Podlaskie szeptuchy, baby, babki... Nagradzana reżyserka kręci film na Podlasiu

Agata Sawczenko
Agata Sawczenko
Małgorzata Szyszka, autorka filmu, z jedną z jego bohaterek Marią Sawczuk.
Małgorzata Szyszka, autorka filmu, z jedną z jego bohaterek Marią Sawczuk. archiwum Małgorzaty Szyszki
To te, które zamawiają choroby, czynią zamowy, poprzez modlitwę pośredniczą w kontakcie z Bogiem. Łączą rolę lekarza, kapłana, ale też terapeuty. Z podlaskimi szeptuchami udało się porozmawiać reżyserce Małgorzacie Szyszce. Swój film planuje pokazać widzom na wiosnę przyszłego roku.

Małgorzata Szyszko z wykształcenia jest teatrologiem, reżyserem teatrów dramatycznych. – Ale szybko po studiach zaczęłam realizować filmy dokumentalne – zastrzega od razu. I dodaje: – Skończyłam też studia teologiczne. Oba kierunki robiłam w jednym czasie. Równolegle pisałam też prace magisterskie. Obie o mistycyzmie. Tyle tylko, że na teologii o mistycyzmie w sztuce, a na teatrologii analizowałam spektakl i proces pracy z aktorem.

Ten mistycyzm został z nią na dużo dłużej, wciąż ją fascynuje. Małgorzata wciąż jeździ po Polsce, po świecie i kręci filmy. To często dokumenty podróżniczo-antropologiczne o „szamanach” działających np. w Meksyku, Gwatemali, Ukrainie czy Indiach.

Religia, szamanizm, obrzędowość

– Moje filmy najczęściej dotyczą albo religii, albo jakiegoś rodzaju obrzędowości, czasami szamanizmu – mówi.

W Gwatemali jej zespół badał religię San Simona, boga złodziei, osób upadłych, która – stworzona jest na bazie pierwotnych wierzeń i chrześcijaństwa – jest w tym kraju niezwykle popularna. Nakręcili też dokument o azteckich szamanach, ziołach, grzybach, ale też o ukraińskim naczaju, czyli Mulfarze, który przepowiadał pogodę.

– Sięgam po te tematy tylko wtedy, gdy znajduję kogoś, kto jest dobrym przewodnikiem. Bo tak to jest z tym reżyserowaniem. Gdy zaczynamy kręcić jakiś film, to oczywiście staramy się wejść w temat jak najgłębiej, ale nigdy nie jesteśmy przecież takimi ekspertami, żeby polegać tylko na sobie, tylko na swojej wiedzy – zastrzega Małgorzata Szyszka. – Osoby, która nas prowadzą przez dane zagadnienie, zwykle siedzą w temacie latami. W Meksyku moim przewodnikiem był Witold Jacórzyński, antropolog, bez którego na pewno nic by mi się nie udało. Bez niego nikt by mnie nigdzie nie wpuścił, nikt by mi o niczym nie opowiedział, nie sfilmowałabym obrzędów. Znowu na Ukrainie moim przewodnikiem był scenarzysta Maciej Rychły. To on mnie wszędzie prowadził, to on był gwarancją zaufania – opowiada.

Przyznaje, że przed każdą podróżą zbiera jak najwięcej informacji i stara się ułożyć plan podróży, spotkań, filmu. Tyle tylko, że zwykle wychodzi zupełnie inaczej. Inaczej - ale wcale nie gorzej. Bo Małgorzata nie upiera się, że jej plan jest najlepszy, że koniecznie trzeba zrealizować to, co sobie postanowiła, że pomysły innych są nic niewarte. Bierze to, co przynosi jej życie, podróż, spotkani po drodze ludzie. Tak było na przykład w Meksyku. O tej podróży marzyła przez lata. Ale już na miejscu okazało się, że członkowie plemienia, z którymi chciała się spotkać, wcale nie chcą spotkać się z nią. No porażka!

– Ale tego samego dnia okazało się, że spotkać się z nami chcą Azetecy. A ja o Azetekach nic nie wiedziałam... To pokazuje, że najlepsze przygotowanie zwykle wcale się nie przydaje – uśmiecha się.

W Meksyku udało jej się nakręcić film o szamanach. I to o takich, do których zwykle nie trafia telewizja. Film przywiozła też z Gwatemali - o bogu-urzędniku,który pali cygara, pije bimber. Dlaczego? Bo gdy go poprosić, zabiera uzależnienia od ludzi.
Jak mówi, w każdej społeczności, w każdym wierzeniu okazywało się, że ma ono wiele wspólnego z chrześcijaństwem. To jednak chrześcijaństwo zupełnie inaczej pojmowane niż u nas, w Europie, w Polsce. Tam mieszają się elementy dawnych wierzeń z postaciami Matki Boskiej, Jezusa, Judasza... W jednej wiosce grzyby specjalna grzyby były uznawane za krew Chrystusa. A mieszkańcy wierzyli, że spożywanie ich przybliża ich do Boga. W każdej wiosce obrzędy zresztą wyglądają inaczej, choć właściwie dotyczą tego samego. Oprócz religii ważna tu jest potrzeba zaopiekowania, ale i zwykła ludzka godność. To zaskakuje, ale tam jest takie naturalne.

– I za każdym razem miałam poczucie, że to mnie zbliża do jakiegoś człowieczeństwa – mówi Małgorzata Szyszka. – A bez względu, gdzie się znalazłam, miałam świadomość, jak ważna jest pokora, otwartość na inne kultury i szacunek oraz powaga wobec innych ludzi.

No i szacunek wobec przeszłości. Te pierwotne kultury bardzo mocno związane są z przeszłością, z mądrościami przodków, z wiedzą przekazywaną z pokolenia na pokolenie.

Czy warto na Podlasie?

Podobnie było zresztą na Podlasiu. Jednak Małgorzata długo się zastanawiała, czy tu do nas przyjeżdżać. – O podlaskich szeptuchach powstało już tyle książek, tyle filmów, tyle dokumentów. Ja nie lubię powielać tego, co już jest. Nie ma to dla mnie sensu. Szeptuchy oczywiście ciągnęły mnie, kusiły, ale nie byłam pewna, czy znajdę sposób, by opowiedzieć o nich inaczej niż już to zrobiono – przyznaje Małgorzata Szyszka. i mruga okiem:

– Łatwiej mi też było uwierzyć, ze szamanizm istnieje w Meksyku czy na Ukrainie, niż w to, że w Polsce mamy osoby, które zajmują się jakąś formą pośredniczenia między tym, co tu na ziemi, a tym, co wyżej.

Odpowiedź na pytanie przyszła podczas wędrówki po Kampinosie, gdzie pojawiła się Olga Zawada, psychoterapeutka z Podlasia, która zaproponowała jej wyprawę w jej strony. Podlasiu, jakie poznała i pokochała.Pojechali we trójkę: z Olgą i Arturem Sochanem – autorem zdjęć do filmu.
Najpierw chcieli nakręcić film o tym, jaką funkcję pełni szeptucha na Podlasiu, czy jest takim wiejskim terapeutą. Ten zamysł upadł – bo miejscy psychoterapeuci nie za bardzo chcieli się na ten temat wypowiadać. – Odwiedziliśmy też dziesięć Bab, kobiet zamawiających, przesympatycznych zresztą. I każda z nich, pokorny głosem powiedziała, że nie chce być nagrywana – wspomina Małgorzata. Przyznaje, że w pewnym momencie pomyślała: nie ma tematu. – Ale im więcej czasu spędziłam na Podlasiu, tym miałam większe poczucie, że te kobiety – tak bardzo zatopione w modlitwie, im bardziej nie chcą być nagrywane, tym bardziej są warte filmu – mówi Małgorzata.

Jej film nie okazuje więc, jak wyglądają zamowy, jak się oczyszcza popiołem. – To nakręcili już inni – tłumaczy. Bardziej chciała pokazać te kobiety jako ludzi, nieco bardziej intymnie, nieco kapłańsko. Bo one wypełniają swoją misję, daną przez Boga.

– Pewnie, że zaraz pojawiają się myśli związane z czarną magią, ze sprawami niezgodnymi z tym, co w Kościele obowiązuje. A przecież w średniowieczu nawet przekupki dyskutowały na tematy religijne. To taka swoboda kontaktu, w której możemy nawet pobłądzić. Ale fajnie, że ten rodzaj religijności jest jeszcze żywy. I że jest takie miejsce, że bez względu na to, kim jestem, dostanę pomoc. Że są ludzie, którzy się za mną wstawią – przekonuje.

Opowieść o świecie, którego rozumem nie pojmujemy

Materiał do filmu jest już niemal zebrany, zdjęcia nakręcone, rozmowy przeprowadzone. Pewnie, nie wszystko wyszło tak, jak Małgorzata sobie zaplanowała, ale... to dobrze. Bo przecież film ma być nie o niej, tylko o ludziach, których spotkała. To oni więc decydują, co pokażą, co powiedzą, jaką tajemnicę odkryją, gdzie najdalej wpuszczą do swojego życia.

Małgorzata Szyszka chciałaby gotowe już dzieło widzom pokazać już w ;połowie roku. Jednak dzieło nie jest jeszcze gotowe. Ekipa musi jeszcze przyjechać na Podlasie dokręcić kilka ujęć, potem będzie czas na postprodukcję, czyli Obecnie trwa zbiórka funduszy na kontynuację zdjęć i postprodukcję: montaż, muzykę itp. W sumie potrzeba na to około 15 tys. zł. Dlatego Małgorzata założyła zbiórkę na internetowym portalu zrzutka.pl. I o wsparcie prosi każdego, kto jest ciekawy... Ciekawy opowieści o ludziach, o modlitwie, o wierze, o potrzebie kontaktu ze światem mistycznym, którego do konca rozumem nie pojmujemy. O tym, że nasze potrzeby, mimo rozwoju cywilizacji, właściwie od wieków są takie same. O Podlasiu, po prostu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Ostrzał Kijowa. W trakcie operacji na sercu dziecka zabrakło prądu

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
samon
Piszecie głupoty. Te wszystkie szeptuchy w jakiś magiczny sposób, słyszałem, że pomagają ludziom, ale czynią to z pomocą złych duchów. To nie ma nic wspólnego z Bogiem. Po jakimś czasie rzeczywiście ludzie wychodzą z chorób, ale tracą wiele więcej, a mianowicie zaprzedały dusze diabłu. Późniejsze konsekwencje w życiu tej wyleczonej osoby i jej rodziny zmienia się w dramat. Zaciągnięty dług u szatana trzeba spłacić.
G
Gość
23 listopada, 12:45, Gość:

My tu też mamy szeptucha, to Nikoniuk, wszystki wie, wszystko przewidzi, nawet w cudzych gaciach zobaczy grzybicę

Czyli tzw. WIELEP , zawsze wie lepiej.

G
Gość
My tu też mamy szeptucha, to Nikoniuk, wszystki wie, wszystko przewidzi, nawet w cudzych gaciach zobaczy grzybicę
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie