Ratownicy medyczni porozumieli się z pogotowiem. Wrócą do pracy, ale już szykują się do kolejnych pertraktacji

Izolda Hukałowicz
Izolda Hukałowicz
Ratownicy z białostockiego pogotowia wrócą do pracy 1 października (zdjęcie ilustracyjne).
Ratownicy z białostockiego pogotowia wrócą do pracy 1 października (zdjęcie ilustracyjne). Wojciech Wojtkielewicz
94 ratowników i pielęgniarek zdecydowało się podpisać umowy z Wojewódzką Stacją Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku. Wczoraj (22.09) rozstrzygnięto piąty już konkurs. Wcześniej ponad 120 ratowników wypowiedziało kontrakty, domagając się zwiększenia stawek i zmian w warunkach pracy. Dyrektor pogotowia mówi, że teraz zespół będzie jeszcze silniejszy niż przed kryzysem.

94 ratowników przyjęło ofertę pogotowia

O tym, że sytuacja w białostockim pogotowiu powoli normuje się, pisaliśmy już wcześniej. W ubiegłym tygodniu ratownicy doszli do porozumienia z dyrekcją odnośnie warunków, na jakich mieliby zawrzeć nowe kontrakty.

Przeczytaj:

Choć euforii ze strony ratowników nie było, zaś dyrektor też wypowiadał się ze sporą dozą ostrożności, to - jak okazało się - słowo stało się ciałem i wczoraj (22 września) pomyślnie rozstrzygnięto piąty już nabór na ratowników.

- Myślę, że w zdecydowanej większości udało nam się pozyskać z powrotem tych ratowników, którzy wypowiedzieli kontrakty. Przyjęto 94 oferty - informuje Bogdan Kalicki, dyrektor WSPR w Białymstoku. - Ratownicy rozpoczną pracę od 1 października.

Dyrektor cieszy się, gdyż teraz ma pełny skład. Mimo, że nie wszyscy ratownicy, którzy w sierpniu wypowiedzieli umowy, zdecydowali się wrócić do pracy, to dyrekcji udało się pozyskać kilkudziesięciu nowych ratowników.

- Mamy teraz nawet nieco więcej pracowników niż przed wypowiedzeniami. Dlatego myślę, że przy tym składzie osobowym nie ma ryzyka, że zespoły wyjazdowe nie zostaną obsadzone. Natomiast, nie wiemy, co przyniesie nam czwarta fala, ale to jest już niezależne od personelu - zastrzega Bogdan Kalicki.

Przeczytaj:

Ratownicy medyczni jeszcze nie podpisali umów. Zrobią to prawdopodobnie w przyszłym tygodniu.

- Zgodziliśmy się przystąpić do tego konkursu pod warunkiem, że po wzroście stawek za dobokaretki w październiku wrócimy do rozmów - zastrzega Paweł Zaworski, ratownik kontraktowy z Białegostoku. - Dostaliśmy obietnicę pana dyrektora, że tak się stanie. Wstępnie ustaliliśmy kwotę i na początku października ponownie siadamy do stołu i negocjujemy dalsze warunki. Także na razie czekamy.

Przypomnijmy, że z końcem sierpnia z pracy w pogotowiu w Białymstoku odeszło ok. 120 ratowników i pielęgniarek kontraktowych. Domagali się wyższych stawek godzinowych i lepszych warunków pracy. Przez trzy tygodnie pogotowie pracowało w okrojonym składzie. Dyrekcja starała się na wszelkie sposoby łatać dziury i zapewnić obsadę zespołów wyjazdowych.

Przeczytaj:

Protesty w całym kraju i porozumienie z rządem

Perturbacje w białostockim pogotowiu to tylko część tego, co dzieje się w całym kraju. Ratownicy w wielu miastach w Polsce wypowiadali umowy cywilnoprawne. Protestowali też ratownicy etatowi. Powodem są zbyt niskie, zdaniem ratowników, zarobki w stosunku do nakładu pracy, brak uregulowań odnośnie zawodu ratowników medycznych i niekorzystne warunki pracy.

Ratownicy od wielu miesięcy starają się przekonać stronę rządową do zmian systemowych. Wczoraj (22 września) wiceminister zdrowia Waldemar Kraska poinformował o o podpisaniu porozumienia z Komitetem Protestacyjnym Ratowników Medycznych i ich pracodawców. Zgodnie z nim ratownicy etatowi i kontraktowi (ale też pielęgniarki i lekarze) pracujący w Zespołach Ratownictwa Medycznego mają otrzymać 30-proecntowy dodatek. Ponadto ustalono stawkę bazową w wysokości 40 zł godzinę pracy, gwarantującą minimalny poziom wynagrodzenia ratownika medycznego.

Przeczytaj:

Tymczasem sami ratownicy protestujący w Białym Miasteczku są oburzeni i mówią, że porozumienie podpisało tylko część ratowników. Mówią o rozłamie w środowisku.

- Niestety, znowu zostali pominięci ratownicy spoza karetek, czyli z SOR-u i innych oddziałów szpitalnych - komentuje porozumienie Paweł Zaworski. - Wiem, że niby złożono obietnicę powrotu do rozmów, ale nie powinno tak być. Podobną historię mieliśmy cztery lata temu, gdy ratownicy "systemowi" dostali dodatek ministerialny, a "sorowcy" i reszta ratowników - nie. Nie powinno być takiego różnicowania.

Zaworski zwraca też uwagę na brak uregulowań w kwestii warunków pracy:

- Nie zrobiono nic, aby pracowało nam się lepiej i bezpieczniej. Bo stawka godzinowa to nie wszystko. Nam w Białymstoku udało nam się wywalczyć sporą kontrolę odnośnie tego, jak mamy pracować - chodzi o liczbę godzin i dyspozycyjność. Ale wiemy, że w wielu miejscach w Polsce ratownicy nie mają takiej siły przebicia i nie wygląda to dobrze.

Przeczytaj:

Czwarta fala COVID-19 w natarciu

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Edek
Spokojnie pazerniacy, za chwilę będą pewnie znowu dodatki Covidove i będziecie dyżurować dalej jak dyżurujecie po 300 godzin. Nic się nie zmieni poza waszą wypłatą.
Dodaj ogłoszenie