Rodzina pacjenta skarży się na lekarzy SOR w Szpitalu Wojewódzkim w Białymstoku. Dyrekcja Śniadecji przyznaje, że zabrakło właściwej opieki

Tomasz Maleta
Tomasz Maleta
Szpitalny Oddział Ratunkowy w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Białymstoku Archiwum
Szukaliśmy w szpitalu ratunku dla ojca, a w zamian usłyszeliśmy od lekarza, że na ból najlepszy jest apap – opisuje Mariusz Dziemidow wydarzenia, które jego rodzina przeżyła z 19 na 20 lipca w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Białymstoku. Dyrekcja Śniadecji przyznaje, że takie zachowanie personelu nie powinno mieć miejsca.

- Ale to nie przywróci naszemu ojcu zdrowia. Gdyby nie tamta zwłoka, to być może dałoby się ojcu uratować nogę i nie groziłaby mu amputacja drugiej – mówi z żalem pan Mariusz Dziemidow.

Niedziela na SORZ- w Śniadecji

Ojciec pana Mariusza ma 78 lat, mieszka w Białymstoku. Przeżył trzy zawały, cierpi na cukrzycę. W niedzielę 19 lipca trafił na SOR w szpitalu wojewódzkim w Białymstoku. Tego dnia Śniadecja miała dyżur.

- Spędził tam kilka godzin. Był odwożony i przywożony kilka razy. Nie wiem, dlaczego nie zostawiono ojca wtedy w szpitalu. Nie zrobiono nawet badania dopplerowskiego tak podstawowego przy takim schorzeniu nóg. Tylko te podstawowe: krew, mocz. Za to usłyszeliśmy od lekarza, że na ból najlepszy jest apap – opisuje Mariusz Dziemidow.

Zobacz też: Drugie lądowisko szpitalne dla helikopterów LPR. Maszyny mogą lądować też na terenie Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Białymstoku

Ok. drugiej w nocy ojciec został przywieziony do domu. Ale już we wtorek 21 lipca rodzina wezwała karetkę.

- Jak przyjechała lekarka, to nie mogła uwierzyć, że dwa dni wcześniej nie zrobiono ojcu dopplera – opowiada pan Mariusz.

Pogotowie zabrało seniora na SOR do ... szpitala wojewódzkiego w Białymstoku. Bo Śniadecja znowu miała dyżur.

- Ojciec przebywał cały dzień i noc na SORZ-e. Chyba nie tak powinna wyglądać opieka nad chorym, który ponownie trafia na ten sam oddział – żali się Mariusz Dziemidow. - Na drugi dzień usłyszeliśmy tylko, że ojca przewożą do kliniki naczyń USK i tam go zostawiają.

Zobacz też:Tak wyglądają szpitale oddziały ratunkowe w Białymstoku

W USK rodzina usłyszała, że trzeba szykować się na najgorsze.

- Ponieważ nie mam możliwości podawania w domu leków uśmierzających ból, wyprosiłem o skierowanie ojca do szpitala. Został przyjęty na kardiologię. Jedna z lekarek obdzwoniła okoliczne szpitale, czy nie podjęliby się próby uratowania ojca. Zareagował szpital w Łapach – opowiada pan Mariusz

Z USK pacjent trafił 24 lipca do Łap, a rodzina złożyła skargę do dyrektora szpitala wojewódzkiego w Białymstoku na to, w jaki został potraktowany ich ojciec na SOR-ze.

Szpital wojewódzki: Sytuacja na SOR-ze nie powinna się zdarzyć

Rafał Tomaszczuk, rzecznik Śniadecji wyjaśnia, że po analizie sytuacji z 19.07.2020 w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, zostały przeprowadzone rozmowy wyjaśniające z personelem medycznym, który tego dnia obejmował pacjenta opieką medyczną.

- Według dyrekcji szpitala opisane zdarzenie nie powinno mieć miejsca i dlatego też personel został pouczony, co do konieczności bezwzględnie właściwej opieki sprawowanej nad pacjentami - mówi Rafał Tomaszczuk.

Rafał Tomaszczuk dodaje, że w dniu 21.07. 2020 r. po ponownym przyjęciu pacjenta oraz przeprowadzeniu badań diagnostycznych, podjęta została decyzja o konieczności przekazania chorego do kliniki chirurgii naczyń, która jako jedyna znajduje się w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Białymstoku.

- Jeszcze tego samego dnia przeprowadzono konsultację wyników z lekarzem dyżurnym szpitala USK. Pomimo sugestii i prób natychmiastowego transportu pacjenta do kliniki chirurgii naczyń okazało się, że możliwe jest to jedynie w dniu następnym – tłumaczy rzecznik Śniadecji. - Zatem po podaniu leków przeciwzakrzepowych, przeciwzapalnych, przeciwbólowych oraz antybiotyku, pacjent został zatrzymany na noc w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Białymstoku, a kolejnego dnia przekazany został do poradni chirurgii naczyniowej USK zgodnie z zaleceniem chirurga naczyniowego, konsultującego pacjenta w dniu poprzednim.

Syn: ojcu to nogi nie zwróci

Mariusz Dziemidow mówi, że gdyby szpital powiedział, że ma kłopoty z transportem, to wsadziłby ojca na wózek i sam przewiózł na drugą stronę ul. Skłodowskiej do kliniki naczyń USK. ‘

- Ale największy żal do szpitala wojewódzkiego mamy, za tamtą niedzielę 19 lipca. Gdyby wtedy udało się szybko i odpowiednio zareagować, to ojciec nie musiałby przechodzić przez najgorsze. A wtedy nogę można byłoby uratować – mówi łamiącym głosem pan Mariusz.

Komisja Europejska odwołuje zamówienie 300 mln szczepionek

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Niestety nie jest to odosobniony przypadek w opisanej powyzej sytuacji. Klinika powinna byc skontrolowana przez prokurature . Amputacja konczyn dolnych jest tam bardzo czestym sposobem na leczenie. Pacjenci sa nagminnie zbywani i pozostawieni sami sobie az dochodzi do dramatycznego zabiegu.

G
Gość
31 lipca, 6:40, Gość:

do pierdla wsadzić tego psełdo gnoja

Po co wsadzać i państwo będzie go utrzymywać,niech płaci odszkodowanie

G
Gość

Pouczenie! Nie mogę uwierzyć. Do sądu z tym... nawet lekarzem nie można nazwać tego .........!

Dodaj ogłoszenie