Rio 2016. Walczykiewicz: Może prześpię się z medalem? [ROZMOWA]

Paweł Hochstim, Przemysław Franczak, Rio de Janeiro
Andrzej Szkocki
Udostępnij:
- Mam medal olimpijski, o którym marzyłam przez całe dwadzieścia lat mojej kariery sportowej, bo właśnie teraz mija dwadzieścia lat od momentu, w którym zaczęłam trenować - mówi srebrna medalistka w kajakarstwie Marta Walczykiewicz.

Mówiła Pani przed startem, że odrobiła lekcję z Londynu.

No właśnie, mówiłam i dzisiaj pokazałam, że odrobiłam. Okazało się, że potrafię na najważniejszej imprezie w czteroleciu skupić się i wygrać głową.

Był rzeczywiście taki spokój?
No właśnie nie do końca. Powiem szczerze, że bardzo się stresowałam od momentu przyjścia na tor do zejścia na wodę. Było nerwowo, nie wiem czemu, bo ja się tak nigdy nie zachowuję. Nawet trener zauważył, że jestem za bardzo zdenerwowana. Ale zeszłam na wodę i jakby ktoś pstryknął. Wszystko odeszło i czułam się tak, jakbym szła na trening. Gdy płynęłam w bloki już nie było stresu, a przynajmniej nie taki, jak kiedyś.

Czym się objawia taki stres?
Nie mogłam zjeść śniadania, koleżanka z pokoju mówiła nawet, że mi opornie te płatki dzisiaj wchodziły. Rosły w buzi, nie mogłam przełknąć. Ciężko opisać ten stres, bo to nie jest np. przyspieszone bicie serca. Taki wewnętrzny stres, w środku.

Słyszeliśmy, że od rana atakowały Panią zwierzątka?
Tak, dzień ze zwierzętami. Ptaszki, jaszczurki, ryba prawie mi wskoczyła do kajaka. Zastanawiałam się, co się dzieje, dlaczego się na mnie uparły. A, że maskotką igrzysk jest kot to musiało być dobrze.

Srebro smakuje jak złoto?
Tak, w tym momencie nie przeszkadza mi, że po raz kolejny przegrałam z Lisą Carrington. Jest to medal olimpijski, o którym marzyłam przez całe dwadzieścia lat mojej kariery sportowej. Właśnie teraz mija dwadzieścia lat od momentu, w którym zaczęłam trenować. Na rewanż z Lisą przyjdzie jeszcze czas. Nie odkładam na razie wiosła, zamierzam jeszcze trenować.

Do Tokio?
Nie wiem, czy do Tokio, ale przynajmniej do kolejnych Mistrzostw Świata. Możę będzie mi dane z nią wygrać.

Nie miała Pani wielkich problemów ze zdobyciem tego srebra.
Bieg był fajny, pod kontrolą, wiedziałam co się dzieje i wiedziałam, że nie mogę puścić tych dwóch dziewczyn obok mnie. Plan prawie wykonałam, bo jedną puściłam.

Dobrze zaczęły się nam zawody w kajakach w Rio, bo mamy pierwszy dzień finałów i już dwa medale. Ale na tym nie koniec?
Dzisiaj jest czas, żeby się pocieszyć, podelektować tym medalem, porobić sobie zdjęcia, ale po południu muszę iść na trening z czwórką, bo zawody się dla nas nie skończyły. Dwa dni przerwy, a potem walka, żeby przełamać tę serię czwartych miejsc w czwórkach.

Co Pani dziś zrobi z medalem?
Może się z nim prześpię. Pierwszy raz mam medal olimpijski to jeszcze nie wiem, co z nim zrobię. Jutro wam powiem, co zrobiłam. Może pod poduszkę schowam, żeby mi nikt nie ukradł.

Na mecie widać było łzy w Pani oczach.
Popłakałam się, ale nauczona lekcją z Londynu łzy poleciały mi dopiero, gdy na tablicy wyświetlił się napis „POL”. Wtedy już wiedziałam, że mam to drugie miejsce i byłam w euforii. Chociaż wiedziałam, że płynęłam druga, bo tuż przed metą rozejrzałam się na boki.

Ten rok nie był łatwy dla Pani. Były chwile zwątpienia?
Nie był, to prawda. Na dwa miesiące przed igrzyskami złapałam półpaśca, więc przygotowania były trochę zaburzone. Później w eliminacjach krajowych nie wystartowałam z powodu lekkiej kontuzji barku. Ale najważniejsze, że się dobrze kończy.

A całe cztery lata były trudne? Chyba, gdy próbowała Pani zapominać o Londynie to wszyscy przypominali.
Co wy macie z tym Londynem? To było cztery lata temu, to już historia. Jutro obudzę się i ten dzisiejszy piękny dzień też będzie historią. Jest medal, tam nie było. Ważne, że jest teraz. Typowano mnie do medalu, ale nie zdobyłam go, chociaż bardzo się starałam. Ale teraz się odkułam.

A co się zmieniło w trakcie tych czterech lat?
Na pewno inaczej podchodziłam do treningów. Wiedziałam, że na każdym treningu nie musi być szybko, a ważne jest dobre czucie kajaka, dobre czucie wody. Jeśli trening był kiepski czasowo, ale miałam dobre czucie, to wiedziałam, że to był dobry trening. W każdy trzeba wkładać sto procent siebie. Mądry człowiek, Bogumił Głuszkowski powiedział, żeby dawać z siebie sto procent, ale nie oczekiwać wtedy nic w zamian. A w odpowiednim momencie życie odda. I oddało.

Pięć z siedmiu dotychczasowych medali w Rio zdobyły kobiety. Panie rządzą w naszej reprezentacji.
Jak ktoś kiedyś myślał, że mężczyźni to płeć silna to trzeba zmienić zdanie. Fajnie, że kobiety na tych igrzyskach rządzą. Szkoda, że tych medali na razie jest tak mało, ale myślę, że jeszcze parę uda nam się dorzucić. Jeszcze do boju rusza Ewelina Wojnarowska na jedynce, nasza czwórka i jeszcze panowie.

Dla kogo jest ten medal?
Dla wszystkich. Dla rodziny, dla taty, dla mamy, dla mojego chłopaka, czyli dla wszystkich, którzy ze mną byli. Zawsze moja babcia, która zmarła, marzyła, żeby obejrzeć mnie, jak odbieram medal olimpijski. Myślę, że na górze mnie wspierała. Ale myślę też, że ten medal dla tych ludzi, którzy we mnie nie wierzyli. Im też zadedykuję ten medal.

Wideo

Materiał oryginalny: Rio 2016. Walczykiewicz: Może prześpię się z medalem? [ROZMOWA] - Dziennik Łódzki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie