Prof. Jerzy Kopania: Wypleńmy z siebie niechęć i bezinteresowną zawiść

Rozmawiała Agata Sawczenko
Prof. Jerzy Kopania opowiada o potrzebie pomagania
Prof. Jerzy Kopania opowiada o potrzebie pomagania archiwum
Stopień zamożności nie przekłada się w prosty sposób na gotowość niesienia pomocy. Ubodzy pomagają chętniej - mówi prof. Jerzy Kopania

W piątek będziemy obchodzić Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej. Czy jesteśmy skłonni do pomocy, do dobroczynności?

Prof. Jerzy Kopania: Należałoby to oceniać z dwóch punktów widzenia. Po pierwsze - czy my, jako jednostki ludzkie, jesteśmy do tego skłonni. A drugi punkt widzenia byłby już taki konkretny - my jako Polacy, my jako społeczeństwo.

To najpierw zapytam o człowieka w ogóle.

Każdy z nas ma w jakimś stopniu uczucia altruistyczne, gotowość niesienia pomocy drugiemu człowiekowi. To jest oparte na wykształconym poprzez ewolucję albo danym przez opatrzność przeświadczeniu mówiącym, że warto drugiemu pomagać, bo wtedy będzie można liczyć na pomoc z drugiej strony.

A my jako społeczeństwo?

Ponieważ to jest w różnym stopniu u różnych ludzi, to można się zastanowić, czy my jako Polacy jesteśmy lepsi czy gorsi od innych narodów. I tu jest bardzo delikatna sprawa, bo odpowiedź na to pytanie jest obciążona dużym ryzykiem. Mam wrażenie, że jako społeczeństwo jesteśmy mniej skłonni pomagać drugim niż na przykład Francuzi czy Niemcy.

Z czego to wynika? Z tego, że jesteśmy społeczeństwem biedniejszym? Czy z tego, że jako naród w jakiś sposób czujemy się skrzywdzeni?

Stopień zamożności wcale nie przekłada się w sposób prosty na gotowość pomagania drugiemu człowiekowi. To raczej ludzie będący w trudniejszej sytuacji materialnej, życiowej skłonni są bardziej pomagać drugiemu człowiekowi, no bo z własnego doświadczenia wiedzą, czym jest niedobre życie, jakieś braki. Natomiast człowiek żyjący w luksusie raczej obojętnieje na drugiego człowieka.

Dlaczego tak się dzieje?

Bo zbyt dobre warunki nie tylko nas rozleniwiają, ale w pewnym wymiarze także nas degenerują. Człowiekowi nigdy nie powinno się za dobrze powodzić materialnie. Bo to go pozbawia pewnej niezbędnej energii życiowej. To nie znaczy, że ubóstwo jest lepsze. Nie. Tylko chodzi o to, żeby człowiek zawsze dążył do tego, iżby było mu lepiej, ale jednocześnie, żeby nie osiągał tego punktu, żeby mógł powiedzieć: lepiej już być nie może, ja już mam wszystko, co trzeba. Bo wtedy się życie kończy i on tylko używa tego, co ma. I to powoduje, że staje się bardziej egoistyczny - zamyka się w kręgu własnego przeżywania przyjemności. Natomiast wracając do pytania: jak to jest z nami jako narodem - to dwa czynniki są tutaj istotne. Nasze doświadczenia historyczne. Proszę zauważyć, jak często byliśmy oszukiwani i krzywdzeni. A druga kwestia - to chyba coś jest w naszym narodowym charakterze złego. Bo ja mam wrażenie, że ten poziom takiej niechęci do drugiego człowieka, poziom bezinteresownej zawiści jest w nas zdecydowanie za wysoki.

Pesymistycznie...

No to żeby nie być tak pesymistycznym - to też spójrzmy na to z drugiej strony. Mimo negatywnych doświadczeń historycznych my zawsze byliśmy jako naród skłonni do niesienia pomocy. No ale też ci, którzy byli skłonni do niesienia pomocy, to jaki procent naszego narodu stanowili? Duży czy mały? Myślę, że raczej mały. I prawdę powiedziawszy to na tym niesieniu pomocy drugiemu człowiekowi w sensie takim ogólnym, narodowym, zawsze wychodziliśmy jak najgorzej. Więc powiedziałbym tak: że my powinniśmy - jako naród - stać się o wiele bardziej egoistyczni. Ale jako ludzie, jako jednostki, powinniśmy otworzyć się na drugiego człowieka - na tego człowieka obok, na sąsiada. Spojrzeć, czy czasem mu czego nie potrzeba. Czy nie należy mu w jakiś sposób pomóc. I postarać się wyplenić z siebie tę niechęć, tę zamkniętość w sobie, tę bezinteresowną zawiść.

Wróćmy do dobroczynności. Dlaczego niektóre akcje pomocowe spotykają się z wielkim odzewem społeczeństwa, na inne cele trudno zaś zebrać pieniądze?

Tak, to prawda. Są instytucje, które działają od bardzo długiego czasu - bez rozgłosu. A od czasu do czasu są podejmowane spontaniczne bardzo głośne akcje - które przyciągają wielu chętnych. Myślę, że to jest taka ogólna cecha ludzka - nie dotyczy tylko nas, Polaków. Bardziej jesteśmy skłonni do jednorazowego zrywu niż do systematycznej pracy. I dlatego łatwiej jest nam zrzucić się na potrzebujących raz w roku, niż założyć sobie, że raz na miesiąc będziemy przeznaczać na tych potrzebujących jakąś sumkę. To jest takie ludzkie. I nawet nie należy z tym walczyć, tylko warto być tego świadomym, gdyż myślę, że każdy człowiek powinien, w miarę swoich możliwości, robić coś stałego, czymś się drugiemu człowiekowi przysłużyć - w swoim sumieniu, bez rozgłosu. A to nie przeszkadza, że od czasu do czasu mogę wesprzeć jakiś koncert charytatywny czy akcję.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pójdą do piekła !

wyzysk to grzech śmiertelny.

j
jaka kasta ?

Za rządów PO+PSL , lud prosty był ostro walony po rogach, a " kasta"miała wszelkie przywileje.

G
Gość

Przede wszystkim wszystkie firmy (od kiosków i spożywczaków do największych fabryk) powinny być upaństwowione. Jak zakład pracy będzie wspólną własnością robotników a nie jednego prywaciarza w BMW to nie będzie takiego wyzysku jak teraz. Jeden cwaniak bierze do kieszeni 10-20 tys. miesięcznie a jego robotnicy tyrają za 1200 na rękę. Takich dorobkiewiczów trzeba powiesić za wyzyskiwanie klasy pracującej.

Z
ZYSKODAWCY PL

Najlepiej byłoby mieć takie władze państwowe i samorządowe, które wprowadziłyby przepisy wykluczające możliwość oszukiwania i wyzysku współobywateli. TO  PODSTAWA.

p
prostyn

Wypleńmy z siebie niechęć i bezinteresowną zawisć to swięte i niestety prawdziwe słowa skierowane do każdego narodu, ale przykre, bo do Polaków to słowa alarmujące. Nie umiemy się wspierać w wielu sytuacjach i w wielu społecznosciach. Smutne jak jeden niszczy karygodnie co innemu, bo jest po prostu zawistnym i podłym człowiekiem. Agresja i zawisc wcale nie są mniejsze u mężczyzn niż u kobiet. To mężczyźni dopuszczają się do największych przestępstw... Obawiam się, że nie do naprawienia są przykre cechy naszego narodu...

 

Dodaj ogłoszenie