Rancho Kupała w Orzeszkowie. Gospodarstwo agroturystyczne z mnóstwem atrakcji (zdjęcia)

Janka Werpachowska jwerpachowska@poranny.pl tel. 85 748 95 44
Wydumka nowobogackiego – tak o budowanym przez siebie domu mówi Golonko
Wydumka nowobogackiego – tak o budowanym przez siebie domu mówi Golonko Wojciech Wojtkielewicz
W Orzeszkowie koło Hajnówki, na skraju Puszczy Białowieskiej znajduje się nietypowe gospodarstwo agroturystyczne.

[galeria_glowna]
Zenobiusz Golonko zgromadził wiele różnych gatunków zwierząt. Są tu nawet egzotyczne strusie. Jajecznica z ich jajek jest jedną z atrakcji, oferowanych gościom. Na Rancho Kupała można spędzić cały dzień, nie nudząc się ani przez chwilę.

Tutaj powinny przyjeżdżać dzieci, które myślą, że mleko bierze się z kartonika, kupionego w supermarkecie - śmieje się Zenobiusz Golonko. - Po kilku godzinach spędzonych w Rancho Kupała na pewno już będą wiedziały, że jajka znoszą kury, mleko daje krowa, a po to, żeby zjeść schabowego, najpierw ktoś musi wyhodować świnkę.

Powrót na ojcowiznę

Przed laty młody Zenobiusz Golonko wyjechał z podhajnowskiego Orzeszkowa na studia do Warszawy. Skończył uczelnię wojskową i z wojskiem związał się na wiele lat.

- Pracowałem na lotnisku na Bemowie w Warszawie - wspomina. - Wielkiej kariery zrobić nie mogłem, bo nie chciałem zapisać się do jedynie wtedy słusznej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Ale miałem spokojną posadę, mogłem na niej dotrwać do wojskowej emerytury.
Nie dotrwał. Rozstał się z wojskiem tuż po wprowadzeniu stanu wojennego. Mieszkał w Warszawie, imał się różnych zajęć. Ale, jak mówi, ciągle tęsknił za zupełnie innym życiem - z dala od miejskiego zgiełku, w otoczeniu przyrody, zwierząt. I sympatycznych ludzi.

- Wróciłem w 1986 roku do Orzeszkowa. Jeszcze wtedy nie miałem pomysłu, co będę dalej robić. Dopiero kiedy pod koniec lat 80., za premiera Rakowskiego, w polskiej gospodarce zaczęły się pojawiać elementy wolnego rynku, pomyślałem, że muszę znaleźć jakąś niszę dla siebie.
Podjął decyzję: otworzył firmę produkującą bardzo specjalistyczne elementy z gumy i silikonu, wykorzystywane w wielu urządzeniach mechanicznych, również wojskowych. Jeden z zakładów Golonki mieści się w Hajnówce.

- Na gumie i silikonie zarabiam pieniądze, które inwestuję w Rancho Kupała - mówi Zenobiusz Golonko. - Bo do tego ośrodka raczej dokładam. To łatwo policzyć: gości miewam tylko latem i wczesną jesienią, a wszystkie zwierzęta, jakie tu żyją muszą jeść przez okrągły rok. To kosztuje.

Cztery hektary rajskiego ogrodu

Żeby dojechać do Rancho Kupała, najlepiej wydrukować sobie mapkę z opisem trasy ze strony internetowej. Bo nie jest łatwo trafić komuś, kto wybierze się tu pierwszy raz.
Przy szosie Hajnówka-Kleszczele, którą trzeba jechać do Orzeszkowa, stoją znaki z wizerunkiem żubra i ostrzeżeniem: Uwaga! Kraina żubra. Bo Rancho Kupała leży na skraju Puszczy Białowieskiej, w otoczeniu starego, tajemniczego lasu.

- Postanowiłem, że stworzę tu takie miejsce, do którego będę mógł zapraszać turystów na kilka godzin - opowiada o swoim pomyśle na zagospodarowanie ojcowizny Golonko. - Klasyczna agroturystyka, z noclegami i posiłkami początkowo mnie nie interesowała. Wciąż prowadzę interesy w Warszawie i Hajnówce, one też wymagają mojej obecności przynajmniej co jakiś czas. Nie mógłbym w pełni poświęcić się tylko pilnowaniu rancza. Ale myślę, że już za rok to się zmieni i będę miał pierwszych wczasowiczów.

Dom, w którym będą pokoje noclegowe i restauracja jest już prawie gotowy. Otoczony drzewami, z wysmukłą basztą, wygląda tajemniczo.
- Ot, taka wydumka nowobogackiego - śmieje się Golonko. - Tylko nie mam córki, która siedziałaby zamknięta na wieży i czekała na rycerza, który ją wyzwoli.

Na razie, zanim przedsięwzięcie nazwane Rancho Kupała zacznie przyjmować letników na kilkudniowe pobyty, można się tu wybrać na wycieczkę - z rodziną lub grupą przyjaciół. I nastawić się na kilkugodzinny, aktywny wypoczynek. A w przypadku dzieci wychowywanych w mieście, z dala od natury, pobyt tutaj będzie miał dodatkowo walory edukacyjne.

Zenobiusz Golonko bowiem postanowił, że główną atrakcją jego rancza będą zwierzęta. Różne - od tych gospodarskich, których na co dzień też przecież nie oglądamy, po egzotyczne.
Znaczną część terenu zajmują pastwiska, zagrody i woliera dla ptaków.

Kiedy w towarzystwie gospodarza wchodzimy za ogrodzenie, na powitanie gości biegnie kucyk szetlandzki, owieczki i kozy. Wszystkie zwierzęta garną się do ludzi, podstawiają głowy do pogłaskania. Nawet śnieżnobiały kozioł z potężnymi rogami jest przyjazny i łagodny.

Jeśli się trafi na odpowiedni moment, można zobaczyć, jak wygląda strzyżenie owiec. Właśnie dwie brązowe, z runem prawie do ziemi, czekają na postrzyżyny.

- Nawet z telewizji białostockiej przyjeżdżała ekipa, żeby to sfilmować - opowiada Zenobiusz Golonko. - No bo tak naprawdę, gdzie jeszcze na Białostocczyźnie można coś takiego zobaczyć? Już prawie zanikła hodowla owiec.

W specjalnej zagrodzie siedzą dwie loszki. Wyglądają prawie jak dziki, ale jednak coś jest w ich sylwetkach, kolorze szczeciny, co każe wątpić w ich czystą, dziką krew.

- Bo to mieszańce - śmieje się gospodarz. - Mają w sobie krew dzika, świni domowej i świnki wietnamskiej. Mieszkają w swojej zagrodzie, bo potrafią być niebezpieczne. Tylko ja do nich wchodzę.
W wolierze żyją ptaki. Gołębie, indyki, perliczki, a najwięcej kur. Od starych polskich ras, po fantazyjnie upierzone okazy drobiu ozdobnego. A króluje w tym towarzystwie paw z pięknym ogonem.
- Drób muszę trzymać w wolierze, bo gdyby ptactwo chodziło na otwartej przestrzeni, to długo bym się nim nie cieszył - mówi Zenobiusz Golonko. - Już niejedną sztukę porwał mi jastrząb. Lisy też nie próżnują.

Dzikie zwierzęta często przychodzą na Rancho Kupała. Od tygodnia rezyduje tu maleńki koziołek sarny, który się przybłąkał nie wiadomo skąd. Mieszka w specjalnym kojcu. Każdego, kto do niego wchodzi, tryka główką - tak jak matkę, od której domaga się karmienia. Chwyta miękkim pyszczkiem za palce i ssie. Denerwuje się, kiedy mimo jego wysiłków nie płynie mleko.

- Dostaje swoją butlę kilka razy dziennie - opowiada Kasia z Hajnówki, która pomaga właścicielowi rancza w niektórych pracach. - Sama już tego pilnuję. Śliczny ten nasz Rogaś, prawda?
Pan Golonko trochę się martwi, czy uda się malucha przywrócić naturze.
- Traktuje nas wszystkich jak swoich pobratymców, boję się, czy poradzi sobie w przyszłości w lesie, gdzie będzie musiał radzić sobie sam.

Największa atrakcja - strusie

Nie tylko za względu na gabaryty, ale i dlatego, że zwierzęta egzotyczne zawsze są interesujące, kiedy możemy zobaczyć je z bliska. Za wysokim ogrodzeniem dumnie paradują cztery strusie. Można je oglądać ze specjalnego podestu - jak żubry w Białowieży.

- Dzieci nie chcą stąd odchodzić - opowiada pan Golonko. - Strusie je fascynują.
Bo też są to ptaki niezwykłe. Ciekawskie, podbiegają do parkanu, kiedy zauważą, że ktoś się im przygląda. Gdy się obserwuje ich zachowanie, to trudno zgadnąć, czy bardziej dzieci są zainteresowane ptakami, czy ptaki dziećmi. Wyciągają szyje, przechylają główki, żeby lepiej przyjrzeć się hałaśliwej gromadce.

- To jeszcze młode strusie, ale samiec dorasta, mam nadzieję, że niedługo doczekamy się piskląt - snuje plany gospodarz. - Są rozkoszne, będą dodatkową atrakcją.
W polskich hodowlach nie powierza się paniom strusiowym jajek do wysiadywania. Proces wylęgania odbywa się w specjalnych inkubatorach.

- Ja takiego nie mam, ale niedaleko, w Nowym Berezowie znajomy hoduje strusie i obiecał mi, że będę mógł skorzystać z jego inkubatora.

Na razie jajka znoszone przez dwie samice trafiają na patelnię.
- To dodatkowa atrakcja, jajecznica ze strusiego jaja - mówi Zenobiusz Golonko. - Z osiem osób może się dobrze najeść. A jajko strusia, moim zdaniem, jest smaczniejsze od kurzego. I ma tę wielką zaletę, że jest pozbawione cholesterolu. Tylko, żeby się do niego dobrać, potrzebna jest wiertarka.
Okazuje się, że to skomplikowany proces. Trzeba wywiercić dwie dziurki na przeciwległych biegunach jajka, następnie za pomocą czystego (najlepiej jałowego) prętu rozbełtać zawartość skorupy, a potem pozostaje już tylko zrobić wydmuszkę.

- Można sobie pomóc pompką do materaca - śmieje się Zenobiusz Golonko. - Trzeba mieć naprawdę niezłe płuca, żeby sobie z tym poradzić.

Dzikie harce i ognisko

Jeszcze w czasie roku szkolnego do Rancha Kupała prawie codziennie przyjeżdża wycieczka z przedszkola lub szkoły. Dzieci najpierw zwiedzają cały teren, poznają wszystkie zwierzęta. Zadają dziesiątki pytań, ale od tego właśnie jest gospodarz, albo Kasia, żeby na każde odpowiedzieć.

Kiedy już uda się wycieczkowiczów odciągnąć od strusi, można im pokazać starą kuźnię z autentycznymi narzędziami kowalskimi. Albo zaproponować zajęcia nad wodą. Na przykład trzeba przedostać się na drugi brzeg stawu za pomocą zawieszonej nad nim na potężnej linie gondoli, przypominającej huśtawkę. Niby bezpiecznie, ale poziom adrenaliny się podnosi. Dziewczyny piszczą, udają że się boją, ale chcą powtórki. A na drugim brzegu można się wdrapać na wysoką wieżę widokową, z której roztacza się piękna panorama okolicy. Można wziąć rower wodny. Można też zażyć w stawie kąpieli, bo woda jest czysta.

A kiedy już dzieciaki wszystko obejrzą, zmęczą się zabawami nad wodą, to czeka na nie ognisko i swojska, tutejsza kiełbasa, którą same sobie pieką na patykach.

- Bardzo lubię takie dni, kiedy na Rancho Kupała są dzieci - przyznaje Zenobiusz Golonko. - Lubię patrzeć na ich radość. Cieszy mnie, kiedy widzę, że są naprawdę zainteresowane naszymi zwierzętami.
Do Rancha Kupała można się umawiać na takie piknikowe pobyty w gronie rodziny lub przyjaciół. Ponieważ na miejscu nie ma jeszcze oferty gastronomicznej - oprócz wspomnianej już kiełbasy pieczonej nad ogniskiem - można wziąć coś do jedzenia ze sobą, jak na majówkę w plenerze.

- A w ostatni weekend lipca co roku mamy tu imprezę, którą nazwałem Kupalinka. To takie urodziny rancza. Jest muzyka, tańce i zawody w rzucie obcęgami kowalskimi. Goście są zawsze mile widziani - zapewnia gospodarz Rancha Kupała.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
czobut lewy
Chyba,ze to,co cenne-puszcze i lasy podlasia przerobi IKEA na płyty...

Ikea wytnie te laski na które unia dała dopłaty żyd myśli w przyszłość Mądry szwed to nawet płyty zrobi z wierzby energetycznej A Polak POtrafi tylko wszystko swoje sprzedać za bezcen
G
Gość

Ciekaw jestem czy Pan Zenobiusz ma pozwolenie na hodowlę koziołka sarny, bo jeśli nie to może mieć z tego tytułu nieprzyjemności.

s
sroka

Chyba,ze to,co cenne-puszcze i lasy podlasia przerobi IKEA na płyty...

j
jasio

Kto ma kapital powinien inwesto wac z mysla o rozwoju wojewodztwa podlaskiego . agroturystyka moze okaze sie dzwignia tego rozwoju ,jezeli znajdzie zwolennikow w US,KRUS,UG,UM,Woj ipozbedzie sie wszedobylskiej biurokracji.Propaganda kleszczowa tez szkodzi.

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3