reklama

Sławomir Cenckiewicz: O Lechu Wałęsie nikt nie chciał pisać

Ze Sławomirem Cenckiewiczem, współautorem książki "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii", rozmawia Marta GawinaZaktualizowano 
Fot. Jerzy Doroszkiewicz
Pamiętam Wałęsę od najmłodszych swoich lat, jak go po raz pierwszy zobaczyłem w Gdańsku w sierpniu 1980 roku. Mieszkałem w tym mieście, na tej samej dzielnicy, co on. Jako mały chłopak chodziłem do tej samej parafii na mszę świętą. Lech Wałęsa jest częścią tej samej historii.

Obserwator: Czy jako historyk powiedziałby Pan uczniom, że Lech Wałęsa to nasz bohater? Tak uważa bardzo wielu Polaków.

Sławomir Cenckiewicz: Przede wszystkim unikałbym tak jednoznacznych określeń: bohater, zdrajca, dobry, zły. Obowiązkiem nauczyciela historii jest pokazać uczniom całe spectrum zachowań danej postaci. I niech młody człowiek wyrobi sobie zdanie. I taka była idea napisania książki o Lechu Wałęsie. Kiedyś ktoś nam powiedział, że napisaliśmy ją na takich podciętych skrzydłach. Ale ja jestem z tego zadowolony. Tu nie ma jednoznacznych ocen, kwalifikacji, choć się nam to przypisuje. To czytelnik ma sobie wyrobić zdanie o Lechu Wałęsie.

Ale już dawno nikt nie wywołał takiej burzy o byłym przywódcy Solidarności. O to Panom chodziło?

- Nikt inny nie wywołał, bo o Lechu Wałęsie nikt nie chciał pisać. Są książki, które wywołują jakieś tam poruszenie.

Dlaczego zajął się Pan właśnie byłym prezydentem?

- Mnie ta postać w sensie historycznym zawsze pasjonowała. Ja nie mówię tutaj o fascynacji w sensie akceptacji tej postaci. Pamiętam Wałęsę od najmłodszych swoich lat, jak go po raz pierwszy zobaczyłem w Gdańsku w sierpniu 1980 roku. Mieszałem w tym mieście, na tej samej dzielnicy, co on. Jako mały chłopak chodziłem do tej samej parafii na mszę świętą. Lech Wałęsa jest częścią tej samej historii. Byłem na stadionie Lechii Gdańsk, gdzie krzyczałem "Lech Wałęsa!", "Precz z komuną!". Byłem na meczu z Juventusem, kiedy cały stadion oklaskiwał Lecha Wałęsę. I to jest fascynująca przygoda, być historykiem i zmierzyć się z takim tematem. I od strony trójmiejskiej, i od strony naukowej. Bo mnie Wałęsa interesuje także na płaszczyźnie naukowej. Był dla mnie jako historyka wyzwaniem. I ja to wyzwanie podjąłem. To było kwestią czasu, kiedy napiszę o tym książkę. Cieszę się, że prezes IPN ją wydał. Spotkałem się z materiałami dotyczącymi Lecha Wałęsy od lat. Zajmuję się okresem przedsolidarnościowym. Uważałem, że nie ma co dyskutować, tylko należy coś z tym zrobić. Jak by się Pani zachowała w sytuacji historyka, który przygotowuje publikację o grudniu 1970 roku i spotyka pięć donosów agenturalnych tajnego współpracownika "Bolek". To co, powinienem je wyrwać, spalić, schować, udawać, że tam takich materiałów nie było?

Nigdy nie byłem Bolkiem - mówi nam z kolei Lech Wałęsa. Takim zapewnieniom Pan nie wierzy?

- To jest dla mnie pewna opinia. Ale przede wszystkim to interesujący przyczynek do dyskusji o tym, jak zachowują się ludzie, którzy współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent z nich zaprzecza. Jest trzech, którzy zachowali się inaczej, których mogę wymienić. To Lesław Maleszka, który się przyznał do współpracy, ale jak się okazało, tylko po części. Stanisław Filosek, który zresztą w ogóle nie przebił się przez media ze swoim przyznaniem się. Bo się popłakał i wszystkich przeprosił. I mój ulubiony aktor Tomasz Dedek, który w ogóle się nie przebił, bo się przyznał. Ich "tragedią" było to, że się przyznali. Gdyby tego nie zrobili, zostaliby wzięci w obronę.

Ale Wałęsa wyciąga kolejne argumenty na swoją obronę. Mówi, że w aktach SB nie ma żadnego donosu z jego podpisem. A Bolków mogło być kilkudziesięciu.

- To są argumenty dość szczegółowo rozbite i opisane w naszej książce. Bolków według niego było najpierw 85, potem 56. Sprawdziłem wszystkich Bolków w Trójmieście. Zadałem sobie ten trud. Tylko jeden pracował w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Był zarejestrowany w latach 1970-1976. Mało tego. Tylko jeden pracował i mieszkał w Gdańsku.

Czy jego ewentualna współpraca dyskwalifikuje go jako bohatera narodowego?

- Ja się nie wypowiadam na temat jego ewentualnego bohaterstwa. To w jakimś sensie jest dla mnie sprawa drugorzędna. Napisaliśmy książkę, której świadomie daliśmy podtytuł: przyczynek do biografii. Nie biografia. My zajęliśmy się jakimś fragmentem jego życiorysu. Ważnym fragmentem, który, śmiem twierdzić, w latach 90. zdeterminował Wałęsę do takich, a nie innych działań. To nie jest pełna biografia. Ale kiedy taka powstanie, będzie jeszcze bardziej krytyczna wobec byłego prezydenta.

Ale są też lata 80. Solidarność, Pokojowa Nagroda Nobla. Świat docenił Lecha Wałęsę.

- Sam Lech Wałęsa mówił przed laty, a ostatnio też mu się to wymknęło, że była to nagroda dla Solidarności. Bo jest to ruch narodowo-wyzwoleńczy, który walczył o niepodległość i pomógł w jej odzyskaniu Polsce w 1989 roku. Ale to nie znaczy, że mamy zastanawiać się, co osoba taka jak Lech Wałęsa, nawet jeśli uznamy, że był bohaterem, powiedzmy od roku 1976 czy 1980, robiła wcześniej. Ja zwracam uwagę na fakt wykorzystania przez niego urzędu prezydenta. Ekipa Wałęsy kradła dokumenty państwowe. Ja pytam: co to jest? Jeśli to był nieistotny incydent, to skąd taka operacja, która trwała zresztą kilka lat? Znajdowania w mieszkaniach prywatnych, archiwach urzędu ochrony państwa i ministerstwa spraw wewnętrznych dokumentów dotyczących Bolka. Pytanie retoryczne: dlaczego ich nie ma, skoro to są nieistotne świstki papieru?

Mimo tych argumentów nadal spora część Polaków nie wierzy, że były prezydent był agentem. Po wydaniu "SB a Lech Wałęsa" ludzie nawet zbierali podpisy poparcia dla Wałęsy. Pojawiały się też opinie, że nie wolno szkalować ikon naszej historii. Bo to szkodzi Polsce.

- A czy można pisać książki o postawach Polaków w Jedwabnem? Można szargać? Ja uważam, że można. Jeśli były zbrodnie, w których uczestniczyli Polacy, należy to opisywać. Tylko różnica między mną a tymi, którzy mówią, że o Jedwabnem można, a o Wałęsie nie, jest taka, że ja uważam, że trzeba pisać o wszystkich trudnych sprawach. Czy one dotyczą byłego prezydenta, czy Jedwabnego. Nie ma tutaj taryf ulgowych. Jak mówimy o tym, że Polakom należą się rekolekcje historyczne i trzeba pokazać, że nasza historia nie była taka bohaterska, to trzeba je zrobić. Trzeba pokazać ciemne karty w naszych dziejach. Bo ludzie tworzą historię, a nie historia tworzy ludzi.

Raz jeszcze wrócę do tezy, że przez ataki na Wałęsę tak naprawdę ośmieszamy się na arenie międzynarodowej. Ponieważ świat mówiąc "Polska", myśli "Wałęsa".

- Ja się z tym głęboko nie zgadzam. Bo ta teza jest nie do obrony w sensie merytorycznym. Na przykład jak pani pójdzie do księgarni w Stanach Zjednoczonych, to dostanie pani książkę Archiwum Mitrochina tom pierwszy, w którym można przeczytać, że Wałęsa był Bolkiem. Są tam jeszcze gorsze rzeczy. Że był naciskany ze względu na przeszłość w okresie jego internowania w Armałowie. Są tam przywoływane dokumenty, o których my nie mamy pojęcia w Polsce. To znaczy nie możemy potwierdzić ich dokumentami, które mamy w Instytucie Pamięci Narodowej. Jak widać, wiedza na temat Wałęsy jest powszechnie znana. Przynajmniej powszechnie dostępna. I my, Cenckiewicz i Gontarczyk, nie jesteśmy pierwszymi osobami, które o tym pisały. Całkiem niedawno, po wydaniu naszej książki, pewien kolega, który interesuje się służbami bezpieczeństwa, powiedział: zobacz, mam taki słownik historii służb w poszczególnych krajach, wydany w Czechach. I patrzę hasło "Polska". I wie pani, co jest tam napisane? Że Wałęsa był Bolkiem. Więc jest to wiedza powszechnie znana dla tych, którzy się tym tematem interesują.

Ale cień na Pana książkę rzuca postać esbeka Edwarda Graczka, który miał zwerbować Lecha Wałęsę. Napisaliście Panowie, że on nie żyje. Białostocki IPN udowodnił, że to nieprawda.

- Jakby było drugie wydanie naszej książki, to oczywiście tę informację należy poprawić. Natomiast temu problemowi trzeba poświęcić cały akapit. I będzie on bardzo przykry dla sądu lustracyjnego. To jeszcze jeden interesujący przyczynek do dyskusji, czym jest w Polsce sądownictwo lustracyjne. Ja mam wyrok tego sądu z 2000 roku, że Edward Graczyk nie żyje. Czy historyk ma każdą taką informację sprawdzać? Bo jeśli ja mam wyrok, to uznaję, że informacje w nim zawarte są prawdą. Ja i tak kilka lat temu podjąłem się trudu szukania Graczyka. Efekt był zawsze negatywny. Ale z drugiej strony, mógłbym retorycznie zapytać: a co by to zmieniło?

Graczyk wysłał mediom oświadczenie, że nigdy nie werbował Wałęsy.

- Ale do tego czasu we wszystkich mediach ustalono jedną linię. Nie korzystamy z relacji byłych funkcjonariuszy SB. We wstępie naszej książki piszę, że przyjęliśmy taką metodologię, w której nie wykorzystujemy informacji pochodzących od esbeków zbieranych teraz. I konkretny przykład. Mam czterogodzinną nagraną relację majora Janusza Stachowiaka. Człowieka, który założył teczkę personalną i pracy agenta o pseudonimie "Bolek". Ta relacja jest miażdżąca dla Wałęsy. Ale jej nie przywołałem, bo zastosowaliśmy taką, a nie inną metodologię. A jeżeli chodzi o Graczyka, to najpierw zeznał przed prokuraturą IPN, że były regularne spotkania, że były wypłacane pieniądze i rozpoznał dokument, do którego mieliśmy wątpliwości, czy jest autentyczny. Natomiast jakie ma znaczenie jego medialne oświadczenie w porównaniu ze zeznaniami złożonymi pod odpowiedzialnością karną?

W książkach o byłym przywódcy Solidarności najbardziej jednak brakuje słów samego Wałęsy.

- Zaraz po wydaniu publikacji wiele osób zarzucało nam, że nie chcieliśmy się skontaktować z Wałęsą. To nieprawda. Udowodniliśmy, że wysłaliśmy faks do biura Wałęsy. Mamy potwierdzenie. Nigdy nie dostaliśmy odpowiedzi.

Jedno jest pewne. Dzięki książce o Wałęsie stał się Pan jednym z najbardziej znanych historyków IPN w Polsce. Choć przy okazji stracił Pan pracę w Instytucie.

- Liczyłem się ze wszystkimi konsekwencjami. Straciłem stanowisko, a skala nienawiści i obelg, które w dalszym ciągu płyną na mnie z części mediów, jest bardzo duża. Ale dalej będę robił swoje. Dalej będę pisał książki. Choć o pełnej biografii Wałęsy na razie nie myślę. Może kiedyś.

Dziękuję za rozmowę.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

m
mzchess

To nie jest do końca prawdą, że nikt o Wałęsie nie chciał pisać, bo już w 1993r ukazały się dwie książki (czyli na bieżąco) pt. "Kim pan jest panie Wachowski" Pawła Rabieja i Ingi Rosińskiej oraz "Droga cienia" tych samych autorów. W tej drugiej są treści skreślone przez cenzurę z książki pierwszej. Obydwie te książki choć są o Wachowskim ukazują Wałęsę jako zwierzchnika Wachowskiego i doskonale oddają rzeczywistość. Trzecią książką o Wałęsie jest książka o bardzo trafnym tytule "Cień przyszłości" Anny Walentynowicz i Anny Baszanowskiej. Dla osób pragnących lepiej poznać Wałęsę gorąco polecam te trzy pozycje. Bardzo ciekawa lektóra!

k
kno

Bolek przekupił Graczyka oddał mu pół Nobla i uzdrowił siebie od czerwonki

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3