Paweł Małaszyński: Chcę kiedyś wrócić na Podlasie

rozmawia Piotr Czaban
Chciałbym dożyć takiego czasu, że będę mógł przeprowadzić się z całą rodziną znów do Białegostoku, ale pracować w Warszawie. Mógłbym tam dojeżdżać. Bo ja kocham Podlasie. To jest dla mnie najważniejsze.

Kurier Lokalny: Jak się gra w Supraślu?

Paweł Małaszyński: Miejsce nie ma znaczenia, liczą się ludzie. Ale w Supraślu jest fantastycznie.

Lubisz wracać w swoje rodzinne strony?

- Jak zawsze jestem monotematyczny, jeżeli chodzi o Białystok. Bo KOCHAM Białystok.

Śpiewasz w zespole rockowym. Samo aktorstwo nie wystarcza?

- Od dziecka chciałem mieć swój zespół. Przewijałem się przez różne kapele. Pisałem teksty. Było parę projektów, w których brałem udział, które się rozpadły - poróżniły nas różne rzeczy. Aktualnie zespół Cochise istnieje od czterech lat. Skrzyknęliśmy się z chłopakami, z którymi znaliśmy się wcześniej, założyliśmy zespół i gramy.

Tych muzyków znasz jeszcze z czasów liceum?

- No pewnie! Wojtek, który jest u nas gitarzystą, zaczynał w mojej pierwszej kapeli; grał chyba przez moment w Apogeum. Wszyscy właściwie znamy się z jednego osiedla.

Jakie to były zespoły, z którymi grałeś wcześniej? Gdzie koncertowaliście?

- Tak naprawdę bardziej obracałem się w towarzystwie metalowym, choć do końca stricte metalowcem nie byłem, ale poznałem te wszystkie zespoły z tego nurtu, grające w Białymstoku. Zresztą to są moi kumple, chociażby stary Messenger, Parody Sarkas, Ubiquitous, Demogorgon, Dead Infection - to podstawa. To były fajne czasy - połowa lat dziewięćdziesiątych - dla muzyki metalowej w Białymstoku. Przynajmniej ja to tak wspominam. Nie wiem jak jest teraz, bo w tym towarzystwie teraz aż tak się nie obracam. Ja przede wszystkim wiązałem się zespołami i pisałem tam teksty. Nigdy nie miałem ludzi, z którymi mógłbym założyć zespół, bo jednak wszyscy byli metalowcami. Chociaż powiem ci, doszło do tego, że zacząłem przychodzić coraz częściej na próby. Zawsze lubiłem klimat rock and rolla, te próby w garażu są super. I założyliśmy w końcu nasz pierwszy zespół Apogeum.

Nie wolałeś założyć kapeli z muzykami z Warszawy?

- Ja jestem stąd. Tutaj zapuściłem korzenie.

Widać, że woda sodowa nie uderzyła ci do głowy.

- Nie wiem. Może ktoś powie, że uderzyła, ale ja naprawdę nie zwracam na to uwagi. Żyję i kocham po swojemu.

Jaki cel muzyczny masz przed sobą, grając w zespole Cochise?

- Nagraliśmy już pierwsze demo, które ukazało się mniej więcej dwa lata temu. Można tego posłuchać w Internecie (www.wrzuta.pl - red.). Teraz mamy gotowy materiał. Przygotowujemy się do wejścia do studia, żeby nagrać kolejną demówkę i zobaczymy, co będzie dalej.

Sam traktujesz to bardziej hobbistycznie czy na poważnie?

- Wychodzimy z takiego założenia, że fajnie by było, gdyby ktoś się zgłosił, komu naprawdę będzie podobała się muzyka. A nie to, że śpiewa tam Paweł Małaszyński i poleciałby na nazwisko - to nas za bardzo by nie interesowało.

Nie obawiasz się tego, że zespół, jeżeli może być sławny, to głównie dzięki temu, że ty w nim występujesz?

- Na pewno liczę się z tym, że może tak być, ale wolałbym tego uniknąć. Chociaż myślę, że nie jestem w stanie. Rozmawiamy z tymi ludźmi, którzy niby są zainteresowani graniem, i staramy się wyczuć o co im tak naprawdę chodzi - czy przypadkiem nie chodzi o zarobienie kasy na mojej twarzy. Jeżeli tak, to to jest bez sensu. Raczej na to się nie godzimy. Ale tak coraz częściej zastanawiamy się, żeby zarejestrować gdzieś te nasze kawałki.

Gdzie chcecie nagrywać? W Białymstoku?

- Na pewno w Białymstoku. Mamy już odłożone pieniądze na fajne nagranie, bardziej profesjonalnie niż to pierwsze demo. Może potem ruszymy do jakiejś wytwórni? Zobaczymy, bo coraz częściej się nad tym zastanawiamy. Jeśli się nie uda, to może wydamy to we własnym zakresie.

Miałem okazję posłuchać fragmentów waszych nagrań. To nie były klimaty mocno metalowe, o których mówiłeś wcześniej.

- Praktycznie cały skład Cochisów gra jeszcze w zespole Hellrizer, gdzie koledzy grają muzykę stricte heavy metalową. No, ale my też odnajdujemy się w graniu wspólnie muzyki. Staramy się grać czystego rock and rolla, bez żadnego darcia gardła - szybko i fajnie.

O czym są teksty, które piszesz do tego zespołu? O miłości?

- Zazwyczaj wszystko kręci się wokół miłości. Najczęściej chyba tak... To jest w pewnym sensie o miłości, tylko ja nie lubię o niej pisać tak: "Ja kocham ciebie, a ty mnie".

To brzmi prawie jak całkiem znany przebój.

- No tak... Staram się to rozwinąć w jakiś inny sposób.

To, że grasz z chłopakami rocka w Supraślu, jak mówisz o swoim przywiązaniu do Białegostoku przypomina mi postawę Leona Tarasewicza, który mieszka i tworzy w pobliskich Waliłach czy Sokrata Janowicza z Krynek.

- Cały czas tak myślę, że chciałbym dożyć takiego czasu, że będę mógł przeprowadzić się z całą rodziną znów do Białegostoku, ale cały czas pracować w Warszawie. Mógłbym tam dojeżdżać. Chciałbym zapuścić tutaj korzenie, choć wiem, że to nie będzie łatwe. Może na stare lata kupię tutaj kawałek ziemi? No bo ja kocham Podlasie. To jest dla mnie najważniejsze.

Z tego, co mówisz, nie masz w Warszawie kompleksów, że pochodzisz z Białegostoku. To mogło być atutem w twojej karierze?

- Absolutnie nie mialem kompleksów. A czy to był atut? Nie wiem.

W filmie "Biała sukienka" grałeś księdza, który wraca w swoje rodzinne strony w okolice Tykocina.

- Wyobraź sobie, że ekipa filmowa dopiero po zakończeniu zdjęć dowiedziała się, że jestem z Białegostoku. Nie mówiłem o tym. Dopiero później wszyscy się o tym dowiedzieli.

Jak spędziłeś święta?

- Co roku spędzam je w Białymstoku. Rodzice, teściowie, choinka, prezenty - wszystko jest na miejscu.

Przebierałeś się za Mikołaja?

- Nie. Raz w życiu się przebrałem i powiedziałem sobie, że nigdy więcej. Kiedyś tak dorabiałem w szkole teatralnej. To jednak ciężka fucha. Nie chcę więcej przebierać się za Mikołaja.

Mając takie umiejętności aktorskie, trudno by cię pewnie było rozpoznać jako Mikołaja.

- To jest zbyt duże wyzwanie aktorskie (śmiech). Nie, ja do tego się nie nadaję.

Sylwester też w Białymstoku? Pod chmurką czy jakaś prywatka?

- Pod chmurką, w okolicy. Byliśmy za Doktorcami w małej miejscowości u koleżanki - dom, ognisko. Było bardzo fajnie. Zabawa do białego rana.

Jak idziesz ulicami Białegostoku, fani cię poznają?

- Nigdy specjalnie nie uciekałem od ludzi, którzy mnie oglądają. Zawsze pojawiają się jakieś osoby, które proszą o autograf, zdjęcie, rozmowę. Zawsze znajduję dla nich czas. W końcu dzięki nim istnieję.

Dziękuję za rozmowę.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

C
Cathia

Świetny wywiad...ale zespół kolegów p. Małaszyńskiego to Hellraizer a nie Hellrizer

Dodaj ogłoszenie