Skarby Napoleona mogą być na naszych ziemiach

Włodzimierz Jarmolik
Portret Napoleona pędzla Andrei Appianiego
Portret Napoleona pędzla Andrei Appianiego
Kończą się wakacje, kończy się też nasz wakacyjny cykl o skarbach. Zwieńczeniem wszystkich historii niech będzie ta ostatnia, dotycząca powrotu Napoleona i resztek jego wielkiej armii z wyprawy na Moskwę w 1812 roku.

Cele cesarza Napoleona w wojnie z Rosją były oczywiście polityczne i militarne. Ale nie tylko.

Interesował się on również bardzo carskimi skarbami nagromadzonymi w murach Kremla. Po całej Europie chodziły o nich niesłychane opowieści. Napoleon miał w Rosji masę szpiegów, nawet wśród tamtejszej arystokracji. Orientował się więc doskonale jeszcze w Paryżu, czego może się spodziewać.
Szczególnie dużo na temat bogactw carskich opowiedział cesarzowi ambasador Francji w Petersburgu Louis Caulaincourt, książę de Vincenze. Moskiewski skarbiec utworzono jeszcze w XV wieku. Tam kolejni samodzierżawcy rosyjscy gromadzili najcenniejsze dzieła złotników rosyjskich i obcych, insygnia carskie, korony, treny, bogato zdobione ubiory, cenne zastawy, kunsztownie wykonaną broń a nawet monarsze karety. Do kremlowskiego skarbca trafiały też przepiękne dary, jakie carowie otrzymywali od innych władców za pośrednictwem uroczystych poselstw dyplomatycznych. Napoleon zapytał swojego ambasadora, czy znajdzie tam ewentualnie dary pochodzące od Anglików. Potwierdzająca odpowiedź bardzo go ucieszyła.

Cesarz co prawda w połowie września wkroczył do Moskwy, jednak skarbów z Kremla nie zdobył. Generalny gubernator miasta Fiodor Rastopczin jeszcze w sierpniu polecił zapakować cały skarb i wywieźć go statkami aż do Niżnego Nowogrodu. Francuscy żołnierze mieli jednak co w Moskwie rabować. Choć miasto płonęło podpalone na rozkaz gubernatora przez samych moskwian, grasującym pozostały wszak bogate pałace, dwory, cerkwie czy monastery. Kiedy w połowie października Wielka Armia opuszczała Moskwę, jej uczestnicy nieśli w plecakach, sakwach, węzełkach i po kieszeniach wiele złota, srebra i kosztowności. Zdobyte skarby upychano też po różnych wozach taborowych, często nawet kosztem żywności. Cesarz i jego generałowie nie odważyli się rozkazać, aby żołnierze pozostawili swój łup. Obciążony i wolno posuwający się pochód szybko stał się celem wojsk rosyjskich, idących ślad w ślad za przeciwnikiem. Szczególnie dokuczliwi byli Kozacy i wczesna, sroga zima. Odwrót Napoleona i jego wielonarodowego wojska przemienił się w wielką klęskę. Duża część wywożonych z Moskwy skarbów pozostała wraz z ich nowymi posiadaczami w ziemi rosyjskiej.

5 grudnia Napoleon opuścił Wielką Armię. Było to już na ziemi litewskiej. Niemal samotnie udał się do Paryża. Resztka wojska, obciążona wozami taborowymi, saniami i działami posuwała się wolno w kierunku Wilna. Nieopodal miasta, pod Górą Ponarską, doszło do jeszcze jednej tragedii. Forsowanie oblodzonego wzgórza nie powiodło się. Rozpadły się oddziały, przepadła cała artyleria, a żołnierze cesarscy rzucili się do rabowania furgonów. Francuskich maruderów znęciły przede wszystkim ekipaże należące do samego władcy. Szczególnie te eskortowane przez kilkuset gwardzistów, w których wieziono skarb armii, czyli 20 milionów franków w złocie. Rabować zaczęła najpierw sama eskorta. Cesarskie karety także znalazły swoich amatorów. Grabiono srebra stołowe, bogato haftowane mundury, klejnoty, tabakierki, zegarki i wszystko, co można było chwycić i szybko schować. Nie oszczędzono też wozów należących do marszałków i generałów. Reszta bogactw padła łupem krążących wokół Kozaków. Ci ostatni ścigali zajadle żołnierzy francuskich, którzy nazbyt objuczeni posuwali się wolno spod Góry Ponarskiej w kierunku Wilna. Wielu z nich przypłaciło swą chciwość okrutną śmiercią.
Tymczasem Napoleon w swoim odwrocie zahaczył o nasze ziemie. Na jego trasie do Warszawy znalazły się m.in. Łomża i Grajewo. Tutaj cesarz zatrzymał się na kilka godzin dla krótkiego odpoczynku i pożywienia. Niczego nie brał za darmo. Jego adiutant z grubej kiesy odsypywał karczmarzowi garść złotych napoleońskich monet. Może na ślad którejś z nich trafią nasi, rodzimi poszukiwacze skarbów. Jeśli już nie w te wakacje, to może w następne.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie