Pani Zofia ma 63 lata i wciąż marzy o miłości

Janka Werpachowska
Można przeżyć całe życie, tęskniąc za miłością. Szukać jej i nie znajdować. I mimo wszystko nie tracić nadziei. Jak Zofia. Ma 63 lata i wciąż wierzy, że w końcu spotka tego jedynego.

Pierwszy mężczyzna w życiu Zofii pojawił się w 1968 roku. Oboje mieli wtedy po 22 lata. - Pojechałam na wieś, do kuzynki - wspomina kobieta. - To wtedy pierwszy raz go zobaczyłam. Wpadł mi w oko.

Ale tak naprawdę poznali się dopiero po kilku miesiącach, latem. W jego wsi organizowane były kolonie dla dzieci, na których Zofia pracowała.

Tylko cierpienie

- Któregoś dnia podszedł, zaczął wypytywać, skąd jestem. Dobrze wiedział, że mam tu rodzinę. I tak jakoś, od słowa do słowa, dogadaliśmy się. On był akurat po wojsku, pracował. Ja też byłam samodzielna.

Była ładną dziewczyną: wysoka, czarnooka, ciemnowłosa. On też przystojny, wyższy od niej.

Nie musiał długo zabiegać o względy Zofii. Szybko zdecydowała się na ślub. Jeszcze w tym samym roku.

- Tacy młodzi byliście oboje, to chyba z miłości poszliście do ołtarza?

- Miłość? To nie była miłość, tylko cierpienie - wzdycha Zofia. - Od pierwszych dni. Wyzwiska, bicie. Nie szanował mnie. I wciąż wypominał, że niczego w posagu nie wniosłam. Bo mój ojciec, pijaczysko, naobiecywał mu przed ślubem złote góry. Że regał do mieszkania nam kupi, dywany. Ja od początku wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Bo ten mój ojciec z domu wszystko wynosił i przepijał, to niby za co miałby takie prezenty robić? Ale narzeczony uwierzył. I potem przez całe lata nie mógł mi tego darować, że nic ojciec nam nie kupił.

Osiem lat trwało to nieudane małżeństwo. Na świat przyszli dwaj synowie i córka. W 1976 roku Zofia została młodą wdową z trójką dzieci. Miała 30 lat.

- Na co zmarł pani mąż?

- Royal go zabił czy inne jakieś "wynalazki", tańsze od wódki.

Zazdrość i zdrada

Nielekko się żyło. Zofia pracowała w szpitalu jako salowa. Pieniędzy z tego dużych nie miała. Trzeba było jakoś dorobić. Najlepsze były prywatne zlecenia od rodzin zmarłych pacjentów. Umyć nieboszczyka, ubrać.

- Ale to ciężka robota była... Trzeba było zostawać po godzinach, a w domu trójka małych dzieci. No ale dzięki temu jakoś sobie radziłam.

Kiedy już mogła w zgodzie z obyczajami i własnym sumieniem pomyśleć o jakimś mężczyźnie, z którym dałoby się ułożyć życie, zwróciła uwagę na wdowca - kolegę z pracy.

- Tak bardzo źle mi było w tej samotności. I chciałam, żeby dzieci miały ojca. Szczególnie chłopcom potrzebny jest mężczyzna w domu. A ten był wysoki - bo ja sama duża kobieta jestem, nigdy kaczanów małych nie lubiłam, dzieci miał już dorosłe. Myślałam, że z nim będę szczęśliwa. I że dla mojej trójki będzie dobrym ojcem. Ale się pomyliłam.

- Ten też pił?

- Nie. Ale strasznie był o mnie zazdrosny. Chorobliwie. To pewnie dlatego, że był o osiemnaście lat starszy ode mnie. Gdziekolwiek poszliśmy, to się tylko rozglądał i mnie obserwował, czy aby z jakimś młodszym spojrzeń nie wymieniam. Był strasznie podejrzliwy.

- A jak dzieci? Zaakceptowały go, polubiły?

- Nie bardzo. Bo i on dla nich serca nie miał. Ja zawsze swoim powtarzałam: Od prawdziwego ojca nic dobrego was nie spotkało, to szanujcie tego. On wam krzywdy nie zrobi. Może i nie zrobił, ale dobrym ojcem dla nich też nie był.

Mężem też nie był najlepszym. Bo oprócz tego, że zazdrosny i podejrzliwy, to na dodatek Zofia odkryła, że wciąż dla niego najważniejsze były dzieci z pierwszego małżeństwa.

- I wie pani, co on robił? Wszystko, co zarobił, im oddawał albo kupował im drogie prezenty. Zaczął z domu rzeczy wynosić, sprzedawać albo jak było coś lepszego, to oddawał swojej rodzinie. Musiałam nieźle kombinować, żeby jakoś przeżyć z dziećmi.

Po paru latach małżeństwa Zofia zaszła w ciążę. Urodził się syn. Kiedy miał osiem miesięcy, Zofia znów została sama.

- Taki był zazdrosny, tak mnie pilnował. I co? Sam zaczął z różnymi kobietami się zadawać. W końcu u jednej zamieszkał, od nas się wyprowadził. Ja nie walczyłam o niego, mam swój honor. Tylko jeszcze więcej musiałam pracować, żeby te moje dzieciaczki biedy nie miały. I jakoś sobie poradziłam. Obiady w szkole opłaciłam, czynsz. Żyliśmy skromnie, w malutkim mieszkanku, ale nikogo o pomoc nie musiałam prosić. Minęło kilka lat, ten mój drugi mąż zaczął chorować, kochanka go przegoniła z domu. I zjawił się u mnie. Ale wtedy i ja mu pokazałam drzwi. A ty co sobie wyobrażasz? - powiedziałam. - Teraz się zjawiasz, jak już dzieci podchowane, jak ja tyle czasu musiałam sobie ze wszystkim sama radzić? On miał gdzie iść, ciągle miał swoje mieszkanie. Rozstaliśmy się, ale rozwodu nie brałam. A w 2001 roku zmarł. Znowu zostałam wdową.

Samotność

Wszystkie dzieci Zofii są już dorosłe i samodzielne. Wszystkie mieszkają za granicą. Najmłodszy studiuje w Anglii. Starsi synowie mają swoje rodziny.

- Tak żałuję, że mieszkają daleko. Wnuczkami nie mogę się nacieszyć. Siedzę sama w tym swoim małym mieszkanku i marzę o tym, że poznam kogoś solidnego, uczciwego, kto by mnie szanował.

Kiedyś wybrała się do klubu osiedlowego na wieczorek dla samotnych.

- Byłam raz i wystarczy. To się tylko tak mówi, że to dla samotnych. Same pary przychodzą. Takich samotnych jak ja było może kilka osób. Nikogo tam nie spotkałam interesującego.

Zaczęła czytać anonse, między innymi w "Bądźmy razem" w "Kurierze Porannym". W końcu odważyła się na jakiś odpowiedzieć.

- Napisałam, ten pan do mnie zadzwonił, umówiliśmy się. Ja miałam prawie sześćdziesiąt lat, on tak pod siedemdziesiątkę. Spotkaliśmy się na kawie. On od razu konkretnie mówi: "Mam emeryturę, mieszkanie, nie ma problemu. Mogę mieszkać u ciebie albo ty u mnie. Ale mi chodzi tylko o seks oralny". Hm, nic wtedy mu nie odpowiedziałam. Ale na drugi dzień zaszłam do znajomych i pytam, co to jest ten seks oralny. A oni jak na mnie naskoczyli: Wariatka, sześćdziesiątka na karku, a takie świństwa ci w głowie! Nie powiedzieli, co to jest, ale zrozumiałam, że na pewno nic dobrego. Miałam się z tamtym facetem za kilka dni spotkać. No, dowiedziałam się oczywiście, co to jest seks oralny. I nie kontynuowałam tej znajomości.

Jak pech, to pech
Po amatorze seksu oralnego Zofia dała sobie na jakiś czas spokój z zawieraniem znajomości przez ogłoszenia. Zwierzyła się któregoś dnia ze swoich problemów i marzeń koleżance. A ona miała akurat znajomego wdowca, który też szukał kogoś, z kim mógłby przeżyć resztę życia.
- Dała mi telefon do niego. A ja kartkę z numerem gdzieś zgubiłam. Ale, myślę sobie, nic straconego, wiem jak się nazywa, znajdę w książce telefonicznej. Niestety, on miał takie nazwisko, że chyba z sześćdziesięciu abonentów nazywa się tak samo. I przepadło. Wstydziłam się poprosić znajomą drugi raz o ten numer. Pomyślałaby sobie, że straszna ze mnie rozdziawa.
Zofia sama napisała do "Bądźmy razem". Dostała kilka listów.
- Jakiś rolnik spod Białegostoku ucieszył się, że mam emeryturę, bo "będzie na podatki". To ja dziękuję za taką propozycję. Na innych to w ogóle uwagi nie warto było zwracać. Ale jeden nawet mi się spodobał. Zaczęliśmy się spotykać, zaprzyjaźniliśmy się. Był wdowcem. Poznałam jego rodzinę. Może nawet coś by z tego wyszło. Ale pojechał któregoś razu do brata na wieś, pokłócili się o pieniądze i brat go zabił. Byłam na pogrzebie. Czy to nie pech?
Marzenia
- Mam 63 lata, ale nie nadaję się do siedzenia w domu tylko z kotem. Myślę, że jeszcze poznam tego jedynego, z którym w szczęściu przeżyję resztę życia.
- Pani Zofio, kim powinien być ten mężczyzna, który się pani marzy?
- Człowiekiem. Dobrym, uczciwym człowiekiem. Nie musi być bogaty. Ale żeby potrafił się zabawić, jak jest okazja - bo ja uwielbiam śpiewać, tańczyć i kieliszeczek czegoś wypić w dobrym towarzystwie. I seks jeszcze lubię. Najbardziej chciałabym poznać wdowca. Gdyby znalazł się taki człowiek, dobrze by nam razem było. Wierzę, że gdzieś taki jest i nasze drogi się zejdą.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
wesola wdowka
CYTAT(szary niuniek @ 14.02.2009, 09:45)
z innej beczki: 'kiedy spotkasz kobietę swoich marzeń to o pozostałych marzeniach możesz zapomnieć..." hę?

i na odwrot ....dlatego tak wspaniale byc ; wesola wdowka .ha..ha..
s
szary niuniek

z innej beczki: 'kiedy spotkasz kobietę swoich marzeń to o pozostałych marzeniach możesz zapomnieć..." hę?

t
taka sobie pani
pani Zosiu , co to dzis 63 lata ..no wlasnie ,to tylko smiech . a co do marzen , to one umieraja ostatnie ! wiec prosze sobie marzyc ale nie zapominac o zyciu realnym .radze pani kupic sobie komputer i uczyc sie obslugi .przekona sie pani ,ze ta samotnosc zniknie od razu . a co do milosci ...ba?! wlasciwie czy ona dzis istnieje w tym rozpedzonym swiecie . dzis 63 latki tez sa zapracowane i pelne energii ,sa samodzielne .po co pani tzw" krowa " by sie napic mleka ??...pozdrawiam i milych marzem
Dodaj ogłoszenie