Rafał Jonathan Jabłecki uprowadzony przez ojca

Agata Masalska redakcja@poranny.pl
Monica Anez Pereira mieszka w Warszawie, uczy się języka polskiego i pracuje jako tłumacz.  Bardzo tęskni za swoim synkiem. Marzy, by opiekować się nim tak, jak dawnej.
Monica Anez Pereira mieszka w Warszawie, uczy się języka polskiego i pracuje jako tłumacz. Bardzo tęskni za swoim synkiem. Marzy, by opiekować się nim tak, jak dawnej. Archiwum prywatne Moniki Anez Pereiry
Czteroletniego Jonathana, od pół roku poszukuje policja i prywatny detektyw. Chłopca uprowadził Rafał Jabłecki - ojciec, który chce chronić syna przed jego matką.

A właściwie przed jej mocami nieczystymi, które mogą prowadzić do opętania. Tak wyznał biegłym sądowym. Babcia Jonathana dodała, że chłopiec po spotkaniach ze swoją, pochodzącą z Boliwii matką naśladował jakieś zwierzę. Bił, gryzł i tracił mowę. Na dodatek, cieszył się, gdy inni płakali. W tej sprawie była u egzorcysty i lała wosk na wodę święconą. Dlatego nie chce oddać wnuka Indiance i wspiera syna - porywacza.

Jabłeckiego szuka podlaska policja. Wystosowała za nim list gończy. Detektyw Arkadiusz Andała, który działa na zlecenie cudzoziemki nie wyklucza, że mężczyzna wraz zdzieckiem wyjechał za granicę.
- Staniemy na głowie, by ich odnaleźć - zapowiada.

Dla tych, którzy wskażą trop obiecuje pięć tysięcy złotych nagrody.

Poznali się w Nowym Jorku

Rafał Jabłecki pochodzi z Nowych Osip, niewielkiej wsi w powiecie wysokomazowieckim. Mieszka z matką, bratem, bratową i ich dziećmi. W tym roku będzie świętował 36 urodziny. Tyle tylko, że nie wiadomo gdzie. Może w lesie, gdzie podobno spotykał się z dziennikarzami, a może za kratami. Bo gdy trafi w ręce policji, odpowie za uprowadzenie dziecka.

- On nie miał innego wyjścia - przekonuje Krystyna Żytecka, prezes Fundacji Pomoc Kobietom i Dzieciom, która wspiera porywacza. - Kocha syna i nie chce dopuścić do tego, by został wywieziony za granicę. A taki zamysł ma matka Jonathana.

I dodaje, że cudzoziemka nie dbała o swojego syna tak, jak powinna. Gdy przyjechała do Nowych Osip Jonathan był chudy i miał krzywe nogi.

- To u ojca, we wsi poznał nowy, lepszy świat. Tam nauczył się jeść zupę i tam powinien pozostać - przekonuje Krystyna Żytecka.

Ta historia zaczyna się jak w bajce. Za górami, za lasami, bo w Nowym Jorku Rafał Jabłecki poznał o trzy lata młodszą Monicę Anez Pereirę. To Boliwijka, która porzuciła stomatologiczne studia i swój kraj, by w Stanach Zjednoczonych godniej żyć.

Rafał i Monica zakochali się i razem zamieszkali. I na tym bajka się kończy. Później zaczyna się rodzinny dramat. Wprawdzie mężczyzna nie ma sobie nic do zarzucenia, ale cudzoziemka mówi o burzliwym związku. Partner miał być ciągle zmęczony i rozdrażniony. A gdy zaszła w ciążę, podobno namawiał ją do aborcji. Nie zgodziła się. Jesienią 2008 roku na świat przyszedł Jonathan. Pół roku później Monica rozstała się z Jabłeckim. Mężczyzna mówi, że kobieta chciała mieszkać sama. Ona z kolei twierdzi, że Rafał wyrzucił ją i syna z mieszkania.

Zabrała syna i suknię ślubną

W końcu 2010 roku Jabłecki wrócił do Nowych Osip. Pół roku później przypomniał sobie o Monice, zaczął zasypywać ją mailami i telefonami, zapewniać o swoich gorących uczuciach. Uwierzyła. Do walizki wrzuciła parę drobiazgów, suknię ślubną, wzięła syna na ręce i przyjechała na wieś.

Sielanka trwała kilka tygodni. Później zaczęły się rodzinne waśnie. Boliwijka twierdzi, że matka Rafała wtrącała się do wszystkiego. Chciała młodymi dyrygować i im rozkazywać. Podobno wytykała niedoszłej synowej, że za mało pracuje i za dużo je.

Jabłecki temu przeczy. Mówi, że powody do konfliktów były inne. Monica stroniła od pracy, zaniedbywała dziecko.

- Tylko przed komputerem siedziała - tłumaczył w sądzie.

Przełomowy był rok 2011, sierpień. Jabłecki miał wówczas zagrozić Monice, że gdy tylko wygaśnie jej wiza, doprowadzi do deportacji. I to bez dziecka. Wówczas doszło do kolejnej awantury, a nawet szarpaniny. Boliwijka uznała, że w takiej sytuacji nie ma na co czekać. Próbowała uciec, z dzieckiem na ręku. Nie dała rady. Rafał dogonił ją i wyrwał syna.

Kilka miesięcy później sołtys Nowych Osip mówił w sądzie, że słyszał, jak zrozpaczona cudzoziemka krzyczała "Policja, na pomoc". Co zrobił? Zadzwonił do Jabłeckich i zapytał, czy wszystko u nich w porządku. Usłyszał, że tak.

Monica z dziennikarzami nie chce rozmawiać. Trafiła do jednego z warszawskich ośrodków, gdzie schronienie znajdują samotne matki i ofiary przemocy. Tam zauważyła ją Helsińska Fundacja Praw Człowieka w imieniu której działa adwokat Karolina Bodnar.

- Ta kobieta jest dla mnie bohaterką - mówi prawniczka. - Odnalazła się w obcym kraju, walczy o dziecko.

Świecą wodziła nad wnukiem

Jabłecki postanowił zalegalizować miejsce pobytu syna. Z wnioskiem o ustalenie miejsca zamieszkania wystąpił do sądu w Wysokiem Mazowieckiem. Niespodzianek w tej sprawie nie było. Ponieważ miejsce pobytu matki, jak podawał jej były partner, było nieznane sąd uznał, że Jonathan ma mieszkać z ojcem. Monica natomiast może odwiedzać syna. I tak było. Boliwijka, przez ponad rok, co drugi tydzień pukała do drzwi Jabłeckich.

- Po tych spotkaniach dziecko robiło się nerwowe, naśladowało jakieś zwierzę - mówiła babka Jonathana podczas spotkań w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym w Białymstoku, którego pracownicy na zlecenie sądu oceniali, z kim chłopiec jest silniej związany emocjonalnie. - Wnuk jest szczęśliwy, jak ktoś płacze i wydaje nieludzkie głosy.

I dodawała, że Monica wstrzykiwała dziecku środki halucynogenne, a także obejmowała go mocami nieczystymi. Kobieta przyznała, że za radą księdza była u egzorcysty, który modlił się nad wnukiem. Wodziła też nad nim świecą, a później lała wosk na wodę święconą. Wtedy uzyskiwała głowy diabłów rogatych.

Zdaniem dobiegającej sześćdziesiątki babci, jeśli opiekę nad wnukiem przejmie Boliwijka, to Jonathanowi może stać się krzywda.

- Tam w Ameryce Środkowej wszyscy żują jakieś liście - miała powiedzieć psychologom.

A to nie jedyne zagrożenie. Kobieta dowiedziała się też, że jeden ze znajomych Monicy jest gejem, który może zgwałcić wnuka.

- To są jakieś obsesje - łapie się za głowę mecenas Karolina Bodnar. - Pani Monica nie zamierza nigdzie wyjeżdżać. Wynajęła mieszkanie, uczy się języka polskiego. A co najważniejsze, chce, by pan Rafał uczestniczył w wychowaniu syna.

Porywacz: Nie szukajcie nas

Opinia ośrodka diagnostycznego była jednoz-nacza: Rafał Jabłecki mało realistycznie ocenia rzeczywistość i jest uzależniony od swojej matki. Ta natomiast brak wiedzy zastępuje przesądami i wierzeniami.

- Ta opinia jest karygodna - denerwuje się Krystyna Żytecka. - Dziwię się, że sąd wziął ją pod uwagę. Domagaliśmy się kolejnych badań, ale nasz wniosek został odrzucony.

Sąd, także na podstawie opinii ośrodka uznał, że Jonathan powinien mieszkać z matką. Gdy w ostatnich dniach września Monica Anez Pereira, z orzeczeniem w ręku przyjechała do Nowych Osip, syna już nie było. Okazało się, że dzień wcześniej zabrał go Jabłecki i wyjechał. Dokąd? Rodzina twierdzi, że nie ma pojęcia. Porywacz pozostawił list: "Nie szukajcie nas, nie oddam dziecka takiej matce..."

- Chłopiec nie ma jednej nerki, wymaga opieki nefrologa - przypomina mecenas Bodnar. - Boimy się o jego życie. Pan Jabłecki mówił dziennikarzom, że od miesięcy nie wychodzi z domu. A to może oznaczać, że dziecko przebywa w fatalnych warunkach, pozbawione jest opieki medycznej.

Prezes Kotecka ma nadzieję, że 28 marca, podczas rozprawy apelacyjnej sąd zmieni zdanie i przyzna opiekę nad dzieckiem ojcu. Wtedy Rafał Jabłecki będzie mógł wyjść z ukrycia.

Kilka tygodni temu, w obronie porywacza wypowiedział się poseł Jacek Żalek, z wykształcenia prawnik. Choć, jak przyznaje, opinii białostockiego ośrodka nie czytał, to kwestionował ją w interpelacji skierowanej do ministra sprawiedliwości. Parlamentarzysta uważa, że autorzy dokumentu nie mają prawa oceniać religijności rodziny Jabłeckich, bo nie mają pojęcia o teologii. Nie mogą więc wiedzieć, czy lanie wosku na święconą wodę, to przesąd, czy element wiary. Żalek dodaje, że opinię powinni przygotować różni specjaliści, a nie tylko pedagodzy. Nie wie, że podpisał ją także psycholog.
Mecenas Bodnar uważa, że zarzuty wobec biegłych są bezpodstawne. Nie oceniali oni religijności Jabłeckich, bo w innym przypadku musieliby napisać, że w wigilię Bożego Narodzenia kazali Monice wyjść z domu. Siedziała na pustym, zimnym dworcu do czasu, aż obcy ludzie ją przygarnęli.
- Mam nadzieję, że w tym konflikcie nie zgubi się dziecko - dodaje.

Czytaj e-wydanie »

Koronawirus fake news. Oto największe absurdy.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3