Pogranicza, Kresy, Wschód a idee Europy. W poszukiwaniu...

    Pogranicza, Kresy, Wschód a idee Europy. W poszukiwaniu kresowości

    Janka Werpachowska

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Europa nie odbiera nas jako skansenu. Może dlatego, że Polska jest dzisiaj takimi Kresami Europy. I nic nie wskazuje na to, żebyśmy się mieli obawiać

    Europa nie odbiera nas jako skansenu. Może dlatego, że Polska jest dzisiaj takimi Kresami Europy. I nic nie wskazuje na to, żebyśmy się mieli obawiać uniformizacji - uważa Krzysztof Korotkich ©sxc.hu

    Goście Międzynarodowej Konferencji Naukowej "Pogranicza, Kresy, Wschód a idee Europy" poszukiwali Kresów czy kresowości w literaturze, muzyce, kulturze, językoznawstwie, architekturze.
    Europa nie odbiera nas jako skansenu. Może dlatego, że Polska jest dzisiaj takimi Kresami Europy. I nic nie wskazuje na to, żebyśmy się mieli obawiać

    Europa nie odbiera nas jako skansenu. Może dlatego, że Polska jest dzisiaj takimi Kresami Europy. I nic nie wskazuje na to, żebyśmy się mieli obawiać uniformizacji - uważa Krzysztof Korotkich ©sxc.hu

    Właśnie oficjalnie ogłoszono powołanie Zakładu Badań Interdyscyplinarnych i Porównawczych "Wschód - Zachód" na Uniwersytecie w Białymstoku. To z tej okazji odbyła się Międzynarodowa Konferencja Naukowa "Pogranicza, Kresy, Wschód a idee Europy". Jednak zanim porozmawiamy o konferencji, chciałabym, aby opowiedział Pan o samym Zakładzie. Czy jego powołanie świadczy o tym, że białostocka uczelnia chce się specjalizować w tematyce kresowej?

    Krzysztof Korotkich, Zakład Badań Interdyscyplinarnych i Porównawczych Wschód-Zachód na Uniwersytecie w Białymstoku: Taki zakład lub jakaś inna jednostka organizacyjna, zajmująca się badaniami interdyscyplinarnymi powinna na tej uczelni powstać dawno, jeszcze w czasach, kiedy to była Filia Uniwersytetu Warszawskiego.
    W ramach Zakładu Literatury Oświecenia i Romantyzmu zajmowaliśmy się różnorodnymi - i zarazem innymi niż literatura, ale istniejącymi równolegle z literaturą tamtego okresu - tematami: Bizancjum, Wschód, Apokalipsa. Powstał bardzo ciekawy zespół, w którym znaleźli się ludzie z innych uniwersytetów, z innych państw. I on ciągle się tworzy. Mamy zaplecze kadrowe takie, że jeżeli nam przyjdzie do głowy zrobić książkę poświęconą na przykład muzykologii - to ją zrobimy. Ten Zakład powstał i dzięki różnorodnym zainteresowaniom pracowników, i dzięki szczęściu, bo na konferencjach naukowych właśnie mieliśmy szczęście spotykać bardzo ciekawych ludzi. Tak więc mieliśmy do czynienia z sytuacjami, które sprzyjały powstaniu tego Zakładu.

    Poza tym myśmy go założyli po to, żeby ułatwić sobie pracę. Bo zadania, jakie stoją przed tym Zakładem, jakie ma realizować, wynikają właśnie z jego lokalizacji. Musi się zajmować i Wschodem, i Zachodem.
    Zakład tworzą w tej chwili trzy osoby: kieruje nim profesor Jarosław Ławski, poza tym jestem ja i nasz młodszy kolega, mgr Marcin Bajko oraz student Grzegorz Kowalski. Oczywiście, gdyby była taka możliwość, ucieszylibyśmy się z większej liczby etatów.
    Jak Pan myśli, dlaczego wcześniej nikt nie chciał powołać takiego zakładu na białostockiej uczelni? Czy nie było sprzyjającej atmosfery?

    - Białystok jest pomostem między Białorusią, Rosją, Ukrainą, Litwą, Łotwą, Estonią a tymi obszarami, którymi zajmowaliśmy się dotąd: Niemcy, Anglia - powiedzmy: Europa Zachodnia. Więc, jak już mówiłem, taki zakład dawno powinien tu powstać. Ale wpadliśmy w pewną pułapkę: zjawiska, które dla nas są czymś oczywistym, czyli nasza "pograniczność" nie są przez nas traktowane jako godne poważnych badań naukowych. Białystok jest miastem wielokulturowym, wielowyznaniowym, żyjemy w tej rzeczywistości na co dzień, jest to dla nas normalne - więc po co się tym zajmować. Jedziemy gdzieś na wycieczkę i widzimy coś, co jest zjawiskowe - to się tym zajmiemy. Zapominamy, że ta powszechna dla nas i codzienna wielokulturowość i wielowyznaniowość Białegostoku przez ludzi z zewnątrz postrzegane są jako zjawiskowe, bardzo interesujące.

    Domyślam się, że uczestnicy konferencji próbowali znaleźć odpowiedź, na czym polega fenomen Kresów?

    - Po pierwsze, to trzeba zauważyć, że dzisiaj właściwie mamy już do czynienia tylko z mitem Kresów. Bo jeśli chodzi o pojęcie geograficzne czy polityczne - to Kresy tak rozumiane zostały za wschodnią granicą. Dzisiaj mówiąc "Kresy" mamy na myśli bardziej różnice kulturowe, mentalnościowe. Każda Mała Ojczyzna ma jakiś mit założycielski. Kresy stały się takim mitem.

    Profesor Michael Mikoś ze Stanów Zjednoczonych przywiózł wystawę fotograficzną "Polesie". Osiemdziesiąt lat temu, kiedy te zdjęcia powstały, to był dokument aktualny, opowiadający o rzeczywistości, która się dzieje tu i teraz. Ta sama wystawa oglądana dzisiaj ma już walor narracji o czymś, co bezpowrotnie minęło. Jest dokumentem historycznym. I to dotyczy całych Kresów. Z podobnym zjawiskiem mieliśmy do czynienia, kiedy chodziliśmy po Białymstoku z naszymi gośćmi, którzy byli tu dziesięć, piętnaście lat temu. Rozglądali się wokół i mówili: "Ale to miasto się zmieniło! Nie do poznania! To już inny Białystok".

    Ale to nie znaczy, że rozmawialiście przez kilka dni o czymś, co już nie istnieje?

    - Zapraszając gości na konferencję, w żaden sposób nie ograniczaliśmy tematyki, w której mieliby się poruszać. Głównym celem i przesłaniem tego spotkania było poznanie Wschodu, jego różnorodności i znalezienie odpowiedzi na to, jakie jest jego miejsce w Europie. Nasi prelegenci z całego świata poszukiwali Kresów czy kresowości w literaturze, muzyce, kulturze, językoznawstwie, architekturze, tradycji. I szczerze mówiąc - ile osób, tyle było opinii na ten temat. To jest zagadnienie niedające się ująć w ścisłe ramy definicji naukowej.
    Zatrzymajmy się przy literaturze. Wydaje mi się, że są pisarze stąd, którzy podkreślają wręcz swój kresowy rodowód.

    - Tak, Redliński nigdy się nie wyprze "Konopielki", ale prawdziwy rozgłos przynieśli mu "Szczuropolacy" - a tam już kresowości nie znajdziemy. Myślę, że nasi współcześni pisarze raczej dążą do miana pisarzy europejskich niż regionalnych. Pisarz regionalny - to brzmi wręcz pejoratywnie. Dlatego może nasi goście szukali kresowości u Sienkiewicza, Orzeszkowej czy Nałkowskiej. Ale mieliśmy podczas konferencji świetnie przygotowaną przez studentów prezentację postaci i twórczości Mikołaja Samojlika, pisarza biebrzańskiego, bardzo tutejszego

    Na pewno rozmawialiście państwo - jeżeli nie podczas obrad konferencji, to w jej kuluarach - czego Kresy mogą się spodziewać po Europie? Czy grozi im wchłonięcie i unifikacja? Czy przeciwnie, ta wciąż jednak żywa odmienność i specyfika Kresów postrzegana jest jako wartość i będzie pielęgnowana?

    - Oczywiście, że dyskutowaliśmy i o tym. Na szczęście, wydaje się, że Europa nie odbiera nas jako skansenu. Może dlatego, że Polska jest dzisiaj takimi Kresami Europy. I nic nie wskazuje na to, żebyśmy się mieli obawiać uniformizacji.

    A tak na marginesie, to również w kuluarach spotkaliśmy się z zarzutami ze strony naszych gości z Białorusi, Litwy, Ukrainy. Otóż oni uważają, że ujęcie tematu i odbywające się podczas konferencji dyskusje były zbyt polonocentryczne. Że takie podejście do Kresów wynika z ambicji Polaków do zawłaszczenia całej ogromnej przestrzeni kultury, tradycji tamtych ziem kresowych, bezpowrotnie utraconych.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.poranny.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo