Prof. Robert Ciborowski: Stagflacja - nowy wymiar kryzysu gospodarczego

Redakcja
Robert Ciborowski: I mamy kryzys porównywalny do tego, który był na początku lat 70. minionego stulecia, po wojnie Jom Kippur.
Robert Ciborowski: I mamy kryzys porównywalny do tego, który był na początku lat 70. minionego stulecia, po wojnie Jom Kippur.
Udostępnij:
O kryzysie gospodarczym jako produkcie ropopochodnym i następstwie geofizyki z Robertem Ciborowskim, dziekanem Wydziału Ekonomii i Zarządzania Uniwersytetu w Białymstoku, rozmawia Maryla Pawlak-Żalikowska.

Panie Profesorze, czy jeździ pan japońskim samochodem? – Nie.

A gdyby pan jeździł, albo miał warsztat czy salon samochodowy, martwiłby się pan? – Na razie na pewno nie. Wprawdzie sytuacja w Japonii nie wygląda najlepiej i przekłada się to również na problemy koncernów samochodowych, to przynajmniej na razie zapasy samochodów i części oraz fabryki poza Japonią powodują, że utrzymuje się stabilność i gotowość do zaspakajania potrzeb motoryzacyjnych. Jednak trudno powiedzieć co będzie dalej - kłopoty z energią, czynnikami produkcji, odbudową mogą zwiększyć zagrożenia dla całej gospodarki japońskiej.

A wydawało się nam, że może kryzys się już nieco wycisza, że widać światło w tunelu. A tu chyba trzeba się bać, że kryzys będzie „produktem ropopochodnym” lub następstwem wydarzeń z dziedziny geofizyki. – Dwa lata temu, gdy kryzys się rozkręcał, większość ekonomistów bała się przede wszystkim, że może on spowodować bardzo silne spadki wielkości produkcji i zagrożenie dla rozwoju gospodarczego, głównie przez spadek popytu i zatrudnienia.

Zobacz: Bo pieniądz na świecie był za tani

Potem rosły obawy, że gospodarki popadną w deflację, zaczęto więc na dużą skalę drukować pieniądze. Ta ścieżka dla jednych była pozytywna, według innych stanowiła długookresowe zagrożenie. Mogę się pochwalić, że dwa lata temu należałem do tych, którzy twierdzili, że pompowanie pieniędzy w gospodarkę większego sensu nie ma, ponieważ skutkiem będzie inflacja. Aktualnie taka sytuacja ma miejsce. Wskaźniki inflacji zaczęły iść w górę, gwałtownie rosną ceny, pojawia się konieczność podnoszenia stóp procentowych. Wyhamowuje to inwestycje i zwiększa zagrożenie stagnacją gospodarczą. Pojawiają się kosztowe czynniki inflacji.

Zobacz: Wrzenie wokół podatków

Bo w gospodarkę światową włączyły się napięcia polityczne przekładające się na cenę ropy. – Tak. I mamy kryzys porównywalny do tego, który był na początku lat 70. minionego stulecia, po wojnie Jom Kippur. Charakteryzował się on zjawiskiem zwanym stagflacją. Oznacza ona z jednej strony dynamiczny wzrost cen, czyli inflację, a z drugiej stagnację gospodarczą wywołaną rosnącymi kosztami.

Powoli taki scenariusz się realizuje. Coraz wyższe koszty przełożą się na spadek produkcji, a inflacja ograniczy popyt i spowoduje spadek dochodów.

Stagflacja jest zjawiskiem bardzo trudnym do zlikwidowania. Ta z lat 70. trwała prawie dekadę. Gdyby obecna, niekorzystna sytuacja międzynarodowa się pogłębiała i równocześnie występowały nadal efekty „luźnej” polityki pieniężnej z poprzednich lat stagflacja może wystąpić ze znaczną siłą.

A ropa to przecież nie tylko tankowanie prywatnych samochodów, ale i transport. – Oczywiście. Wzrost cen ropy zmniejsza rentowność firm transportowych i podnosi koszty ich działalności. Ponadto ograniczenie produkcji zmniejsza zakres usług przewozowych.

Zwykły człowiek przede wszystkim boi się zaciskania pasa. Każda cena, z symbolicznym już cukrem na czele, rośnie w oczach. A mówiło się ciągle, że nas ratuje wysoki popyt wewnętrzny, który w takiej sytuacji przecież osłabnie. – Zgadza się. Tym bardziej, że sami ten popyt wyhamowaliśmy zwiększonymi podatkami. Dodatkowo konsument będzie musiał się jeszcze zastanowić, nad swoimi możliwościami zarobkowania i pewnością zatrudnienia . Bo jeśli taka sytuacje się utrzyma, to i firmy, i sfera budżetowa będą redukować zatrudnienie.

Aż strach zadawać kolejne pytania. – Zawsze lepiej znać sytuacje, bo wtedy łatwiej się przygotować na zagrożenia.

Na to wszystko nakłada się nam jeszcze sytuacja w Japonii. Z jednej strony mamy doniesienia o spadkach na giełdach, z drugiej sugestie, że będą firmy i gospodarki, które skorzystają na tej tragedii.

– Zawsze jest ktoś, kto na takiej sytuacji traci. I ktoś, kto potencjalnie może na niej skorzystać. Skorzystają przede wszystkim te firmy, które będą odbudowywały Japonię oraz sektor energetyczny. Natomiast problemy będą miały firmy zaangażowane produkcyjnie czy inwestycyjnie w Japonii i oczywiście firmy ubezpieczeniowe. Gospodarka tego kraju jest raczej na tyle silna, że sobie poradzi. Jeśli nie wydarzy się oczywiście nic nowego, nieprzewidzianego.

Jaki może być wpływ tych wydarzeń na Europę? – W warunkach globalizacji każdy wstrząs popytowy czy podażowy wprowadza niepokój w gospodarce światowej. W przypadku Japonii przeniesie się on najpierw na kraje silnie z nią współpracujące czy kooperujące, a z nich na kolejne państwa. Oczywiście wstrząs ten będzie nieco wygaszony czy osłabiony.

Trzeba pamiętać, że w gospodarce najważniejsza jest przewidywalność i stabilność. Skoro nie jesteśmy w stanie długookresowo przewidzieć konsekwencji wszystkich tych wydarzeń, to w przedsiębiorcach rosną np. obawy czy angażować się w inwestycje, zwiększać zatrudnienie, płace. Gospodarka wyhamowuje.

A myśli pan, że niepokoje o energetykę jądrową mogą mieć długofalowe skutki. Firmy handlujące solarami już odczuły zwyżkę cen akcji. Te związane z paliwem jądrowym dołują. – Faktycznie, podniosły się głosy, że nie warto inwestować w energię jądrową. Należy ją zmienić na inne, odnawialne źródła. Ale bądźmy szczerzy – bez energii jądrowej, z tak szybko rosnącymi cenami ropy, będziemy ciągle mieli problemy energetyczne. Energią odnawialną nie jesteśmy w stanie zaspokoić całego popytu, a po przekroczeniu pewnego poziomu cen ropy może się okazać, że również na nią nas nie stać. I co wtedy?

Moim zdaniem wydarzenia w Japonii należy raczej potraktować jak cenną lekcję: skoro trzęsienie powoduje uszkodzenia, to należy się zastanowić, co trzeba zmienić, żeby podnieść bezpieczeństwo technologii jądrowych. Jakich szukać kierunków rozwoju nowych technologii? Mimo wszystko uważam, że jest to jedna z najbezpieczniejszych form pozyskiwania energii.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polacy posiadają coraz droższe smartfony

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie