Siedemnasta Białostocka u celu

    Siedemnasta Białostocka u celu

    (sab)

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Odpoczywamy właśnie w Kobielach Wielkich. To tu, gdzie urodził się Władysław Reymont. Ostatnio trochę dokuczają nam zimne noce i przeziębienia, ale pogoda wyjątkowo sprzyja. Przed nami jeszcze ponad 60 km - powiedział nam wczoraj ks. Andrzej Chutkowski kierujący XVII Białostocką Pieszą Pielgrzymką do Częstochowy. Dziś o godz. 17. pielgrzymi wkroczą na wały Jasnej Góry. Powita ich bp Edward Ozorowski, który o godz. 20. odprawi przed cudownym Obrazem Matki Boskiej specjalną mszę z Apelem Jasnogórskim, kończącym pielgrzymkę.
    - Jesteśmy jedną z ostatnich grup, które będą miały swoją mszę w Kaplicy Cudownego Obrazu, w następnych dniach ze względu na natłok pielgrzymek nabożeństwa będą tylko na wałach - tłumaczy ks. Chutkowski.
    Nastrój wśród pielgrzymów bardzo dobry. Idzie ponad 600 osób. Najmłodszy, to pięcioletni Kamil, najstarszy to 77-letni Witold Mozolewski z Michałowa, który chodzi do Częstochowy od 17 lat. Corocznie. Zrezygnowało kilka osób, np. z powodu pogrzebu w rodzinie, ale za to w Górze Kalwarii dołączyło kilkudziesięciu białostoczan - pątników. Są dwie panie z Austrii i chłopak z Holandii.
    - Wieczorami nasze sanitarki zamieniają się w poradnie. To pęcherze na stopach, to nadwerężone ścięgna. W dzień upały i zimne napoje, w nocy chłód, to i o chrypkę czy katar łatwo, ale radzimy sobie. Apteka na kółkach zaopatrzona jak należy - mówi Anna Bańkowska, z piątki pielgrzymujących razem lekarzy - Sporadycznie ktoś z pielgrzymów dla złapania oddechu jedzie przez jeden-dwa etapy sanitarką.
    - Idę do Częstochowy po raz dziewiąty - mówi 28-letni Andrzej Jabłoński. - Pamiętam, przed pięciu laty szliśmy prawie cały czas w strugach deszczu. To było okropne - odparzenia, przeziębienia. W tym roku dokucza skwar, ale to bardziej znośne od deszczu. Kto idzie w jakiejś intencji, ten wytrwa. Kto tylko dla rozrywki, atrakcji czy wrażeń szybko rezygnuje. Pielgrzymka zawsze jest trudem. Moje intencje każdego roku są różne - za rodziców, zdrowie w rodzinie i bardzo osobiste. Idę z dwoma starszymi siostrami. One mnie w to wciągnęły.
    Dziś ostatni, 14 dzień pielgrzymowania. Najdłuższy etap miał 42 km, najkrótszy 24. Średnio szli po 36 km.

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo