Sędzia jak żona Cezara. Nepotyzm w białostokich sądach.

Fot. Archiwum
Trudno jest otwarcie podnosić zarzut nepotyzmu, jeśli nie ma się dowodów na to, że nominacja  danego sędziego została poprzedzona niejawnym wsparciem ze strony członka rodziny - mówi dr Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Trudno jest otwarcie podnosić zarzut nepotyzmu, jeśli nie ma się dowodów na to, że nominacja danego sędziego została poprzedzona niejawnym wsparciem ze strony członka rodziny - mówi dr Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Fot. Archiwum
Sądy powinny szczególnie dbać, aby nie pojawiały się pozamerytoryczne wątpliwości co do ich wyroków, gdyż podważa to do nich zaufanie - mówi dr Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Kurier Poranny: Prawnicy związani z białostockim sądem, stanowiskiem czy koligacjami wywołali w mieście dwa skandale. Radca prawny, którego wujek jest sędzią, siedzi w areszcie podejrzany o zabójstwo swojej kochanki - aplikantki. Druga sprawa jest mniejszego kalibru - pijany asystent sędziego uderza w słup w centrum miasta. Ten asystent okazuje się na dodatek dzieckiem sędziego. Sodoma i gomora tylko w Białymstoku, czy w całej Polsce?

Dr Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka: Trudno jest mi wypowiadać się o całej Polsce. Myślę, że po prostu mamy czasami zbyt duże wyobrażenie o prawnikach: co do ich poziomu etycznego czy moralnego. W zawodach prawniczych zdarzają się jednak osoby - tak jak w całym społeczeństwie - które nie są wzorami pod względem postawy. Kilka miesięcy temu głośno było o sędzi, który okazał się kibicem nadużywającym na meczach alkoholu.

Ale łatwiej wybaczyć nam jazdę po pijanemu zwykłemu śmiertelnikowi niż pracownikowi sądu, który okazał się na dodatek dzieckiem sędziego. Patrzymy na to krytyczniej. Niektórzy pomyślą nawet, że to dziecko niedługo zostanie sędzią.

- Pracownik sądu, a nawet asystent to jednak nie jest jeszcze sędzia. Wszystko zależy od tego, czy zdobędzie odpowiednie kwalifikacje, zda egzamin sędziowski, a następnie uzyska rekomendacje Krajowej Rady Sądownictwa oraz upragniony podpis Prezydenta pod nominacją sędziowską. Do zawodu sędziego jeszcze długa droga, a ten fakt może mieć wpływ na ocenę jego nieskazitelności. Poza tym, jak rozumiem, na razie mamy do czynienia z wyrokiem sądu I instancji.

Tak, prokuratura ma zamiar się odwoływać, bo nie zgadza się z tym, że białostocki sąd umorzył sprawę. Oburza mnie, że sąd umorzył sprawę własnego pracownika. Sędzia powinien być bez skazy. Tak jest zapisane, a przecież widać gołym okiem, że bywa różnie.

- Nie mówimy tutaj o sędzi, ale o asystencie sędziego. Natomiast jeśli chodzi o jednego z jego rodziców - sędziego, to trudno, aby w każdym przypadku sędzia ponosił odpowiedzialność (także moralną) za postępki swojego dziecka.

Ktoś powie: trzeba nie mieć piątej klepki, żeby sądzić w tym samym sądzie sprawę swego pracownika, w dodatku syna innego sędziego.

- Uważam, że dla dobra sprawy i wymiaru sprawiedliwości byłoby lepiej, aby sprawę rozpoznawał inny sąd niż białostocki. Sądy powinny szczególnie dbać, aby nie pojawiały się pozamerytoryczne wątpliwości co do ich wyroków, gdyż podważa to do nich zaufanie. Powiedzenie o "żonie Cezara", która powinna być poza wszelkimi podejrzeniami, ma tutaj pełne zastosowanie.

Ale sędziowie są od nas mądrzejsi, powinni przewidzieć oburzenie opinii publicznej.

- Zgadzam się, że sędziowie powinni z urzędu wnioskować o zmianę właściwości sądu. Tak, lepiej, gdyby ta sprawa była sądzona gdzie indziej, w innym sądzie.

Dlaczego tak trudno sędziom stosować takie same standardy do własnego zachowania?

- Tak jak wspomniałem omawiamy postępowanie syna sędziego, a nie sędziego.

Nepotyzm trawi polskie sądy od lat. W jednym sądzie pracują całe rodziny: tata jest sędzią, mama, córka, zięć. Niedługo sędzią będzie wnuk. Sędziowie udają, że tego nie widać. A to nieprawda.

- Trudno jest otwarcie podnosić zarzut nepotyzmu, jeśli nie ma się dowodów na to, że nominacja danego sędziego została poprzedzona niejawnym wsparciem ze strony członka rodziny. Przecież mogło to równie dobrze polegać na tym, że np. syn obserwował pracę ojca czy matki, imponowało mu to i następnie wybrał prawniczą drogę prowadzącą do zawodu sędziego. Przy tym przeszedł wszystkie wymagane prawem etapy. Jeżeli natomiast na nominacje (czy dojście do etapu nominacji) mogły mieć wpływ pozaprawne względy, wtedy oczywiście jest to naganne. Powstanie Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury oraz centralizacja szkolenia aplikantów sądowych, a także łatwiejszy dostęp do zawodu sędziego dla przedstawicieli innych zawodów prawniczych (np. doświadczonych adwokatów, radców prawnych lub notariuszy), może spowodować większy napływ ludzi nie związanych ze środowiskiem danego sądu.

Bratanek sędziego jest radcą prawnym podejrzanym o zabójstwo swojej aplikantki. Jednocześnie rodzina podejrzanego pracuje w sądzie. Czy nie sądzi Pan, że takie historie powinno się wyjaśniać w innym mieście? Że białostocka prokuratura natychmiast powinna przekazać śledztwo do innego okręgu?

- Tutaj sprawa nie jest tak jednoznaczna, bo jednak sprawę przeniesiono z białostockiej prokuratury do suwalskiej.

Ale to nie rodzina zamordowanej winna uświadamiać prawnikom, że należy tak zrobić. Oni z własnej inicjatywy powinni zrobić wszystko, aby nie było podejrzeń, że sprawę wyjaśniają znajomi podejrzanego radcy. W Białymstoku większość prawników się zna.

- Tak, w tym przypadku byłoby lepiej, gdyby miejscowi śledczy sami się wyłączyli i prosili o przekazanie sprawy. Ale skoro zareagowano poprawnie na wniosek strony, to znaczy, że poprawnie zadziałał mechanizm kodeksowy.

Maćka szkoda (podejrzany o zabójstwo to Maciej T.) - mówią koledzy z białostockiej palestry. Dlatego Maciek ma już trzech obrońców - kolegów, bo więcej zabraniają przepisy. Czy nie ma Pan wrażenia, że dawny etos adwokatury grzebią dziś sami adwokaci?

- Każdy ma prawo do obrony, niezależnie od tego kim jest i jakie czyny popełnił. Maciej T. z niej korzysta. Jest to uświęcona zasada postępowania karnego i jedno z naszych praw gwarantowanych w Konstytucji. Trzech obrońców to także dość racjonalne ograniczenie wynikające z kodeksu postępowania karnego. Trudno jest mi odnieść się do wypowiedzi przedstawicieli palestry. Należy jednak pamiętać, że oni także mają prawo niepokoić się o los osoby, która w swoim postępowaniu prawdopodobnie zbłądziła i zaprzepaściła wiele lat pracy na swój autorytet czy wykonywany zawód - w najbardziej dotkliwy sposób krzywdząc inne osoby. To zawsze jest niezwykle przykre i zmusza do refleksji nad kondycją zawodu adwokata czy radcy prawnego.

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

e
emski

Strzeż nas Panie Boże od ,,tak obiektywnego'' rzecznika...

K
Kosmitka
CYTAT
Ktoś powie: trzeba nie mieć piątej klepki, żeby sądzić w tym samym sądzie sprawę swego pracownika, w dodatku syna innego sędziego.
- Uważam, że dla dobra sprawy i wymiaru sprawiedliwości byłoby lepiej, aby sprawę rozpoznawał inny sąd niż białostocki.

Jest bardzo proste rozwiązanie. Należy wprowadzić ustawę, że żaden sąd nie może rozpatrywać sprawy swego pracownika.
p
porażona wyrokami sądowymi
W sądach jest straszne ohydztwo, sędzia w jednym postanowieniu tak stwierdza, w drugim inaczej.Taki sędzia to sędzia od siedmiu boleści i ósmego smutku, orzeka jak mu wiatr zawieje. Ohydztwo! Ohydztwo! I jeszcze raz Ohydztwo!
B
Bafomet
Szykowany jest grunt pod orzecznictwo Sądu w sprawie Maciusia.
P
PRAWDZIWY
KTOŚ MUSI NAS RĄBAĆ W D...... A TO JEDNI Z NICH......"...TYLKO PRAWDA NAS WYZWOLI...." .....
~Podlasie21wieku~
ten artykuł powstał, żeby uspokoić opinię publiczną, gdzie oni znaleźli tego typa do rozmowy? przecież wiedzieli co powie, mogli nie publikować rozmowy z nim, gdyż ona jest ewidentnie stronnicza a nie obiektywna
Z
Zeta
Renka renke myje.
Jak dziadek po ukończeniu małej matury, czyli szkoły zawodowej wydawał wyroki w sadach wojskowych i cywilnych po 1949 roku to jego wnuki już jako pełnoprawni mgr prawa kontynuują tradycje rodzinne. A tzw. samorząd korporacyjny patrzy na to przez palce, bo jak wyżej: renka renke...
p
pi...
A W PSK na ginekologii to inaczej? CALYMI RODZINAMI PRACUJA
G
Gość
CYTAT(P @ 24.04.2010, 21:18:31)
Ten Pan z wywiadu chyba też z ,,rodziny" prawniczej, bo taką wezelinkę wciska że aż miło.

Tak, istotnie- ten człowiek ewidentnie broni racji prawników -i to bez względu na okoliczności oraz zwykły rozsądek . Żałosna postać!!!
P
P
Ten Pan z wywiadu chyba też z ,,rodziny" prawniczej, bo taką wezelinkę wciska że aż miło.
Dodaj ogłoszenie