Ryszard Doliński: Ksiądz Jerzy był normalnym facetem

Marta Gawina
W mojej scenie więziennej, gdzie jestem jednym z osadzonych, zwracam uwagę księdzu, że nie takie spodnie, że nie takie ubranie. Że to nie żaden kolejarz, tylko ubek. Więc niech ksiądz uważa. To tyle - mówi Ryszard Doliński (z prawej).
W mojej scenie więziennej, gdzie jestem jednym z osadzonych, zwracam uwagę księdzu, że nie takie spodnie, że nie takie ubranie. Że to nie żaden kolejarz, tylko ubek. Więc niech ksiądz uważa. To tyle - mówi Ryszard Doliński (z prawej).
Pewnie na ten film pójdzie sporo ludzi, bo na przykład ksiądz z ambony powie. A ja miałem to szczęście, że spotkałem księdza Jerzego osobiście w 1981 roku - mówi Ryszard Doliński, aktor Białostockiego Teatru Lalek

W poniedziałek oficjalna premiera

W poniedziałek oficjalna premiera

Główną rolę, księdza Jerzego Popiełuszkę w filmie "Popiełuszko. Wolność jest w nas" gra aktor urodzony w Białymstoku - Adam Woronowicz. W Teatrze Wielkim w Warszawie odbędzie się jego oficjalna premiera. Na ekrany kin obraz trafi 27 lutego.

Kurier Poranny: Dziś premiera filmu "Popiełuszko. Wolność jest w nas", w którym gra Pan jedną z ról. Warto wybrać się do kina?

Ryszard Doliński: Pompa będzie, ale mimo wszystko warto iść na ten film. Bo jest to jakiś zapis. Jestem przekonany, że reżyser bardzo wnikliwie badał życiorys księdza Popiełuszki. I jest to zapis życia kapłana, a także tamtych lat, których wielu nawet nie pamięta.

W filmie gra Pan krótki epizod: osadzony ostrzega księdza Jerzego przed ubekiem. Czy to ważna rola w Pana karierze artystycznej?

- To niewielka rola, ale kropelkę potu przy niej zostawiłem i jest mi przyjemnie z tego powodu. W mojej scenie więziennej, gdzie jestem jednym z osadzonych, zwracam uwagę księdzu, że nie takie spodnie, że nie takie ubranie. Że to nie żaden kolejarz, tylko ubek. Więc niech ksiądz uważa. To tyle.

Na ten film sporo osób czeka od dawna. Żeby poznać historię księdza, którego ciągle otacza wyjątkowa aura. Czy obraz Rafała Wieczyńskiego stanie się wielkim wydarzeniem w naszym kraju?

- Pewnie na ten film pójdzie sporo ludzi, bo na przykład ksiądz z ambony powie. A ja miałem to szczęście, że spotkałem księdza Jerzego osobiście w 1981 roku. Byłem na mszy, którą on odprawiał. Ja chcę raczej szukać w świętym człowieka niż w człowieku świętego. Ale to my Polacy mamy takie skłonności, żebyśmy ze wszystkich świętych porobili. A ja raczej wolę oglądać żywych normalnych ludzi, cierpiących, współczujących. Bo ze świętym nie da się żyć.

Dla wielu Polaków ksiądz Popiełuszko to symbol Solidarności i właśnie święty człowiek.

- Ci Polacy zawsze biją się w piersi, gdy jest jakiś jubileusz, rocznica śmierci. Ale jak przejeżdżają przez Suchowolę to żaden nie pójdzie do jedynej zresztą izby pamięci, żeby poczytać, jak ksiądz żył, zobaczyć zdjęcia. Każdy ma to w nosie. A ten fałsz jest nieprzyjemny.

Ale czy tak samo nie będzie przy filmie o ks. Popiełuszce? Tłumnie pójdziemy do kin, będą wzniosłe chwile, a potem o wszystkim zapomnimy?

- Jesteśmy już takim narodkiem, który mówi, że papież Jan Paweł II jest najcudowniejszy, genialny, a nie czytamy jego encyklik. I idziemy w swoje. Kiedy poznałem księdza Jerzego, utkwił mi w pamięci normalny facet. Tylko tyle, że w sutannie chodził. Nie żaden nawiedzony, z aureolą nad głową.

A jakiego księdza Jerzego zobaczymy w filmie?

- Filmu jeszcze nie widziałem. Ale wątpię, by chodziło o pokazanie normalnego mężczyzny. Choć na planie filmowym nie mogę powiedzieć, żeby była jakaś szczególna atmosfera. Żeby było jakieś nawiedzenie. Choć to jest chyba w samej postaci kapłana. Pamiętam moją scenę, w której ks. Jerzy wchodzi do więzienia. Mogę powiedzieć, że był za dobry. A ja byłem niedobry. Jak był casting w Białymstoku, próbowałem czytać jakiś fragment z okresu, kiedy ks. Popiełuszko był dzieckiem. Wtedy stwierdzono, że za mało jest we mnie ciepła ojcowskiego, ale na pewno znajdę sobie rolę w czymś innym.

Ale postać, którą Pan gra, nie jest taka zła.

- Jakiś plusik mam.

Jest Pan dumny z tego, że ks. Popiełuszko urodził się u nas, na Podlasiu? I tak jak inni czeka Pan na wyjaśnienie zagadki jego śmierci?

- To był mieszkaniec naszego województwa i jest mi przyjemnie z tego powodu. Jeżeli chodzi o zabójstwo, najważniejsze jest to, że morderstwo księdza Jerzego zlecili oni. Nie interesują mnie nazwiska, adresy. Nie mam w sobie ani mściwości, ani złości. Nie będę chodził i palił lampek przed domami tych zbójów. Wiem, że to oni. Zemsta? To zostawmy małym ludziom.

A beatyfikacja ks. Jerzego? Czeka Pan na nią?

- Potrzebujemy świętych. Tylko żebyśmy byli na tyle uczciwi, żeby otaczać ich szacunkiem. Gwarantuję, że w Białymstoku połowa ludzi nie wie, kto to jest matka Lament. A to jest nasza błogosławiona. Ale to nic. Ludzie potrzebują świętych. Jednak ja nie czekam, żeby już, natychmiast. Przyjdzie czas, będzie ksiądz Jerzy świętym. Jeżeli nie, to trudno. Bo tak naprawdę chodzi o to, by dobrych ludzi mieć w sercu. I Lament, i Popiełuszkę, i Sopoćkę. To była grupa dobrych, mądrych ludzi. I to jest najważniejsze.

Pójdzie Pan na premierę filmu?

- Oczywiście. 27 lutego będzie premiera w białostockim kinie. A wtedy sam sobie wyrobię zdanie o tym filmie.

Dziękuję za rozmowę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie