Pałac Branickich. Aula Magna. Zespół Muzyki Dawnej Diletto, Chór Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku i soliści - "Dydona i Eneasz"

Jerzy Doroszkiewicz
Jerzy Doroszkiewicz
Aula Magna. Pałac Branickich. Dydona i Eneasz - Zespół Muzyki Dawnej, Chór Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku i soliści Jerzy Doroszkiewicz
Zespół Muzyki Dawnej Diletto, Chór Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku i soliści wykonali w Auli Magna Pałacu Branickich operę Henry'ego Purcella "Dydona i Eneasz". Zabrakło wolnych miejsc.

Opowieść z czasów starożytnych Greków zainspirowała zaledwie 21-letniego Henry'ego Purcella do napisania muzyki do czegoś pomiędzy operą a tragedią liryczną. Tak czy inaczej - muzyka to przedniej urody, perfekcyjnie rozpisana na niewielką orkiestrę smyczkową wzbogaconą o brzmienie klawesynu, czy barokowej gitary i wielkiej teorby.

Fundacja Pro Anima wraz z szefową Zespołu Muzyki Dawnej Diletto postanowiła pokazać białostoczanom wersję sceniczną "Dydony i Eneasza" dbając, by soliści pokazali się publiczności w strojach nawiązujących do mody z połowy XVII wieku. Bogactwo i dynamikę brzmienia wzbogacał świetnie przygotowany przez Annę Moniuszko Chór Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, nota bene również dyrygentkę tego płynnego przecież muzycznego zespołu. W Auli Magna - jakby stworzonej specjalnie dla takich koncertów, stanowili oni doskonałe tło, a w niektórych momentach dramatyczne dopełnienie opowieści prowadzonej przez solistów.

Od statecznej, zakochanej, acz oszukanej przez Czarownicę Dydony (w tej roli doskonale znana białostockiej publiczności Małgorzata Trojanowska, zresztą uczennica prof. Ewy Iżykowskiej, aktualnej dyrektor Opery i Filharmonii Podlaskiej, przez odpowiednio demoniczną Karolinę Kuklińską - Czarownicę (ostatnio grającą w naszej operze rolę twardej komunistki w "Doktorze Żywago") przez równie często pojawiającego się z Zespołem Muzyki Dawnej Maciejem Falkiewiczem - mocnym Eneaszem. Ważną postacią była przyjaciółka Dydony - Belinda zaśpiewana jak zwykle pełnym pasji sopranem Marty Wróblewskiej, role taneczno aktorskie miały do wypełnienia dwie młode sopranistki - Małgorzata Piotrowska i Paulina Oseńko wcielające się w role Wiedźm. Ciekawym epizodem aktorsko-wokalnym mógł się też popisać Andrzej Klepacki jako cokolwiek rubaszny żeglarz. Chyba dlatego, że pewnym zaskoczeniem było jego wyjście spośród męskich tenorów Chóru Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, swoją solową partię śpiewał w garniturze.

Szkoda tylko, że finał opery - dramatyczny lament Dydony " "When I am laid in earth" zakończony jej śmiercią, choć zagrany z poświęceniem przez Małgorzatę Trojanowską, nie mógł być w pełni dostrzeżony przez widzów, którym ciało martwej Dydony przesłaniał klawesyn wraz z muzykami z orkiestry. Może przy kolejnym scenicznym wykonaniu koncertu z uwielbianej przez publiczność serii Muzyki Mistrzów Baroku organizatorzy pomyśleliby o innej aranżacji przestrzeni dla solistów względem orkiestry. Tak by nie tylko wszystko było słychać, co w przypadku muzyki znaczenie ma kluczowe, ale też i widać - tańczące Wiedźmy i śmierć Dydony naprawdę zasługiwały na lepszą ekspozycję.

Nic zatem dziwnego, że absolutnie wszyscy wykonawcy dostali kilkuminutową owację na stojąco. Jak w prawdziwej operze.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie