Romuald Koperski: Syberia urzeka, ale i uczy pokory

Aneta Boruch aboruch@poranny.pl tel. 85 748 96 63 Zaktualizowano 
Romuald Koperski przemierzał Syberię nie tylko zimą, ale również latem kajakiem. Przekonuje, że do takich wypraw wcale nie są potrzebne wielkie pieniądze.
Przeraża ekstremalnym zimnem, surowymi warunkami, tragiczną historią zesłań. Ale Syberia jest piękną krainą o dziewiczej przyrodzie i wspaniałych ludziach, którzy tam żyją. Podróżnika Romualda Koperskiego urzekła tak, że przemierza ją od 20 lat. I wciąż odkrywa na nowo.

Syberia uczy pokory, ale też daje prawdziwą wolność. Nie znam piękniejszego miejsca na świecie - mówi Romuald Koperski. Syberię zna jak nikt - od 1994 roku zjeździł ją wzdłuż i wszerz. Organizuje wyprawy, pisze książki, pomaga mieszkającym tam ludziom. I zaraża innych pasją do poznawania tej krainy. Opowiadał o niej uczniom białostockiego Zespołu Szkół Zawodowych.

Drogi na Syberii

Syberia to jest jedno wielkie bezdroże. Prowadzi przez nią tylko jedna droga z zachodu na wschód - wzdłuż trasy kolei transsyberyjskiej. Najpierw była drogą techniczną do budowy tej kolei. Ale działa tylko w okresie lata. Zimą, gdy wszystko skuwa mróz, drogami stają się syberyjskie rzeki, bagna i jeziora. Tak jak Kołyma - można powiedzieć, że to autostrada. Liczy 2,2 tys. kilometrów. I nie jest najdłuższa. Autostrada Lena to już 4,5 tys. km. Ob z Irtyszem - 5,1 tys. km, Jenisiej - 4,1 tys. Oczywiście jazda nimi do bezpiecznych nie należy - nie ma tu żadnej infrastruktury, stacji benzynowych, pomoc drogowa nie przyjedzie. Odległości między miejscowościami to kilkaset kilometrów bezkresnych pól śniegowo-lodowych.

Czasami podróż kończy się tak, że samochód zapada się w taką wodną autostradę. Romuald Koperski raz widział taką sytuację. Ale tamten kierowca miał szczęście - udało mu się uciec z zapadającego się w wodę auta. A ponadto stało się to w miejscu, gdzie wokół były drzewa. Kierowca wyszedł na mróz minus 50, rozpalił ognisko i czekał aż ktoś nadjedzie. Przeżył dzięki temu, że wiedział do jakich zasad należy stosować się, jadąc przez Syberię. Jedna z nich mówi: gdy wjeżdżasz na lód, wiążesz do ręki sznurek. Na drugim jego końcu jest pięciolitrowa bańka z benzyną. Gdy trzeba uciekać, nie myślisz co ze sobą zabrać, bo masz to uwiązane na ręce. Polewasz kłody benzyną, rzucasz zapałkę, ogień bucha i dzięki temu żyjesz. Bo po trzech minutach w temperaturze minus 50 stopni ręce są już zdrewniałe i nie można nawet wydobyć zapałki z pudelka.

Ludzie Syberii

Na Syberii można przejechać tysiące kilometrów nie spotykając nikogo. Przez 20 lat podróżowania Koperski ani razu nie widział turysty. Byli to wyłącznie miejscowi. Na Czukotce zdarzyło mu się spotkać niespodziewanie jej odwiecznych mieszkańców - Czukczów górskich. Żyją tam, gdzie nawet nie rosną drzewa. Zima trwa siedem miesięcy, nie ma wody, bo wszystko jest zamrożone. Z cywilizacją łączy ich jedynie metalowe wiadro. Z punktu widzenia fizjologii ludzkiej nie mają prawa żyć. Ale oni o tym nie wiedzą, więc żyją. Tylko i wyłącznie dzięki jednemu zwierzęciu - reniferowi. Daje mleko, mięso, futro na odzież. Z rogów robi się guziki, arterie i ścięgna służą za nici. Czukcze nie opalają swoich jarang (namiotów), bo nie ma czym. Mają tylko malutkie piecyki-kozy po to, żeby odchodami zwierząt rozpalić i stopić wiadro lodu. Rodzą się dzieci, zwykle w marcu lub w listopadzie. Noc polarna trwa cztery miesiące, wtedy Czukcze mają czas.

Koperski przyznaje, że w wiosce Czukczów zdarzyło im się kiedyś popełnić błąd - poczęstował malucha cukierkami. Skutek był piorunujący - pół godziny po ich zjedzeniu dziecko leżało prawie w agonii. Zatruło się, gdy do jego organizmu dostały się barwniki, chemia, konserwanty, ulepszacze. Jakoś w końcu doszło do siebie, ale została biegunka. Malec narobił w ten swój futrzany kombinezon, a przecież wody nie ma, żeby go obmyć. Przyszła mama, wyciągnęła go z tego futerka, gołą pupą przeciągnęła jakieś 20 metrów po śniegu. Futerko też wyczyściła w śniegu. I było po kłopocie.

Innym razem Koperski zauważył, że dziecko siedzi rozebrane na śniegu. Okazało się, że tak musi być, bo jest chore. A tam nie ma aspiryny czy witamin, więc jedynym lekarstwem pozostaje zimno. Na wszystko.

Smaki Syberii

Na rozległych połaciach Syberii jedzenia jest w bród - w rzekach, jeziorach, lasach. Wystarczy tylko po nie sięgnąć: złowić, upolować, nazbierać jagód, porzeczek, dzikiego czosnku czy cebuli. Ryb jest zatrzęsienie - łososie, jesiotry pełne ikry, w Morzu Ochockim kraby czy płastugi. Do ich łowienia nie jest potrzebna nawet siatka - wystarczy wejść do rzeki, kopnąć w stronę brzegu i ryba sama wyskakuje.

Trzeba jednak być gotowym na kulinarne niespodzianki. Gościnna Czukczynka raz zaprosiła ludzi z wyprawy Koperskiego na obiad. Tyle, że obiad, czyli renifer dopiero pasł się niedaleko obozu. Został przyciągnięty na linie za rogi i dopiero się zaczęło. - Przyszli ludzie, podcięli mu gardło i do zardzewiałej miski zaczęli toczyć krew. Gospodarz zaczerpnął jej kubkiem i gościnnie częstował. My na to, że nie jesteśmy głodni. A oni na to: szacunek dla gospodarza i zwierzęcia musi być.

Na szczęście podróżnicy wpadli na pomysł - oświadczyli gospodarzom, że muszą iść do samochodu, bo w nim pracuje jakieś urządzenie. Pobiegli do auta, tam mieli flaszkę. Każdy wypił po połowie, żeby się znieczulić. Gdy wrócili, przyszła kolej na sałatkę - treść żołądkową renifera podawaną na ciepło. Jak zobaczyli kolejną potrawę, znów pognali do samochodu mówiąc, że urządzenie pewnie się nie wyłączyło. Dopiero jak wrócili, już obojętni na wszystko, gotowi byli na danie główne - mózg renifera zmieszany z jego krwią.

Jakuci, którzy mieszkają w drewnianych chatach, to w tamtych warunkach bogacze. Więc poczęstowali członków polskiej wyprawy zupą rybną, podaną w miskach. - Ale tak patrzymy w te talerze, każdy z nas dostał głowę ryby, a gospodarze sobie wzięli lepsze części - opowiadał Romuald Koperski. - Chyba jacyś nie bardzo gościnni. Okazało się, że dostaliśmy najcenniejszą część z ryby. Bo mózg rybi zawiera bardzo cenne minerały: selen, fosfor, żelazo. Pewnego razu na swojej drodze napotkali zaprzęg, czyli sanki ciągnięte przez renifera. A na nich Czukcza. - Gdy wiatr zawiał, poczułem, że musiał coś popijać. Czukcza odszedł, a ja nadal czuję zapach. Mówię do chłopaków: idźcie, powąchajcie to zwierzę. Wrócili i mówią, że renifer jest pijany. Zwróciłem się do właściciela: słuchaj, twój renifer jest pijany. A on na to: a co, przecież we dwójkę jedziemy. Sam mam pić?

Bez wódki daleko na Syberii nie zajedziesz. Rozgrzewa na mrozie, znieczula, dostarcza kalorii. Jakuci robią ją według doskonale Polakom znanego przepisu daty bitwy pod Grunwaldem: 1410. 1 kg cukru, 4 litry wody plus 10 gramów drożdży.

Ludzie, spotykani w tej bezkresnej krainie są bardzo gościnni, życzliwi i otwarci. Nakarmią, napoją, podzielą się tym, co mają. Korzystając jednak z takiej gościny, obowiązkowo trzeba zostawić prezent. Pendrive'a czy CD nie dasz. Co innego metalowa piła - kobiety mogą nią piłować kości renifera, zamiast tłuc je kamieniami. Natomiast mężczyźni Jakuci (jak na całym świecie) byli zachwyceni podarowanym przez Polaków kalendarzem z nagimi dziewczynami.

Bogactwa Syberii

Wieczna zmarzlina kryje w sobie wszelkie możliwe złoża. Każda rzeczka, która płynie na Kołymie to jest żyła złota. Wydobywa się je bardzo prymitywnie - taśmociąg, podłączona pompa strażacka, spychacz zgarnia warstwę ziemi na sita, gdzie się ją płucze. Samorodki zostają. Potem robotnicy biorą łopatkę, taką jak w piaskownicy i zgarniają samorodki do wiaderek. Po wytopieniu w piecu otrzymuje się sztabki kruszcu najwyższej próby. Złota na Kołymie jest jeszcze na stulecia.

W latach 80. ub. wieku zapoczątkowano eksploatację na wielką skalę syberyjskich złóż gazu ziemnego, m.in. na półwyspie Jamał. Stanowią one około 30 proc. światowych zapasów. Ale największe bogactwo Syberii to diamenty. W 2012 roku Rosja ujawniła po raz pierwszy szczegóły dotyczące olbrzymich złóż diamentów, znajdujących się o 2 tys. km na północ od Krasnojarska. Powinny wystarczyć na 3000 lat, a ich istnienie za czasów ZSRR było utrzymywane w ścisłej tajemnicy. Chodzi o złoże nazwane Popigaj. Znajduje się w kraterze o średnicy stu kilometrów, jaki powstał ok. 35 milionów lat temu, po upadku na ziemię asteroidy. Dotychczas zbadano zaledwie 0,3 proc. powierzchni krateru. Ta jego część może zawierać 147 miliardów karatów, podczas gdy światowe rezerwy diamentów oceniano dotąd na 5 miliardów karatów.

Polacy na Syberii

Liczną grupę przybyszy na Syberię stanowili ludzie skazani na zesłanie bądź katorgę. Wśród nich było wielu Polaków. Często zesłańcy byli elitą wśród osadników i w sposób znaczący przyczyniali się do rozwoju Syberii. Spośród nich pochodziło też wielu badaczy, np. Benedykt Dybowski, Bronisław Piłsudski, Aleksander Czekanowski czy Jan Czerski.

W Irkucku co dziesiąty mieszkaniec ma powinowactwo z Polską. Cztery wielkie zsyłki sprawiły, że mowa polska swego czasu tam dominowała. Po naszych rodakach pozostały ślady w postaci zabytków, kościołów.

- Bo generalnie my, Polacy Syberię cywilizowaliśmy, jako że zsyłano tam naszych rzemieślników, jak i inteligentów, naukowców - podkreśla Romuald Koperski.

Mówiąc o Syberii trudno nie wspomnieć o tragedii zesłań na przestrzeni wieków. To, co nam najbliższe, czyli nieszczęście gułagów rozpoczęło się nad zatoką Nagajewa na Morzu Ochockim. 4 lipca 1928 roku japoński statek przywiózł 10-osobową grupę rosyjskich geologów, którzy na nieszczęście dla milionów ludzi znaleźli na Kołymie niesamowite ilości złota. Leżą płytko - 20 cm pod ziemią w postaci samorodków. I dlatego zaczęto ściągać tu więźniów i budować gułagi, aby ci łopatami je wydobywali.

Droga pomiędzy Chandygą a Magadanem to miejsce szczególne. Odległość między tymi miejscowościami wynosi 1600 km. Mówi się, że to najdłuższy ludzki grób na świecie. Ludzie, którzy budowali tę drogę umierali po 3-4 tygodniach z głodu i wycieńczenia. Nie chowano ich na cmentarzu, tylko wrzucano jako uzbrojenie tej drogi budowanej przez bagna. Teraz, gdy deszcz popada albo jest powódź, wystają z niej ludzkie szczątki. Dla Polaków Syberia oznacza najczęściej jedno - martyrologię, łagry i zesłania. Ale to także piękna, niezniszczona jeszcze przez cywilizację przyroda.

- Syberia daje dystans do życia - mówi Romuald Koperski. - Uczy, że najważniejszą wartością jest życie. I człowiek.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

polecane: Flesz: Czy grozi nam katastrofa klimatyczna?

Materiał oryginalny: Romuald Koperski: Syberia urzeka, ale i uczy pokory - Kurier Poranny

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3