Piotr Rogucki, lider zespołu COMA zagra koncert w Teatrze Dramatycznym

(KZ)
Krzysztof Kapica
Znane i nieznane odcienie lidera zespołu Coma białostoczanie będą mogli ujrzeć i usłyszeć już 9 marca podczas jego solowego koncertu w Teatrze Dramatycznym. Fanom muzyki znany jako wokalista rockowej formacji COMA i wykonawca solowy. W swoich scenicznych wykonaniach łączący elementy poezji, rocka i teatru. Z artystą rozmawiał Tomasz Mikulicz.

BILETY DOSTĘPNE
www.kupbilecik.pl
Biuro Ogłoszeń Kuriera Porannego w Białymstoku / Św. Mikołaja 1 / tel. 85 748 96 02
Teatr Dramatyczny w Białymstoku / Elektryczna 12 / tel. 85 74 99 175 (kasa czynna: wtorek-sobota godz. 14-20, niedziela godz. 16-20, poniedziałek nieczynna)

CENY
110 zł (parter)
100 zł (balkon)

09.03.2017
Godz. 19.00
Teatr Dramatyczny w Białymstoku / Elektryczna 12

Jakie piosenki będzie można usłyszeć podczas Pana koncertu w Białymstoku: z ostatniej płyty, w większości z poprzednich czy może również takie, które nie zostały jeszcze wydane?

Zamierzamy zaprezentować przekrój utworów z wszystkich płyt solowych. A jeśli chodzi o nowe piosenki, to jesteśmy zdania, że nie powinno się ich grać przed wydaniem albumu.

Może trwają teraz prace nad nową płytą?

Gdy wykonuje się taki zawód jak ja, to po zamknięciu starych spraw trzeba robić bazę potrzebną do stworzenia nowych. Powstają więc bazy dźwięków, rytmów, tekstów itd. Gdy przychodzi odpowiedni moment zlepia się to wszystko w całość i nagrywa nowe piosenki. Pracujemy oczywiście nad albumem, ale nie spodziewam się, że powstanie w najbliższym czasie.

Wielu fanów zastanawia się, co Pana skłoniło do rozpoczęcia kariery solowej? Niektórzy uważają, że z Comą osiągnął Pan już wszystko co sobie wymarzył. Dlatego próbuje Pan swoich sił z nowym projektem?

Myślę, że nie jest to kwestia osiągnięć. Osiągnięcia to jakby dodatkowy element przy pracy z zespołem. Chodziło raczej o sposób i język wypowiedzi. Zespół Coma ma w pewnym sensie ograniczony charakter ekspresji i sposobu wykonywania swoich utworów. A muzyka w szerokim rozumieniu jest o tyle ciekawa, że składa się z wielu przestrzeni, warstw i inspiracji. Nie mogłem powstrzymać się od tego, by spróbować poszukać trochę innej drogi. Na zasadzie poszerzania języka komunikacji i badania nowych sposobów wypowiedzi artystycznej. Nie da się tego zrobić pracując tylko i wyłącznie w jednym zespole, nawet jeśli zespół ten dąży do rozwoju.

Rozumiem, że piosenek z solowych płyt nie wyobraża Pan sobie w wykonaniu z Comą.

Nie do końca tak jest. Można by je zagrać z Comą, gdyby zostały zaaranżowane przez ten zespół. Jednak straciłyby wtedy tę wartość, którą mają, dzięki temu, że zostały wymyślone przeze mnie i nagrane z innymi ludźmi. A wiadomo, że nowi ludzie wprowadzają nowe pomysły. Natomiast nowe pomysły poszerzają możliwości oddziaływania. Chcę jednak zaznaczyć, że przy moim solowym projekcie pracuje dwóch członków zespołu Coma. Na perkusji zasiada Adam Marszałkowski, natomiast elektroniką zajął się Marcin Kobza, który w Comie pełni rolę gitarzysty.

Interesuję się Pańską twórczością od lat. W związku z wykonywanym zawodem zwracam zawsze szczególną uwagę na teksty. O ile na debiutanckiej płycie Comy, czyli „Pierwszym wyjściu z mroku” pisze Pan przeważnie w sposób dość symboliczny, to przy kolejnych albumach więcej jest w piosenkach narracji. Pojawiają się opisy konkretnych sytuacji itd. Ten trend utrzymuje się i nawet rozwija w Pańskiej twórczości solowej. Czy zauważa Pan tę zmianę w swoich tekstach?

Oczywiście. Pracuję nad tym, by przenosić się ze świata ogólnych określeń. Współcześnie są one mało komunikatywne i dają dużo możliwości interpretacyjnych, przez co niewiele osób jest w stanie się z nimi identyfikować. Na solowej płycie „Loki - Wizja dźwięku” słychać, że przechodziłem właśnie przez etap tworzenia w piosenkach obrazów. Połączenie tych dwóch sposobów pisania, czyli symbolicznego i obrazowego „wylazło” na najnowszej płycie Comy „2005 YU55”. Mój sposób pracy nadal się zmienia. Ten, który przyjąłem obecnie odnosi się nie tylko do tworzenia obrazów, ale również pewnych przestrzeni wizualnych w głowie.

Może tworzenie obrazów bardziej przemawia do publiczności?

Trudno mi się nad tym zastanawiać, bo szczerze mówiąc nie robię tego, by kogoś w jakiś sposób przyciągnąć. Nie traktuję tekstu jak narzędzia, które ma rozpocząć komunikację ze słuchaczem, ale jako coś, co ma mi pomóc opracować tematy, które mam w głowie. Staram się wykorzystywać to narzędzie w taki sposób, by spełniało moje potrzeby dotyczące aktualnego działania artystycznego. Czasami bardziej trafia to do publiczności, czasami mniej. Nie do końca jestem w stanie przewidzieć, jak to jest w danym przypadku.

W piosence „Wizja dźwięku” śpiewa Pan: „Przyglądam się nędzy / Nie dziwię się złu / Uciekam w piosenki / Odszukaj mnie tu” . Czym różni się Piotr Rogucki na co dzień od Piotra Roguckiego, którego trzeba szukać w piosenkach?

Nie sugerowałbym się tekstami jako odpowiedziami na to, kim jestem naprawdę. Sam nie wiem, kim jestem naprawdę i za bardzo się nad tym nie zastanawiam. Nie jestem zwolennikiem jednoznacznego określania ludzi na zasadzie, że ten jest taki, a ten taki. Zresztą uważam, że nie da się tego zrobić. Żaden z nas nie jest dwuwymiarowy. Wszyscy operujemy bardzo dużą liczbą odcieni. W danej sytuacji każdy zachowałby się inaczej. Jesteśmy bardzo skomplikowanymi konstrukcjami. To co pozostaje w tekstach jest tylko marnym ułamkiem tego, co powstało w mojej głowie. Jest to skrojone na potrzeby postaci, którymi operuję podczas pracy.

Nie utożsamiałbym moich tekstów z tym, kim ja jestem. Wynikają one być może z jakichś doświadczeń, które przeżyłem, albo z moich inspiracji, ale generalnie są na tyle uniwersalnie ujęte, że mogą się odnosić do każdego. Często zresztą spotykam się z takimi wypowiedziami fanów, że te teksty przemawiają do nich, jakby to oni je napisali. To oczywiście bardzo miłe i świadczy o tym, że tekst to jest coś więcej niż jeden człowiek.

Jest Pan jednym z najsławniejszych wokalistów, którzy stosują tzw. śpiew alikwotowy. Technika ta pozwala śpiewającemu na wydobycie pozornie więcej niż jednej wysokości dźwięku w tym samym czasie podczas gdy w rzeczywistości jego struny głosowe wytwarzają jeden dźwięk.

Moja technika nadal nie jest doskonała, bo czasami się załamuje. Jednak rzeczywiście trzeba przyznać, że po kilkunastu latach pracy na scenie trochę mi się otworzył głos. W walce ze swoimi słabościami pomogła mi też szkoła aktorska. Stało się to dość nieświadomie, bo niechętnie przyjmowałem nauki, które mi serwowano. Jednak z czasem, kiedy trochę dojrzałem, okazało się, że były one bardzo cenne.

Nie chodziłem jednak na żadne profesjonalne warsztaty i nie definiowałbym swojego wokalu. Wiem na czym polega śpiewania alikwotowe i faktycznie dysponuję wokalem, który może taką technikę wykorzystywać, ale szczerze mówiąc moje śpiewanie wynika z naturalnych umiejętności, które odkryłem podczas prób i koncertów, a nie z jakichś wyuczonych sposobów wydobywania dźwięku. Świadomość powstała dopiero później, po tym jak zacząłem definiować swój wokal. Ale też z nieustającej próby zmieniania tego wokalu, eksperymentowania na różnych polach - z różnymi brzmieniami. Dzięki tej świadomości ma się większą kontrolę nad swoim wokalem. A to oznacza, że zaczynamy uświadamiać sobie pełnię swojego warsztatu i w danych momentach wykorzystujemy go w określony sposób. Na przykład śpiewają alikwotowo, falsetem czy klasycznie. A nawet recytując, melorecytując czy używając śpiewu operowego. To jakiego z tych narzędzi użyjemy zależy od tego, czego wymaga od nas interpretacja.

Śpiewanie to też praca nad techniką. Każdy kto się tym zajmuje musiał przejść przez etap przepony i wysokiego podniebienia. Czy po tylu latach na scenie, jeszcze zdarza się, że śpiewając na scenie myśli Pan o tych sprawach?

Ci, którzy śpiewają przez długie lata na scenie w ogóle nie myślą. Starają się wprowadzić w stan, który można porównać do rodzaju medytacji. Chodzi o stworzenie w głowie i w ciele takiej przestrzeni, która nie dopuszcza do tego, by w czasie śpiewania powstawały jakiekolwiek bariery. Znam ludzi, którzy przy zapaleniu krtani byli w stanie zaśpiewać cały koncert nie zdając sobie sprawy z tego, że byli chorzy. Działo się tak dlatego, że ludzie ci uwalniali bariery, które powstają kiedy się za dużo myśli o śpiewaniu. Pamiętanie o przeponie i wysokim podniebieniu ważnie jest podczas ćwiczeń. W czasie występu nie ma na to czasu. Trzeba się skoncentrować na tym, co niesie za sobą muzyka i tekst. Powinno się raczej słuchać tego co się dzieje dookoła niż narzucać sobie jakieś uwarunkowania techniczne. Publiczność to wyczuje i występ przerodzi się w pokaz technicznych umiejętności wokalisty albo próbę kontrolowania własnego głosu, a nie w śpiewanie piosenek.

Coma jest dziś superpopularna. Mówi się, że przełom, dzięki któremu zespół zaczął się piąć na szczyt nastąpił, gdy zostaliście zauważeni przez słynnego radiowca Piotra Stelmacha. Czy pochlebna opinia kogoś takiego faktycznie jest warunkiem osiągnięcia sukcesu?

Pomoc dziennikarza czy krytyka muzycznego jest niezbędna i bardzo potrzebna. Na pewno nie jest to jednak kwestia, która warunkuje sukces. W chwili, kiedy zespół jest gotowy do nagrania pierwszej płyty, takie osoby pojawiają się same. Pracując w branży muzycznej przesłuchali tysiące zespołów i wyczuwają, czy ktoś ma energię. Jeśli tak, to chętnie mu pomagają. Natomiast jeśli zespół nie jest gotowy to nawet najlepsza opinia najlepszego krytyka nie jest w stanie mu pomóc. Innej drogi nie ma. Zespołowi pozostaje ciężko pracować, a sukces przyjdzie sam, o ile ma w ogóle przyjść. Bo umówmy się, 90 proc. zespołów nigdy nie uda się zaistnieć w świadomości słuchaczy. Ale też za bardzo się nad tym nie zastanawiam- mówi Piotr Rogucki.

Piotr Rogucki jest zdobywcą wielu nagród, wśród nich są m.in: nagroda na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie 2002, Grand Prix Festiwalu Piosenki Aktorskiej Wrocław 2004, Grand Prix Festiwalu Spotkania Zamkowe w Olsztynie 2004, Zdobywca Fryderyków za najlepszy album rockowy w latach 2004, 2006, 2009, 2011, Fryderyk dla wokalisty roku 2011, laureat nagrody imienia Grzegorza Ciechowskiego.
Znane i nieznane odcienie lidera zespołu Coma białostoczanie będą mogli ujrzeć i usłyszeć już 9 marca podczas jego solowego koncertu o godz. 19 w Teatrze Dramatycznym (ul. Elektryczna 12) w Białymstoku. Fanom muzyki znany jako wokalista rockowej formacji COMA i wykonawca solowy. W swoich scenicznych wykonaniach łączący elementy poezji, rocka i teatru.

Więcej o artyście przeczytasz tutaj

09.03.2017
Godz. 19.00
Teatr Dramatyczny w Białymstoku / Elektryczna 12

CENY
110 zł (parter)
100 zł (balkon)

BILETY DOSTĘPNE
Biuro Ogłoszeń Kuriera Porannego w Białymstoku / Św. Mikołaja 1 / tel. 85 748 96 02
Teatr Dramatyczny w Białymstoku / Elektryczna 12 / tel. 85 74 99 175
www.kupbilecik.pl

Wideo

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3