Pamiętnik z II wojny światowej. Jedyna taka pamiątka

Adam Czesław Dobroński [email protected]
Na zadrukowanych czerwoną propagandą kartach Wojciech Dworski zapisywał mijające dni na zesłaniu
Na zadrukowanych czerwoną propagandą kartach Wojciech Dworski zapisywał mijające dni na zesłaniu
Państwo Ewa i Zdzisław Taborowie udostępnili fantastyczne dokumenty z okresu pobytu bliskich krewnych w Kazachstanie, m.in. odręcznie sporządzony kalendarz w biuletynie Bolszewik. W 1946 roku zostały przewiezione do Polski i szczęśliwie przetrwały do dziś.

Józef Dworski urodził się w 1898 roku. W drugim roku wojny światowej ledwie osiągnął wiek poborowy i już znalazł się na froncie. Na tę ciężką próbę życiową dostał z domu rodzinnego ryngraf z Matką Bożą. Przypadek zaś sprawił, że do tej samej kieszeni w kurcie mundurowej włożył plik papierów poniemieckich. Skąd je wziął - nie wiadomo.

Cudowne ocalenie

31 maja 1915 roku, prawdopodobnie więc po ofensywie gorlickiej, kula karabinowa przeciwnika trafiła w kieszeń, przebiła papiery i zatrzymała się na metalowym ryngrafie. Tak cudownie ocalał pan Józef i zacahował na wieczny czas niezwykłą pamiątkę, którą można obejrzeć w dzisiejszym wydaniu Albumu.

Zachowała się i druga cenność po Józefie Dworskim. To tymczasowa legitymacja funkcjonariusza komendy Policji Państwowej na Małopolskę z adnotacją: Lwów 16 stycznia 1920 roku. Policjanci potrzebni byli w nowym województwie białostockim, więc nasz bohater osiadł w Krasnopolu i Sejnach, a być może mieszkał również w Grodnie, skąd wziął za żonę pannę Brażuk.

We wrześniu 1939 roku Józef Dworski pojechał rowerem na koncentrację z Sejn do Grodna. Obiecał, że szybko wróci. Chyba wziął udział w obronie grodu nadniemeńskiego w dniach 20-21 września. Dwaj jego synowie spotkali ojca wycofującego się spod Grodna przez Adamowicze ku granicy z Litwą. Miał rękę na temblaku, ale twierdził, że to nic poważnego. "Wsunął nam jakieś pieniądze, by oddać Mamie, uścisnął nas i pobiegł". Już go więcej najbliżsi nie zobaczyli. Przetrwał wprawdzie obóz na Litwie, przeżył pobyt w obozach sowieckich i nawet zdołał dotrzeć do powstających wojsk gen. Władysława Andersa, ale zmarł tu po założeniu munduru. Spoczął w 1942 roku na zawsze w obcej ziemi.

Wywózka

13 kwietnia 1940 roku żona Józefa Dworskiego - Maria (1900-1989) z synami: Antonim (1925-2000), Wojciechem (1926-1983) i Eugeniuszem podzieli los innych rodzin wcześniej funkcjonariuszy policyjnych. Mieli o tyle szczęście, że oficer z niebieskim otokiem NKWD dał sporo czasu na spakowanie, zezwolił na wzięcie aż 100 kilogramów bagażu i kazał babci zostać na miejscu, mówiąc, że w ten sposób więcej pomoże córce i wnukom.

Eszelon dotarł na obszary Kazachstanu, a czwórka Dworskich znalazła się w miejscowości Dragomirowka. Tu jedenaście osób przez trzy lata mieszkało w izbie o wymiarach 4 na 4 metry. Oczywiście, że było ciężko, ale bardzo przydały się zapasy z domu, a babcia przysyłała paczki i nawet ruble. Najważniejsze, że i tam znaleziono "ludzkich ludzi". Docierały radośne wieści, że "ciocia Frania [Francja] szykuje się, by pognębić wąsatego wujka [Stalina]". A po klęsce Francji w czerwcu 1940 roku wywiezieni dowiedzieli się, że "ciocia Frania choruje, ale ciocia Ania [Anglia] dopiero pokaże, co potrafi".

Wielką pomoc matce okazał zwłaszcza najstarszy syn Antoni. Po układzie Sikorski - Majski i tzw. amnestii młodszy Wojciech dostał zgodę władz miejscowych na wyjazd do hufca junaków.

To długa opowieść, chłopak o jeden dzień spóźnił się do Andersa, więc z płk/gen. Zygmuntem Berlingiem powędrował na Berlin. Najmłodszy Genio też wykazał się dzielnością. Przetrzymano kryzys po zerwaniu stosunków polsko-sowieckich, Antoni wyrósł na lidera lokalnej społeczności polskiej i on to organizował powrót do kraju. W podzięce wdzięczni rodacy przekazali mu pamiętnik powstały w trakcie podróży. Oto jeden z wpisów: "Niestrudzonemu i kochanemu naszemu sekretarzowi transportu nr 2 w drodze powrotu do ojczyzny, z sercem wypełnionem po brzegi radością i emocją, na pamiątkę naszego 6-letniego wygnania wpisała się gospodyni wagonu nr 3 (podpis nieczytelny). 30 III 46 r.". Szlakiem przez Brześć powieziono repatriantów do Gdańska. Niedawno ukazała się książka: "Antoni Dworski zesłaniec, wychowawca, turysta". Gorąco polecam.

Kalendarz

Pora na przynajmniej krótki opis jedynej takiej pamiątki. Dzięki państwu Taborom (pani Ewa to córka siostry Józefa Dworskiego) leży przede mną numer 3-4 (luty 1941 r.) "Bolszewika", teoretycznego i politycznego czasopisma Centralnego Komitetu Wszechrosyjskiej Komunistycznej Partii. Na kolejnych, zadrukowanych czerwoną propagandą kartach Wojciech Dworski (z pomocą Eugeniusza?) zapisywał mijające dni, poczynając od 21 grudnia 1942 roku. W każdym "okienku" podana jest nazwa dnia, cyfra lub liczba, temperatura, a w niektórych także ważne wydarzenia. Najbardziej zaś dziwią i cieszą rysunki, te świadczą o wielkim talencie Wojciecha. Dodać trzeba, że po powrocie z frontu pozostawał on w wojsku do czasu ujawnienia prawdy o ojcu policjancie. Wyrzucony do cywila skończył studia i został bardzo cenionym, znanym architektem.

Dowiedzieć się więc można z tak osobliwego notatnika, że 17 stycznia 1943 roku (niedziela) temperatura spadła do minus 52 stopni, 2 lutego p. Racz[yńska] przywiozła słomę, 7. tego miesiąca był H. Biały, trzy dni później Tolek (Antoni) poszedł do Kellerów, a 11 lutego widnieje napis drukowanymi literami CHLEB.

Trafiają się adnotacje o pójściu do brygady (roboczej), lub na naukę (do Kellerów), pojawieniu się wilków, pierwszych grzmotach (31 V). 15 maja napis był wyjątkowo długi: Dostałem 1 kg chleba i pół litra mleka. Są i wpisy o chorobach, pasieniu byków, oraniu ogrodu, robieniu kiziaków (na opał), czyszczeniu jakiś pomieszczeń.

Oprócz kalendarza Wojciech Dworski zapisał na kartach "Bolszewika" najważniejsze daty z historii podróżowania, długość i dorzecza ważniejszych rzek, ilość mieszkańców niektórych miast (Białystok - 107 tys.), ważniejsze wyspy, jeziora i kraje, nawet gdzie szukać witaminy "C" (zielone sosnowe pączki i igły, wraca siły i ochrania od cyngi. Dużo wit. C ma głóg). Podziw budzi długi (11 stron) zestaw dat z historii świata (1918. Zawieszenie broni. Niepodległość Polski). Są pięknie wykonane mapy i wielce udane malowanki.

A wszystko to sporządzone w dalekim Kazachstanie, na wygnaniu, w warunkach sprokurowanych przez NKWD. Jakież to zadziwiające!

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krzysztof
Antoni Dworski byl moim wychowawca przez piec lat. Wspanialy czlowiek, odszedl, a ja po 30 latach odkrywam Go na nowo.

Krzysztof Matusewicz
J
Jurek
Jestem wychowankiem Antoniego Dworskiego. Turystykę zaszczepił mi podczas obózów wędrownych i sobotnich wycieczek po okolicy Gdańska.
Nigdy nie opowiadał nam o swoich przeżyciach na Syberii. Zawsze pokazywał Polskę jako coś co trzeba kochać, wskazywał miejsca pamięci, lokalną kulturę, spotkania z ciekawymi ludźmi (twórcy ludowi - Janos z Dębna, dawni oficerowie wojska..)
Słynne wschody słońca na Kępie Redłowskiej w gdyni w pierwszy dzień wiosny, spanie w stodole u jego przyjaciół w Chochołowie, wschody słońca na Babiej Górze...)
Minęło 25 lat , Wodza (tak go nazywaliśmy) nie ma już 13 lat (zmarł 8 marca 2000) a mi się kreci łezka w oku.
Do zobaczenia Wodzu.

Jurek Stopa
Dodaj ogłoszenie