Poligon wojskowy. Ta armia ukrywa się między drzewami. (zdjęcia)

Wojciech Wojtkielewicz
, Bemowo Piskie
, Bemowo Piskie Wojciech Wojtkielewicz
Poligon wojskowy Bemowo Piskie. Ta armia zwykle ukrywa się między drzewami.

[galeria_glowna]
Na polanie są raptem trzy ciężarówki i cztery namioty. Krząta się kilku ludzi w białych kucharskich fartuchach. Miejsce bytowania (bo tak żołnierze nazywają obóz) grup rozpoznania na poligonie w Bemowie Piskim wygląda skromnie. Nic nie wskazuje na to, że może tu mieszkać prawie 200 osób.

- To tylko logistyka. Nasza polowa kuchnia - tłumaczy jeden z wojskowych. - W normalnych warunkach nie powinno tu być niczego. Żołnierz powinien sobie radzić sam.

Reszty wojskowych na pierwszy rzut oka nie widać. Dopiero kiedy jeden z nich ręką wskazuje miejsce obozu, dostrzegamy w lesie kilka pierwszych namiotów. Bo ta armia zwykle ukrywa się między drzewami.
Możesz nawet nie zauważyć, że obok są żołnierze

Taki obóz jest charakterystyczny dla wojskowych z białostockiego 18. Pułku Rozpoznawczego. To jedna z trzech tego typu jednostek w Polsce. Żołnierze rozpoznania w czasie wojny nie zajmują się bezpośrednim atakiem. Pracują w niewielkich kilkuosobowych grupach i są przerzucani nawet 150 kilometrów za linie wroga, na przykład w Afganistanie. Działają w ukryciu. Rozpracowują nieprzyjacielskie jednostki, zbierają informacje o ich wojsku i uzbrojeniu, a potem przekazują je swoim dowódcom. Strzelają tylko w ostateczności.

- Rozpoznania nie może być widać. Jeśli wróg nas zauważy, to znaczy, że popełniliśmy błąd, że już nie żyjemy - tłumaczy por. Grzegorz Mikołajczyk, zastępca dowódcy jednej z kompanii. - W czasie prawdziwej akcji człowiek mógłby przejść tuż obok naszego namiotu nawet go nie zauważając.

Poligon wojskowy: Każdy ma swoje M-1

Mieszkają w niewielkich norkach. Tak nazywają się jednoosobowe namioty będące na wyposażeniu armii. - Tutaj każdy ma swoje M-1 - śmieją się żołnierze.

Namioty mają usztywnioną tylko przednią cześć z wejściem. Resztę zwykle zakopuje się w ziemi, śniegu, lub przykrywa mchem i gałęziami. Wtedy staje się prawie niewidoczna. W środku zaś jest ciepło nawet przy dużym mrozie.

Teraz na poligonie namioty tylko przykryto pelerynami, żeby nie tracić czasu. Tu wojsko nie musi się chować. Tylko niektóre norki są zamaskowane.

- W praktyce ten las i tak jest dla nas za rzadki. Wszystko widać jak na dłoni. Ale na ćwiczeniach możemy sobie na to pozwolić - ocenia por. Mikołajczyk.

Armia: Żołnierz musi być gotowy na wszystko

Pobudka o godzinie 6. Potem szybkie śniadanie, pakowanie plecaków i już trzeba maszerować na strzelnicę. Poranna kąpiel tylko dla wytrwałych. Pobliskie jezioro jest jeszcze skute lodem, a niewielka polowa umywalnia nie zachęca nawet do mycia zębów. Na wojnie zwykle nie ma nawet tego.

Do przejścia jest około 8 kilometrów. Sporo. Tym bardziej, że droga nie jest łatwa, błoto sięga kolan.
Ale dla żołnierzy to krótka trasa. Zdarza się, że do Bemowa Piskiego muszą dojść z Białegostoku pieszo. 100 kilometrów. Ten marsz traktuje się jednak jako element ćwiczenia. I nie ma co liczyć, że spotkamy gdzieś wędrującą armię. Także wtedy mają jak najwięcej pozostawać w ukryciu.

- Nasi żołnierze muszą być gotowi pokonywać długie odcinki pieszo. Właśnie tak będą się przemieszczać podczas prawdziwych działań - wyjaśnia płk. Mariusz Woźniak, zastępca dowódcy 19. Pułku Rozpoznawczego.

Poligon wojskowy: Strzelnica

Strzelnica w Bemowie Piskim to ogromna polana otoczona ze wszystkich stron lasem. W niewielkim budynku na jej skraju mieści się siedziba dowódcy i obserwatorów. Wysoko na maszcie powiewa czerwona flaga, niżej biała. Podobne, tylko mniejsze maszty ustawiono też przy poszczególnych stanowiskach strzeleckich.

- Czerwona flaga to znak, że można strzelać. Biała - że nie wolno - tłumaczy jeden z żołnierzy.
Około godziny 8. wszyscy są już gotowi do strzelania. Część ćwiczy na celność z wojskowych karabinów, inni sprawdzają się w strzelaniu z wozów bojowych.

Załoga takiego wozu składa się z trzech osób: kierowcy, dowódcy i celowniczego. Dla niektórych białostockich żołnierzy to okazja, by nauczyć się obsługi takiego sprzętu. W Białymstoku nie ma do tego warunków. Pancerne auto najpierw wjeżdża na specjalnie przygotowany nasyp. Tam załoga ładuje broń i czeka na sygnał dowódcy na wieży.

- Sokół gotów? Zezwalam na strzelanie - słychać w radiostacji, a po chwili na horyzoncie pojawia się niewielki cel, niezauważalny dla postronnego obserwatora. A potem już tylko błysk i ogłuszający huk, oznaczający wykonanie zadania.

Z drugiej strony poligonu trwają ćwiczenia z karabinem. Tu sprawdza się strzelanie do celu i czas, w jakim rekruci wykonują zadanie. Cele pojawiają się na horyzoncie. Jedne stoją w miejscu, inne zdają się uciekać od strzelca.

- Alfa, gotów? - Gotów! - To go, go, go - słychać rozkazy. A po chwili już tylko meldunek o braku amunicji i miejsce zajmuje kolejna dwójka.
- Ćwiczymy najróżniejsze sytuacje, z biegu, klęku, leżenia. Dzisiaj jest strzelanie statyczne, ale przygotowujemy też scenariusze dynamiczne - opowiada por. Mikołajczyk.

Ograniczeniem jest tylko wyobraźnia i doświadczenie dowódców. Żołnierze ćwiczą scenariusze w nocy i atakują cele, na przykład wyłaniając się z okolicznego lasu. Uczą się posługiwania mapą i orientowania w terenie.

- Tylko na poligonie możemy ich nauczyć, jak kierować samochodem z noktowizorem na oczach. Jak zmienia się wtedy odległość i szybkość reakcji - tłumaczy płk. Woźniak.

Lornetka - cudo techniki

Żołnierze z dumą prezentują nowoczesny sprzęt. Specjalistyczna lornetka, przez wojskowych nazywana Jim, daje wiele możliwości. Urządzenie oblicza odległość i namierza cel, a dane przesyła do dowódcy. Ma też szereg funkcji obrazu, jak noktowizja czy termowizja.

- Cudo - chwali jeden z żołnierzy.

Ale obok inni uczą się obsługiwać także tradycyjne lornetki. Tu rekruci wszystko muszą obliczyć sami. I muszą to zrobić dobrze, bo każda pomyłka na wojnie może oznaczać życie.

- Mimo wszystko trzeba znać te miliony skomplikowanych wzorów - mówią.

Po strzelaniu czas na obiad. Kompania wraca na miejsce bytowania piechotą, lub ciężarówkami, jeśli na to zasłuży. Powrót to też okazja na ćwiczenie.

- Już pierwszego dnia zrobiliśmy im taki test. Mieli sami trafić do obozu - opowiada por. Mikołajczyk. - Szybko okazało się, że nikt nie ma mapy. Pierwsze skrzyżowanie i pierwszy problem. Pytam: Jak teraz, panowie? W prawo - proponuje jeden z nich. To poszliśmy w prawo. Cztery i pół godziny chodziliśmy wtedy po lesie. Teraz już wszyscy znają drogę.

Posiłki tradycyjnie są trzy razy dziennie: śniadanie, obiad i kolacja. Nic wyszukanego, same proste, chociaż pożywne potrawy. W ubiegły czwartek, kiedy odwiedzamy poligon w Bemowie Piskim, na główny posiłek jest zupa, bardziej mięsna niż jarzynowa, ziemniaki, marchewka i gałki. A do popicia mocno słodki kompot.

- Smaczne, chociaż monotonne - ocenia jeden z żołnierzy.

Stołówka znajduje się pod chmurką. Dosłownie. Wojskowi rozsiadają się na ziemi. Tylko dla gości przygotowano namiot ze stołami i taboretami. Reszta woli jeść we własnym towarzystwie.

- To jeszcze jedna z zalet poligonu. Tworzymy z nich zgraną drużynę - mówi dowódca.
Czas jest wypełniony do maksimum. Kiedy nie ma zajęć rekruci poprawiają namioty i sprzęt, albo po prostu śpią zmęczeni ćwiczeniami. Te potrafią skończyć się nawet o 3 nad ranem. Nie rozstają się z bronią. Sami muszą o nią zadbać i nieustannie mieć na oku. Na poligonie nie ma magazynu.

Poligon to nie zabawa

Kiedy jedna z kompani wraca na obiad, druga dopiero wstaje na zajęcia. Posiłek o godzinie 15 to dla nich właściwie śniadanie. Oni ćwiczą w nocy.

- Chcemy sprawdzić, jak szybko są w stanie przestawić się na taki tryb pracy. Zanim pójdą spać, przechodzą specjalne psychologiczne testy. Podobne zrobiliśmy im przed wyjazdem na poligon. Kiedy je porównamy, ocenimy efekty ich pracy - mówi płk. Woźniak.

Nocni rekruci na strzelnicę trafiają około godziny 21. W ciemności uczą się trafiać do celu i obsługi wozów pancernych. Wtedy ich cele są specjalnie podświetlane. Do obozu wracają przed świtem. Wtedy dopiero jedzą kolację. A kładą się spać, kiedy ich koledzy się budzą.

Żołnierze przyznają, że na poligonie bywa ciężko. Jedni narzekają, że tyle trzeba chodzić, inni, że warunki są trudne. Większość jednak z błyskiem w oku opowiada o ćwiczeniach.

- To najlepsza część tej pracy. Tu można się naprawdę sprawdzić i wyszaleć. Tego nie nauczy się człowiek na żadnym wykładzie - zdradza jeden z rekrutów.

I tylko broń stale przewieszona przez białe fartuchy kucharzy przypomina, że to jednak wcale nie jest zabawa.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
amadeusz

a czemu nikt nie pisze o tym co się tam stało jak star w sosnę uderzył i z jakich przyczyn był to wypadek wszyscy nabrali wody w usta takie fakty też trzeba pisać ale to już nie będzie reklamą dla wojska

p
pawel

oni ćwiczą w nocy dobre

w
wiarus

Bajki, może 10% z tego co tu napisali to prawda.

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3