Rycerz Mikołaj pokonuje SMokA. Szykuje się impreza z mnóstwem atrakcji

Magda Ciasnowska
Magda Ciasnowska
Już w czwartek (22.07) w Bestrada Pub odbędzie się impreza charytatywna Rycerza Mikołaja. Będzie mnóstwo atrakcji zarówno dla dużych, jak i małych.

Już od godziny w ogródku BESTrady na białostoczan czekać będzie mnóstwo dobrej zabawy.

Tęczowy Kuferek zaprasza najmłodszych, którym przygotował cały szereg animacji, m.in. balonowe zwierzaki, bańki mydlane, kolorowanki i wiele wiele więcej.

Podczas imprezy będzie czas nie tylko na dobrą zabawę, ale też na uzupełnienie swojej biblioteczki. Rodzice Mikołaja wraz z wolontariuszami przygotowali bowiem kiermasz książek.

O 17.00 będzie wielka licytacja zabawek. Będą zabawki drewniane, edukacyjne, te w stylu Montessori, klocki. Coś dla siebie znają też dorośli.

Dwie godziny później, na scenie w lokalu rozpoczną się koncerty. Wystąpią:

The BOARS Młodzi muzycy z Augustowa i Suwałk, którzy potrafią poderwać każdą publiczność. Ich twórczość jest doceniana przez tłumy, które przybywają na ich koncerty, ale nie tylko. Zespół jest laureatem Wojewódzkiego Przeglądu Zespołów Rockowych Rockowania (2019) oraz finalistą plebiscytu Niebieski Mikrofon – nagrody muzycznej Polskiego Radia Białystok (2019). Dajcie się porwać energetycznemu występowi!

The DZIEMIANS Zespół małżeński Dziemiana i Magdaleny. Świetnie komponują się nie tylko w życiu, ale również na scenie. W zeszłym roku, mimo tego, że nie był on łatwy dla nikogo z branży artystycznej, wypuścili swoją wspólną płytę pełną pozytywnych dźwięków. Teraz macie szanse usłyszeć te dźwięki na deskach BESTrady!

MNIEJ WIĘCEJ Ni mniej, ni więcej, tylko jeden z najciekawszych zespołów białostockiej sceny rockowej. Od 2013 roku opanowują kolejne lokalne sceny i listy przebojów. Tęsknili za graniem prawie tak bardzo, jak my wszyscy tęskniliśmy za koncertami. 22 lipca będzie można te tęsknoty nakarmić.

Wejście na koncert możliwe będzie po wrzutce do puszki (minimum 15zł, górnego limitu nie ma).

Na czas koncertów dziećmi zajmie się animatorka.

Cały dochód z imprezy zostanie przeznaczony na zbiórkę małego Mikołaja Karelusa. Białostoczanin choruje na SMA - rdzeniowy zanik mięśni. By otrzymać najdroższy lek świata, brakuje mu jeszcze nieco ponad 660 tys. zł.

Zobacz też:

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
www.Koncerty.Bialystok.pl
A może czas byśmy opowiedzieli sobie jeszcze trudniejszą opowieść. Może zachęcając do wpłat na siępomaga, pomogłem zarobić portalowi kolejne pół bańki. Tyle z grubsza wynosi prowizja od każdej zbiórki na terapię genową. A takich jest coraz więcej. Stawanie się multimilionerem z prowizji za pomoc śmiertelnie chorym dzieciom nie wydaje mi się zbyt etyczne. Czy powinienem przykładać do tego rękę?

Ja wiem, że najłatwiej znieczulić się myślą: to wszystko są drugorzędne spekulacje, najważniejsze, że pomogłeś dziecku. Ale to wcale nie są drugorzędne spekulacje. Milcząc pomagam, by brud chciwości BigPharmy i sutenerów ludzkiego cierpienia rozogniał wrzód, który niebawem będzie tak widoczny, że przestaniemy wierzyć w sens pomocy człowiekowi, tak jak przestaliśmy wierzyć w prawdę w dziennikarstwie, uczciwość w polityce, transcendencję w religii i stabilność w finansach.

Alexander Fleming, dokładnie 92 lata temu (bez jednego dnia) odkrył farmaceutyczny blockbuster wszechczasów, ale nigdy nie został milionerem. Zawsze powtarzał, że to nie on, ale natura odkryła penicylinę. Prowizja z cudzych pieniędzy była kiedyś grzechem śmiertelnym, dziś jest naturlanym instrumentem biznesowym. Pomaganie było kiedyś cudownym i jednoczącym przeżyciem, dziś zaczyna być gestem, po którym mam dziwny niesmak.

Musimy zacząć gadać, żeby przeciąć wrzód."
w
www.i.Bialystok.pl
Leczenie w Polsce powinien finansować NFZ a nie (konkurujące ze sobą) zbiórki. A terapie eksperymentalne bywają nieskuteczne. Spalarnia śmieci działająca w Białymstoku od 2016 r. i smog zabiły już ponad 1200 osób, 300 rocznie, więcej niż epidemia COVID-19 na PO dlasiu. Tur Tusk olaski jest gorszy niż koronawirus?

https://www.facebook.com/krzysztof.szubzda.3/posts/3743804978985942 "Niespełna rok temu szwajcarski koncern Novartis podarował światu lek na rdzeniowy zanik mięśni. "Podarował" to słowo nieco na wyrost, bo jedna dawka Zolgensmy miała kosztować 20 milionów złotych. W sytuacji braku konkurencji Novartis mógł go właściwie wycenić na 100 milionów, a nawet więcej, rodzice przecież już nie raz udowodnili, że są w stanie zapłacić każdy haracz za życie ich dzieci. Zresztą prezesi koncernów farmaceutycznych pilnie śledzą losy zbiórek charytatywnych i jak widzą, że w biednej Polsce ludzie potrafią zebrać 6 milionów w jeden dzień, muszą jakoś dopasowywać swoją ofertę do wzrastającej ofiarności. Tak się robi w biznesie. Szefowie domów pogrzebowych zawsze dopasowują koszt najtańszego pochówku do wysokości zasiłku pogrzebowego, a koszt podstawowych produktów spożywczych jest skolerowany ze średnią krajową. Na szczęście w przypadku najdroższego leku świata, podniosło się larum, więc Novartis w ramach odpowiedzialności społecznej firmy musiał obniżyć cenę do symbolicznych 9 milionów złotych i z taką kwotą mierzą się tylko dziś rodzice czterech maluchów tylko w Białymstoku. A właściwie mierzą się wszyscy białostoczanie, bo musimy zrzucić się na prawie 40 milionów złotych. Do tego dochodzi jeszcze presja czasu, bo lek przestaje działać, gdy dziecko przekroczy 24. miesiąc życia. I choć organizatorzy zbiórek wciąż opowiadają romantyczne storytellingi o każdym groszu, który się liczy, to trzeba sobie szczerze powiedzieć, że nie o gorsze tu chodzi, ale o dziesiątki tysięcy złotych dziennie. Łatwo przecież policzyć, że w przypadku 19-miesięcznego malucha tempo zbiórki musi przekroczyć 50 tys na dzień, inaczej dziecko… tych zdań nigdy nie wypowiadamy do końca.

Jak taka zbiórka wygląda w praktyce? Różnie. Coraz częściej rodzice wynajmują profesjonalne firmy marketingowe, które za pół miliona potrafią wyczarować pięć milionów. Ale nie wszyscy mają pół miliona i próbują to robić własnymi siłami. A chałupnicze zbieractwo nie wygląda najlepiej. Od pierwszej Orkiestry Świątecznej Pomocy minęło już 30 lat więc wciskanie dyszki do puszki nikogo już nie jara. Teraz w pakiecie z ofiarnością musimy mieć czelendż, przelewamy złotówkę za każdy podskok na skakance, pomagamy biegnąc, robiąc pompki i mianując się do przysiadów. Nikogo za to nie winię, ile można wrzucać i wrzucać.
Dodaj ogłoszenie