Posiada wielką moc. Już nie walczy

Janka Werpachowska
fot. Wojciech Wojtkielewicz
Kiedy zdałem sobie sprawę z tego, jaką posiadam moc, przestałem walczyć na macie. Magia jest wielką tajemnicą, dopóki jej nie poznamy, potem staje się nieodzowną częścią naszego życia. Tak twierdzi białostocki sumita Wiesław Koluch.

Jeszcze niedawno nazwisko Koluch kojarzyło się nam - białostoczanom, ale nie tylko, bo również wszystkim miłośnikom sztuk walki - jednoznacznie: judo, zapasy, w końcu sumo.

Mieliśmy w Białymstoku swojego sumitę, który wypychał z maty japońskich mistrzów. Udawało mu się to bez trudu, chociaż - jak na japońskie standardy - nasz Koluch był zawodnikiem wcale nie najtęższym. Ot, jakieś 140 kilo z hakiem. Co to było w porównaniu z 200-kilogramowymi azjatyckimi tłuściochami.

Kariera sportowa dobiegła końca. Wiesław Koluch stworzył w Białymstoku klub sportowy Sumo Koluch, gdzie przygotowuje swoich następców, mogących stawać w szranki z najlepszymi zawodnikami sumo na świecie. Ale to nie wszystko.
W ostatnich latach w księgarniach zaczęły się pojawiać kolejne książki autorstwa sportowca. Ostatnia napisana do spółki z żoną Katarzyną. Nie są to poradniki z cyklu "jak zostać najlepszym sumitą". Wiesław Koluch wprowadza nas w świat wiedzy tajemnej: sekrety kadzidełek, pierścienie mocy, piramidy, kryształy, czakramy.

Fascynacja Azją

- Co było pierwsze: sumo czy zainteresowanie kulturą Dalekiego Wschodu?

- Zanim dojrzałem do sumo, już przez długie lata fascynowały mnie nauki azjatyckich mędrców, medycyna niekonwencjonalna. A wszystko zaczęło się od udziału w zawodach siłowania się na rękę - wspomina Koluch. - Wygrałem i w nagrodę dostałem książkę poświęconą medytacjom, technikom samokontroli i wyzwalania drzemiących w nas sił, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy. Miałem wtedy szesnaście lat.

Młody Wiesiek przeczytał w tej książce historię, która dała mu wiele do myślenia o możliwościach człowieka.

- Ważący kilkaset kilogramów chevrolet spadł z podnośnika hydraulicznego i przygniótł starszego pana, właściciela. Wtedy jego 75-letnia żona z przeraźliwym krzykiem podbiegła do auta i bez trudu podniosła je do góry, tak, że uwięziony mężczyzna zdołał się uwolnić.

Ten przekonujący i potwierdzony przez świadków dowód na to, że możemy wyzwolić z siebie nadspodziewanie wielką moc, kazał Koluchowi zainteresować się tą tematyką. Nie tylko czytał. Odwiedzał buddyjskie klasztory w Tybecie, uczył się od mistrzów technik medytacyjnych. Nauczył się wyzwalać energię z czakry sakralnej, umiejscowionej około szerokości dłoni poniżej pępka, i ukierunkowywać ją tam, gdzie chce.

Cały artykuł przeczytasz w piątkowym, papierowym wydaniu "Kuriera Porannego".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie