Puszcza Białowieska zawsze robi duże wrażenie

Alicja Zielińska azielinska@poranny.pl
Lata 50.  Stoję (z prawej) z kolegą Jarkiem Dziemiańczukiem przy ruinach pałacu carskiego.  Zbudowany został w 1894 r. na polecenie cara Aleksandra III. W czasie II wojny światowej, gdy stacjonowali  tu Niemcy, wybuchł pożar i pałac uległ zniszczeniu.  W 1961 r. został rozebrany.
Lata 50. Stoję (z prawej) z kolegą Jarkiem Dziemiańczukiem przy ruinach pałacu carskiego. Zbudowany został w 1894 r. na polecenie cara Aleksandra III. W czasie II wojny światowej, gdy stacjonowali tu Niemcy, wybuchł pożar i pałac uległ zniszczeniu. W 1961 r. został rozebrany. Archiwum Jerzego Szóstki
Niemiecki lekarz, do którego poszedłem z chorą ręką podczas pracy w Niemczech, gdy się dowiedział, że jestem z Białegostoku, od razu zaczął opowiadać o Puszczy Białowieskiej. Mówił, że przyjeżdża tu co roku z rodziną i rowerami robią sobie wyprawy po lesie i nigdzie tak wspaniale nie odpoczywają. Chwalił naszą przyrodę, był zachwycony krajobrazami i warunkami - opowiada Jerzy Szóstko. - Wielokrotnie zetknąłem się z takimi opiniami. Zawsze czułem się dumny.

Pierwszy raz w Białowieży byłem jako uczeń liceum. Była to rewizyta naszej męskiej klasy z ogólniaka przy Kościelnej w Liceum Żeńskim w Hajnówce. Uczyła się tam Krystyna Kasperczak, znana sprinterka i płotkarka. Zawodniczka KS Puszcza Hajnówka, Jagiellonii Białystok i Skry Warszawa, olimpijka z Monachium w 1972 roku. Obecnie mieszka w USA.

Już sama droga do Białowieży robiła wrażenie. Dookoła wysokie drzewa i ledwie, prawie niewidoczny skrawek nieba - wydawało się, że to jakiś tunel. Zwiedzaliśmy rezerwat tarpanów, byliśmy w muzeum, w parku narodowym i rezerwacie żubrów. Pamiętam do dziś, jak przewodnik opowiadał o polowaniu króla Władysława Jagiełły w Puszczy Białowieskiej, gdzie z rycerzami przygotowywał się do walki z Krzyżakami. Po polowaniu król miał odpoczywać pod dębem, który został nazwany jego imieniem.

Dąb Jagiełły, jak się okazało, to legenda, ale skutecznie przyciągała do puszczy rzesze turystów. Ostatecznie jego historia zakończyła się w 1974 roku, 2 listopada dąb powaliła wichura.

A z opowieści pana Jerzego związanych z Puszczą Białowieską wybieramy jeszcze dwie. Pierwsza dotyczy jego wyprawy do Białowieży z córką. - Pojechaliśmy autostopem. W drodze powrotnej udało nam się podjechać autokarem Orbisu, który wiózł wycieczkowiczów ze Związku Radzieckiego. Byli to pracownicy fabryki zegarków z Leningradu. Śpiewali piosenkę na melodię "Szła dzieweczka do laseczka", ale słowa były wyraźnie antykomunistyczne. W tamtym czasie, początek lat 70, wydało mi się to dziwne, spojrzałem na córkę, na tych Rosjan, oni się uśmiechają zachęcająco, to i my zaczęliśmy śpiewać. Rozstaliśmy się jak dobrzy znajomi.

Następnym razem w Białowieży byłem z synem. W okolicy Krylowego Mostu zatrzymaliśmy się na górce krzyży. Według opowieści okolicznej ludności pochowano tu we wspólnej mogile 70 powstańców styczniowych, którzy zginęli w potyczce z wojskiem carskim w roku 1863. Na pamiątkę tego zdarzenia ustawiono głaz z tablicą. Pośrodku zbiorowej mogiły stoi stara sosna z krzyżem i tablicą pamiątkową zawieszoną tam w dziewięćdziesiątą rocznicę Powstania Styczniowego.

Wracając wiejską drogą, patrzymy, jedzie ciągnikiem gospodarz, przystanął i zaproponował, że nas podwiezie. Skorzystaliśmy z okazji. Kierowca był bardzo rozmowny, ale i na rauszu. Zapytałem, czy się nie boi milicji. Spojrzał na mnie i zaśmiał się tylko: panie, tu wszyscy sami swoi. A co mi zrobią? Jak się dowiedział, że jesteśmy z Wygody, to już w ogóle się rozgadał, bo miał tam rodzinę. Zaprosił nas na obiad. Przyjechaliśmy na podwórze, on krzyczy do żony: "mamy gości, szykuj ziemniaki ze skwarkami i zsiadłe mleko". Jedzenie było pyszne. Na koniec gospodarz wyciągnął nalewką. "A teraz po kropelce ducha puszczy" - powiedział. Tyle że ta kropelka to była cała szklanka. A potem po latach Białowieża wróciła we wspomnieniach w Niemczech. Pracowałem tam 15 lat. Kiedy zaczęły się problemy z prawą ręką, drętwiała mi, poszedłem do doktora. Lekarz, gdy tylko usłyszał, że jestem z Polski, od razu zaczął mówić o Buszczy Białowieskiej.Jeździ co roku z rodziną, biorą browery i urządzają sobie wyprawy po lesie. Szkoda, że nie macie lotniska w Białymstoku - mówił.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
czytelnik z Hajnówki

 Trzeba mieć talent - Krótki artykuł a tyle błędów.

 

G
Gość
W dniu 12.07.2014 o 09:08, Szymek napisał:

Biorą rowery czy browary?...... chociaż w sumie i jedno i drugie fajne

Jeszcze parę lat i Donek sprzeda puszcze niemiaszkom za 100 ojro. 

S
Szymek

Biorą rowery czy browary?...... chociaż w sumie i jedno i drugie fajne

Dodaj ogłoszenie