Rok na trójkę z plusem. Podlaska gospodarka 2008 - podsumowanie

Rozmawiał: Wojciech Nowicki
Prof. dr hab. Bogusław Plawgo jest kierownikiem Zakładu Podstaw i Strategii Zarządzania Wydziału Ekonomii i Zarządzania UwB
Prof. dr hab. Bogusław Plawgo jest kierownikiem Zakładu Podstaw i Strategii Zarządzania Wydziału Ekonomii i Zarządzania UwB
Udostępnij:
Wciąż rywalizujemy między sobą o drobiazgi. A powinniśmy działać wspólnie i powalczyć o całość - mówi Bogusław Plawgo, ekonomista z Uniwersytetu w Białymstoku.

Strefa Biznesu: Na początku rosły obroty i zyski firm, pensje także szły w górę. Początek roku mieliśmy chyba znakomity?

Bogusław Plawgo: To był rok korzystny dla polskiej gospodarki, a i Podlasie nie odstawało od reszty kraju w korzystaniu z koniunktury. Pomimo braku inwestycji zagranicznych nasz dystans do bardziej rozwiniętych regionów – mierzony poziomem PKB na jednego mieszkańca – nie powiększał się. I biorąc pod uwagę, że podobnie jak wcześniej nie tutaj inwestował wielki kapitał, i nie tutaj władze kierowały najwięcej unijnych pieniędzy, można powiedzieć, że ta siła i żywotność podlaskiej gospodarki jest swego rodzaju fenomenem.

 

Jedynie nasi, i nie tylko nasi, eksporterzy mieli powody do narzekań…

– Kurs euro był niekorzystny dla eksporterów, ale to dotykało wszystkie regiony. Paradoksalnie, sprzedaż naszych eksporterów także rosła. To pokazuje jedynie, jak duże rezerwy, jeżeli chodzi o zwiększanie efektywności, tkwią w naszej gospodarce. Wydawało się przecież, że tylko przy kursie 4 zł za euro można zarobić na sprzedaży za granicę. Ale gdy euro zaczęło tracić na wartości okazało się, że i w takiej sytuacji nasze firmy mogą być konkurencyjne. Oczywiście, nic za darmo. Eksporterzy musieli obniżać koszty, wykorzystywać tańsze zasoby, zwiększać wydajność. Pozwoliło to zwiększać, a nie zmniejszać produkcję, pomimo niekorzystnego kursu. Ta presja narastała stopniowo i firmy miały czas się dostosować.

 

A kiedy owa presja i niedogodności zaczęły przeradzać się w kryzys?

– Nie ma badań trendów i strategii firm, które pozwoliłyby na to jednoznacznie odpowiedzieć. Być może dlatego, że dobra koniunktura uśpiła czujność – i przedsiębiorców, i władz. Dopóki wszystko się „kręciło”, każdy robił swoje, nikt nie analizował, nie badał, nie wspierał… A efekt jest taki, że nie mamy wiedzy, co się dziś dzieje w przedsiębiorstwach. Jedynym źródłem jest statystyka GUS – a te dane wcale nie są niepokojące. Z jednym wyjątkiem: nakłady na inwestycje publiczne, w porównaniu do roku poprzedniego, są niższe o 40 proc. Poziom inwestycji prywatnych wzrósł wprawdzie o 6 proc., ale ten wzrost mógłby być większy, gdyby przedsiębiorcy w większym stopniu korzystali z tych – ponoć wielkich – unijnych funduszy. Zdaje się to potwierdzać tezę, że nie wykorzystujemy pieniędzy unijnych. To zaś odbiło się na spadku inwestycji i dotychczas bardziej hamowało nasz rozwój niż sam kryzys. Szukamy winnych w krachu za oceanem, a sami kiepsko gospodarujemy na własnym podwórku. A zmiany widoczne gołym okiem – Białystok przechodzi przecież „remont generalny” – to tylko kosmetyka? – Z tego możemy się tylko cieszyć. Akurat Białystok wyróżnia się tu pozytywnie na tle regionu. I nie należy się obawiać, że na początku miasto nieco się zadłuży, bo duże wydatki będą podtrzymywać koniunkturę.

 

Niestety, nie są to inwestycje zwiększające potencjał gospodarki. Nie na tyle, by poradzić sobie z kryzysem, kiedy już zajrzy nam w oczy?

– Kryzys sprawdza rzeczywiste możliwości firm. A nasza przewaga konkurencyjna opiera się na niskich kosztach, taniej sile roboczej. Dziś o przewadze gospodarki świadczy jej innowacyjność czy korzystanie z wysokich technologii. Właśnie takiego braku konkurencyjności podlaskiej gospodarki należy obawiać się bardziej niż kryzysu. Nie wystarczy zażyczyć sobie wysokich technologii. Gdzie jest kadra, która je wykorzysta, gdzie są tereny inwestycyjne, gdzie dopłaty? Jeśli inwestor przyjedzie do Białegostoku i zapyta, gdzie ma budować, odpowiedzi nie uzyska. Dopiero robimy plany zagospodarowania przestrzennego. Dodatkowo trzeba mieć poważne, przede wszystkim finansowe, argumenty. Bo praktyka dowodzi, że nasza atrakcyjność inwestycyjna jest niska. Bez poważnych propozycji dla biznesu nie pomogą nam ani drogi, ani lotnisko. Wróćmy jeszcze do zmian, tych widocznych, nie statystycznych.

 

Galerie handlowe – przybyły i zwyciężyły na naszym lokalnym rynku…

– Zmiany te są oczywistością. Taka jest struktura handlu na świecie i nie ma powodu, by w Białymstoku miało być inaczej. Ale to inwestycje w sferę konsumpcji. Będziemy szybciej, może taniej, robić zakupy, Ale nie zwiększy się przez to eksport, nie przybędzie zaawansowanych technologii. Galerie mogą decydować o jakości życia na określonym poziomie. Jest jednak inna część gospodarki, która napędza koniunkturę. O rozwoju regionu stanowią sektory, które sprzedają na zewnątrz. Wyobraźmy sobie sytuację, że wszyscy ludzie tylko pracują w galeriach i supermarketach i wydają w nich zarobione tam pieniądze. Do tego miałaby się ograniczać gospodarka Podlasia? Mamy też dość pozytywne inicjatywy. Firmy spożywcze czy bieliźniarskie (AVA, Axami, Gaja, Gorteks, Gracya, Kinga, Kontri, Kostar i Mat – red.) współpracują i chyba idzie im całkiem nieźle. – To cenna inicjatywa. Nie jesteśmy w stanie rozwinąć na Podlasiu wszystkich sektorów gospodarki. Musimy się specjalizować i rozwijać w tym kierunku, w którym możemy wykorzystać nasze zalety. Nie możemy wpatrywać się w Dolinę Krzemową i roić, że utworzymy taką na Podlasiu. Powinniśmy obserwować sektory, które rozwijają się samoistnie. Świadczy to o ich sile. Ale w dzisiejszej globalnej gospodarce, gdzie konkurencja jest potworna, to nie wystarczy. Firma musi otrzymać wsparcie od uczelni, choćby w postaci wykwalifikowanych kadr, pomoc od samorządów.

 

Jak bardzo taka współpraca zmienia firmę? Jakie daje jej możliwości?

– Trudno wyobrazić sobie rozwój sektora bieliźniarskiego, jeśli ten będzie sprzedawał swoje wyroby tylko na Podlasiu. Jaki jest potencjał rynku białostockiego? 500 tys. sztuk rocznie? I o to warto się wzajemnie niszczyć ? Jeśli firmy się zjednoczą, będą w stanie stworzyć silna markę, zdobyć rynki krajowe i zagraniczne i podzielić się raczej sprzedadzą powiedzmy 30 mln sztuk. Nie bijmy się o drobiazgi. Powalczmy o wszystko. Tylko jeśli poszczególnym firmom idzie za dobrze – jak np. naszym mlecznym potentatom – nie czują potrzeby współpracy. Wychodzą z założenia, że każda poradzi sobie samodzielnie. Nie dojrzeliśmy w regionie do tego etapu, by zdawać sobie sprawę, że nawet silne przedsiębiorstwo może działać jeszcze bardziej efektywnie, jeśli będzie współdziałać ze szkołami czy samorządami. Są w Polsce przykłady takiej współpracy, a jej efektem jest np. Dolina Lotnicza. WSK Mielec w Rzeszowie współpracuje w sieci z kilkudziesięcioma firmami, ale także z Politechniką Rzeszowską, szkołami średnimi i innymi instytucjami. Z Rzeszowa wywodzi się także firma Asseco Poland – największa firma informatyczna w Europie Środkowo–Wschodniej i w Polsce, największy udziałowiec Prokomu budująca klaster informatyczny. Krótko mówiąc: nie ma takiego silnego, który nie potrzebowałby wsparcia. Jeszcze do niedawna mnóstwo eksportowaliśmy za Wschodnią granicę.

 

Może czas znów udrożnić ten kanał?

– Każda branża ma własne uwarunkowania. Kiedyś eksportowaliśmy na Wschód, ale – biorąc bieliznę za przykład – ten rynek przejęli Chińczycy. Nie jesteśmy w stanie produkować tak tanio jak oni. Ale nie zawsze chcemy kupować tanio. Liczy się przecież marka, prestiż, otoczka produktu i wydatki na reklamę. Mała firma nie jest w stanie stworzyć takiego prestiżowego produktu i konkurować z globalnymi graczami. Ale bielizna z Podlasia to już coś. A jeśli jeszcze – np. za pomocą funduszy unijnych – poprawić jej jakość, wzornictwo i zapewnić odpowiednią promocję, otrzymujemy produkt na poziomie, dla klienta, który stawia na jakość. A tacy klienci są i w Polsce, i w Rosji – na całym świecie.

 

Stawiamy zatem na jakość?

– Naszej regionalnej gospodarce grozi zawiśnięcie w strategicznej próżni, czyli taki etap, kiedy już nie produkujemy tanio, a jeszcze nie zaczęliśmy wytwarzać produktów markowych. Nie można tego tłumaczyć kryzysem, barierami dostępu do jakichś rynków. Trzeba patrzeć na siebie – co reprezentujemy sobą w konkurencji na przykład z Chinami.

 

Zanim jednak świat usłyszy o naszych koronkach i haftach, może warto skapitalizować nasze lasy i czyste powietrze?

- Ekologia to w końcu globalny priorytet. – Ochrona środowiska przychodzi na pewnym etapie rozwoju. Im społeczeństwo zamożniejsze, tym wyższe cele sobie stawia. Pozostaje kwestia, kto za to zapłaci. Przenosząc to bliżej nas, można się zastanowić, czy za dobrobyt mieszkańców Warszawy musimy płacić my. Bo z perspektywy stolicy trzeba chronić nasze bagna i ptaki, ale głos naszej strony już nie jest słyszalny. Z jednej strony mamy ekologów, a z drugiej – zwyczajnych mieszkańców, którzy chcą korzystać z dóbr cywilizacji. Za mało jest ma miejsca na opinie samorządowców, przedsiębiorców, naukowców, którzy przedstawiliby nasze racje. Odpowiedź na pytanie – jak ma się rozwijać województwo, by sprostać ekologicznej presji – do tej pory zawsze brzmiała: agroturystyka. A to zła odpowiedź. Bo zapisujemy w strategii rozwoju województwa proekologiczny rozwój i dziwimy się potem, że nie pozwalają nam budować dróg.

 

Czy mijający rok był dla nas – pod jakimkolwiek względem – przełomowy?

– Mieliśmy wielkie nadzieje, że fundusze unijne dadzą potężny prorozwojowy impuls. Zdawało się, po poprzednich edycjach unijnych programów (2004-2006 – red.), że już umiemy pisać wnioski, mamy kadry i doświadczenie. Tymczasem w drugim roku korzystania z nowej puli (2007-2013 – red.) nie widać „wielkiego skoku”. Odnosi się wrażenie, że nie wykorzystujemy poprzednich doświadczeń, ale znów uczymy się od zera. I zmiany przeciągają się w czasie. To żaden dramat, ale pozostawia niedosyt, bo tracimy czas. Może rozleniwiły nas sukcesy. Znaleźliśmy się w Unii i zdawało nam się, że radzimy sobie w tej rzeczywistości świetnie. Znów pojawiły się pieniądze do wzięcia i miało być równie łatwo je wydać. Sukces roku, Pana zdaniem? – Zmiany w Białymstoku. To zawsze napawa optymizmem, że można coś zrobić. Może nie jest to najważniejsze, ale wiara też się liczy. Na jaką ogólną ocenę w takim razie zasługujemy? – Na trójkę z plusem dla zachęty. Niestety.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Miliardowe inwestycje w Polsce zagranicznych firm

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie