Prof. Antoni Rogalski: - Zbudowaliśmy centra innowacji, w których brakuje odpowiednich ludzi do pracy

Roman Laudański
Przy gejzerze w Yellowstone National Park, USA, sierpień 2013
Przy gejzerze w Yellowstone National Park, USA, sierpień 2013 Nadesłane
Amerykanie mają Dolinę Krzemową, a my?

Mamy raczej "dolinę śmierci". W której ciągle powiększa się przepaść między nauką a przemysłem. 

Politycy ciągle mówią o innowacyjności polskiej gospodarki. W ramach Programu Operacyjnego - Innowacyjna Gospodarka wydaliśmy na ten cel 40 miliardów złotych, natomiast w rankingu państw innowacyjnych spadliśmy o kilka punktów. Działania administracji publicznej w sferze przetargów niszczą innowacyjność i promują bezpieczeństwo urzędników. Do tego dochodzi panosząca się korupcja. Zbudowaliśmy centra innowacji, w których brakuje odpowiednio przygotowanych ludzi do pracy. Stąd brak pomysłów innowacyjnych.

Popełniliśmy po drodze błędy? Tak, ale nikt się nie bije we własne piersi.

- Innowacje trzeba rozpoczynać od głowy, czyli od elitarnego wykształcenia wysoko kwalifikowanych absolwentów uczelni wyższych. A w Polsce w ostatnim dwudziestoleciu, system studiów promuje bylejakość kształcenia. Studia III-iego stopnia (studia doktoranckie) stały się studiami magisterskimi sprzed kilkunastu lat. Aby poprawiać innowacyjność gospodarki trzeba wymyślać nowe produkty dla rynku. Aby to jednak spełnić, należy być do tego doskonale wykształconym - uśmiecha się prof. Antoni Rogalski_, fizyk z Wojskowej Akademii Technicznej. _Jego anglojęzyczne książki tłumaczone są m.in. na język rosyjski i chiński. Naukowiec bardziej znany jest w świecie niż w kraju.

Polska stała się montownią europejskich i azjatyckich koncernów. W latach 90-tych prawie wszystko zostało sprywatyzowane. Wtedy kładziono nacisk nie na produkcję, ale na usługi. Jednak po co te usługi, jeśli nie ma produkcji? Dziś nie mamy żadnej polskiej firmy globalnej, która byłaby rozpoznawalna na światowych rynkach.

Prof. Rogalski: - Nie chcę być złośliwy, ale w okresie międzywojennym potrafiliśmy, poprzez mądre decyzje rządu, zagospodarować obszary, które były rozpoznawalne w świecie. To był świadomy wybór. Trudno jest się dopatrzeć takich działań obecnego rządu. Błędy gospodarcze po 1990 roku spowodowały m.in. obecne bezrobocie i emigrację młodych ludzi.

Urodził się we wsi Wojdal pod Pakością. Dziś stoi tam jeszcze kilka domów. Stawy i jeziora - pozostałości po wyeksploatowanych żwirowniach. W domu było ich pięcioro. Biednie. Podstawówka w Pakości i w Jordanowie.

- Zawsze byłem dobry w naukach ścisłych, ale w podstawówce nikt na to nie zwracał uwagi, bo nauczyciele patrzyli tylko na to, czy ktoś uczy się dobrze czy nie - wspomina prof. Rogalski. Później namówiono go na szkołę średnią - Liceum Pedagogiczne w Inowrocławiu.

- Z upływem lat przekonałem się, że była to bardzo dobra szkoła, szczególnie jej kadra nauczycielska. Nie chodzi tylko o to, że dobrze uczyli poszczególnych przedmiotów, ale byli również wspaniałymi wychowawcami, którzy często poświęcali dodatkowo czas na to, aby nas lepiej wykształcić. Z sentymentem wspominam kółka matematyczne i fizyczne, ale również muzykowanie (grałem na skrzypcach w szkolnej orkiestrze) i śpiewanie. Muzykowania zaniechałem już wieku dojrzałym (pamiętam, że moja gra na skrzypcach w jedenastopiętrowym bloku z wielkiej płyty przeszkadzała sąsiadom). W ostatniej klasie matematyk, profesor Franciszek Oziewicz przekonał mnie, żebym "nie marnował się w szkole" (to jest - nie uczył). Doradził studia w Wojskowej Akademii Technicznej (WAT).

W tamtych czasach w WAT powstały maszyny analogowe, laser. Coś wyjątkowego.

- Wiedziałem, że w czasie studiów nie będę miał finansowego wsparcia rodziny - wspomina prof. Rogalski. - Gdybym wybrał inną uczelnię, zablokowałbym możliwość studiów młodszemu bratu. Zdecydowałem się na warszawską Akademię. Jeżeli wybrałem określony cel działania, nie miałem dylematów; starałem się konsekwentnie ten cel osiągnąć. Życie mnie nie rozpieszczało. W domu się nie przelewało, a ponadto wtedy prestiż armii był wysoki.

W 1965 roku rozpoczął studia w WAT. Tu przekonał się, że fizykę lubi najbardziej. Miał szczęście - w Akademii prof. Sylwester Kaliski utworzył kierunek fizyki technicznej dla utalentowanych studentów.

- Nie zaliczyłbym siebie jako studenta wyjątkowo zdolnego - przyznaje. Byłem natomiast pracowity. Z tamtego okresu utkwiły mi w pamięci seminaria z udziałem prof. S. Kaliskiego, na których prezentował wizje nowych kierunków naukowych. Potrafił "napompować" nas pasją dociekania. Śmierć ojca na czwartym roku zaciążyła na moich wynikach studiów. Po śmierci ojca często odwiedzałem mamę w Pakości. Wyniki studiów jednak były na tyle dobre, że zostałem zatrudniony jako asystent w Katedrze Fizyki.
Na początku lat 70-tych XX wieku prof. Józef Piotrowski, wtedy jako młody asystent, wprowadził nową tematykę badawczą - zajął się czujnikami ciepła (detektory podczerwieni). Do grupy prof. Piotrowskiego dołączył prof. Antoni Rogalski.

W tamtym okresie młodzi naukowcy z WAT dokonali ciekawych odkryć, opracowali technologie nowego typu czujników, ale nie mieli przebicia, bo świat dzielił się na NATO i Układ Warszawski. Bez wymiany informacji. Bez możliwości publikowania prac na Zachodzie.

Po stanie wojennym pracowali nad czujnikami do specjalnych aplikacji. W wydzielonym z WAT-u Instytucie Fizyki Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy, powstał Zakład Doświadczalny, w którym rozpoczęto produkcję detektorów. Z tego Zakładu wyodrębniła się firma VIGO, która obecnie mieści się w Ożarowie Mazowieckim.

Prof. Rogalski współpracuje z nią do dziś. Zbudowali laboratorium, realizują wspólne projekty, o których - bez znajomości mechaniki kwantowej - trudno nawet mówić.
Po latach zaniedbań w polskiej gospodarce innowacyjnej nie mają w kraju odbiorców na swoje produkty. Za to chętnie współpracują z nimi Amerykanie i Niemcy.

- Nie mam dylematów związanych z miejscem pracy - mówi prof. Rogalski. - Do lat 90-tych marzyłem o tym aby kiedyś pojechać na Zachód i jakiś czas tam popracować. Stało się to realne później, gdy moje nazwisko było już rozpoznawalne w świecie i chętnie mnie zapraszano do różnych instytucji naukowych. Byłem na kilku dłuższych stażach naukowych poza krajem, ale nigdy nie wyobrażałem sobie aby tam pozostać. Jestem patriotą swojego kraju. Tu mi dobrze.

Jednak zachęca młodych naukowców, żeby jeździli po świecie.

Podglądali jak pracuje się w krajach zaawansowanych technologii, jak jest organizowana praca naukowa.

Jest to szczególnie ważne aby "skrócić drogę" do polskiej innowacyjności bardziej widocznej w globalnym wiecie. W Polsce pokutują przekonania, że sukces przychodzi sam, komuś coś wyszło, i że jakoś to będzie. Niestety, mówią tak także politycy, bo również znaczna ich część do pełnienia funkcji publicznych nie jest dobrze przygotowana.
- Najważniejsza jest dobrze zorganizowana i ciężka praca, która stoi za sukcesem. Wszystko można lepiej, racjonalniej i prościej zorganizować - cierpliwie tłumaczy prof. Rogalski. - Mam nadzieję, że młodzi w moim zespole korzystają już z możliwości stworzonych przez nas wcześniej. Współpracujemy z najlepszymi ośrodkami na świecie w zakresie nowej generacji detektorów podczerwieni - głównie z Amerykanami i Australijczykami.

Dlaczego jesteśmy tak mało innowacyjni?

Naukowcy tłumaczą, że to wina całego systemu gospodarczego w kraju. Najcenniejsze polskie zakłady produkcyjne zostały sprywatyzowane i są kontrolowane przez oby kapitał. Ich zarządcy nie są zainteresowani polskim rozwojem innowacji, bo swe zaplecze intelektualne mają ulokowane poza Polską. Sytuacja mogłaby ulec zmianie po wprowadzeniu przez rząd strategicznych, długofalowych regulacji prawnych (np. podatkowych, itp.). Nawet najlepszy minister nauki nie zmieni sytuacji, jeśli nie ma świadomego sprzężenia w rządowym forum decyzyjnym. Ministrowie: nauki, gospodarki, środowiska i finansów - wszyscy muszą działać razem. U nas wciąż pokutuje branżowe myślenie o gospodarce. Sytuacji tej nie zmienią również sami uczeni. Ponadto brakuje też doświadczenia w kierowaniu zespołami, ciężkiej pracy, samodzielnego dochodzenia do sukcesu. Polska to nie kraj azjatycki (Korea, Chiny, Japonia, Tajwan, itp.).

Tego wszystkiego nam brakuje.

- My pracujemy, uczymy się, odkrywamy, a cała infrastruktura innowacyjna powinna być przenoszona poza uczelnie - do grup, które lepiej znają rynek, wiedzą czego potrzebuje klient - dodaje prof. Rogalski. Tworzenie sztucznych tworów (centrów doskonałości, konsorcjów, parków transferu technologii, i.t.p.) jak dotąd nic pozytywnego nie wniosło.

I sprawa pieniędzy. Budżet jednej amerykańskiej firmy, w której bywa prof. Rogalski, jest kilkakrotnie większy od całego budżetu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

- Komuś może się wydawać, że da na innowacje 100 mln złotych i to dużo. Nie. Nie mamy szans z globalnymi firmami, które opanowały rynek. Ale są nisze, wąskie wycinki, w których można coś robić.

Tu możemy zaistnieć. Trzeba zdawać sobie sprawę z uwarunkowań i postępować przynajmniej racjonalnie. Nie ulegać fanaberiom, fobiom i jasnowidztwu niektórych ludzi, polityków i naukowców opowiadających bajki. Zresztą akurat to, to szersza kwestia. Czy pamiętamy co zapowiadały media przed organizacją Mistrzostw Europy w piłce nożnej, a co mamy teraz? Pomimo ogromnych pieniędzy "wpakowanych" w polskie stadiony mamy sukcesy polskiej piłki nożnej? - pyta prof. Rogalski.

Ich czujniki wykrywają to, czego nie widzi ludzkie oko. Ciepło emituje promieniowanie o większej długości fal. Detektory z Ożarowa Mazowieckiego stosowane są w polskich czołgach do ostrzegania przed namierzaniem laserowym (laser znaczy cel dla pocisku przeciwpancernego). Innym przykładem mogą być ostatnie doniesienia medialne o detektorze wykonanym przez Vigo Systems, zainstalowanym w NASA Mars Science Laboratory Mission.

Jest członkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk. Jako czwarty w historii Akademii, jedyny żyjący. W 1997 roku został laureatem najbardziej prestiżowej polskiej nagrody naukowej Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej w dziedzinie nauk technicznych.

Dlaczego nie ma więcej osób, które zasłużyły na takie wyróżnienie?

- Na swojej drodze życiowej spotkałem wiele zdolnych osób, zdolniejszych niż ja. W życiu potrzeba więcej cierpliwości i pokory. Byłem powściągliwy, kiedy proponowano mi różne stanowiska. Często zapomina się, że zaszczyty, urzędy przychodzą i mijają, a to co osiągnie się samemu - trwa najdłużej. Najważniejsze jest, żeby to co się robi, sprawiało satysfakcję. A wielu to umyka. Wiem, że funkcje administracyjne są ważnym ogniwem organizacji pracy. Jednak Ci co je pełnią zbyt często zapominają, że powinni usprawnić organizację pracy innym, a nie tworzyć nieefektywnych struktur biurokratycznych żerujących na pracy podległych im jednostek. Pełniąc funkcję administracyjną łatwo zagubić roztropność, ponadto zapominamy o tym, że otaczają nas klakierzy.

- Nie przywiązuję wagi do wieku - zapewnia prof. Rogalski. - Głównym kryterium oceny jakości pracy powinna być aktywność zawodowa, klarowny umysł. Czasem patrzę np. na 40-latków, którzy zachowują się jak emeryci. Starsi nie powinni zarządzać. Powinni być guru dla młodszych, tak działają na całym świecie. W naszej praktyce nie zawsze to jest spełniane. Zbyt często na stanowiskach zatrudniane są osoby tylko dlatego, że mają tytuły naukowe. Nowa ustawa o stopniach i tytułach naukowych może to zmienić. Doświadczenie starszych ludzi szczególnie pomaga w doradzaniu, podczas podejmowania decyzji. Młodym brakuje doświadczenia życiowego co może mieć swe konsekwencje w podejmowaniu nietrafnych decyzji strategicznych.

Ma niewiele wolnego czasu. Podkreśla wagę sprawności fizycznej również w pracy naukowej. Kilkunastogodzinne podróże samolotem są bardziej wyczerpujące dla osób starszych. Stara się nie używać samochodu. Często przyjeżdża do pracy rowerem. Czasem ucieka do drewnianego domu w Puszczy Knyszyńskiej. Tam pracuje i odpoczywa. Zapewnia, że po kilku dniach wśród lasów od razu lepiej się czuje.

- Lubię wracać do rodziny w Pakości i Inowrocławia (Stowarzyszenie "Belfer" organizuje spotkania absolwentów byłego Liceum Pedagogicznego w Inowrocławiu - przyp. Lau.) - podkreśla prof. Rogalski. - Zaglądać na swoją wieś z refleksją jak świat sie zmienia, jaką drogę życiową się przeszło, i pogadać z ludźmi których się jeszcze pamięta.
 

Wideo

Materiał oryginalny: Prof. Antoni Rogalski: - Zbudowaliśmy centra innowacji, w których brakuje odpowiednich ludzi do pracy - Gazeta Pomorska

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Pamietam Pana Rogalskiego. Może i wybitny umysł ale pedagog słaby. Rocznik 99 WAT

f
fdas
straszne.
 bo niby gdzie ci ludzie mają się tego nauczyć? skoro nigdzie nie chcą ich zatrudniać bo nie umieją? :D:D: ehhh zacznijcie myśleć bo sami zostaniecie ze swoim laptopem na kolanach i myśleniem, 'CO JA TAKIEGO ZROBIŁEM ŻE NIE MA NIKOGO W TYM KRAJU PRÓCZ MNIE' :/ (ps. mam tyle pieniędzy i nie mam gdzie ich wydać bo nikt nie chce handlować bo nikogo tu nie ma, co ja mam teraz z tymi bezwartościowymi pieniędzmi które nakradłem nie dzieląc się z innymi zrobić? są kompletnie bezwartościowe"
T
Tauhua
Dlatego dziękuję Bogu, ze poszłam na pedagogikę i mam normalną pracę i nie muszę się martwić takimi sprawami jak opisana powyżej
Dodaj ogłoszenie