Śmierć złodzieja. Pościg i samobójstwo.

Włodzimierz Jarmolik
Franciszek Świetlicki popełnił samobójstwo
Franciszek Świetlicki popełnił samobójstwo Fot. sxc.hu
Złodziej popełnił samobójstwo. Kiedy policjanci byli już blisko, uciekinier krzyknął z determinacją: Żywym mnie nie weźmiecie! Następnie przyłożył pistolet do skroni i pociągnął za spust.

W majowy ranek 1935 r. z białostockiego dworca szykował się do odjazdu pociąg pośpieszny do Warszawy. Tego dnia na peronie dyżur pełnił policjant J. Ziemniak z posterunku kolejowego. W pewnym momencie podszedł do niego solidnie wyglądający jegomość, przedstawił się jako kupiec S., pracujący w branży futrzarskiej i zakomunikował, że w jego przedziale znajduje się mężczyzna, którego zachowanie jest cokolwiek dziwne.

Policjant zaczął oczywiście wypytywać o szczegóły. Okazało się, że podejrzany osobnik wciąż kręci się nerwowo na ławce, co i rusz spogląda w okno, a na widok munduru chowa natychmiast głowę. To pewno jakiś rajzer - pomyślał posterunkowy Ziemniak. Jeden z tych, którzy licznie latem, jeżdżą na gapę. Zaraz złapię gagatka.

Kiedy jednak funkcjonariusz dotarł do przedziału, zobaczył tylko plecy mężczyzny wyskakującego przez okno. Ziemniak wrócił do drzwi wagonu. Z okrzykiem: Stać! Tu policja! - puścił się w pościg za zbiegiem.

Przez myśl mu nawet nie przeszło, że goni złoczyńcę, a nie zwykłego wystraszonego gapowicza. Tymczasem wypłoszony z pociągu młody mężczyzna rwał co sił w nogach po peronie, w drugą stronę niż dworzec. Jego skok z okna i gwałtowny sprint zauważył jednak dyżurny ruchu. Postanowił sprawdzić, co się właściwie dzieje. Stanął pośrodku peronu i rozpostarł ręce. Na widok tej niespodziewanej przeszkody uciekający sięgnął do kieszeni marynarki i wydobył z niej pistolet. To wystarczyło. Kolejarza jakby zmiotło z peronu. Zbieg pędził dalej.

Pościg i samobójstwo. Policja stwierdziła zgon.

Posterunkowy Ziemniak, widząc że ma do czynienia z uzbrojonym, a przez to groźnym przestępcą, kontynuował pościg, ale już bardzo ostrożnie. Na jego polecenie kolejarze zawiadomili o wszystkim posterunek dworcowy. Stamtąd poszły sygnały do komisariatu głównego oraz do oddziału policji konnej. Wkrótce w obławie brało już udział kilkunastu mundurowych. Przyłączyli się do niej mieszkańcy Marczuka, gdzie zauważono podejrzanego uciekiniera.

Osaczony ze wszystkich stron mężczyzna schronił się w lasku marczukowskim. Zanim skryły go drzewa, policjanci oddali w jego stronę salwę z karabinów, ale żadna kula nie dosięgła celu. Ścigany również zaczął ostrzeliwać się, lecz też z mizernym skutkiem. Wśród huku wystrzałów i gwaru nawoływań, dotarto aż do Bacieczek.

Właśnie wtedy jeden z policjantów, przodownik Pycz z posterunku kolejowego, celnym strzałem trafił uciekiniera w nogę. Ten zatoczył się i po chwili zwalił się na ziemię. Kiedy uczestnicy pogoni byli już blisko niego, krzyknął z determinacją: Żywym mnie nie weźmiecie! Następnie przyłożył pistolet do skroni i pociągnął za spust. Strzał był śmiertelny.

W trakcie obszukiwań zwłok nie znaleziono żadnych dokumentów. W wewnętrznej kieszeni marynarki odkryto tylko ponad 100 zł oraz garść zapasowych nabojów. Ale wkrótce policja wiedziała już prawie wszystko o samobójcy. Był nim 24-letni Franciszek Świetlicki, pochodzący z powiatu Wysokie Mazowieckie. Niedawno zbiegł z aresztu, gdzie był przetrzymywany za napady rabunkowe. Wcześniej odsiedział 1,5 roku więzienia za kradzież koni. Znany był z tego, że miał przy sobie broń i chętnie strzelał do policjantów.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie