Sokólskie wydarzenia: Tym żyliśmy w 2008 roku

Martyna Tochwin
Trumny pod sokólskim magistratem? Takiego argumentu użyli rolnicy, którzy walczyli o to, żeby w ich wsiach nie powstał zespół przyrodniczy “Kamionka”.
Trumny pod sokólskim magistratem? Takiego argumentu użyli rolnicy, którzy walczyli o to, żeby w ich wsiach nie powstał zespół przyrodniczy “Kamionka”.
Za nami dwanaście miesięcy starego roku. Co w tym czasie zdarzyło się w Sokółce? Czym żyli mieszkańcy? Jakie zdarzenia utkwiły nam w pamięci?

Co będziemy pamiętać, gdy wspomnimy rok 2008? Oto subiektywny przegląd najważniejszych sokólskich wydarzeń 2008 roku.

Rok 2008 mamy już za sobą. Jakie wydarzenia z życia Sokółki zapamiętamy na długo? Poniżej osiem najważniejszych, według mnie, wydarzeń 2008 roku.

1. Seniorzy mają miejsce

Początek roku 2008 był pomyślny dla sokólskich seniorów. Dzięki staraniom Elżbiety Szarkowskiej w Sokółce zaczął działać Uniwersytet III Wieku. Po niemal roku można śmiało stwierdzić, że był to strzał w dziesiątkę. Ponad 100 seniorów aktywnie uczestniczy w różnych zajęciach od gotowania, aż po naukę języków obcych. Mają teraz swoje miejsce i dobrze. Dobrze, że nasze miasto ma ludzi, którym mimo wieku “chce się jeszcze chcieć".

Swoją drogą, smuci jedynie fakt, że w niemal 20-tysięcznym mieście seniorzy są najbardziej aktywną grupą społeczną. A gdzie młodzi?

2. Janowszczyzna ma szkołę

- Nie pozwolimy na cichą likwidację naszej szkoły. I to w białych rękawiczkach - krzyczeli głośno rodzice dzieci ze Szkoły Podstawowej w Janowszczyźnie. Wiosną protestowali przeciwko planom likwidacji szkoły. Nie godzili się na propozycję burmistrza, aby szkołę poprowadziło stowarzyszenie. Protestowali tak głośno, aż... wygrali. Kurator stwierdził, że gmina naruszyła procedurę, bo nie wyjaśniły dokładnie wszystkiego rodzicom.

Niestety, szkoła w Lipinie została zlikwidowana. Tamtejsi ludzie nie protestowali, przystali na warunki gminy. Od 1 września prowadzi ją Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Wsi Lipina.

3. Znak podzielił ulice

Wszystko zaczęło się od zwykłego znaku drogowego. Na ul. Kresowej zimą stanął znak zakazujący wjazdu pojazdom powyżej 10 ton. No i się zaczęło! Tiry musiały jakoś dojeżdżać do przemysłowej dzielnicy miasta, więc zaczęły rozjeżdżać ulicę Lotników Lewoniewskich. Bomba wybuchła natychmiast. Były protesty, negocjacje z władzą, tony pism, były nawet próby blokowania ulicy.

Szukano winnych tego stanu rzeczy, sprawdzano zaginioną korespondencję... Winnych jak nie było, tak nie ma do dziś. Ale znak w końcu stanął. I tiry już nie rozjeżdżają Lotników Lewoniewskich. Teoretycznie, bo znak znakiem, a kierowcy jeżdżą jak chcą...

4. Z Mariańskiej do Kraśnian

Tego jeszcze nie było. Ulica Mariańska chciał wypisać się z granic administracyjnych Sokółki i przenieść się do... sąsiedniej wsi Kraśniany. Wszystko przez wodociag, a raczej jego brak. Poszło o “całe" 300 m rury.
Mieszkańcy kilkunastu domów w oficjalnym piśmie do burmistrza domagali się przemieszczenia do Kraśnian. Powód? Oni jako mieszkańcy miasta wciąż żyją bez wodociągu, a wieś tym symbolem postępu cieszy się od ponad dwudziestu lat. Sprawa była na tyle poważna, że obiła się nawet o Radę Miejską. Z planów przeniesienia jednak nic nie wyszło. Ostatecznie sprawę załagodził burmistrz zapewniając, że wodociąg prawie na 100 procent zostanie zbudowany jeszcze w tym roku... Mamy styczeń 2009 roku, a wodociągu na Mariańskiej nadal nie ma.

5. Rada sięgnęła dna

Koniec maja był szczególnie gorący dla sokólskiej polityki. To wtedy sytuacja w Radzie Miejskiej zaogniła się na tyle, że opozycja wypowiedziała ciężkie słowa: "Rada sięgnęła dna moralnego".
Rzecz zaczęła się jeszcze w marcu. Najpierw z komisji rewizyjnej odwołano radnego Łukasza Moździerskiego, jednego z największych opozycjonistów. Za co? Nie wiadomo, bo ani wtedy, ani poźniej nie padło nawet słowo uzasadnienia. W maju radni posunęli się jeszcze dalej. Z komisji oświaty wylecieli Antoni Cydzik i Łukasz Moździerski. Uzasadnienia też zabrakło.

Ten zmasowany atak rządzącej koalicji na opozycję zaszkodził wizerunkowi rady. Bezpardonowe walka na “haki" i brutalna walka o wpływy - tak dziś postrzegają radę sokółczanie. Taką cenzurkę radni zawdzięczją samym sobie.

6. Precz z “Kamionką"

Pół roku życia w stresie zafundowali sokólscy włodarze mieszkańcom dwunastu wsi. Mowa oczywiście o tych, którzy przestraszyli się pomysłu, aby na terenie ich wsi utworzyć zespół krajobrazowy “Kamionka".

Pomysł wystrzelił w czerwcu. I do razu były kłopoty. - Nie chcemy u siebie skansenu - krzyczeli rolnicy. I choć głośno wyrazili swoje zdanie, nikt się z nimi nie liczył.

Jesienią przeszli więc od słów do czynów. Były protesty pod magistratem, szumne hasła na transparentach, jajka w wytłaczankach, taczki, a nawet trumny... I dopiero te ostatnie argumenty przemówiły do radnych, bo ostatecznie pomysł utworzenia zespołu upadł. Cała Sokółka mogła patrzeć, jak rzeczowe i merytoryczne argumenty, padające z ust rolników przegrywają w radzie z perspektywą jazdy na taczce, trumny pod oknem czy rozbitego jajka na klapie marynarki. Tak więc oto (może trochę przypadkiem) sami radni pokazali mieszkańcom, jakie argumenty przemawiają najmocniej do ich wyobraźni.

7. Kaci na ulicy

To był ciepły sierpniowy wieczór. Dwie 13-latki Agnieszka i Kinga długo nie zapomną tamtych wydarzeń. Zapłaciły wysoką cenę za to, że chciały uratować kotka. Na ulicy zostały bestialsko pobite przez trzech braci, którzy maltretowali zwierzę. 13-latki miały krwiaki na twarzy, wstrząśnienie mógu i wyraźne ślady duszenia...

Miesiąc temu najstarszy 18-letni kat został skazany. Trafił do więzienia na dwa i pół roku. Najmłodszy 13-letni oprawca jest w domu z ojcem, a 15-latek przebywa w zakładzie poprawczym.

To wydarzenie wstrząsnęło Sokółką. Tym bardziej, że powodem pobicia był... mały kotek.

8. Niewypał z salą gimnastyczną

1 września - ta data staje kością w gardle sokólskiej władzy. Uroczyście inaugurowano wtedy rok szkolny w nowej sali gimnastycznej, która... nie miała wydanej decyzji inspektora nadzoru budowlanego na użytkowanie. Gmina dopuściła się zwykłej samowoli budowlanej.

Kto za to odpowiadał? Nie ma wątpliwości, że burmistrz, bo to gmina była inwestorem. Ale wszyscy nabrali wody w usta. Słychać było tylko wzajemne słowne przepychanki.

A dzieci? Oczywiście wyszły na tym najgorzej. Bo choć 1 września mogły hasać po nowej sali, to już 2 września sala została dla nich zamknięta na cztery spusty, a lekcje wychowania fizycznego po staremu odbywały się na boisku. Po staremu, ale w cieniu nowej sali.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie