Rodzice narzekają na złe warunki w UDSK. Dyrekcja i pracownicy apelują o zrozumienie

Magda Ciasnowska
Magda Ciasnowska
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Łóżka na korytarzach i stołówkach to od jakiegoś czasu w Uniwersyteckim Dziecięcym Szpitalu Klinicznym codzienność. Z powodu trwającego w placówce remontu, komfort przebywania w oddziałach, jak donoszą rodzice, pozostawia wiele do życzenia.

We wrześniu tego roku w Uniwersyteckim Dziecięcym Szpitalu Klinicznym rozpoczął się długo wyczekiwany remont. Odnowionych zostanie dziewięć klinik, a cała inwestycja ma znacznie polepszyć warunki hospitalizacji małych pacjentów oraz pobytu ich rodziców lub opiekunów.

Prace nad zwiększeniem komfortu przebywania w placówce wiążą się jednak z tym, że aktualnie ten komfort jest znacznie mniejszy niż wcześniej, o czym donoszą zaniepokojeni rodzice.

- To co się tam dzieje logistycznie i organizacyjnie dosłownie mrozi krew w żyłach. Dzieci leżą dosłownie wszędzie- korytarz, różne sale do tego nie przystosowane, jadalnia (tak na prawdę nie leżą chyba tylko w łazienkach) - opisuje pobyt w szpitalu na jednej z białostockich grup internetowych pani Magdalena. - W szpitalu panuje rotawirus (sama zostałam nim zarażona). Na korytarzu leżą dzieci tak kaszlające, że trzęsą się wszystkie ściany. Na sali ze mną akurat były dzieciaczki z zapaleniem płuc, więc siedzieliśmy wszyscy w swoich zarazkach, bo nie mogliśmy otworzyć ani okna, ani drzwi na "zacharczany" korytarz. Rodzice drżą ze strachu o zdrowie swoich dzieci, ale zupełnie nie mają pomysłu co mogą z tym zrobić.

Pani Patrycja opowiada, że na początku ze swoim półrocznym dzieckiem spała na korytarzu, przy toalecie i schowku na miotły.

- Po pierwszej dobie trafiliśmy na sale izolacyjna, bo wyszedł norowirus w badaniach. Na salach ścisk po trzy łóżeczka. Dla rodziców z izolatek dostępne tylko wc. Nie ma gdzie się umyć nawet. Choć łazienka ogólna tez nie zachęcała do korzystania. Pod prysznicem leżała jakaś brudna szmata i nikt tego nie sprzątnął przez te 3 dni. Łazienka była jednocześnie schowkiem na śmieci i brudną pościel. Warunki urągające ludzkiej godności - opisuje kobieta.

Fakt, że warunki panujące w placówce pozostawiają wiele do życzenia, potwierdza nam sam personel.

- Warunki są rzeczywiście bardzo trudne. Zmniejszona została powierzchnia użytkowa szpitala, a liczba łóżek została taka sama. Pacjenci leżą wiec i na korytarzach, i w stołówkach i w świetlicach. Pobyt dla dzieci i ich opiekunów jest ciężki. Ciężka jest też nasza praca. Rodzice są bardzo zirytowani, nerwów jest niestety mnóstwo. Rozumiemy to, ale też prosimy o zrozumienie. To co się dzieje, jest niezależne od nas, pracowników - mówi pracująca w UDSK Agnieszka Olchin, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w województwie podlaskim.

Pani Agnieszka przyznaje też, że duży wpływ na obecną sytuację mają też panujące aktualnie wirusy.

- Dawno nie było u nas tak dużej liczby pacjentów, w tak krótkim czasie. A do tego dochodzą jeszcze pacjenci covidowi... Sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby zmniejszono liczbę łózek. Sale które zostały nie są przecież z gumy. Dyrekcja nie chce tego zrobić, bo zmniejszy się wtedy kontrakt. A przecież tych pacjentów mogą przejąć sąsiednie szpitale z oddziałami pediatrycznymi - podkreśla pielęgniarka.

Jednak o tym, że małych pacjentów trudno obecnie gdziekolwiek odesłać, zapewnia nas Anna Wasilewska, dyrektor UDSK.

- Szpitale w Bielsku Podlaskim i Sokółce są założone uchodźcami, oddział pediatrii w Łomży nie funkcjonuje już od ponad roku, a oddział w Wysokiem Mazowieckiem został kilka dni temu przekształcony na covidowy dla dorosłych. Obecnie organizujemy pododdział covidowy w UDSK a Wojewoda oddelegowuje do nas personel. Na chwilę obecna oddelegował nam trzech lekarzy z Łap i cztery pielęgniarki. Oddział jednak nie może ruszyć, dopóki nie zgłosi się kolejnych 10 pielęgniarek, ponieważ musimy zapewnić pacjentom opieka całodobową - mówi Anna Wasilewska. - Jeżeli ktoś mi powie, gdzie mam odesłać pacjentów, to z przyjemnością to zrobię.

Dyrektor placówki podkreśla, że szpital nie może nie przyjąć pacjenta ze skierowaniem. Ostatnio nie ma tam jednak podobno osób zgłaszających się niepotrzebnie, na wyrost. Wszystkie dzieci, jak zaznacza Wasilewska, są rzeczywiście chore i wymagają hospitalizacji.

- Tylko spokój i zrozumienie może tu pomóc. Nasz personel jest mocno przeciążony i działa w bardzo okrojonym składzie. Lekarze też przecież chorują - podkreśla Anna Wasilewska.

Remont największej części szpitala powinien zakończyć się już w styczniu. Natomiast już niedługo, w części rehabilitacyjnej, powstanie dodatkowych 15 miejsc.

Jest zielone światło na szczepionki dla dzieci!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie