Prof. Tomasz Szlendak, socjolog z UMK: Polska pokolenia...

    Prof. Tomasz Szlendak, socjolog z UMK: Polska pokolenia gniazdowników

    Adam Willma

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Większość młodych funkcjonuje w domach rodzinnych na garnuszku rodziców. To tzw. gniazdownicy.

    Większość młodych funkcjonuje w domach rodzinnych na garnuszku rodziców. To tzw. gniazdownicy.

    Prawie wszystkie najbardziej interesujące miejsca pracy są opanowane przez ludzi w średnim wieku. Ludzie młodzi wchodzą w pomarańczową galaretą. Brną w stażach i wolontariacie. Większość funkcjonuje w domach rodzinnych na garnuszku rodziców. To tzw. gniazdownicy.
    Większość młodych funkcjonuje w domach rodzinnych na garnuszku rodziców. To tzw. gniazdownicy.

    Większość młodych funkcjonuje w domach rodzinnych na garnuszku rodziców. To tzw. gniazdownicy.

    Możemy rozmawiać swobodnie. Ci, o których mowa i tak nie przeczytają. Sam pan twierdzi, że nie trawią tekstów powyżej 500 słów.

    Prof. Tomasz Szlendak, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika:
    - No chyba, że zaczniemy wulgaryzmem, ewentualnie pogawędzimy na temat seksu czy jakiegoś chwytliwego wątku z zakresu potrzeb podstawowych. W każdym razie obowiązuje "zasada 30 sekund". Jeśli po 30 sekundach tekst wyda się młodemu człowiekowi ciekawy, przeczyta go do końca.

    To spróbujmy: "Najbardziej mnie teraz wk....a u młodzieży, to że już więcej do niej nie należę" - pisał poeta Kazik. Może pana zainteresowanie młodzieżą wynika z zazdrości?

    - Ależ ja nie chciałbym być dzisiaj młodzieżą! Po pierwsze, miałbym pewnie zmasakrowaną przez system edukacyjny wizję świata, kompletny brak krytycyzmu w podejściu do informacji. No i znalazłbym się na najniższych pozycjach społecznych. Bo młodzież to dziś najniżej uposażona kategoria. Wbrew pozorom emeryci są dziś lepiej uposażeni niż wielu ludzi młodych.

    Ale to młodzi i dynamiczni mogą liczyć na najlepsze posady.

    - Absolutna nieprawda. Prawie wszystkie najbardziej interesujące miejsca pracy są opanowane przez ludzi w średnim wieku. Ludzie młodzi wchodzą w coś, co nazywam pomarańczową galaretą. Brną w stażach i wolontariacie. Aż 60 procent z nich, jeśli chce zarabiać, pracuje na tzw. śmieciowych umowach za najniższe możliwe pieniądze. W efekcie większość funkcjonuje w domach rodzinnych na garnuszku rodziców. To tzw. gniazdownicy.

    Nic tylko zapalić jointa.

    - Młodzież ma różne balsamy na duszę. Najważniejszego dotknięto przy sprawie ACTA. Gdy pojawiła się perspektywa, że po pracy za upokarzające pieniądze, nie będzie można ściągnąć sobie za darmo ulubionych seriali albo ponurzać się w innych, niby darmowych treściach, pod zerwanym plastrem ukazała się rana.

    Skoro jest im tak źle, to dlaczego jest tak dobrze? Prawie cała reklama dóbr konsumpcyjnych nastawiona jest na młodych. Pięćdziesięciolatek w galerii handlowej czuje się intruzem.

    - Ale cały czas to on płaci za te gadżety. Nadal rodzice realizują swoje niespełnione potrzeby konsumpcyjne poprzez dzieci. Za cały szereg decyzji o zakupach w rodzinie odpowiedzialne są dzieci. I to właśnie - dzieci, nawet nie młodzież. Skądinąd młodzież również wyciąga pieniądze na zakupy od rodziców, i to młodzież do 35 roku życia. Ten transfer międzypokoleniowy łagodzi napięcia. Dlaczego młodzi się nie buntują? Bo dopieszczają ich rodzice.

    Niektórzy usamodzielniają się i robią karierę, tak jak Dariusz Joński, który został rzecznikiem SLD.

    - To człowiek, który przekroczył trzydziestkę i do tej pory wiedza o tym, kiedy wybuchło powstanie warszawskie nie była mu potrzebna do życia. Joński zapowiada całe pokolenie, które nie czyta i ma problem z mapą. A dlaczego miałoby być inaczej? Już półtora roku przed maturą przygotowuje się "szympansy bojowe", które doskonale odznaczają znaczki w testach i ale mają skasowaną funkcję krytycznego myślenia.

    Przesadza pan, gdy przyglądam się młodym ludziom, jestem pod wrażeniem. W ich wieku nie poświęcałem nawet połowy tego czasu na naukę.

    - Tylko jaka jest efektywność tej nauki? Studenci oczekują ode mnie, że jak nauczyciel w szkole średniej, powiem im jak wygląda świat i w którą stronę należy iść. Na studiach społecznych, gdzie muszą zapoznać się z całym szeregiem różnych interpretacji świata, trzeba dokonać wyborów. I taki wybór młodych ludzi boli. Bo jedyny wybór, w którym są dobrzy to wybór konsumpcyjny. Znakomicie znają różnice pomiędzy telefonem Samsunga i iPhonem. Ale w sferze idei, polityki są bezradni. Na studia przychodzą dziś ludzie, którzy nie mają wiedzy, na czym polega trójpodział władzy, nie wiedzą z ilu izb składa się parlament.

    Koś im tego nie wytłumaczył.

    - Owszem, to nie jest wyłącznie ich wina. To również wina systemu edukacyjnego, który stworzyliśmy - dostosowując go do bryków i gotowych schematów. Na swojej maturze z biologii pisałem na temat mejozy i mitozy. Zadanie polegało na napisaniu rozprawki, która była rodzajem literatury - musiała wieść czytelnika przez temat od początku do końca. Komunikacja esmesowa wywróciła tamtą narrację do góry nogami. Teksty są krótkie, często oparte o schemat "wytnij - wklej" i zrozumiałe wyłącznie dla autora.

    No to ponarzekaliśmy. Ale kiedy moja córka wróci ze szkoły i tak z lekcjami usiądzie przy komputerze.

    - Musimy zastanowić się jak edukować, kiedy cała wiedza ukryta jest w cyfrowej chmurze, a dzieci traktują smartfon jako naturalne przedłużenie ręki. Najważniejsze, aby nauczyć młodych ludzi krytycznego podejścia do informacji.

    Czy jest jeszcze idea, która jest w stanie łączyć młodych?

    - Tu mamy problem, bo aby idea porwała człowieka, trzeba posiąść naukę czytania i to niekoniecznie kilkuzdaniowych tekstów. Młode pokolenie jest supernarcystyczne, wielu wychowało się w rodzinach typu 2+1 i do tego modelu przystosował się system edukacyjny. Tu nie ma mowy o ideach, chodzi o to, aby przez życie przejść przyjemnie, w towarzystwie grona przyjaciół i korzystając z różnych gadżetów, które daje cywilizacja. Ta sytuacja niesie za sobą również pozytywy. Młode pokolenia ma w sobie zdecydowanie mniej materializmu niż współcześni czterdziestolatkowie.

    Bo nie ma już kolejek przed sklepem, cały świat w którym funkcjonują, jest wielkim supermarketem.

    - I w tym rzecz. Oni już nie muszą marzyć o rzeczach, wiele z nich mogą mieć, pośród wielu się wychowali. W takiej sytuacji ważniejsze jest to, aby się jakoś wyróżnić. Nie jest przypadkiem, że mamy do czynienia z prawdziwą eksplozję kultury w dużych miastach. Część młodych ludzi zaczyna dostrzegać destrukcyjny wpływ kultury masowej. Wyrzucają telewizor i chcą dać coś od siebie. Mamy mnóstwo młodych twórców, którzy opierają swoje działania na nowych mediach. Oczywiście większość żyje w pop-świecie nigdy z niego nie wychodząc.

    "Pokolenie JPII" funkcjonuje pośród socjologów już tylko jako dowcip?

    - Tak funkcjonowało już wówczas, kiedy media zaczęły nim żonglować. Nie znaczy to, że idee ulokowane w tym haśle zniknęły. Te odreligijne, konserwatywne myśli pomieszały się z popkulturową otoczką. Bo młodzi są funkcjonalnymi hybrydami - rozmaite treści, które starszemu pokoleniu wydają się zupełnie sprzeczne, bez problemu miksują. Dla młodych nie istnieją już pakiety wartości. Rozrywają je i biorą po kawałku. Do tego wszystko jest dla nich równie ważne. O ile kiedyś pieniądze wskazywane były jako wartość mniej ważna niż miłość i przyjaźń, dziś te wartości stawiane są na równym poziomie. To jest pokolenie wszystkożerców, które chciałoby wszystkiego dotknąć, choć może niekoniecznie na dłużej i niekoniecznie zbyt głęboko.

    W swoich wykładach mówi pan, że pokolenie Facebooka to ludzie, którzy się lubią. To takie "Like" jak w Fecebooku?

    - Z badań wynika, że wszystkie te elektroniczne urządzenia, które nasze pokolenie odsądza od czci i wiary i uważa za coś izolującego, młodych ludzi zbliżają. To zdumiewające, ale oni są bliżej siebie niż poprzednicy. Komputer stał się narzędziem ich uspołecznienia. Młodzi funkcjonują w gromadzie, tworzą neoplemiona, odrzucają wyścig szczurów.

    Jakieś autorytety są dla nich wspólne?

    - W archipelagu, w jaki układa się populacja młodzieży, o wspólnych autorytetach nie może być mowy. To nie jest społeczeństwo hierarchiczne, w którym zawsze istniała potrzeba posiadania autorytetów. Młodzi żyją powiązani w sieci wspólnych zainteresowań albo wspólnych nastrojów. Tu nie ma miejsca na kogoś kto wskazuje innym drogę.

    A Steve Jobs?

    - Jobs i jego sprawność marketingowa jest obiektem podziwu nieco starszego pokolenia, trzydziestolatków. Dla młodszych dokonania Jobsa czy Zuckerberga są przeźroczyste, bo ich życie nie zmieniło się dzięki tym produktom, ono się w świecie tych produktów toczy. Oczywiście chcieliby być Zuckerbergami, ale nie za wszelką cenę.

    Ich starsi koledzy zostali przepuszczeni przez korporacyjną maglownicę. Wbito im do głowy, że aby osiągnąć sukces, trzeba wypruć z siebie flaki.

    - Praca dla firmy jako wartość nadrzędna to przebrzmiała bajka. I w tym widzę coś pozytywnego. O pracy młodzi myślą w kontekście tego, jak podniesie się im jakość życia oraz czy w tej pracy będą mogli się zrealizować. Są wybredni, bo mają wsparcie rodziców. Na jednym ze spotkań pewna pani reprezentująca pracodawców zapytała, co myślę o pracownikach, którzy każdego dnia dwie roboczogodziny trwonią siedząc w Facebooku, traktując pracę jako przedłużenie prywatnego życia. Odpowiedziałem, że nic nie da się już z tym zrobić, bo takie jest ich mentalne oprogramowanie. Trzeba dostosować miejsca pracy do ich sposobu myślenia, tak jak zrobił to Google. Z całą pewnością da się wykrzesać z nich pewną innowacyjność, ale do tego trzeba użyć nowych kategorii i pamiętać, że stary świat w ich głowach nie istnieje. Człowiek już niczego nie musi, człowiek może. Dlatego jeszcze w wielu miejscach młodzi zderzają się ze ścianą, bo korporacjami nadal zarządzają 40-50 latki, czyli ludzie wychowani w systemie ścisłej hierarchii.

    Nic tak nie bulwersuje starszych pracowników, jak pewność siebie młodych, którzy na dodatek walą do wszystkich per "ty".

    - A to wynik tego, że status w sieci uzyskują w wyniku nieustannych negocjacji. Każdy jest dla młodego człowieka węzłem w sieci, którego przydatność weryfikuje się każdego dnia. To prawda, że zwłaszcza w miejscach pracy następuje zderzenie ideologiczne. Miedzy innymi z tego powodu wielu pracodawców nie przyjmuje do pracy młodych ludzi - nie chcą budować środowiska sobie nieprzyjaznego. Ciekawe jest to, że młodzi lubią działać kolektywnie i kolektywnie myśleć. W takim kolektywie nie ma miejsca dla uprzywilejowanych. Nikt nie jest ważniejszy tylko dlatego, że jest prezesem, biskupem czy redaktorem naczelnym.

    Starzy mają się dostosować?

    - Pewnie się nie dostosują, ale co ciekawe, zgrzyta głównie w pracy. Bo prywatnie pokolenie rodziców lubi się z pokoleniem dzieci. Ułatwia to porozumienia fakt, że młodzi są konformistami. Ponieważ nic ich do tej pory nie ograniczało, nie mieli powodu się buntować. Młodzi potrafią być zadziwiająco elastyczni. Jeśli mój szef jest radiomaryjny, będę mu przytakiwać. Jeśli jest lewakiem, polubię lewactwo.

    Zgroza jeśli to pokolenie zaangażuje się w politykę.

    - Wybory polityczne młodych mają coraz częściej charakter estetyczny. Fronda czy Krytyka Polityczna ideologizują spór polityczny, ale dla większości młodych są to środowiska zupełnie nieczytelne, nawet dla studentów socjologii. Na wykładach jest to mało śmieszne, bo muszę wracać do ideologicznego przedszkola. Lewica i prawica to są kategorie, które dla młodych nie żyją.

    Pozostało coś, co się traktuje na serio?

    - Kultura industrialna, w której obaj wyrastaliśmy wymagała znawstwa i konsekwencji w wykonywaniu zadań. Trzeba było być jak Matejko - najpierw się czegoś nauczyć, a później z mozołem i skupieniem wykonać. Dzisiejsza kultura tych poświęceń nie wymaga. To zresztą negatywna konsekwencja oddziaływania nowych mediów, które rozpraszają uwagę. W ręce smartfon, w TV teledyski, a na kolanach bryk z zakreślonymi fragmentami, bo przecież na książkę szkoda czasu - to jest krajobraz życia. Nie mam zielonego pojęcia, co z tego wyniknie. Widać, że żyjemy w schyłkowym czasie, w którym nie trzeba być awangardą, nie trzeba nic nowego wymyślać. Wystarczy zmiksować. Szykuje się inny świat.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (1) forum.poranny.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo