Sławomir Świerzyński - Cesarz disco polo

Jerzy Doroszkiewicz
Bayer Full, polskie wesela i podbój Chin to podtytuł niezwykle ciekawej gawędy, jaką udało się spisać Katarzynie Sielickiej – świetnej dziennikarce i szefowej największych polskich tabloidów.
Bayer Full, polskie wesela i podbój Chin to podtytuł niezwykle ciekawej gawędy, jaką udało się spisać Katarzynie Sielickiej – świetnej dziennikarce i szefowej największych polskich tabloidów. Wydawnictwo The Facto
Rozbisurmaniony stroiciel fortepianów stał się królem disco polo, a później fundatorem fundatorem kaplic i niemal oficjalnym ambasadorem Polski w Chinach.

"Zespół na weselu powinien grać dwadzieścia pięć minut i dziewięć minut przerwy. Ani dłużej, ani krócej." tłumaczy w pewnym momencie dziennikarce i rzecz jasna czytelnikom Sławomir Świerzyński, lider legendarnego zespołu Bayer Full. Dlaczego tylko raz zagrał w Panderozie? Dlaczego można nazwać go kurwiarzem albo pedałem, ale nigdy złodziejem? O tym wszystkim opowiedział we wspomnieniowej książce o swoim życiu.

Chłopak wychowany w rodzinie z tradycjami, z dziadkiem spod Białegostoku, zresztą bohaterem wojny 1920 roku, od dziecka miał świetny słuch. Do tego stopnia, że nie chciało mu się w szkole uczyć czytania nut, zanim nauczyciele nie odkryli, że wszystko gra ze słuchu. Od małego też śpiewał i, ja twierdzi, nigdy nie miał tremy. Ale też wydaje się, że zawsze myślał, jak wypaść najlepiej bez potrzeby obnażania się na fejsbuku, którego zresztą nie było.

Nauczony od małego zarabiać, choćby na sprzedaży butelek, bardzo szybko usamodzielnił się. Skończył na swój sposób elitarną szkołę w Kaliszu i został stroicielem fortepianów. I od razu zarabiał spore pieniądze, o ile w PRL ktoś mógł o czymś takim marzyć. Choć rodzice byli raczej nieźle umocowanymi w lokalnych społecznościach szychami, syn celowo nie zdecydował się na studia. Wolał nawet pójść do PRL-owskiej armii i ślubować wierność Związkowi Sowieckiemu.
Ze wspomnień z młodości wynika, że był wyjątkowo niesfornym uczniem. Skłonnym do wybitki i wypitki, nie stroniącym od seksu i zawsze zakochanym w muzyce. Szło mu na tyle dobrze, że po średniej szkole został nauczycielem i prowadził wieloosobowy chór. Był też instruktorem harcerstwa i przypomina, że to on śpiewając z druhami ułożył piosenkę "Bo wszyscy harcerze to jedna rodzina", którą później przekuł w wielki przebój "Wszyscy Polacy". Miał prawo. Miał też nosa, by robić karierę w amerykański sposób w Polsce. Nagrywać płyty, inwestować w zespół, wreszcie we własną firmę, która uniezależniła go od złodziejskich wydawców i menadżerów. Potrafił zagrać wesele dla mafii i poprosić mafię o pomoc, kiedy porwano mu 20-letniego syna.

Świerzyński jest też nieodrodnym synem polskich przemian ostatniego ćwierćwiecza. Po jednym z pobytów w USA założył dyskotekę, zadłużył się, splajtował nie nadążając ze spłacaniem odsetek po reformie Balcerowicza. Ale nigdy nie narzeka. Po prostu wie, że trzeba pracować, bo to się w niektórych branżach opłaci. Szczerze przyznaje, że uczył się wiele od polskich gwiazd estrady - Ireny Santor czy zapomnianego dziś niemal zupełnie znakomitego szołmana Andrzeja Rosiewicza. Jest bliskim znajomym Waldemara Pawlaka i Adama Struzika - prominentnych działaczy PSL, którzy za młodu bywali właśnie w dyskotece Świerzyńskiego.

Dziennikarka tabloidu spisując gawędę lidera Bayer Full nie stawia kłopotliwych pytań. Dowiadujemy się nieco o jego bogactwie, pałacu nad Wisłą z przystanią dla jachtu, inwestycjach w kościół i wielkiej religijności. Świerzyński przyznaje też, że gdyby nie towarzysząca mu na koncertach żona, znacznie szczodrzej korzystałby z sytuacji, że jako muzyk i lider ma wzięcie u pań. Jest też nieco wspomnień z prób podboju Chin, gdzie lider Bayer Full jawi się jak rasowy polityk, który nie śmie nikogo urazić. Sam przyznaje, ze kiedy grał na weselach, a ktoś mu przeszkadzał sakramentalne "Sp..aj" zawsze mówił z uśmiechem. A po modlitwie w Rzymie przestał kląć jak szewc.

"Cesarza disco polo" naprawdę czyta się bardzo lekko, jakby słuchając opowieści dobrego znajomego. Bo czyż nie jest nim ktoś, kogo przez lata słyszeliśmy na ulicy, wyśpiewującego "Majteczki w kropeczki". Cesarz, a ludzki facet.

Czytaj e-wydanie »

Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie