Okradli kościoł, wypili wino mszalne i zagryźli opłatkiem. Dziś stanęli przed sądem

(mw)
Oskarżeni o włamania do kościołów stanęli w czwartek przed białostockim sądem.
Oskarżeni o włamania do kościołów stanęli w czwartek przed białostockim sądem. fot. Magdalena Wasiluk
Wierzę w Boga, ale oporów przed włamaniem do kościoła nie mam - mówił jeden z oskarżonych o kradzieże w kościołach. Podczas jednego z włamań wypili z kolegą wino mszalne i zagryźli opłatkiem.

20-latkowie działali jesienią ubiegłego roku. Włamywali się do świątyń w całym województwie. Na swoim koncie mają też białostockie altanki, kioski i małe sklepy spożywcze. Śledczy zarzucają im także napad z kradzieżą z użyciem niebezpiecznego narzędzia.

- Poszedłem do kościoła się pomodlić. Wtedy zobaczyłem tą figurkę i ot tak, ukradłem. Bo nadarzyła się okazja - wyjaśniał Romulad P.

Potem przyznał, że wierzy w Boga, ale oporów przez włamaniem do kościołów nie miał.

Ławę oskarżenia dzieli z nim jego rówieśnik, Jarosław A. Mężczyźni poznali się w 2004 roku w pogotowiu opiekuńczym. Postanowili działać razem. Szczyt ich aktywności przypadł na jesień ubiegłego roku. Przez trzy miesiące zdążyli włamać się do blisko 20 świątyń w całym województwie.

Oskarżeni popełnili kilkadziesiąt przestępstw. Kradzieże z włamaniem, usiłowanie kradzieży z włamaniem, obrażanie uczuć religijnych, znieważenie miejsca pochówku - to tylko niektóre z nich.

Z kościołów kradli naczynia liturgiczne, wota sakralne i skarbonki z pieniędzmi. Z jednego z białostockich cmentarzy ukradli też płytę nagrobną!

Oprócz obiektów sakralnych, nie pogardzili też kioskami, małymi sklepami spożywczymi, altankami. Kradli pieniądze, biżuterię, papierosy, karty doładowujące do telefonów i słodycze.

Białostoczanie wpadli w ręce policji, gdy szykowali się do włamania do jednej z altan przy ulicy Mickiewicza. Okazało się, że to nie był ich pierwszy konflikt z prawem.

W czwartek w sądzie byli też księża z okradzionych parafii. - Zakrystianka obudziła mnie rano z krzykiem, że ktoś włamał się do naszego kościoła. Pobiegliśmy do świątyni. A tam, wielki bałagan! Szaty liturgiczne porozrzucane po ziemi, nadgryzione komunikanty, połamana monstrancja. Wypite mszalne wino, na parapecie stała tylko pusta butelka - opowiadał w sądzie jeden z księży.

- To był po prostu sajgon, używając języka młodych ludzi - dodał proboszcz jednej z białostockich parafii. Przyznaje, że po tym włamaniu założyli w kościele alarmy.

Sąd zapytał, czy ksiądz będzie wnosił o naprawienie szkody ze strony oskarżonych. - A skąd oni zapłacą? - duchowny wzruszył ramionami. - Chcę, żeby się zastanowili, żeby zrozumieli, co robią. Powinni wziąć się za naukę, za pracę, a nie żyć jak dzikie zwierzątka.

- W czyśćcu odbębnią - dodał po cichu ksiądz siedzący w ławach dla publiczności.

Następna rozprawa w środę. Oskarżonym grozi do 15 lat za kratkami, ponieważ oprócz włamań, na prokuratura oskarża ich także o rozbój z użyciem niebezpiecznego przedmiotu.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

z jednym z nich sie uczylem w jednej klasie

l
lux

Od razu widać , że to puste łby. Gdzie to oni się chowali?

Dodaj ogłoszenie