Sławomir Grygoruk: Jeszcze się tli ostatnia iskierka nadziei

Julia Szypulska
Sławomir Grygoruk, przewodniczący zakładowej Solidarności w Miejskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej w Białymstoku.
Sławomir Grygoruk, przewodniczący zakładowej Solidarności w Miejskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej w Białymstoku. Andrzej Zgiet
Czy w dobie kryzysu rozsądny człowiek sprzedaje najlepszą firmę miejską? Przynoszącą milionowe zyski i będącą w dobrej kondycji finansowej. Tylko po to, aby chwilowo zmniejszyć zadłużenie miasta.

Znakomita większość pracowników spółki opowiedziała się przeciw sprzedaży przedsiębiorstwa. Jakie w związku z tym będą wasze dalsze działania?
Sławomir Grygoruk, przewodniczący zakładowej Solidarności w Miejskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej w Białymstoku:
Odbyliśmy spotkania z radnymi i władzami miasta, na których próbowaliśmy ich przekonać, że prywatyzacja MPEC to zły pomysł. Przygotowaliśmy też list otwarty do mieszkańców. Nasi pracownicy zadeklarowali, że sami będą roznosić informacje - wrzucać do skrzynek i umieszczać na tablicach ogłoszeń. W liście przedstawiliśmy konsekwencje, jakie może przynieść utrata przez miasto kontroli nad spółką. Trzeba mieć świadomość, że nikt charytatywnie nie wyłoży 200-300 mln na kupno spółki. On będzie chciał na tym zarobić. Dziwię się, że miasto tego nie widzi. Poza tym, że nie wiadomo, kto kupi przedsiębiorstwo. Jeśli to będzie duży koncern, to z kimś takim znacznie trudniej się dogadać niż z małą spółką.

Jakie są w tej chwili nastroje w firmie?

- Ludzie są zastraszeni. Z jednej strony pojawiły się informacje o planach prywatyzacji. A jak pokazują przykłady z terenu kraju, w wielu wypadkach oznacza to redukcję zatrudnienia. Z drugiej strony są działania naszego zarządu. Niedawno otrzymaliśmy pismo z informacją o planach ograniczenia zatrudnienia w 2013 roku. Miałoby to być kilkanaście etatów w grupach zawodowych: monter, monter-kierowca, elektromonter. I teraz ludzie się zastanawiają, kto będzie zwolniony? Jeśli u nas w tych grupach jest około 100 osób, to każdy zakłada, że to jego będzie dotyczyć.

Ludzie wolą więc zrezygnować sami, korzystając z programu dobrowolnych odejść. Tutaj przynajmniej dostają na odprawę równowartość kilkunastu pensji. To razem daje kilkadziesiąt tysięcy złotych, w zależności od stażu pracy. W tym roku 18 osób odeszło - 17 z programu, jedna na własne żądanie. Głównym celem programu było zmniejszenie liczby etatów w firmie, czyli oszczędność na funduszu wynagrodzeń. Nic z tego jednak nie wyszło. Po analizie tego stanu zatrudnienia, okazało się, że ten zamiast się zmniejszać, to się zwiększa. I to też nie tak, że ci nowi ludzie przychodzą na produkcję. Tylko tu, do biura na Warszawską. Zgłaszaliśmy to na radzie nadzorczej.
Czyli jest przerost zatrudnienia w administracji?

- Uważam, że tak.

Ma pan świadomość, jak jest traktowany MPEC w mieście? Że to takie miejsce pracy dla znajomych?

- Zgadza się. Różne słuchy nas dochodzą, różne obietnice są składane.

Jak musi być źle, skoro takie doskonałe miejsce pracy ma być sprzedane.

- Musi być źle. Czy w dobie kryzysu rozsądny człowiek sprzedaje najlepszą firmę miejską? Przynoszącą milionowe zyski i będącą w dobrej kondycji finansowej. Tylko po to, aby chwilowo zmniejszyć zadłużenie miasta.

Radni z klubu PiS wystąpili z inicjatywą, by wśród mieszkańców zorganizować referendum. Żeby się białostoczanie mogli wypowiedzieć, co sądzą na temat planów sprzedaży spółki. Czy pan wierzy w tę inicjatywę, czy to mogłoby coś dać?

- Mam przykład z Warszawy z ostatniej prywatyzacji. Tam się nie udało. Załoga wystąpiła do radnych z taką inicjatywą. Rada się nie zgodziła i musieli stworzyć grupę inicjatywną i zbierać podpisy pod obywatelskim projektem uchwały. Tam był wymóg zebrania 128 tys. podpisów, u nas trzeba byłoby 23 tys. Jeśli już jest oferent z konkretną kasą, to 5 listopada, bez względu na to, czy jest taka propozycja radnych, czy nie, większość to przegłosuje.

Czyli pan specjalnych nadziei z referendum nie wiąże?

- Dobrze byłoby, żeby ludzie mogli się wypowiedzieć. Uważam, że ta władza nie ma monopolu na rację. Po to i ja zorganizowałem referendum, żeby spytać załogę. Żeby się przekonać, czy to tylko ja myślę, że tej firmy nie można sprzedać. Okazało się, że inni myślą podobnie. Nasi pracownicy chyba najlepiej zdają sobie sprawę z tego, co po prywatyzacji będzie na przykład z ceną. Oni też są przecież mieszkańcami Białegostoku. Dobrze wiedzą, że te koszty zostaną przeniesione na odbiorców.

Wspomniał pan o oferencie z konkretną kasą. Czy to tylko pańskie podejrzenia, czy coś już na ten temat wiadomo?

- Taki sygnał dotarł do mnie z urzędu miasta. Poruszyłem ten temat na spotkaniu z przewodniczącymi klubów radnych. Jeden mówił, że to nieprawda, drugi, że też coś słyszał.

Jak z panem rozmawiam, to mam wrażenie, że owszem robicie referendum, wysyłacie list do mieszkańców, ale pan chyba tak naprawdę nie wierzy, że prywatyzacji MPEC uda się uniknąć?

- Powiem tak, gdybym nie wierzył, że cokolwiek można zrobić, to bym nic nie robił. Jednak jakaś tam iskierka nadziei jest. Że ktoś pójdzie po rozum do głowy i zastanowi się głęboko nad tym, co on tym podniesieniem ręki zrobi dla siebie, jako dla mieszkańca i dla pozostałych. Nie będzie już na przykład preferencyjnych cen za ciepło dla przedszkoli czy żłobków.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie