Podlaskie - Gospodarcza Debata Pokoleń. Młodzi umieją liczyć, dlatego tak wielu stąd wyjeżdża.

Maryla Pawlak-Żalikowska [email protected]
Po stronie młodego pokolenia zasiedli: (od lewej) Damian Gierasimczuk - I LO w Białymstoku, Paula Grzyb - I LO w Białymstoku,  Justyna Wawremiuk - Studenckie Koło Menedżerów, Wydział Ekonomii i Zarządzania, UwB, Krzysztof Bergiel -Studenckie Koło Menedżerów, Wydział Ekonomii i Zarządzania, UwB, Łukasz Krysztopik- przedsiębiorca,, właściciel firmy nauczymy-cie.pl oraz Adam Zdanowicz - przedsiębiorca, właściciel firmy Mad Bicycles.
Po stronie młodego pokolenia zasiedli: (od lewej) Damian Gierasimczuk - I LO w Białymstoku, Paula Grzyb - I LO w Białymstoku, Justyna Wawremiuk - Studenckie Koło Menedżerów, Wydział Ekonomii i Zarządzania, UwB, Krzysztof Bergiel -Studenckie Koło Menedżerów, Wydział Ekonomii i Zarządzania, UwB, Łukasz Krysztopik- przedsiębiorca,, właściciel firmy nauczymy-cie.pl oraz Adam Zdanowicz - przedsiębiorca, właściciel firmy Mad Bicycles. Andrzej Zgiet
Udostępnij:
Analizując różnego rodzaju zjawiska demograficzne dostrzegliśmy ogromne zagrożenie stojące przed regionem – mówił Andrzej Parafiniuk, prezes Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego rozpoczynając Gospodarczą Debatę Pokoleń.

– Większe niż w innych województwach, bo u nas i tak mieszka mało ludzi. Uderzyło nas, że w ciągu 30-kilku lat możemy stracić jedną piąta liczby ludności i tym samym jakąkolwiek szansę na rozwój. Mam nadzieję, że ta debata będzie początkiem szerokiej dyskusji, którą podsumujemy jesienią – dodał prezes.

debata

Przedstawiciele władz miejskich, instytucji społecznych, gospodarczych uczestniczący w rozmowie: (od lewej) ekonomista, Robert Ciborowski, prof. UwB, prorektor uczelni, Roman Czepe - doradca wojewody podlaskiego, Rafał Rudnicki - zastępca prezydenta Białegostoku, Anna Naszkiewicz, wicemarszałek woj. podlaskiego, Zdzisław Wilczko, wiceprezes Izby Przemysłowo Handlowej w Białymstoku, prezes Zakładu Doskonalenia Zawodowego. Stoją: Jarosław Jabłoński, red. naczelny Kuriera Porannego i Gazety Współczesnej oraz Andrzej Parafiniuk, prezes PFRR.

Na sali Stadionu Miejskiego zasiedli naprzeciwko siebie przedstawiciele elit władzy, nauki i biznesu i młodzi ludzie: licealiści, studenci, młodzi przedsiębiorcy. Zaczynając debatę Jarosław Jabłoński, redaktor naczelny Kuriera Porannego i Gazety Współczesnej przypomniał ciekawe dane, świadczące o tym, że młodzi Podlasianie (na każdym szczeblu nauczania) są wykształceni lepiej niż to wynika ze średniej krajowej. Ale jednocześnie spada liczba studentów w regionie na 10 tys. mieszkańców (mimo znacznych nakładów na rozwój uczelni). Powstało pytanie dlaczego podlaska młodzież ucieka z regionu wybierając uczelnie poza regionem lub w ogóle wyjeżdża za granicę? 

Czytaj też: Podlaskie. Zanim wszyscy stąd wyjadą.
–Nasze uczelnie nie dają gorszego wykształcenia, a powód wyjazdów zawsze jeden: łatwość znalezienia pracy – argumentował profesor Robert Ciborowski, prorektor UwB. – Jeśli kończy  się uczelnię w Warszawie, to trafia się na rynek, gdzie poziom bezrobocia wynosi 3-4 proc. a nie 12-14 proc. jak u nas. Młodzi patrzą pragmatycznie: idziemy w miejsca, które dają nam możliwość osiągnięcia czegoś w życiu. 
Ekonomista przypomniał czas, gdy na początku polskiej transformacji ustrojowej zaczynał pracę na uniwersytecie, gdy pojawiał się kwasi kapitalizm i wiara w dorobienie się. Wtedy aż ponad 70 proc. studentów chciało wchodzić w te przemiany, zakładać działalność gospodarczą.

- Dzisiaj prawie 80 procent zapowiada, że chce wyjechać za granicę – mówił Robert Ciborowski. I bardzo podkreślał, że w Polsce nie dajemy teraz młodym ludziom szans, żeby mogli spokojnie prowadzić działalność gospodarczą i mieli z niej korzyść, czyli pieniądze. Prosty przykład: jeśli młody człowiek kończy dziś w Polsce studia, to jeszcze nic nie zarobi, żadnej faktury nie wystawi, a już musi zapłacić 1180 zł kosztów ZUS i innych.
- To nie jest forma zachęty – ironizował ekonomista. – Wystarczy, że pojedzie do Londynu i tam dostanie zatrudnienie, to do 11600 funtów nie zapłaci żadnego podatku. Młodzi umieją liczyć. 
- Kto powinien stworzyć im lepsze warunki? – dopytywał JarosławJabłoński.
Profesor wskazywał przede wszystkim na rolę instytucji centralnych: - Nie może być tak, że od początku młody przedsiębiorca trafia na koszty, blokady, biurokrację. 
Robert Ciborowski odwołał się do wyników badań, według których Polacy są drugą po Chińczykach nacją, która najszybciej dorabia się w Stanach. Podobną przedsiębiorczością wykazujemy się w  Anglii. Pytanie: czemu tam się udaje a w Polsce nie? - Powodem są warunki instytucjonalne i formalne! Tylko i wyłącznie – zapewniał ekonomista. - Ja wierzę w człowieka, w rozum, wykształcenie. Tylko trzeba młodym ludziom dac szansę, której teraz nie dajemy. Ci, którzy sobie radzą, muszą być niezwykle wytrwali i mieć większą niż przeciętna skłonność do ryzyka

Kolejny wątek, jaki pojawił się w tym kontekście dotyczył roli białostockich uczelni w przygotowaniu młodego pokolenia do wchodzenia na rynek pracy w naszym regionie. Prorektor zapewnił, że robią to, co najważniejsze: dobrze kształcą.

Całą diagnozę Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego ph. Młodzi i gospodarka można przeczytać tutaj
– Natomiast, wbrew niektórym opiniom, nie należy od uczelni wymagać kształcenia praktycznego: nie robi tego ani Cambridge, ani Oxford, ani Harvard. – U nas problem uczelni wziął się z tego, że studia stały się masowe – zwrócił uwagę Robert Ciborowski. - Mamy bardzo wysoki wskaźnik scholaryzacji i nic z tego nie wynka. Czy jest sens, żeby 56 proc. absolwentów szkół średnich szło na studia?! A potem przedsiębiorcy mówią, że nie ma ludzi do pracy.Masowość wywołuje spadek jakości nauczania i brak możliwości upraktyczniania niektórych rzeczy. 
- Ale żeby jakość kształcenia jeszcze wzrosła, uczelnie potrzebują większych budżetów: amerykański Harvardu ma budżet wielkości ok. 5-7 mld zł, czyli taki, jak wydatki na całą polską walutę.  
Kiedy do głosu doszli młodzi ludzie uczestniczący w debacie, potwierdzili diagnozę Roberta Ciborowskiego:
- Tak, powodem wyjazdów z Białegostoku są pieniądze – mówiła Paula Grzyb. -  Jeśli będę się uczyła, ciężko pracowała na wyniki, a potem mam mieć trudności ze znalezieniem zatrudnienia, to mi się to po prostu nie opłaca. Wolę wyjechać. Po ukończeniu uczelni w Warszawie znajdę dużo łatwiej pracę także dlatego, że ma ona większy prestiż. 
Podobne zdanie wyraził Damian Gierasimczuk: - Jeśli tu, a nie w większym mieście skończę studia prawnicze, to  trafię w wąskie, zamknięte środowisko. A gdy wtedy pojadę do stolicy, to nie mam gwarancji, że pracodawca tam będzie tak samo ważył białostocki dyplom jak ze stołecznej uczelni.  

Prorektor uniwersytetu zgodził się, że ucząc się w Warszawie można szybciej wejść w tamto środowisko pracy. I że faktycznie u nas pewne obszary prawa są ograniczone w zastosowaniu – choćby prawo gospodarcze, bo nie ma u nas wielu dużych firm i kolejnych inwestorów brak. Ale nie zgodził się, że dyplom białostocki nie daje szans na tamtych rynkach. Powoływał się przy okazji na ministerialne rankingi, które np. plasują białostocki wydział prawa na drugim miejscu w Polsce po „Jagiellonce”.
– Ponadto nasi studenci są uważani za bardziej pracowitych, bo osiągają świetne wyniki w trudniejszych warunkach… np. 200 km od cywilizacji…- żartował ekonomista. 
- Z moich kolegów część poszła na studia, a część do techników i  szkól zawodowych. I najlepiej poradzili sobie ci z zawodówek – przedstawiał z kolei swoje obserwacje Krzysztof Bergiel. – Studentów jest faktycznie nadmiar, ale maturzyści nie są świadomi, jak wygląda rynek pracy i dlatego potem wyjeżdżają. Bo przecież każdy chce żyć jak najlepiej. Ludzie uderzają tam, gdzie jest łatwiej. 

Zaproszony do wyjaśnienia, dlaczego oferta podlaskiego biznesu jest tak mało atrakcyjna, Zbigniew Wilczko wskazał m.in. na utrudniające rozwój gospodarki zaniedbania infrastrukturalne w regionie, które są ciągle nie do nadrobienia mimo  specjalnych programów dla Polski Wschodniej. Przedsiębiorca zaakcentował też jednak, że wyjeżdżający do Warszawy często zapominają jak wysokie są tam koszty utrzymania. – A podlascy pracodawcy potrzebują rąk do pracy. Np. potrzeba ok. 500 osób do obsługi obrabiarek skrawających, nie tylko sterowanych numerycznie – mówił szef Zakładu Doskonalenia Zawodowego. - Ale u nas prawie każdy, kto zda maturę, idzie na studia. Chce być magistrem, nie zdając sobie sprawy, że będzie mu trudno znaleźć pracę. Także w Warszawie, gdzie jest ogromna selekcja.
Z drugiej strony Zbigniew Wilczko podkreślał, że w miastach powiatowych trudno mu znaleźć do pracy ludzi z wyższym wykształceniem, którzy mają wysokie  umiejętności.
- To właśnie wina masowości kształcenia – potwierdzał Robert Ciborowski. 
- Panie profesorze, czy to oznacza brak właściwej polityki kształcenia? – dopytywał prowadzący debatę. 
- Zmiana formuły nauczania w Polsce odbywała się źle – ocenił prorektor UwB. - Nie powinna być oddzielna reforma szkolnictwa wyższego, oddzielna szkół średnich czy podstawówek. To powinno być kompleksowe działania. Ale tę politykę kreują ministerstwa. 

Zobacz wideo »

I tak przyszedł czas na komentarze ze strony osób reprezentujących podczas debaty władze samorządowe i administracyjne. Wicemarszałek Anna Naszkiewicz powiedziała m.in., że: - Powinniśmy ciągle walczyć o infrastrukturę, ale też odchodzić do komponentu ludzkiego, miękkiego. 
Wspomniała o działaniach z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego umożliwiających rozwijanie  przedsiębiorczości w żłobkach czy przedszkolach; o programie Power, gdzie są pieniądze na wspieranie przedsiębiorczości i rozwój kompetencji. – Mimo wyższego wykształcenia powinniśmy się dziś dokształcać w węższych dziedzinach. W każdym zawodzie są dziś potrzebni specjaliści – dowodziła wicemarszałek. I dodała, że w tej perspektywie finansowej samorząd regionu postawił mocno na wsparcie szkolnictwa zawodowego. - Chcemy, żeby przeżyło renesans, żeby przedsiębiorcy włączyli się w proces kształcenia i wybór kierunków, o które należy uzupełnić kształcenie dopasowując je do potrzeb rynku pracy. Wspieramy też szkolnictwo ogólne. 

Adam Zdanowicz, młody właściciel firmy Mad Bicycles mającej już klientów w różnych krajach świata, zwrócił jednak uwagę, że młodzi ludzie często ze wsparcia nie korzystają, bo nie widzą takiej potrzeby. – Przez cały czas kształcenia, z uczelnią włącznie, nikt i nigdzie nie podpowiedział mi, że poza  uczeniem się powinienem kreować swoją ścieżkę kariery. Nikt nie zachęcał do pójścia na praktyki. To niby jest oczywiste, że sami powinniśmy na to wpaść. Ale nie wpadamy! I dlatego ludzie kończący studia nie mają na siebie pomysłu. Nikt nas nie uczył odpowiedzialności za siebie.  
Z kolei Łukasz Krysztopik, właściciel firmy nauczymy-cie.pl przyznał, że jego biznes nie miałby sensu, gdyby nie zaczął działalności w Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości. I,  posługując się anegdotą o swojej koleżance  inżynierze poszukującej pracy w restauracji i gotowej jak najszybciej opuścić stolicę Podlasia, wyraził opinię, że nasze uczelnie mają kierunki nikomu tu do niczego niepotrzebne. 
Ale niestety, jak zauważył Robert Ciborowski, wolność specjalizacji uczelni w obszarach charakterystycznych dla danej części Polski, jest bardzo ograniczona: - Od paru lat usiłuję otworzyć u nas kierunek rolnictwo. Walka jest trudna, bo wiążę się z wchodzeniem uczelni wchodzi w ogromne koszty, bez pewności co uzyskamy w zamian. Brak zachęt i ułatwień, są blokady formalne i kosztowe. 
Profesor przytoczył przykład małej duńskiej miejscowości nad morzem, gdzie powołano kierunek rybołówstwo. Bo całe miasteczko żyło z tej branży. – My dopiero od tego roku możemy liczyć na jakieś dofinansowania i otwierać kierunki potrzebna: drzewny, maszynowy… a likwidować te, które są nieprzydatne.  

Zapytany o możliwości kreowania polityki kształcenia, Roman Czepe stwierdził, że rząd dostosowuje ją do tego, co jest teraz i do przyszłości. - Ale my nie znamy przyszłości. To jest zagadka - mówił. - Na rybołówstwie w Danii studiuje 50 osób, a u nas na fizyce 15 i nie wiem, czy nie o 15 za dużo. 
Były burmistrz Łap apelował, żeby nie zapominać na uczelniach o umiejętnościach miękkich. - Ja pochodzą z poznańskiego, to jest taka szkopskość w genach – opowiadał i nawiązał do faktu, że przeszedł historię likwidacji dwóch zakładów w Łapach i widział konieczność przeprowadzenia zmiany mentalnej: opowiadanie ludziom z pegeerowskiego getta o zakładaniu działalności gospodarczej było jak mowa o kosmosie. I doradca wojewody przeskoczył na to, że teraz w szkołach uczą dzieci fikcji: jak REGON zakładać, zamiast jakie mają cechy i co mogą robić. 
- A tymczasem w przedszkolu Jaś z Małgosią powinni prowadzić handelek o misia! Czemu tego nie ma? – apelował Roman Czepe i przypomniał czasy, gdy był w Solidarności i Norwegowie przy pomocy gry w przedsiębiorstwo uczyli związkowców, jak myśli szef w firmie. - Szukałem potem tego programu, żeby wykorzystać go w Łapach i okazało się, że w Polsce nie ma niczego takiego.

Ponieważ szkoły podlegają samorządowi miasta, padło pytanie do Rafała Rudnickiego, czy można w nich lepiej uczyć przedsiębiorczości. Wiceprezydent przyznał, że jest tu duże pole do działania. I jeśli te działania będą na poziomie podstawowym, jest nadzieja, że ci, którzy ukończą szkoły, będą potrafili sobie radzić na rynku pracy. 
- Kluczowe jest jednak – dodał Rafał Rudnicki - że trzeba rozbić gorset krępujący przedsiębiorczość. Czyli te przepisy, które powodują, że prowadzenie działalności gospodarczej wiąże się z ponoszeniem wysokich kosztów. Rola gminy czy województwa w tworzeniu miejsc pracy jest bowiem ograniczona.  Mogę tylko ubolewać, że ten głos nie dociera o tych, którzy te decyzje podejmują.
Wiceprezydent wyraził przy okazji satysfakcję, że wręczając dokument o przyznaniu świadczenia 500 plus pierwszej białostockiej rodzinie, dowiedział się, że te kwoty nie będą przejedzone, tylko zainwestowane w edukację dziecka. - Gdyby na poziomie parlamentu była większa świadomość, że ludzie potrafią sobie poradzić, gdy stworzy się im odpowiednie warunki, to byłoby lepiej – dowodził Rafał Rudnicki.  
Przypomniał wysoką ocenę Białegostoku jako miejsca do mieszkania z dwoma tylko minusami: praca i płaca, na które to czynniki – zdaniem wiceprezydenta - samorząd ma bardzo ograniczony wpływ. 

Na debacie wrócił temat exodusu młodych z regionu.
Justyna Wawremiuk przyznała, że znalazła już pracę w dużej białostockiej firmie, ale ciężko na to pracowała: odbywała praktyki, staże – wszystko za darmo. A w dodatku kończy kierunek ekonomia, który daje możliwość zatrudnienia w kilku branżach. – Martwię się jednak o swoich kolegów i koleżanki, którzy albo nie szukali tak intensywnie swojej drogi, albo są po kierunkach, które po prostu trzeba zlikwidować, bo tu nie są dla nikogo przydatne, a ludzie podejmując na nich studia, nie są świadomi tego faktu. 
Pani Justyna zwróciła jeszcze uwagę, że – rozumiejąc, że pracodawca nie zna jej umiejętności - zgodziła się na płacę w wysokości najniższej średniej krajowej. Ale ma nadzieję, żę ta sytuacja się zmieni. 
W ten sposób w debacie pojawił się temat, czy może młodzi ludzie poszukujący pracy nie są po prostu zbyt roszczeniowi.

Adam Zdanowicz zwrócił uwagę, że coś w tym jest: - Po poprzednim systemie odziedziczyliśmy stereotyp, że  praca ma do nas przyjść. To błąd – podkreślał właściciel Mad Bicycles – bo prowadzi do  tego, że kończymy studia i nie wiemy, co ze sobą zrobić. Poza tym panuje zupełnie niezrozumienie przedsiębiorczości przez poprzednie pokolenie:  żargon z poprzedniej epoki mówi o przedsiębiorcy prywaciarz. A mi się na to włos jeży: to nie ja! Nie jestem kimś, kto próbuje coś ugrać, tylko osobą mającą wysoką mobilizację do pracy. Mam przekonanie, że wszystko jest  w moich rękach, mam swoje priorytety, swoje cele, jestem zorganizowany i zdeterminowany do pracy. 
- Wiele osób nie porusza tematu, co daje przedsiębiorcy Internet – zwrócił też uwagę Adam Zdanowicz. – Dzięki niemu można stworzyc sobie miejsce pracy przy komputerze, w domu, w Białymstoku, gdzie mamy niskie koszty utrzymania. Ja swoje rowery jestem  w stanie sprzedawać za oceanem, w Kalifornii, siedząc przed komputerem w piżamie. 
Anna Naszkiewicz zapewniając, że wszystkim w regionie, na każdym szczeblu zależy na pewno na zatrzymaniu tu młodych ludzi, zauważyła, że panuje galimatias informacyjny. - Powinniśmy się wszyscy spiąć, żeby młodych informować. Teraz informacje krążące między różnymi instytucjami związanymi z rynkiem pracy nie są podane na tacy. 
Z kolei Rafał Rudnicki wskazał, że samorząd będzie robił wszystko co może, żeby powstrzymać trend do ucieczki młodych z Białegostoku. Dlatego pozytywny wizerunek miasta będzie kreowany dzięki pokazywaniu ludzi, którzy tu zostają. 

Młodzi ludzie nie pozostawili jednak wątpliwości, że nawet bedąc patriotami lokalnymi, jak np. Paula Grzyb, nie wrócą tu po studiach w Warszawie, jeśli płaca i praca nie będą godne. Justyna Wawremiuk także zapowiedziała, że wyjedzie, jeśli te warunki nie będą spełnione. Łukasz Krysztopik zaznaczył, że skonfrontuje swoje wrażenia stąd z innym regionami, a potem może wróci, bo koszt życia na Podlasiu jest niski.  
- Białystok jest wspaniały – oceniał Krzysztof Bergiel - rozwija się, drogi się poprawiają i gdyby była możliwość znalezienia tu sensownej pracy, ludzie tu zostaną, bo jest niedrogo, bezpiecznie, zielono. 
- Zobaczymy, jakie będzie miał przełożenie na region plan Morawieckiego – komentował Roman Czepe. I dodawał, że muszą być wprowadzone systemowe rozwiązania, które będą wspomagały zmiany mentalności: - W szkole jest lipa, a nie ma budzenia cech osobistych – mówił. - Musimy uwierzyć w atuty Podlasia i je promować. I dialog jest potrzeby w tej sprawie, bo zagrożenie jest straszne. 
Robert Ciborowski także w podsumowaniu dyskusji zwrócił uwagę, że z jednej strony trzeba przygotowywać mentalnie młodych ludzi do bycia przedsiębiorczymi, ale z drugiej strony zadbać o  tereny inwestycyjne w regionie czy tanie nieruchomości do wynajęcia. I na każdym kroku ułatwiać, ułatwiać i jeszcze raz ułatwiać działalność gospodarczą.
– Żeby przedsiębiorca poczuł, że może tu coś zrobić. Może wtedy młodzi zaczną wracać. I wróci nadzieja, tak jak w czasie transformacji, gdy było więcej wolności – podsumował ekonomista.  

Więcej o kampanii Postawmy dla młodych można przeczytać tutaj

 

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
po rowno ?
Młodym ( do 40-ego roku życia) należy wypłacać po 100tys. zł. bezzwrotnego wsparcia bo takie bezzwrotne pieniądze od wielu lat otrzymują rolnicy.
t
tylko wybrańcom ?
UWOLNIĆ ZAMKNIĘTE ZAWODY np. lekarze, zawody prawnicze, a ostatnia ustawa o ustroju rolnym zamknęła zawody rolnicze, praktycznie rezerwując je wyłącznie dla obecnych rolników i ich dzieci.
T
TERAZ FABRYKI !
AKTUALNA WŁADZA CZYLI PIS, powinna zmienić doradców, których "dobre rady" przyniosły katastrofę naszemu miastu. Każdy profesor jest bardzo dobry przy szkolnej tablicy, a w praktyce niestety nie wszyscy.
z
złe fatum
Można odnieść wrażenie ,że jakieś złe moce odpędzają poważnych inwestorów przemysłowych od Białegostoku, ale podejżliwi myślą,że to miejscowi przemysłowcy skutecznie obawiają się przybyszów (konkurencji ).
t
tylko przemysł !
CO ZROBIŁA TA WŁADZA ? - Podobno w Białymstoku nie ma nawet działek uzbrojonych pod działalność przemysłową w sse, więc gdzie miałyby powstawać fabryki ?
a
anna32bia
Jak Truskolaski rządzi i sobie dom buduje, to nie może byc dobrze w miescie
Dodaj ogłoszenie