Podlaskie Mistrzostwa w Ortografii. 50 uczniów z województwa i Grodna łamało pióra w V LO

Marta Laszewicz-Iwaniuk

Wideo

Dziś finał Podlaskich Mistrzostw w Ortografii. Najlepsi uczniowie z województwa i Grodna pisali dyktando. Wyniki będą w kwietniu.

Dyktando zawierało mnóstwo pułapek ortograficznych. Ze wszystkimi wyrazami spotykałam się już wcześniej, ale takich zagęszczonych w jednym tekście jeszcze nie widziałam - mówi Zuzanna Kamińska, uczennica II LO przy ul. Brukowej. I przyznaje, że finał XVIII edycji Podlaskich Mistrzostw w Ortografii okazał się trudny, ale do przejścia.

Najlepsi z najlepszych w ortografii z całego województwa i goście z Grodna spotkali się w V LO przy ul. Miodowej, żeby wspólnie napisać dyktando. - Było o podróżniku Oswaldzie, który marzył, żeby wyjechać na Pogórze Karpackie i zachodnie krańce Polski - opowiada Tomek Jarmoc, uczeń Zespołu Szkół w Kleosinie.

Małgorzata Klozo, nauczycielka z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Jasionówce i autorka tegorocznego dyktanda zadbała, by uczniowie gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych mieli się nad czym zastanawiać.

I tak na przykład opisała bohatera jako hożego hipochondryka i chwackiego histeryka, niestroniącego od homeopatii i chiromancji. Oswald jednym haustem wychylał pucharek mohito i delektował się nie za długo kawą cappuccino parzoną w filiżance upstrzonej esami-floresami w kolorze lilaróż.

Wszystko to po to, żeby szerzyć wśród młodzieży dbałość o czysty język. A ta, jak przyznają nauczyciele języka polskiego jest poważnie zagrożona. - Wynika to w dużej mierze z faktu, że coraz więcej ludzi rozmawia za pomocą różnych komunikatorów, robi błędy ortograficzne i literówki, a potem ich nie poprawia - mówi Beata Kardasz, koordynatorka Podlaskich Mistrzostw w Ortografii.

A uczestnicy przyznają, że do dyktanda trudno się przygotować. - Mój sposób to przede wszystkim czytanie - mówi Zuzanna Kamińska.

Wyniki poznamy 5 kwietnia. Wtedy też zwycięzcy będą obdarowani nagrodami.

Treść dyktanda zobaczysz na następnej stronie

Mrzonki niewydarzonego i chimerycznego antypodróżnika z Podlasia

Mój przyjaciel, pięćdziesięciodwuipółletni Oswald, pół Polak, pół Abchaz na co dzień nosi zgrzebny T-shirt i nieco siermiężne adidasy w kolorze sepii. To hoży hipochondryk i chwacki histeryk, niestroniący od homeopatii i chiromancji a lubujący się w pożeraniu warzonych omułek i małż w sosie żurawinowo - jeżynowym oraz półkilogramowych gomółek korycińskiego sera.

Uwielbia snuć mrzonki o wojażach po Pogórzu Karpackim i wzdłuż zachodniej Polski. Szczególnie,gdy po pracy bywa znużony i zmorzony, wówczas w półśnie wędruje po rubieżach Białostocczyzny albo podziwia Zamość - perłę renesansu. Zapisał się nawet na codwutygodniowe konsultacje z geografem, który mieszka nieopodal jego macierzystego domostwa w Kujbiedach.

I często przed zaśnięciem powtarzał w koło nazwy miejscowości, które chciałby zwiedzić, gdy zdobędzie fundusze, pogrywając w mariasz z chłystkami, chuliganami i huncwotami, handrycząc się i zżymając na małomiasteczkowych rzezimieszków. Nie wiadomo, czy wolałby zobaczyć królewską żupę solną w Wieliczce, czy supraski Monaster Zwiastowania Przenajświętszej Bogurodzicy.

A może warto by po prostu i naprawdę czmychnąć w chaszcze niejednej poprzerzedzanej choiny w Puszczy Białowieskiej i posłuchać koncertu pójdźki i krzyku kszyka, przyuważyć jarząbka – supermistrza kamuflażu. Zauroczyć się melanżem rdzawoczerwonych zachodów słońca. Mógłby też poczytać czasopismo Poznaj Swój Kraj, smażąc się i prażąc na rynku w Tykocinie, jednym z centrów życia przedwojennej społeczności polskich Żydów.

Wszak na ziemi tykocińskiej przeplatały się losy Rusinów, Tatarów, Litwinów. Swoje co nieco dorzucili Jaćwingowie, Niemcy z zakonu krzyżackiego oraz szwedzcy dragoni. Chrześcijanie i żydzi tworzyli prawdziwy tygiel religii, narodów i kultur. Oswald żałował, że nie spotka już chasyda z pejsami niby megaostrużyna.

Ni stąd, ni zowąd, rad nierad na razie musi zadowolić się nicnierobieniem, ewentualnie nużącym oglądaniem wszechobecnego od miesiąca serialu wszech czasów pt. „Sherlock”. Nie czuje się wówczas jak nowo narodzony i wszystkowiedzący człowiek encyklopedia.

Jednym haustem wychyla pucharek mohito i delektuje się nie za długo kawą cappuccino parzoną w filiżance upstrzonej esami-floresami w kolorze lilaróż. Wciąż nieswój zżyma się i zaperza, siadając na szezlongu z wyhaftowanymi ostróżkami i półczuwając, byleby tylko nie być posądzonym o nieróbstwo i miglanctwo. „Niechby ktokolwiek posądził mnie o blamaż i hedonizm” - żachnął się Oswald. „Byłybyż to figle-migle, hocki - klocki, wszakże nie jestem ani niezguła, ani tym bardziej chłopek - roztropek”. Poprawiając z lekka lśniąco białą koszulę z minimufkami, zanurzył się w lekturze schizmatyckich komentarzy i obskurnych persyflaży na Facebooku.

Ze wszech miar neominimalizm w planowaniu podróży jak najbardziej wskazany; na pewno zamieszkanie w ermitażu nie będzie szczytem marzeń bohatera, ale pozwoli wejrzeć w głąb siebie. Oswald, żując powoli korzeń żen – szenia, obiecał sobie rzetelnie zastanowić się popojutrze nad celowością snucia mrzonek, z których nic nie wynika, dopóki nie przedsięweźmie rzetelnych strategii dotyczących przyszłości. Do dzieła!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie