Po Grunwaldzkiej pozostaną wspomnienia

Alicja Zielińska [email protected] tel. 085 748 95 45
Dziadek przed wojną pracował w fabryce gwoździ
Dziadek przed wojną pracował w fabryce gwoździ
Udostępnij:
Przed wojną były tu Chanajki, uboga dzielnica żydowska, ale tutaj też swoje dzieje zaczynała w 1949 roku Wyższa Szkoła Inżynierska.

Wydział Mechaniczny znajdował się przy Grunwaldzkiej 11/15. Antoni Jarocki mieszkał pod numerem 12. Niedaleko. Pamięta studentów, podwórze i wspomina swój dom przede wszystkim .

- To był drewniany budynek, składał się z czterech mieszkań, dwa były na dole i dwa na górze - opowiada. - Stoi do tej pory, została w nim jednak już tylko jedna rodzina. Nie mieliśmy centralnego ogrzewania, kanalizacji, trzeba było palić w piecach, wodę nosić ze studni, ale miło wspominam tamte lata. Może dlatego, że tam się wychowałem, że dużo młodzieży w okolicy było. Zawsze gwarno, wesoło, tyle różnych miejsc do zabawy.

A i rodzice opowiadali, że ludzie tu zgodnie żyli. Kijowska, Angielska, Grunwaldzka. Nikt nie patrzył na wyznanie, pochodzenie, kto z jakiej rodziny, jeden drugiego szanował. Prawosławni, katolicy. W okolicach dzisiejszego parku centralnego swoje zakłady mieli Żydzi. Krawcy, szewcy - chodzili tam wszyscy.

W wielu miejscach do dzisiaj niewiele się zmieniło. Czas jakby się zatrzymał w miejscu, chociaż z Lipowej, Legionowej, z dworca dojść tu można w parę minut.

- Mieszkałem tam do 1989 roku. Sentyment pozostał - uśmiecha się pan Antoni. - Ale nie chciałbym, aby w takim stanie ta ulica została. Szpeci! Zadbanych budynków jest tam niewiele, większość to stare, walące się domy, podwórza brudne, zarośnięte chaszczami. A przecież to centrum miasta. Pamiętam, przyszło mi się żenić, narzeczona przyjechała z Olsztyna i poczułem się zażenowany. Bo ona mieszkała w bloku, miała łazienkę, a my musieliśmy chodzić do ubikacji na podwórze.

- Pewnie, że szkoda burzyć duże, ładne jeszcze domy, jak ten chociażby na rogu Kijowskiej, bo świadczą o historii miasta. Ale nie ma wyjścia, nikt go nie wyremontuje, nie opłaca się. Jedyne, co można zrobić, to przenieść te budynki do skansenu. Tylko w ten sposób można ocalić przed zapomnieniem stary Białystok.

- Mojej starej Grunwaldzkiej też już nie będzie - dodaje Antoni Jarocki. - Dom, tak jak i wiele innych tutaj, pójdzie do rozbiórki. A tędy będzie biegła dwupasmowa ulica, od Kalinowskiego, aż do skrzyżowania z Bema. Zmieni się wszystko nie do poznania.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie