Romuald Rajs Bury. Rocznica mordu na Białorusinach

Redakcja
Romuald Rajs "Bury“ w 1946 roku kazał zamordować białoruskich furmanów. Skazany na śmierć w procesie pokazowym.
Romuald Rajs "Bury“ w 1946 roku kazał zamordować białoruskich furmanów. Skazany na śmierć w procesie pokazowym.
Mogę tylko ubolewać, że rząd i parlamentarna większość wciąż nie dostrzegają potrzeby zajęcia się projektem. Przyznanie odszkodowań rodzinom ofiar oddziału Romualda Rajsa nie powinno być odwlekane. Tym bardziej, że na naprawienie krzywd wyrządzonych obywatelom po zakończeniu wojny wydano już kilka miliardów złotych.

Z Eugeniuszem Czykwinem, podlaskim posłem, przedstawicielem mniejszości prawosławnej rozmawia Andrzej Zdanowicz

Co Pana skłoniło do tego, by po raz drugi złożyć w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o kombatantach, który ma umożliwić wypłatę odszkodowań rodzinom zamordowanych przez oddziały podziemia na terenie powiatu bielskiego?
Eugeniusz Czykwin:
Problem choćby symbolicznego zadośćuczynienia rodzinom ofiar zbrodni oddziału Romualda Rajsa ps. "Bury", powinien być rozwiązany już dawno. Powinno to się stać w momencie, gdy Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego na podstawie ustawy z 1991 roku zrehabilitował Rajsa, a jego rodzinie przyznał finansowe zadośćuczynienie. W państwie prawa sytuacja, w której wypłaca się odszkodowania sprawcom zbrodni a odmawia się ofiarom możliwości ubiegania się o odszkodowanie nie może być akceptowana. Jest ona rażąco niesprawiedliwa i krzywdzi część obywateli tylko dlatego, że są innej niż większość wiary czy narodowości. Nierozwiązanie tego problemu będzie zatruwać, ogólnie dobrą, atmosferę współżycia miedzy mieszkańcami naszego regionu. Uchwalenie ustawy przyznającej prawo do odszkodowań z pewnością, by ją oczyściło.

Uważa Pan, że rodziny pomordowanych są podwójnie skrzywdzone. Najpierw przez oddziały "Burego", a obecnie przez państwo, które zdaje się o nich nie pamiętać?

- Z ostatniego spotkania z rodzinami pomordowanych "wozaków" w Bielsku Podlaskim wyniosłem wrażenie, że mimo bolesnych wspomnień, ludzie ci nie żywią wobec sprawców ich rodzinnych tragedii uczuć nienawiści, czy pogardy. Mają świadomość, że musimy sobie wybaczać winy i budować pojednanie. Dla chrześcijan, a prawosławie podkreśla to szczególnie mocno. Jest to jedyna droga. - Tym, którzy zadawali swoim braciom cierpienia my, potomkowie, przebaczamy - mówił w cza-sie uroczystości kanonizacji chełmskich i podlaskich męczenników, metropolita Sawa, który jako dziecko doświadczył skutków nacjonalistycznego szaleństwa.
Czy Pana zaangażowanie w tej sprawie nie wynika z faktu, że broni pan swoich? Jest Pan przecież prawosławnym Białorusinem?

- A kto, jeśli nie ja, ma ich bronić? W państwie nie może być podziałów na "swoich" i "nieswoich". Potrzebę rozwiązania problemu widzą też posłowie z innych niż mój klubów. By złożyć projekt, potrzeba podpisów minimum 15 posłów. Nie miałem problemu z ich zebraniem. Mam też w tej sprawie rodzinne zobowiązania. Mój teść, ś.p. Zdzisław Dobrowolski, jako dowódca plutonu w oddziale Parasol walczył w Powstaniu Warszawskim. Ranny przedzierał się kanałami, później był żołnierzem Andersa. Był człowiekiem wyjątkowo prawym i bolały go uogólnienia, nazywanie całego zbrojnego podziemia, także tych, którzy splamili mundur polskiego żołnierza, AK-owcami. Gdyby żył, z pewnością popierałby moje starania. Mam nadzieję, że potrzebę rozwiązania tego problemu poprze przynajmniej część środowisk kombatanckich.

Jak na razie, przyjęcie projektu jest mało prawdopodobne. Rada Ministrów, tak samo jak w 2008 r, odniosła się do niego negatywnie. Podobnie Prokurator Generalny.

- Mogę tylko ubolewać, że rząd i parlamentarna większość wciąż nie dostrzegają potrzeby zajęcia się projektem. Przyznanie odszkodowań rodzinom ofiar oddziału Romualda Rajsa nie powinno być odwlekane. Tym bardziej, że na naprawienie krzywd wyrządzonych obywatelom po zakończeniu wojny wydano już kilka miliardów złotych. Finansowe zadośćuczynienie przysługuje m.in. żołnierzom zatrudnianym w kopalniach, rodzinom ofiar wystąpień wolnościowych w latach 1956-1989, represjonowanym działaczom Solidarności - ostatnio sąd przyznał Zbigniewowi Romaszewskiemu prawie 250 tys. zł za dwuletni pobyt w więzieniu.

Rząd stwierdził, iż oddziały Burego w momencie popełniania zbrodni nie należały do aparatu państwa, więc państwo nie ponosi odpowiedzialności za ich działania.

- Jeśli państwo uznało, że oddziały podziemia działały w jego imieniu i wypłaca spadkobiercom żołnierzy walczących w tych oddziałach odszkodowania, powinno też ponosić konsekwencje ich działań.

Ile państwo musiałoby wydać na odszkodowania dla rodzin pomordowanych?

- To zależy, ile rodzin zgłosiłoby roszczenia. Gdyby sądy przyznawały sumy na poziomie wypłaconych rodzinie Rajsa, byłoby to 4-5 mln zł.

Na początku 2009 r. prokuratorzy IPN w Białymstoku oskarżyli Pana o kłamstwo lustracyjne. Twierdzi Pan, że ma to związek z Pana działalnością ws. zbrodni "Burego"?

- Podtrzymuję tę opinię. Moim zdaniem zbieżność w czasie złożenia mego projekt i pojawienia się wniosku IPN nie była przypadkowa. Pamiętam, że kiedyś w czytelni białostockiego oddziału IPN, zauważyłem wiszący na ścianie portret Rajsa.

To jeszcze nie dowodzi, że z tego powodu został Pan oskarżony o współpracę ze służbami bezpieczeństwa.

- Nie twierdziłbym tak, gdyby w latach 2002-2004 w mojej sprawie nie przeprowadził postępowania Rzecznik Interesu Publicznego sędzia Bogusław Nizieński, który cieszył się opinią wyjątkowo dociekliwego lustratora. Postępowanie zakończył on stwierdzeniem, że archiwalia IPN "rodzą wysokie prawdopodobieństwo ich całkowitego zdyskredytowania w postępowaniu sądowym". Gdyby później ujawniono jakieś nowe okoliczności czy dokumenty, można by działania prokuratorów IPN uznać za uzasadnione. Niczego nowego jednak nie było i dlatego twierdzę, że w mojej sprawie kierowano się przesłankami pozamerytorycznymi. Rzecznik jako wieloletni sędzia Sądu Najwyższego wiedział, że sądy swoje orzeczenia opierają na niebudzących wątpliwości faktach, a nie, jak się okazało w moim przypadku, sfałszowanych, zawierających ewidentne kłamstwa, notatkach funkcjonariuszy SB.

Stanowisko Nizieńskiego zostało potwierdzone w orzeczeniu sądu okręgowego, który jednomyślnie - w procesach lustracyjnych orzeka trzech sędziów - uznał, że złożyłem oświadczenie zgodne z prawdą. W czasie procesu stwierdzono fakt niszczenia przekazanych IPN-owi dokumentów. Uwierzytelnione dokumenty, jakie IPN wysłał do mojej sprawy w 2009 r., znacznie różniły się od tych, które w 2002 r. widział sędzia Nizieński.

Sąd Apelacyjny skierował jednak sprawę do ponownego rozpatrzenia.

- Tak. Sąd Apelacyjny dopatrzył się uchybień w uzasadnieniu orzeczenia. Choć jednoznaczne, zdaniem sądu, było ono zbyt lakoniczne.

Jednak fakt zarejestrowania Pana jako "TW" nie budzi wątpliwości.

- Tak. Ale, jak wykazały dziesiątki procesów sądowych, sama rejestracja nie oznacza współpracy. Tę prawdę potwierdził sędzia Nieziński, ale prokuratorzy IPN nie mogą jej przyswoić.

Wkrótce sąd wyda orzeczenie w Pana sprawie. Obawia się pan tej chwili?

- Boję się Sądu, ale tego, przed którym wszyscy kiedyś staniemy. Mój duchowy autorytet, gdy zaczęto mnie lustrować, powiedział: "Wiesz ty i wiedzą ludzie, co w życiu zrobiłeś. Jeśli cię skażą, zbytnio się nie martw, jeśli oczyszczą, zbytnio się nie przechwalaj. Każdy, kto choć trochę służy Cerkwi, nie przeżyje życia, nie odczuwając ciężaru krzyża.

Bandyta czy bohater?

Agnieszka Arnold w 2002 roku zrealizowała dokumentalny film "Bohater“ przedstawiający historię "Burego“. Cztery lata temu publiczna projekcja filmu w nieistniejącym już kinie Pokój wywołała ożywioną dyskusję. Autorka w Białymstoku wyznała: "Bulwersowało mnie, kiedy urzędnicy państwowi wolnego państwa starali się żeby nie powstał pomnik pamięci tych pomordowanych ludzi“. Jerzy Milewski, historyk tłumaczył, że "Po 1989 roku nastąpiło odwrócenie sytuacji. Wcześniej podziemie narodowe było odsądzane od czci i wary. Później odwrotnie, w całości było wyniesione na piedestał, bez oddzielenia mordów. Teraz sytuacja wraca do normy w ocenach. Po kilkunastu latach nawet ci, którzy gloryfikowali Burego zmieniają zdanie“.

Czytaj e-wydanie »

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3