. Co związkowcom ma do powiedzenia podlaski lider rządzącej partii?

Robert Tyszkiewicz: Po pierwsze, chcę im powiedzieć, że sam się wywodzę z Solidarności. Platforma Obywatelska ma dziś w swoich szeregach najwięcej czynnych i znaczących polityków o przeszłości solidarnościowej, takich jak: Bogdan Borusewicz, Bronisław Komorowski, Antoni Mężydło, Jan
Rulewski. Nie jest tak, że w Polsce jest dziś tylko jedna partia, która odwołuje się do korzeni solidarnościowych. Prawo do tych korzeni, także przez personalia osób, które wymieniłem, ma również Platforma. I o tym związkowcy powinni pamiętać, kiedy krytykują naszą partię. Chcę też powiedzieć związkowcom, że dziedzictwo Solidarności jest wspólnym dziedzictwem całego narodu, a nie wybranych środowisk.

Prezydent Lech Wałęsa, pierwszy przywódca Solidarności, idzie jeszcze dalej. Chce, by obecny związek oddał nazwę Solidarność. Zgadza się Pan z tym?

- Rozumiem ideę i sens wypowiedzi prezydenta Wałęsy. Ale z drugiej strony, wiem, że NSZZ "Solidarność" musi zachować ciągłość. W tym też jest ogromna wartość. Moim zdaniem, w sposób bezdyskusyjny ten związek ma prawo do używania nazwy Solidarność. Trzeba tylko uwzględniać to, o czym już mówiłem: ta nazwa zobowiązuje do wstrzemięźliwości w zaangażowaniu politycznym. Nie wolno przypisywać znaku Solidarności do jednej partii. A od jakiegoś czasu jesteśmy świadkami takiego właśnie zjawiska.

Związkowcy wcale nie ukrywają, że chcieliby zaistnieć w parlamencie, we władzach samorządowych. I podają powód: partie politycznie nie reprezentują dobrze interesów pracowniczych.

- Na szczęście obecnie mamy w Polsce do czynienia z systemem partyjnym, który jest w miarę stabilny. Jest on zresztą charakterystyczny dla dojrzałych demokracji. Partie polityczne rekomendują dziś ludzi z różnych środowisk, nie tylko ze swoich szeregów. Takim przykładem jest Jerzy Buzek, który ma rekomendację Platformy Obywatelskiej, a do dziedzictwa Solidarności często powraca.

Zapraszam więc tych działaczy związkowych, którym jest bliski program Platformy, aby z nami współpracowali. Zapraszam ich także do startu w wyborach. Ale przypominam jednocześnie, że obecność ludzi Solidarności w PO już jest faktem.

Pewnie takie samo zaproszenie wystosuje Prawo i Sprawiedliwość.

- Dlatego powtórzę raz jeszcze: angażowanie takiego związku jak Solidarność po jednej stronie sceny politycznej jest dla mnie sprzeniewierzeniem dziedzictwa tej wielkiej nazwy. To działanie nieroztropne. Zresztą warto pamiętać, że poglądy członków Solidarności też są rozmaite, nie wszyscy związkowcy są wielkimi zwolennikami Prawa i Sprawiedliwości. Nie oczekuję też, że będą oni wielkimi miłośnikami Platformy. Związkowcy mają dzisiaj ten komfort, że obie największe polskie partie odwołują się do tradycji solidarnościowych. Niestety, obecne kierownictwo związku wyraźnie faworyzuje PiS. Moim zdaniem, jest to szkodliwe.

Jeszcze dwa dni temu wszyscy spodziewali się, że gościem białostockiego zjazdu będzie prezydent Lech Kaczyński.

- Ale kolejnym gościem jest przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek. To przecież członek Platformy Obywatelskiej. Spotkamy się z nim w Białymstoku także jako członkowie partii. Pan przewodniczący chce bowiem poznać problemy naszego województwa i pomóc nam na forum Parlamentu Europejskiego.

A prezydent Kaczyński?

- Jeżeli chodzi o pana prezydenta, nie mam złudzeń, że obecne kierownictwo Solidarności będzie bardzo zaangażowane w jego kampanię wyborczą. A zjazd "Solidarności" mógł być oczywistym początkiem tej kampanii.

Za to na krajowy zjazd nie dostał zaproszenia żaden przedstawiciel rządu.

- Nie jestem tym zaskoczony. To jest również bardzo symboliczne. Wyraźnie pokazuje, jaka jest polityka obecnych władz Solidarności: jednostronna, propisowska. Niestety, taka polityka tylko osłabia związek.

Ale związkowcy mają żal do rządu. I podają przyczyny: nie ma dialogu.

- Powiem bardziej dobitnie. Jeżeli obecne kierownictwo Solidarności uważa za swoją misję tworzenie zaplecza PiS, to pokazuje, jak głęboki jest kryzys w związku. Zawsze sądziłem, że "Solidarność" jest dumna, niezależna i samorządna. Natomiast gdy staje się ona przystawką polityczną, mogę jedynie wyrazić swoje rozczarowanie.

Tym bardziej że Solidarność jest skazana na dialog z rządem. To normalne, że związkowcy i rząd mają często różne zdanie. Może dochodzić nawet do gorących sporów. Myślę jednak, że członkowie Solidarności oczekują od władz związku przede wszystkim skuteczności, a nie zaangażowania politycznego.

Solidarność 1980 - Solidarność 2009. Ideały są ciągle te same?

- Ależ skąd. Zasadnicza różnica polega na tym, że Solidarność 1980 miała 10 milionów członków, była wielkim ruchem narodowym. Solidarność 2009 jest jednym z wielu związków zawodowych w Polsce. Na dodatek coraz częściej jest postrzegana jako przybudówka jednej partii politycznej. Szkoda, tym bardziej że Solidarność tworzy zaplecze dla partii, która nie chciała przyjęcia tej części traktatu lizbońskiego, która gwarantuje wolność związków zawodowych.
Z Józefem Mozolewskim, przewodniczącym Regionu Podlaskiego NSZZ "Solidarność", rozmawia Marta Gawina

Kurier Poranny: Związek Solidarność istnieje już 29 lat. Co się zmieniło?

Józef Mozolewski: Na pewno zmieniły się czasy. Wartości zostały. To Solidarność obaliła komunizm w Polsce i w Europie. Nie wszystkim młodym ludziom mieści się to w głowie. Jak to związek zawodowy obalił komunizm, to musiała być jakaś partia polityczna. I stąd pojawia się czasem mylenie pojęć.

Z drugiej strony, zaczyna się dzielić Solidarność na tę 1980 roku i współczesną.

- My już jesteśmy takim narodem, że jak widzimy bat nad głową, to jesteśmy solidarni, staramy się zrozumieć siebie. Jestem zgorszony wypowiedziami, że ta prawdziwa Solidarność była tylko w 1980 roku. Bo można też zapytać, czy nasz związek miał wyglądać tak, jak rozmowy Lecha Wałęsy z panią Anną Walentynowicz czy z Andrzejem Gwiazdą? Solidarność to coś szczególnego i świętego. Nigdy by nie powstała, gdyby nie Jan Paweł II. Ojciec Święty i wartości, które głosił, to filar naszego związku.

Lech Wałęsa, pierwszy przywódca związku, to też filar?

- To nie ulega żadnej wątpliwości. Jestem członkiem Solidarności od 1980 roku. Uważam jednak, że jestem za mały, by oceniać takich działaczy jak Wałęsa, Gwiazda, Walentynowicz. Tę ocenę zostawmy historii. Nikt z nas nie jest święty. Zostały po prostu popełnione błędy wśród tych osób, które tu wymieniamy. A dzielenie Solidarności na tamtą i dzisiejszą jest po prostu nie fair.

Ale tamta Solidarność miała miliony członków. Ta kilkaset tysięcy. Dlaczego?

- My nie rozumiemy, dlaczego tak się dzieje. Albo jest złe prawo związkowe, albo mała skuteczność związków zawodowych. Wielu członków Solidarności mówi: dlaczego my walczymy o rozwiązania dla wszystkich pracowników, dlaczego nie dbamy o swoje interesy. A robimy tak dlatego, że jesteśmy Solidarnością. Nawet 700 tysięcy członków wystarczy, by skutecznie podnosić problemy ludzi. Wyobraża sobie pani, że w Polsce nie ma w ogóle związków zawodowych? Hulaj dusza, piekła nie ma. Tak by było. My nie rządzimy, nie uchwalamy ustaw. Ale to my mówimy, że rośnie bezrobocie, że ludzie stają się coraz biedniejsi. I czasem otwieramy nawet najbardziej zatwardziałe serca.

Prezydent Wałęsa twierdzi, że związek powinien oddać nazwę Solidarność. Bo to wartość narodowa, a nie garstki związkowców.

- Padły takie słowa, nie da się ukryć. Ale też ogromny autorytet, ks. arcybiskup Sławoj Leszek Głódź, powiedział, że nie wolno nam nawet o tym myśleć. Kontynuujcie to zadanie, które rozpoczęło się 31 sierpnia 1980 roku.

Pewnie słowa prezydenta Wałęsy miałyby inne znaczenie, gdyby to nie był polityk. Gdyby był związkowcem. Rozmawialibyśmy z nim po ojcowsku. Bo ojca trzeba słuchać. Pan prezydent jest politykiem. Teraz też jest określony politycznie.

Zarzuca się to także Solidarności. Pojawia się określenie: przystawka Prawa i Sprawiedliwości.

- Związkowcy to ludzie o szerokim przekroju politycznym. Od lewicy po skrajną prawicę. I to nigdy nie było tajemnicą. Ale biorąc pod uwagę ankiety, które przeprowadziliśmy wśród związkowców, to 60 procent z nich deklaruje, że oddałoby głos na Prawo i Sprawiedliwość. To nie oznacza, że jesteśmy związkiem jednej partii. Proszę sobie przypomnieć sytuację za czasów Jarosława Kaczyńskiego. Mieliśmy trudne rozmowy z jego rządem w sprawie minimalnego wynagrodzenia.

Dopiero kiedy zagroziliśmy protestami, wywalczyliśmy tę sprawę. Wiem, co kryje się w kontekście tego pytania. Oczywiście mieliśmy dylemat z zaproszeniem prezydenta Kaczyńskiego do Białegostoku. Bo spodziewaliśmy się komentarza, że to kampania prezydencka. Gdyby wybory były za dwa lata, to zapewniam panią, że też byśmy zaprosili Lecha Kaczyńskiego. On przyjmuje zaproszenia na krajowe zjazdy delegatów, z czego bardzo się cieszymy. W ostatniej chwili dowiedziałem się jednak, że nie przyjedzie.

Cztery lata temu przyjechał. Mieliśmy lekką rękę, bo kiedy mieliśmy spotkanie w Wasilkowie, Lech Kaczyński przyjechał jako kandydat. Niektórzy powiedzieli, że to przyczyniło się do tego, że wygrał wybory prezydenckie.

Teraz będzie podobnie?

- Nie wiem. Żaden z polityków nie jest jeszcze oficjalnym kandydatem na prezydenta. Ale byłoby rzeczą nienaturalną, gdyby prezydent Kaczyński nie startował w przyszłorocznych wyborach. Choć pewności nie ma nikt.

Czy związek też myśli o wielkiej polityce?

- Na pewno jako związek do polityki nie wejdziemy. Już raz był AWS i straciliśmy na tym. Ale na pewno powinniśmy mieć swoje przedstawicielstwo w parlamencie, we władzach samorządowych. Wtedy będzie łatwiej rozwiązywać pewne problemy. Teraz nie mamy żadnej mocy sprawczej. A wiadomo, jak jest z partiami politycznymi: jeśli chcesz liczyć na kogoś, to licz na siebie. I mówię to z całą odpowiedzialnością. W tej kadencji Sejmu mamy tak naprawdę jednego działacza związkowego. To poseł z Bielska Białej Stanisław Szwed. To za mało.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
cwok
CYTAT(Spock @ 17.10.2009, 15:53:35)
Solidarność to też wielki przekret chcieli demokracji to ja maja.

Dzięki temu wielkiemu przekrętowi za pisanie głupot na forum, z których słyniesz nie siedzisz jeszcze z zakładzie karnym. Nawet pewnie nie wiesz ze to solidarność wywalczyła wolność wypowiedzi.
S
Spock
Solidarność to też wielki przekret chcieli demokracji to ja maja.
N
NPFO
Tyszkiewicz z Solidaności? Ha, ha, ha! Chyba tej atrapy po 1989 roku...
g
gość
Dodaj jeszcze szpicli i konfidentów
P
POkemon
PO jak Partia Oszustów i Obłudy zaprzedała się aferałom i Liberałom.
Dodaj ogłoszenie