Siostra Angelika Tabuła, misjonarka w Afryce: Nie liczymy godzin i wysiłku. Potrzebne jest krzepkie zdrowie, silna kondycja psychiczna i poczucie humoru

Redakcja
"Wyjeżdżając do Kenii znałam tylko język angielski."
"Wyjeżdżając do Kenii znałam tylko język angielski."
W gorącym klimacie pracować jest trudno - mówi - a my często pracujemy ponad siły. Nie liczymy godzin i wysiłku.

Order Usmiechu

Order Usmiechu

To honorowe odznaczenie nadawane od 1968 za działalność na rzecz dzieci, przyznawane na ich wniosek przez Kapitułę Orderu. W 1979 roku, ogłoszonym przez ONZ Międzynarodowym Rokiem Dziecka, sekretarz generalny ONZ Kurt Waldheim nadał Orderowi Uśmiechu międzynarodową rangę i patronat objął nad nim UNICEF.

Dzieci uhonorowały dotychczas tym niezwykłym odznaczeniem blisko 900 osób z ponad 40 krajów świata. Wśród Kawalerów Orderu Uśmiechu są takie osobistości jak Ojciec Święty Jan Paweł II i zwierzchnik Kościoła buddyjskiego w Tybecie Dalajlama, Matka Teresa z Kalkuty, Tove Janson - twórczyni Muminków i Astrid Lindgren - autorka Pipi Langstrum, królowa Szwecji Sylwia, pisarka Ewa Szelburg - Zarembina, Marek  Kotański - twórca Monaru i Markotu, Andrzej Kieruzalski - twórca i kierownik Zespołu "Gawęda",  a także  Joanne Rowling, autorka "Harry'ego Pottera".
Wręczenie Orderu Uśmiechu siostrze Angelice odbyło się dwa razy. Pierwszy raz 11 września w Kapiri Mposhi w misji, w której pracuje siostra Angelika.

Kilka dni później uroczystość miała bardziej oficjalny charakter i odbyła się w Nuncjaturze Apostolskiej w Lusace - stolicy Zambii. W uroczystości udział wzięli: konsul Polski - Maria Wiśniewska, ministrowie rządu zambijskiego, zambijska telewizja i dziennikarze gazet, wielu misjonarzy, misjonarki i wielu przyjaciół. Siostrę Angelikę dekorował Kanclerze Kapituły Orderu Uśmiechu a zarazem rzzecznik rządu do spraw dziecka w Polsce - Marek Michalak

Kurier Hajnowski: We wrześniu 1991 roku wyjechała Siostra do Kenii. Jak wyglądały pierwsze dni w tym nowym, innym świecie?

S. Angelika Tabuła: Pierwsze doświadczenie Afryki nie pokrywało się z moimi oczekiwaniami, wyobrażeniami i często odbiegało od realności. Oglądanie w telewizji migawek czy filmów z życia Afrykańczyków, czytanie książek, artykułów czy też bezpośrednie spotykania z misjonarzami z Afryki nie zastąpi własnych obserwacji, doświadczeń, stąpania po Czarnym Lądzie i spotykania tamtejszych ludzi. Moja przygoda z Afryka zaczęła się od Kenii 26 września 1991 roku. Otworzyłyśmy tam właśnie swój pierwszy dom, w małej misji Kanyakine, położonej około 20 km od Meru. Teren jest zamieszkiwany przez szczep Meru, a językiem lokalnym jest Kimeru. Siostry Misjonarki Św. Rodziny nie były tam znane, budziłyśmy więc swoją obecnością duże zainteresowanie.

Dla wielu ludzi, szczególnie dzieci, była to okazja, aby po raz pierwszy zobaczyć na żywo białego człowieka. Zachwycał mnie górzysty teren wokół i pięknie malujący się na horyzoncie szczyt największej góry Kenii - Mount Kenya. Wszystko było dla mnie egzotyczne. Robiłam dużo zdjęć krajobrazu, roślinności, tutejszych ludzi. Interesowały mnie najmniejsze nawet szczegóły. Wszystko zaczęło się dopiero wtedy, gdy zaczęłam poznawać kulturę tamtejszych ludzi, ich zachowania, reakcje, sposób podejścia do życia. Przyznam szczerze - wielokrotnie byłam zaszokowana i nie potrafiłam sobie wielu rzeczy wytłumaczyć. Z biegiem czasu zaczęłam tych ludzi rozumieć, a nawet kochać.

Tak - kochać. Pracowałam z młodzieżą. Zakładałam grupy młodzieżowe w rożnych punktach misyjnych. Codziennie byłam w drodze, pokonując duże odległości, wspinając się po górzystym terenie. Z perspektywy czasu widzę, jak wiele się nauczyłam od Afrykańczyków, jak wiele im zawdzięczam. Radość, pogoda ducha, uśmiech, prostota serca - to cechuje tych ludzi.

Jak wyglądało porozumiewanie się z ludźmi i jaki był ich stosunek do Siostry - nieufny czy wręcz odwrotnie?

- Wyjeżdżając do Kenii znałam tylko język angielski. Na miejscu uczyłam sie języka Kimeru i Swahili. Wielu ludzi, szczególnie w buszu, nie znało angielskiego. Moje próby porozumienia sie z nimi w ich języku kończyły sie zawsze śmiechem, gdyż na początku zawsze coś przekręciłam albo nie dodałam. Ale ludzie byli otwarci, mili, wiec nie miałam blokady językowej, wiedząc, że i tak jakoś się dogadamy. Było przy tym wiele humoru, co pomagało w porozumieniu.

Obecnie w Zambii prowadzi Siostra szkołę. Czym różnią się szkoły, przedszkola i dzieci zambijskie od naszych?

- 19 września minęło 11 lat mojego pobytu w Zambii. W Kapiri Mposhi pracuję od dziewięciu lat, przedtem dwa lata byłam w Lusace, w stolicy Zambii. Prowadzę tu dużą szkołę, która była malutka, gdy tam przyjechałam. Zastałam tylko 50 dzieci w przedszkolu. Teraz działa tu szkoła średnia i mamy 1200 uczniów, a w przedszkolu 454 dzieci. Szkoła się rozbudowuje, wciąż "dostawiam" nowe klasy, buduję toalety szkolne, laboratorium.

Nasze dzieci zdają państwowe egzaminy w 100 proc. i to stawia nas wśród najlepszych szkół w Zambii. Już wkrótce szkoła, jako pierwsza placówka w Zambii, będzie nosiła imię Jana Pawła II. Dzieci nasze są grzeczne i kulturalne, nie mamy z nimi kłopotów wychowawczych. Uczenie tych dzieci, to przyjemność, proszę mi wierzyć.

Jak ogólnie ocenia Siostra pracę na misji?

- Praca misyjna nie jest łatwa. Spotykamy tu wiele problemów, z którymi musimy sobie poradzić. W gorącym klimacie pracować jest trudno, a my często pracujemy ponad siły. Nie liczymy godzin i wysiłku. Potrzebne jest krzepkie zdrowie, silna kondycja psychiczna, duża doza humoru - to jest niezbędne, by przetrwać i dać sobie radę.

Czym dla Siostry jest Order Uśmiechu?

- Order Uśmiechu przyznany mi w tym roku przez dzieci jest dla mnie bardzo wielkim wyróżnieniem i zarazem zadaniem. Nie da się wyrazić, jak ogromną przynosi to satysfakcję i radość. Czuję się bardzo szczęśliwa i spełniona. Na pewno to wyróżnienie wniosło w moje życie wiele zmian i nowych planów. Wiem, że tylko wielkie serce, przepełnione miłością do dzieci i wszystkich ludzi, może przemienić życie innych i zbudować im lepszą przyszłość. Orderu Uśmiechu chyba nic nie może zastąpić. To wspaniały dar od dzieci, które poczuły się kochane, otoczone troska, bezpieczne.

Czy w Afryce dużo jest sierot i czy adopcje na odległość są popularne?

- Sierot jest bardzo dużo, a ich liczba niepokojąco wzrasta. Duża śmiertelność młodego pokolenia jest wyraźna. AIDS i malaria dziesiątkują ludzi. Coraz więcej widzimy żebrzących dzieci na ulicach. W naszej szkole mamy duży procent osieroconych dzieci. Adopcje na odległość są dosyć znane, ale na pewno niewystarczające w stosunku do potrzeb.

Plany na przyszłość?

- Najbliższe miesiące upłyną mi zapewne na wytężonej pracy, krótkich nocach i różnych podróżach. Jestem odpowiedzialna nie tylko za szkołę, przedszkole, dom zakonny, ale również za wiele innych spraw. Jeśli bym miała raz jeszcze wybierać moje powołanie i drogę życiową, na pewno bym powtórzyła swój wybór.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie