Starcie z Legionistami miało dwa oblicza. Do przerwy Żółto-Czerwoni byli bardzo groźni i powinni pokusić się o więcej niż dwa gole, co z pewnością odebrałoby nadzieję na dobry wynik gościom ze stolicy.
Po meczu Jagiellonia - Legia 2:2. Kluczowy moment to bramka do szatni
Momentem przełomowym była samobójcze trafienie, które tuż przed przerwą stało się udziałem stopera Jagi Bernardo Vitala. Portugalczyk uprzedził własnego bramkarza Sławomira Abramowicza i głową posłał piłkę do siatki.
- Wydawało się, że ten mecz sobie ustawiliśmy, ale myślę, że kluczowy moment to ta bramka stracona do szatni, która nam trochę utrudniła zarządzanie wynikiem w drugiej połowie, a z kolei Legii dała nadzieję i tlen na powrót do meczu, bo rywale złapali kontakt - ocenia trener Jagi Adrian Siemieniec.
Podobnego zdania jest środkowy pomocnik Leon Flach, który zastępował w środku pola pauzującego za kartki kapitana Dumy Podlasia Tarasa Romanczuka.
- Zawsze się mówi, że najlepiej zdobyć bramkę tuż przed przerwą, a najgorzej ją wtedy stracić. I myślę, że ten moment nie był dla nas dobry. Graliśmy naprawdę bardzo dobrą pierwszą połowę, ale zakończyliśmy ją w negatywny sposób - zaznacza Leon Flach.
Po meczu Jagiellonia - Legia (2:2). Stracili kontrolę nad spotkaniem
Amerykanin może po starciu z Legionistami odczuwać zarówno radość, jak i rozczarowanie. Z jednej strony, strzelił swego premierowego gola w barwach Jagi i było to trafienie nieprzeciętnej urody. Tyle, że po zmianie stron to właśnie Flach zaliczył samobójcze trafienie, dając rywalom bramkę na 2:2.
Ze względu na przebieg pierwszej połowy, Jagiellończycy odczuwali niedosyt, ale też przyznają, że po przerwie obraz gry się zmienił. Gospodarze odczuwali trudy spotkania Ligi Konferencji we Florencji (4:2 po dogrywce z Fiorentiną), a Legia atakowała z pasją.
- Trzeba przyznać, że w drugiej połowie trochę straciliśmy kontrolę nad spotkaniem. Legia stwarzała zagrożenie w polu karnym po dośrodkowaniach. Nie udało nam się wybronić tak, jakbyśmy tego chcieli, i dowieźć tego zwycięstwa - przyznaje trener Siemieniec.
Po meczu Jagiellonia - Legia (2:2). Marek Papszun: Jesteśmy rozczarowani wynikiem
Niedosyt był też po drugiej stronie barykady, bo o ile Jaga nie umocniła się w fotelu lidera, to stołeczna ekipa nie wydostała się ze strefy spadkowej, a mogłaby to zrobić, gdyby zgarnęła na Chorten Arenie całą pulę.
- Zrobiliśmy bardzo dużo, aby ten mecz wygrać. Stworzyliśmy pięć klarownych sytuacji. To pokazuje, że zagraliśmy dobry mecz. Jesteśmy rozczarowani wynikiem. Wiem, że to dziwnie brzmi, bo przyjechała drużyna broniąca się przed spadkiem do rywala, który walczy o mistrzostwo - skomentował trener Legii Marek Papszun. Myślę, że wcześniej Legia nie podniosłaby się przy 0:2 w Białymstoku. Dzisiaj to zrobiła i miała możliwość wygrać. Gratuluję zespołowi, że pokazał charakter - dodał.
W sumie zatem w Białymstoku było dwóch rannych, ale żadnego zabitego, bo bądź co bądź punkt nikogo nie krzywdzi, a może się bardzo przydać w końcowym rozrachunku.
Jagiellończycy mają przed sobą kolejne wyzwania, a ich terminarz przed przerwą reprezentacyjną wygląda następująco:
6 marca (piątek): Lechia Gdańsk (wyjazd)
14 marca: Piast Gliwice (dom)
17 marca: GKS Katowice (dom)
21 marca: Wisła Płock (dom).
.





