Policjanci po służbie w muzyce odnajdują spokój

Fot. Wojciech Oksztol
Do śpiewu przede wszystkim trzeba mieć serce. Upór, pracowitość i zaangażowanie nie wystarczą – mówi Wioletta Miłkowska, prowadząca policyjny chór w Białymstoku.
Do śpiewu przede wszystkim trzeba mieć serce. Upór, pracowitość i zaangażowanie nie wystarczą – mówi Wioletta Miłkowska, prowadząca policyjny chór w Białymstoku. Fot. Wojciech Oksztol
W tym chórze śpiewają nie tylko policjantki, ale też policjanci ze swoimi żonami. - Dzięki temu nawet śpiewając, jesteśmy razem - mówią.

Dlaczego tu jestem? Bo lubię śpiewać - mówi Iwona Rębacz, policjantka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

Już jako mała dziewczynka brała udział w różnych konkursach i przedstawieniach muzycznych, nie tylko w przedszkolu, ale też w szkole, a nawet ...

- W komisariacie - mówi z lekkim uśmiechem. - Mój ojciec był policjantem.

Dlaczego więc wybrała pracę w policji?

- Bo miłość do służb mundurowych okazała się być silniejsza od pasji śpiewania - odpowiada pani Iwona. - Okazało się, że to był najlepszy wybór. Mogę pracować w policji i śpiewać w chórze policyjnym.

Lekarstwo na troski

I tak dwa razy w tygodniu - albo i częściej - pani Iwona pędzi na próby.

- Bo śpiewając, odnajduję spokój i wewnętrzną harmonię - zwierza się. - Śpiew to dobre lekarstwo na zmartwienia i troski...

Kobieta należy do chóru od początku jego istnienia.

- I nigdy nie myślałam, żeby z tego zrezygnować. Choć obowiązków w domu też nie brakuje.

Gdy nie ma już innego wyjścia, przychodzi na próby z małym synkiem. - Zabieramy ze sobą różne zabawki, kanapki - śmieje się. - Ja śpiewam, a on grzecznie zajmuje się sobą. Staram się jakoś to wszystko ze sobą godzić.

Zresztą tak jak reszta chórzystów.

- Bo śpiew to zdrowie - mówi jedna z chórzystek. - Nie wyobrażam sobie, żebym teraz mogła to rzucić. Idzie nam coraz lepiej.

Jesteśmy pierwsi!

I rzeczywiście. Pierwsze miejsce na Międzynarodowym Konkursie Muzyki Cerkiewnej w Hajnówce to z pewnością wielkie wyróżnienie dla wszystkich chórzystów.

- Nikt się tego nie spodziewał - mówi prowadząca chór dyrygentka Wioletta Miłkowska.

- Pamiętam ten moment, kiedy czekaliśmy na wyniki - wspomina Jan Giedź, policjant z chóru. - Trzecie miejsce, a nas nie ma, drugie miejsce - to samo. Pomyślałem sobie: Czyżby pierwsze?!

- Bo żeby dobrze śpiewać, potrzebne są pracowitość, upór w dążeniu do celu, zaangażowanie i, oczywiście, serce, bez którego tak naprawdę w życiu nic nie wyjdzie - zdradza Miłkowska.

Śpiewające małżeństwo

- Ale też i czas - zauważa Jan Giedź. - I to ten najcenniejszy, który powinien być zarezerwowany dla rodziny.

Swoją przygodę ze śpiewem w chórze zaczął w 2006 roku. Sam.

Później do chóru dołączyła też jego żona.

- I to jest plus - zauważa Marzena Giedź. - Bo jesteśmy tu razem. Wspólnie się wybieramy na próby czy koncerty, wspólnie śpiewamy i wspólnie wracamy do domu. Robimy to, co lubimy i najważniejsze: jesteśmy razem.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie