Piotr Brysacz: Patrząc na Wschód

Z Piotrem Brysaczem, autorem książki "Patrząc na Wschód", rozmawia Tomasz Maleta
Patrząc na Wschód - to wielogłos na temat Wschodu. Wśród rozmówców Piotra Brysacza znaleźli się: Andrzej Stasiuk, Mariusz Wilk, Jacek Hugo-Bader, Magdalena Skopek, Jędrzej Morawiecki, Michał Książek, Wojciech Górecki, Maciej Jastrzębski, Wacław Radziwinowicz, Wojciech Śmieja i Włodzimierz Pawluczuk. Książkę w październiku wyda białostocka Fundacja Sąsiedzi.
To opowieść ogólnopolska, ale też bardzo podlaska: w pierwszej rozmowie z Andrzejem Stasiukiem wyjeżdżamy z Podlasia, Stasiuk mówi w niej m.in. o dzieciństwie spędzonym nad Bugiem i domu dziadków na Podlasiu, jedziemy m.in. do Karelii, na Półwysep Jamalski, do Jakucji, Kraju Krasnojarskiego i na Kaukaz, wraz z Wojciechem Śmieją wracamy do Europy Środkowo-Wschodniej, a w rozmowie z Włodzimierzem Pawluczukiem, do Grzybowszczyzny, na Podlasie... Bo tu, w Białymstoku, tu, na Podlasiu, kończy się i zaczyna świat.

Obserwator: Patrząc na Wschód, czyli dokładnie na co?

Piotr Brysacz: Na pewno na przestrzeń, która zaczyna się w okolicach Grzybowszczyzny na Podlasiu, tam, gdzie objawił się prorok Ilja. Ta mistyczna przestrzeń, pełna tropów i znaczeń, zaczyna się na Podlasiu i biegnie na wschód od Podlasia. Pytanie tylko, czym ona jest? Bo jeśli Wschód to Chiny i Mongolia, to czym jest to, co jest nad nimi? Mariusz Wilk, jeden z moich rozmówców, pisarz, autor kultowego "Wilczego notesu", który od 20 lat mieszka w tamtej części świata, mówi: Północ. Ale czy na pewno Północ? Może ta przestrzeń jest tak nieokreślona, wymyka się opisaniu, że nawet nie ma na nią nazwy? Wszystko dookoła jest ponazywane, jednoznacznie się kojarzy, a "to"? Może to jedno wielkie Pogranicze, od Grzybowszczyzny aż po Japonię, mieszanka wielu kultur, wyznań, narodów i języków? Prawdziwa wieża Babel, tylko że w poziomie, na prawo na mapie? Nie wiem, dlatego pytałem o to innych... To książka zrodzona z ciekawości.

Otwiera ją cytat z Wolfganga Buschera, który w jednym z wywiadów przyznał, że gdzieś w okolicach Białegostoku poczuł się w innej przestrzeni. Tak, jakby właśnie w okolicach stolicy Podlasia zaczynał się uskok cywilizacyjny między Zachodem a Wschodem. Jednocześnie podczas ubiegłorocznej konferencji naukowej w Białymstoku poświęconej stalinowskiej zbrodni z 1937 roku na ludności polskiej w Białoruskiej Republice Rad, w której zamordowano 100 tys. Polaków, naukowcy podkreślali, że pękniecie między tymi dwoma światami zaczyna się gdzieś w okolicach przedwojennego Mińska.

- Dla mnie Wschód zaczyna się dokładnie w tym miejscu, w którym zaczął się dla Buschera: za mostem w Żółtkach na Narwi, za tą górką, którą biegnie szosa: most, Narew, górka, Żółtki i wioooo, jak po ślizgawce, w zupełnie inną przestrzeń, w zupełnie inny wymiar. Uświadomiłem to sobie ostatecznie, gdy pracowaliśmy w Fundacji Sąsiedzi nad wydaną niedawno książką "Cerkwie Białegostoku i okolic". Przygotowując teksty, czytałem sobie a to o tym, że dzwony jednej z białostockich świątyń zamówiono w Archangielsku, a to że mozaika do innej cerkwi przyjechała z Doniecka, a że freski do kolejnej namalowali ikonopiści także z Doniecka i nagle do mnie dotarło.. Masz coś takiego w Zambrowie, w Łomży? Nie, to za tą górką w Żółtkach zaczyna się inny świat. Ja nie mówię o rzeczach incydentalnych, bo zakładam, że gdzie indziej, w centralnej Polsce, ikonopiści z Doniecka mogli także namalować freski. Ja mówię o silnym związku Podlasia z tą częścią świata, która jest na prawo na mapie, związku tak silnym, że nie incydentalnym, związku takim, gdzie przestają dziwić "niezachodnie" nazwy... O związku, który jest oczywistością, nad którą nie ma co sobie głowy łamać.

No, objawił się Ilja w Grzybowszczyźnie, no i co takiego wielkiego się stało? Mało to było objawień? - tak wyobrażam sobie rozmowy Włodzimierza Pawluczuka z wyznawcami proroka Ilji, które potem zamknął w reportażu "Wierszalin. Reportaż o końcu świata". I pewnie, gdyby zapytać Pawluczuka, to powiedziałby, że tak właśnie te rozmowy wyglądały.

Tylko widzisz, tych objawień na lewo na mapie, czyli na Zachód, było jak na lekarstwo, natomiast na prawo - całkiem sporo.. Dlaczego właśnie odtąd w tamtą stronę? Co jest takiego w powietrzu? Co jest takiego w ludziach? Czy jest coś takiego jak rosyjska, czy - jak mówi Włodzimierz Pawluczuk - ruska dusza, ze skłonnościami do objawień, mistycyzmu, z pokładami mroku i czy my tu, na Podlasiu już taką duszę mamy? O to głównie pytałem. O koniec i o początek świata, może nie w biblijnym wymiarze, ale jednak...

Jako motto tej książki dałem jeszcze jeden cytat z Wolfganga Buschera, gdzie mówi on tak: "Wschód jest czymś, czego nikt nie chce. Co każdy strzepuje z płaszcza, jakby mu ptak na rękaw narobił. Etykietkę Wschodu podaje się dalej - na wschód.". Dlatego w Białymstoku będą mówić, że to pęknięcie pomiędzy Wschodem i Zachodem, o którym wspomniałeś, jest gdzieś w okolicach Mińska, a ci z Mińska, że gdzieś dalej na Wschód. Ładnie opowiadał mi o tym Wacław Radziwinowicz, gdy pytałem go o to, czy da się wyznaczyć taką granicę, taki punkt, czy linię, od której zaczyna się Wschód. Radziwinowicz mówi, że to linia, która biegnie dziwnymi meandrami, między innymi przez Białoruś. Jego białoruscy znajomi mówią, że tam, gdzie były ratusze, czyli prawo magdeburskie, to jednak jest Zachód, a dalej, tam, gdzie nie było ratuszy, czyli nie było samorządów miejskich, to jest już Wschód. Ale jak jest naprawdę? Odpowiedź na to pytanie można znaleźć chyba tylko w duszach ludzi... Ta książka jest w pewnym stopniu pytaniem o to, dlaczego ten Wschód tak trudno nazwać, dookreślić i dlaczego nikt go nie chce. Dlaczego? Przecież jest to pytanie o tożsamość, które ma dla mnie wymiar podstawowy.

Patrząc na Wschód - to wielogłos na temat Wschodu. Wśród rozmówców Piotra Brysacza znaleźli się: Andrzej Stasiuk, Mariusz Wilk, Jacek Hugo-Bader, Magdalena Skopek, Jędrzej Morawiecki, Michał Książek, Wojciech Górecki, Maciej Jastrzębski, Wacław Radziwinowicz, Wojciech Śmieja i Włodzimierz Pawluczuk. Książkę w październiku wyda białostocka Fundacja Sąsiedzi.

To może łatwiej zdefiniować ten Wschód terminem postsowiecki?

- Kiedy widzisz, dusza była wcześniej niż Sowieci... Ja pytam o to, co jest w ludziach. Imperium Północne, jak mówi o tej części świata Mariusz Wilk, było znacznie wcześniej niż Związek Radziecki, który "przejął" ów tygiel ludów, wierzeń, tradycji i religii i po swojemu "modelował i budował"... Niepokoi mnie termin "postsowiecki" na opisanie tej części świata, bo w tej definicji nie mieści się wiele elementów w jego opisywaniu podstawowych. Nie mieści się na przykład przestrzeń, która jest, istnieje sama w sobie, bez względu na to, czy rządzili nią carowie czy Sowieci. Przestrzeń niezmierzona, nieskończona, jak mówi Andrzej Stasiuk, o nieludzkiej skali, ma wymiar w opisywaniu tej części świata podstawowy. Jak doświadczanie tak wielkich, nieludzkich przestrzeni wpływa na ludzi? Co to znaczy "jechać dziewięć dni pociągiem"? Jaki to ma wpływ na postrzeganie czasu? Jak człowiek w takim rytmie funkcjonuje?

Jeśli w wielkiej jak połowa Australii Jakucji, jak mówi Michał Książek, wychodzisz poza Jakuck i wszędzie widzisz białą przestrzeń, wielkie puste nic, nie masz żadnego punktu zaczepienia, nic, na czym by można okiem spocząć, a człowiek przecież jest istotą patrzącą, a wzrok musi na coś natrafiać, to jaki ta nieludzka przestrzeń ma wpływ na osobowość człowieka? Co z nim robi, bo nie wierzę, że nic nie robi.

Jeśli w Jakucji temperatura spada do minus pięćdziesięciu stopni, tak że człowiek zaczyna martwić się, że składa się w osiemdziesięciu procentach z wody, bo woda wszak zamarza, to co to znaczy? Co ów potworny mróz z człowiekiem robi? Jesteś w stanie w ogóle wyobrazić sobie, co to jest minus pięćdziesiąt stopni? Bo ja nie. Moja skala kończy się na minus dwudziestu.
Albo Kraj Krasnojarski, gdzie jeździł Jędrzej Morawiecki, też bohater mojej książki... W samym Kraju Krasnojarskim zarejestrowanych jest ponad trzysta rozmaitych organizacji religijnych, w tym wiele sekt, w tym sekta wissarionowców, opisywaniu której Morawiecki poświęcił pięć lat. Wissarion, prosty chłop, milicjant, w tramwaju doznał objawienia, stwierdził, że jest wcieleniem Chrystusa i pociągnął za sobą do tajgi kilka tysięcy ludzi, by budować Nowe Jeruzalem. Poszli za nim głupi, mądrzy, wykształceni, prości i budują to królestwo niebieskie... A ja pytam, dlaczego akurat tam, a nie w lasach Schwarzwaldu? Dlaczego akurat tam?

Mnie taki Wschód interesuje i dlatego bronię się przed terminami "sowiecki", "postsowiecki", bo one zawężają perspektywę, odsyłają do tragicznych w tej części świata wydarzeń, ale ludzie w tych opowieściach to masa, a mnie interesują ludzkie historie osobno. O tym, jak z dalniebojszczikami jeździ się kamazem po syberyjskich zamarzniętych rzekach jak po autostradzie, jak się mieszka w czumie, ze świadomością, że to XXI wiek, jak Jakuci żyją z Rosjanami i kto u siebie jest na Półwyspie Jamalskim - Nieńcy czy Rosjanie.

Oczywiście nie jest tak, że zasypuję moich rozmówców pytaniami o to, jak żyją ludzie i nie interesuje mnie w ogóle kontekst historyczny. Pytam Wacława Radziwinowicza czy Macieja Jastrzębskiego o Rosję, o imperium, o to, czy da się w kraju, w którym żyje ponad 200 różnych nacji zbudować coś takiego jak wspólna tożsamość, a Wojciecha Góreckiego o to, czym Wschód byłby bez Kaukazu. W tej książce pada mnóstwo pytań i mnóstwo rozmaitych odpowiedzi.

Skąd pomysł, by narratorami byli zarówno ci, którzy tylko goszczą raz na jakiś czas we wschodniej przestrzeni, jak też ci, którzy w niej osiedlili się na stałe.

- Bo każdy inaczej patrzy na ten Wschód. Inaczej patrzy Wacław Radziwinowicz czy Maciej Jastrzębski, dziennikarze, korespondenci, którzy na stałe są w Moskwie, inaczej patrzy na ów Wschód Jacek Hugo-Bader, który wsiada w gazik, jedzie na kilka miesięcy, wraca, po czym znowu jedzie. Co innego widzi Mariusz Wilk, który mieszka w domu nad Oniego przez pół roku, a zupełnie inną opowieść przywiezie ze Wschodu Magda Skopek, która żyła z koczowniczym ludem Nieńców na Półwyspie Jamalskim dwa miesiące. Ta książka jest jak palimpsest, gdzie opowieści nakładają się na siebie, czasem wykluczają, a jej bohaterowie się spierają. Radziwinowicz mówi, że Wilk nie ma racji mówiąc, że Rosji my, Polacy, w ogóle nie obchodzimy, Wilk tłumaczy, że Hugo-Bader strasznie powierzchowny, Hugo-Bader odpowiada, że Wilk ma prawo tak powiedzieć, bo jest pisarzem, a on reporterem i jak na reportera, to on i tak jest bardzo głęboki..

Nie ma jednego Wschodu i jednej opowieści o nim, zawsze będzie to wielogłos.

Czym dla Twoich rozmówców jest Wschód? Nostalgią, niespełnieniem, mistycyzmem?

- Jacek Hugo-Bader mówi o nim: przeznaczenie. Myślę, że tak w istocie jest w przypadku ich wszystkich... Oczywiście Wschód jest dla nich pracą, hobby, zadaniem, przypadkiem, sposobem na życie, ale jest przede wszystkim przeznaczeniem. Gdy pytałem Andrzeja Stasiuka, dlaczego wybrał opisywanie właśnie tej części świata, to się zezłościł i odpowiedział: dlaczego i dlaczego, proszę rozbić namiot na Gobi, to się wyjaśni, dlaczego.

Wschód w polskiej zbiorowości to spojrzenie przez pryzmat doświadczeń historycznych i politycznych. Czy można na tę przestrzeń patrzeć bez balastu doświadczeń wypływających z bólu i cierpienia? Pytam o to, bo w dniu, kiedy Czytelnicy będą czytać nasza rozmowę, ulicami Białegostoku przejdzie doroczny Marsz Żywej Pamięci Polskiego Sybiru.

- Myślę, że to się powoli zaczyna. Jacek Hugo-Bader pojechał na Kołymę po to, by - jak mówi w "Patrząc na Wschód" - sprawdzić, czy w tak nieludzkim miejscu, tak strasznie naznaczonym, da się w ogóle żyć. I okazuje się, że można. Rozumiesz, co chcę powiedzieć? Jacka Hugo-Badera, przynajmniej ja to tak odczytuję, interesowało życie, nie śmierć, lecz życie, czy da się tam w ogóle żyć... Interesowali go ludzie, którzy są tam teraz, w Miejscu tak strasznie naznaczonym przeszłością.

Pamięć jest bolesna i współcześni, młodzi podróżnicy mają świadomość tego bólu, ale nie biorą go ze sobą w podróż. Innymi słowy, Michał Książek doskonale wie, że Wacław Sieroszewski, którego tropem jeździ po Jakucji, był zesłańcem syberyjskim, ale interesuje Książka Sieroszewski jako badacz, pierwszy badacz ludu Jakutów, nie jako zesłaniec. Jeździ, rozmawia z ludźmi, okazuje się, że Sieroszewskiego w Jakucji traktują jak bohatera. Oni takie historie ze Wschodu przywożą.

Paradoksalnie i obrazoburczo może powiem, ale w pielęgnacji tego cierpienia tak się zapamiętaliśmy, że przestaliśmy widzieć ludzi za wschodnią granicą. A młodzi reporterzy jadą tam, bo są ciekawi ludzi, a nie po to, by pielęgnować zbiorową, narodową pamięć. Oczywiście, pamięć jest potrzebna, lecz, powtarzając za Jackiem Hugo-Baderem, okazuje się, że tam można żyć. Ja pytałem moich bohaterów o to, kogo tam spotkali i jak żyją ci "inni", jeśli są w ogóle inni...

Opowieść o kontaktach państw to opowieść o łagrach i cierpieniu, opowieść o kontaktach między narodami to także opowieść o tym, o czym mówi w "Patrząc na Wschód" choćby Maciej Jastrzębski: że w XIX wieku, oprócz zesłanych na Sybir, do Rosji pojechało mnóstwo Polaków, którzy wyjechali za chlebem. Ta emigracja nie różniła się niczym od tej do Ameryki. Do dziś na Syberii są polskie wsie założone przez dobrowolnych osadników, w których stoją kościoły, takie jak syberyjski Białystok.

Te dwie opowieści nie wykluczają się, one się na siebie nakładają i uzupełniają... Ale, wracając do pytania, tak, coraz częściej da się na Rosję patrzeć i o niej opowiadać bez tego bólu i cierpienia w tle.

"Patrząc na Wschód" to nie tylko rozmowy, ale też czarno-białe fotografie. To był celowy zamysł czy może kolor burzy wyobrażenia o tej części świata?

- Nie chcieliśmy zrobić przewodnika, ale książkę, w której fotografie będą dopełnieniem słowa. Uznałem, że warto moich rozmówców, którzy są znani ze swoich napisanych książek, pokazać także jako znakomitych fotografów. Dlatego większość rozmów-rozdziałów ilustrują fotografie zrobione przez rozmówcę. Wyjątkiem jest rozmowa z Włodzimierzem Pawluczukiem, gdzie jest tylko jedno zdjęcie "profesora od Wierszalina", a reszta to znakomite fotografie Marka Doleckiego, z Andrzejem Stasiukiem, której towarzyszą fotografie Anny Worowskiej i rozmowa z Wacławem Radziwinowiczem, którą ilustrują fotografie Piotra Jaxy, znakomitego fotografika, współpracownika Krzysztofa Kieślowskiego.

Co będzie sukcesem tych jedenastu spojrzeń na Wschód?

- Sukcesem jest to, że się oni w tej książce spotkali. Tu, w Białymstoku, udało nam się zrobić książkę o wymiarze ogólnopolskim. Po raz pierwszy w historii polskiego reportażu i pisania o tej części świata w książce spotkali się tak wybitni reportażyści, pisarze i podróżnicy jak Jacek Hugo-Bader i Mariusz Wilk, Michał Książek i Andrzej Stasiuk, Jędrzej Morawiecki i Wojciech Górecki, Wojciech Śmieja i Magdalena Skopek. Nie było nigdy wcześniej takiego wielogłosu, oni nigdy ze sobą na łamach jakiejkolwiek książki nie rozmawiali, zawsze biegli własną tropą. Tu wreszcie się spotkali.

To opowieść ogólnopolska, ale też bardzo podlaska: w pierwszej rozmowie z Andrzejem Stasiukiem wyjeżdżamy z Podlasia, Stasiuk mówi w niej m.in. o dzieciństwie spędzonym nad Bugiem i domu dziadków na Podlasiu, jedziemy m.in. do Karelii, na Półwysep Jamalski, do Jakucji, Kraju Krasnojarskiego i na Kaukaz, wraz z Wojciechem Śmieją wracamy do Europy Środkowo-Wschodniej, a w rozmowie z Włodzimierzem Pawluczukiem, do Grzybowszczyzny, na Podlasie... Bo tu, w Białymstoku, tu, na Podlasiu, kończy się i zaczyna świat.

Czytaj e-wydanie »

Powrót na siłownię - na jakich zasadach?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3