Praca dla cudzoziemców. Ratunek dla firm czy unik płacowy?

Maryla Pawlak-Żalikowska
Na terenie Podlaskiego liczba cudzoziemców od czerwca 2017 roku wzrosła o 74 proc. Na zdjęciu: referat cudzo ziemców w urzędzie wojewódzkim
Na terenie Podlaskiego liczba cudzoziemców od czerwca 2017 roku wzrosła o 74 proc. Na zdjęciu: referat cudzo ziemców w urzędzie wojewódzkim Wojciech Wojtkielewicz
Pracownica Biazetu: Firma inwestuje a ludziom nie podnosi płac. Dlatego chętne tu do pracy są tylko osoby zza wschodniej granicy. 
Przedstawicielka firmy: Nieprawdą jest, że Biazet S.A. stosuje zasadę „płacić ludziom jak najmniej się da”. Raport Manpower: To na wschodzie Polski największa grupa pracodawców mówi, że nie ma kandydatów do pracy z powodu ich zbyt wysokich oczekiwań finansowych. Urząd statystyczny: W czerwcu br. przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w woj. podlaskim osiągnęło poziom 4116,76 zł. Średnia krajowa – 4848,16 zł.

Wąską ulicą między Agnellą a giełdą towarową ciągnie sznur ludzi seriami regulowanymi przez kursy autobusów. Za chwilę staną na kolejną zmianę w białostockim Biazecie. Język obcy miesza się z językiem polskim.

Że tak będzie uprzedzała nas chcąca zachować anonimowość pracownica firmy. Sytuacja nie dziwi. Trend jest znany. Tłumaczony względami ekonomicznymi: brakiem rąk do pracy przy rekordowo niskim bezrobociu w Polsce. Przypomina zresztą powody, dla których rynki pracy zachodniej Europy, wchłonęły i nadal wchłaniają pracowników z Polski. Ale pani Anna (nazwijmy tak naszą Czytelniczkę), twierdzi, że zatrudnianie w Biazecie bardzo dużej grupy cudzoziemców jest wynikiem celowej polityki firmy, która płaci ludziom na tyle mało, że te miejsca pracy dla Polaków są nieatrakcyjne; chętni się na nie nie zgłaszają. I to daje pracodawcy wolną rękę, żeby szeroko otworzyć bramę osobom zza wschodniej granicy.

Konkurencyjni przez śmieciówki?

- Firma stosuje jedną zasadę: płacić ludziom najmniej się da. Na ogół jest to pensyjka minimalna, plus bardzo niska premia (ja mam brutto w sumie 2300, po wielu latach pracy; wiele innych osób – 2100 plus 100 premii). Większość polskich pracowników to pracownicy agencyjni – przekonuje pani Anna. – Z powodu zarówno żałosnych zarobków, jak też tego, jak ciężka to praca, firma ściąga do pracy pracowników spoza kraju. Głównie Ukraińców i Białorusinów, ale też ludzi z Bangladeszu, Filipin, Indii, Nepalu.

– Nic nie mam do tych ludzi – podkreśla kobieta – ale z powodu ich obecności, ich super elastyczności i konkurencyjności płacowej, ledwie żyję od pierwszego do pierwszego, a mam ponad 50 lat i trudno mi szukać nowej pracę. Oni są tańsi niż Polacy, bo nie mają urlopów, a jak tyrają po 16 godzin, to za każdą godzinę zarabiają tyle samo. Według mnie ludzie ci wykonują normalną pracę, więc powinni mieć normalne umowy o pracę z L4, płatnymi urlopami, okresem wypowiedzenia itp., a nie śmieciówki. Te śmieciówki powodują, że są bardziej konkurencyjni niż miejscowi.

– Najpierw niech wzrosną pensje dla Polaków, a dopiero wówczas, gdy nie znajdzie się wystarczającej liczby Polaków, należy ściągać obcokrajowców – uważa pani Anna. – Gdyby było np. 2300 brutto plus 500 brutto premii, firma mogłaby bazować na mieszkańcach Białegostoku i okolic. Dopiero gdyby nie byli zainteresowani, ściągani by byli obcokrajowcy. Ta sytuacja dziwi tym bardziej, że są pieniądze na nowe inwestycje (rozbudowa magazynu, działu wtryskarek), o czym można poczytać na stronie Biazetu.

Wszystko gra?

Fakt: można poczytać. Można się nawet ucieszyć, bo informacje te mogą świadczyć o rozwoju podlaskiego przedsiębiorstwa i jego dobrej kondycji, a to dla mieszkańców zawsze dobra informacja.

Przedstawiciele firmy odrzucili jednak propozycję rozmowy z nami, która mogłaby służyć wyjaśnieniu jej stanowiska w tej sprawie i np. wytłumaczeniu, jak się ma polityka płacowa do inwestycyjnej. Wysłaliśmy więc mailem prośbę o komentarz do obrazu firmy przekazany nam przez Czytelniczkę i jej opinii, że firma celowo nie podnosi płac, żeby był pretekst do zatrudnienia cudzoziemców o mniejszych wymaganiach płacowych niż Polacy. Zadaliśmy pytania dotyczące wielkości zatrudnienia, udziału w nim cudzoziemców i sposobu ich zatrudnienia. Pytaliśmy, jak to się dzieje, że firma rozwija się inwestycyjnie, a nie podwyższa płac swojej załodze? A może jednak podwyżki były?

– Zarzuty przedstawione przez czytelników, a dotyczące Biazet SA nie znajdują potwierdzenia w okolicznościach faktycznych i prawnych. Zarzuty tej treści były już zgłaszane do Spółki przez różne czasopisma, ale żaden z nich nie został zgłoszony bezpośrednio do niej – czytamy m.in. w odpowiedzi przesłanej przez Izabelę Kaliszewicz, asystenta zarządu. – Odniesienie się do nich w pełnym zakresie nie jest możliwe z uwagi na obowiązujące przepisy prawa (ochrona danych osobowych) oraz otoczenie rynkowe (funkcjonowanie na rynku lokalnym podmiotów bezpośrednio konkurujących z Biazet S.A.).

Podkreślając dbałość o tajemnicę przedsiębiorstwa i ochronę danych wrażliwych, zarząd zapewnia, że: – Nieprawdą jest, że Biazet S.A. stosuje zasadę „płacić ludziom jak najmniej się da”. W Spółce obowiązują reguły wynagradzania, które różnicują wynagrodzenie w zależności od zajmowanego stanowiska oraz wymaganych kwalifikacji. Stosownie do wymagań danego stanowiska oraz dostępności pracowników spełniających te wymagania kształtuje się poziom wynagrodzeń. Nieprawdą jest, aby Biazet S.A. zatrudniała większość pracowników za pośrednictwem „agencji”. Spółka korzysta ze wszystkich prawnie dopuszczalnych form zatrudnienia, niemniej zdecydowana większość pracowników Biazet S.A. zatrudniona jest na podstawie umów o pracę zawartych na czas nieokreślony. Z uwagi na sezonowość produkcji Spółka korzysta z agencji pracy tymczasowej oraz zleca wykonanie określonych prac podwykonawcom, ale wobec tych również wymaga przestrzegania odpowiednich przepisów prawa. W Spółce nie dochodzi do naruszeń przepisów prawa pracy, w szczególności w zakresie czasu pracy, zasad zatrudnienia, warunków bhp i wypłaty wynagrodzeń. Nieprawdziwe są zatem jakiekolwiek twierdzenia, że normy tych przepisów są naruszane. Spółka regularnie jest kontrolowana przez odpowiednie służy (PIP, US, ZUS, SW, etc.), które nie stwierdziły, aby miały miejsce naruszenia przepisów dotyczących powyższych kwestii. Kontrole tych służb przeprowadzane były również u kontrahentów Spółki, w tym u jej podwykonawców i w agencjach pracy tymczasowej. Tam również nie stwierdzono naruszeń przepisów prawa pracy.

Pani Anna zapewnia nas, że ona i osoby, które mają takie samo zdanie, pójdą z tą sprawą do inspekcji pracy. A Biazet zapewnia, że przedstawiciele spółki chętnie spotkają się z osobami stawiającymi jej zarzuty i chętnie wysłuchają informacji dotyczących konkretnych przypadków łamania prawa w celu weryfikacji takich informacji i ewentualnego ich wyeliminowania.

– Na dzień dzisiejszy nie są jednak znane Spółce okoliczności naruszeń, o których mowa, a dotychczasowe kontrole, zwłaszcza Państwowej Inspekcji Pracy, nie potwierdziły żadnych nieprawidłowości, o których mówią źródła gazety – czytamy w mailu do redakcji.

Dorota Bojanowska, przewodnicząca zakładowej Solidarności w Biazecie potwierdza, że firma ma bardzo dużo zamówień i potrzebuje pracowników.
– Rynek lokalny jest bardzo skromny. Ogłoszenia, że firma szuka ludzi do pracy umieszczamy na wielu portalach, ale odzew jest wręcz znikomy. Za słaby w stosunku do potrzeb firmy – mówi.

– Oczywiście, że każdy z pracowników i my jako związkowcy chcielibyśmy, żeby płace rosły – nawiązuje do głównego wątku uwag naszej Czytelniczki – ale przyznaję, że uwagi docierające do nas jako związków dotyczą głównie poziomu wynagrodzeń i przestrzegania kodeksu pracy: liczby przepracowanych godzin, harmonogramów pracy. Warunki zatrudniania, wynagradzania pracowników– obcokrajowców nam jako związkom nie są znane. W chwili obecnej, w związku ze wzrostem liczby zamówień jak i zatrudnień pod tą produkcję, zwrócimy się do Zarządu Biazet SA o rozpatrzenie możliwości podniesienia płac obecnie zatrudnianych pracowników, jak również o jak najlepszą ofertę pracy dla ewentualnych lokalnych kandydatów – przyszłych pracowników Biazet SA.

Przewodnicząca zapewnia też, że zgodnie z jej wiedzą, pracownicy zza wschodniej granicy mają zapewnione takie same warunki pracy, jak reszta załogi.

Parę setek za średnią krajową

Jak wynika z raportu agencji zatrudnienia Manpower badającej rynek pracy, w tym roku na brak dostępnych kandydatów do pracy narzeka w Polsce 52 proc. pracodawców, podczas gdy dwa lata temu sygnalizowało to 36 proc. przedsiębiorstw. To problem, który najbardziej doskwiera firmom z południowej Polski, gdzie o niedoborze rąk do pracy mówi 58 proc. pracodawców.

Najmniej, bo 44 proc. firm, które z tego powodu nie mogą obsadzić miejsc pracy, jest zlokalizowanych na wschodzie Polski. I ten nasz wschód ma jeszcze jedną specyficzną cechę – to tu aż 23 procent pracodawców mówi o zbyt wysokich oczekiwaniach finansowych kandydatów.

– Różnice regionalne wynikają wprost z sytuacji gospodarczej w danym miejscu – komentuje Tomasz Walenczak, ekspert rynku pracy z Manpower. – Siłą rzeczy tam, gdzie bezrobocie jest bardzo małe, albo go nie ma, jak na przykład na południu, brak kandydata jest największym wyzwaniem. Na wschodzie Polski jako barierę wskazuje się zbyt wysokie oczekiwania finansowe. Dlaczego? Ponieważ tam kandydat jest gotowy do relokacji, ale też świadomy sytuacji na rynku pracy. Wiedząc, że może zmienić miejsce zamieszkania na to, które oferuje więcej możliwości, zyskuje argumenty do rozmów z lokalnym pracodawcą, który nie zawsze jest na to przygotowany.

Faktycznie – za relokacją z naszego regionu przemawia fakt, że ponad 730 zł różniło w czerwcu tego roku średnie wynagrodzenie w woj. podlaskim od średniej krajowej.

A dlaczego pracodawca może być nieprzygotowany na żądania płacowe? Ekspert Manpower wyjaśnia, że dynamika zmian w gospodarce jest tak duża, iż nie wszyscy za nią nadążają. Wiele firm ma problemy z zachowaniem konkurencyjności na rynku.

– Nie jest bowiem łatwo przenieść ciężar rosnących kosztów, czyli wzrostu wynagrodzeń, czy kosztów pracowniczych na finalnego odbiorcę usługi, serwisu czy produktu. Szuka się więc równowagi w pozyskiwaniu pracowników z innych rynków, nie tylko Ukrainy, lecz także na przykład z Azji – argumentuje.

Niestety, pani Anna z Biazetu (50+) nie jest gotowa na relokację. I nikt jej nie tłumaczy skomplikowanej relacji między milionami wydanymi na inwestycje w firmie, a jej możliwością przeżycia do pierwszego.

Pracodawcy pod ścianą

W czerwcu, na Uniwersytecie w Białymstoku miała miejsce konferencja, na której naukowcy spotkali się z pracodawcami właśnie w związku z regulacjami prawnymi dotyczącymi zatrudniania cudzoziemców. Podstawą rozmów, na temat zmian, które powinny zachodzić w tym zakresie (jak działać w zgodzie z literą prawa, ale też jak przyspieszyć ślimaczące się procedury) była niezwykle trudna i dotycząca wszystkich branż sytuacja pracodawców, którym brakuje ludzi do pracy.

Witold Karczewski, prezes Izby Przemysłowo-Handlowej w Białymstoku, mówił wtedy dobitnie: – Tak to jest, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Płace w przedsiębiorstwach i tak znacznie wzrosły. To podwyżki rzędu 15-20 procent – odnosił się do argumentów, że to niskie płace powodują brak zainteresowania Polaków ofertami. – Polska pod względem kosztów pracy staje się niekonkurencyjna. Jest presja; rynek pracownika dyktuje prawa.

– Młodzi, ambitni ludzie, szukają na świecie warunków, gdzie się dużo zarabia, a mało pracuje – wskazywał inne czynniki „wysysające” ludzi z rynku pracy. – 500 plus pomogło wielu rodzinom stanąć na nogi, ale część ludzi porzuciło pracę, bo uznali, że popracują trochę na czarno, a więcej nie, bo stracą zasiłek. Natomiast zarejestrowani bezrobotni to „sztuczni” bezrobotni, którzy nigdy pracy nie podejmą i aż żal, że tak duża grupa ludzi w urzędach zajmuje się próbami ich przekwalifikowania, kiedy oni naprawdę nie są zainteresowani znalezieniem zatrudnienia. Pracodawca robi więc, co może, aby utrzymać stabilność załogi. Bez cudzoziemców jest to dziś niemożliwe – stawiał kropkę nad i Witold Karczewski.

Statystyka
Rośnie liczba legalne zatrudnionych cudzoziemców
Obcokrajowiec, który pracuje w Polsce, podlega ubezpieczeniom społecznym (wyjątkiem jest sytuacja, gdy wyklucza to umowa między Polską a krajem macierzystym pracownika). Oznacza to, że składki tych osób, tak samo jak składki obywateli Polski, zasilają Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, a to z niego wypłacane są bieżące świadczenia dla wszystkich osób zgłoszonych do ubezpieczeń w ZUS. Dane statystyczne, aktualne na koniec czerwca 2018 r., wskazują, że do ubezpieczeń w ZUS zgłoszono w całej Polsce łącznie ponad 540 tys. obcokrajowców spoza UE (nieoficjalne dane mówią o pracy w Polsce ponad 1,8 mln cudzoziemców). Na terenie woj. podlaskiego liczba cudzoziemców od czerwca 2017 roku wzrosła o 74 proc. - informuje ZUS. Jest ich prawie 10 tys. - to aż o ponad 4 tys. więcej niż rok temu. Minimalną przewagę stanowią obywatele Ukrainy, ponieważ w stosunku do poprzedniego roku przybyło 1959 osób. W tym samym czasie nasz region zyskał 1930 legalnie zatrudnionych Białorusinów. Wśród obcokrajowców legalnie zatrudnionych w naszym regionie są też Banglijczycy, Afgańczycy, Nepalczycy. W białostockim oddziale ZUS zgłoszono do ubezpieczeń przedstawicieli aż 86 narodowości.

Mocne wsparcie dla przemysłu rolno-spożywczego.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie