OiFP. Operetka, czyli Baron cygański w starym kinie (zdjęcia, wideo)

Jerzy Doroszkiewicz
Jerzy Doroszkiewicz
Zaktualizowano 

Wideo

Zobacz galerię (70 zdjęć)
Wojna, podobnie jak miłość, to może być dobry interes, a strach przed uchodźcami był kiedyś, dzisiaj i zdaje się - będzie jutro. Dramaturgia „Barona cygańskiego” na scenie białostockiej opery przy Odeskiej rozciąga się od profetycznej uwertury po iście operetkowy finał. Bawi nawiązaniami do klasyków kinematografii od „Pół żartem, pół serio” po „Przeminęło z wiatrem”.

Wydaje się, że wielka scena białostockiej opery przy Odeskiej uwielbia sceny zbiorowe, a jeśli kilkadziesiąt osób nie przemieści się z jednej kulisy do drugiej, inscenizacja będzie nieważna.

A tymczasem nieme sceny towarzyszące uwerturze do „Barona cygańskiego” niegdyś przebojowej operetki z muzyką Johanna Straussa, ukazują całkiem współczesną grozę, w dodatku poza- a może ponadczasową. Otóż w niemal monochromatycznym świetle, na tle olbrzymiego napisu „kiedyś, dzisiaj, jutro” przez scenę dosłownie przewalają się tłumy postaci. Małych, szarych, anonimowych - takich jakimi są dla nas dziś uchodźcy. Obcy, przerażeni, a my oczywiście umiemy im współczuć, ale niekoniecznie chcemy, żeby zatrzymali się u nas. Podobnie jak obawiamy się ludzi naprawdę wolnych, żyjących według własnego kodeksu moralnego, nie przejmujących się zanadto religią, za to zwyczajnie zadowolonych z życia. Niegdyś za takich uważano Cyganów - rozśpiewanych i roztańczonych wędrowców, którzy śpią pod gołym niebem i hasają przy ogniskach. Ale też postrzegano ich jako niebieskie ptaki, złodziei. I te wszystkie stereotypy pod koniec XIX wieku pojawiły się w libretcie „Barona”, a dziś, właściwie z minimalną modyfikacją, ze sceny opery wybrzmiewają tak samo. Opowiadają o pochopnych sądach i animozjach, a może strachu przed obcymi? Wieśniacy w białych kapeluszach patrzą podejrzliwie, by nie rzec z nienawiścią, na koczujących Cyganów, wręcz rwą się wzajemnie do bitki. Ale pokój zwycięży. Do czasu.

Tymczasem rusza właściwa akcja. Trochę poza czasem, ale właśnie „kiedyś, dzisiaj, jutro”. Bo prawie każdy marzy o odnalezieniu skarbu, a że robi to z latarką czołówką na głowie i z saperką, a nie z wykrywaczem metali - nikomu nie przeszkadza. Przyjeżdża wysłużona furgonetka, jakby symbol objazdowego kina i właśnie stylizowane wielkoformatowe plakaty, które czasem niepokojąco ożywają, będą stanowiły prześmiewczy komentarz do poszczególnych scen, bądź podpowiadały widzom, że właśnie zmienia się miejsce akcji. Bo kiedy wizerunek powracającego syna dawnego wojewody z giwerą zastąpi świnia na tle fabrycznych kominów, możemy mieć pewność, że czeka nas niezły „folwark zwierzęcy”, a właściwie krwawa jatka. Radosne świnie odtańczą przed widzami swój taniec, tylko po to, by rzeźnicy w zakrwawionych kitlach powiesili je na hakach za szybą jakiejś wielkiej lady wystawowej. Mięsożercom właściwie może polecieć ślinka, zaś entuzjaści biznesu od razu dostają jasny sygnał, że nie wiedza jest potrzebna, by dojść do bogactwa - tylko przedsiębiorczość. A owym przedsiębiorcą - wzbogaconym handlarzem świń, ojcem urodziwej Arseny - panny, którą chciałby bogato wydać za mąż - jest niejaki Kalman Żupan. Grzegorz Szostak ze swoim potężnym basem - jak na operetkę przystało - bawi się swoim wizerunkiem „świńskiego króla”, zaś sekundują mu w tym dzielnie reżyserka Maria Sartova i odpowiedzialna za kostiumy Anna Chadaj. Wyrwany ze snu, w kapciach w różowe świnki, wypada przezabawnie. A przy tym jak śpiewa! Wielką osobowością tej inscenizacji jest obdarzona mezzosopranem Anna Lubańska. Swoją charyzmą po prostu króluje na scenie, a przy tym - zgodnie z czysto operetkową konwencją, jako rzucająca uroki Cyganka zwyczajnie bawi. Ma do siebie dystans, a to przecież chodzi. Najtrudniejsza rola przypada tu Sławomirowi Naborczykowi - tytułowemu „Baronowi cygańskiemu”. Słusznej postury, dobrze prezentuje się na scenie, ale jego tenor, przynajmniej z perspektywy 10 rzędu, nie zawsze był tak samo donośny podczas całego przedstawienia. Fantastycznie gra Maria Domżał. Jako pazerna na forsę i tytuły dość swobodnych obyczajów panna Arsena operuje silnym i jasnym sopranem, a że przy tym ma do odegrania scenę całkiem fizycznej miłości, w dodatku na pierwszym planie, paradoksalnie pozostaje na długo w pamięci widzów, szczególnie, że już w iście operetkowej roli powraca podczas aktu finałowego.

I wreszcie ta, która może się stać obiektem westchnień nie tylko Sandora Barinkaya - Saffi. Grająca ją Anna Wiśniewska-Schoppa, na polskich scenach była już Toscą, Halką, Mimi z „Cyganerii” i Liu w „Turandot”. Jej tembr fachowo zwany spinto soprano to najrzadziej spotykany głos kobiecy, osiągający brzmienie zarówno liryczne, jak i dramatyczne. Fantastycznie wybija się ponad orkiestrę i jak zwykle znakomicie brzmiący chór naszej opery. Paradoksalnie jej rola jest mniej absorbująca niż Arseny, za to głosy obydwu solistek to prawdziwe cymelia. Obsada głównych żeńskich partii wokalnych zasługuje na wielkie uznanie. W roli komediowej najbardziej wyraziście wypada strażnik moralności Carnero. Śpiewający basem Patryk Rymanowski, kreując owego urzędnika, mimo profilaktycznie nawiązującego do XIX wieku stroju, dziwnie bliski jest współczesnym obyczajom. Ale że mamy do czynienia z operetką, w finale będzie musiał się pogodzić z niezwykle pouczającą zmianą ról.

Zanim jednak dotrzemy do finału - z treści i inscenizacji wynika jeszcze jedna niepokojąco aktualna myśl. Wojna to świetna zabawa. Patriotycznej fali uniesienia dają się ponieść nie tylko rdzenni mieszkańcy, ale też Cyganie, którzy słysząc o zbliżającym się zagrożeniu ojczyzny deklarują dobrowolne pozbawienie się wolności, na rzecz przywdziania mundurów. Czyżby mieli podobne wyobrażenie o walce, jak wielu z dzisiejszych rekonstruktorów? Wątpliwości o radości z wojaczki rozwiewa króciutka etiuda z baletem kalek, której z wielkiego ekranu przygląda się ni mniej ni więcej tylko sam chaplinowski „Dyktator”. Bardzo wymowne. Ale Maria Sartova nie poprzestaje na tej grotesce. Inscenizując zbiorową scenę powrotu z wojny, pokazuje niemal cały szpital polowy. Jego groza wyraźnie dominuje nad radością z powrotu do domu.

I wreszcie finał. Ze świńskim morałem. Goniący za mamoną handlarz świń wracając z wojny odrzuca fałszywy temblak, który uchronił go przed frontem, a i tak wyjdzie na tym najlepiej, bo za udział w wojnie dostanie kontrakt na dostawy wieprzowiny do armii. Pierwowzór jednego z bohaterów „Kariery Nikodema Dyzmy”? Oczywiście miłość zwycięży i nawet tubylcy pogodzą się jakoś z myślą, że syn wojewody ożeni się z Cyganką, która… No właśnie. Wydaje się, że Maurycy Jokay pisząc opowiadanie „Saffi” skupił się bardziej na suspensie niż na pokonywaniu barier dzielących różne grupy etniczne. Pewnie bał się, że na romans węgierskiego młodzieńca z prawdziwą Cyganką, nie księżniczką, ówczesne społeczeństwo nie było gotowe. Kiedy ze sceny, niemal mimochodem, padają kwestie o skłonnościach Cyganów do kradzieży, połączone ze zwykłą niechęcią, ta urocza ramota, z elementami patriotycznymi (wszak baron cygański odnaleziony skarb przeznacza na potrzeby armii) wybrzmiewa całkiem aktualnie. I niech nikogo nie zmylą przebojowe nuty Johanna Straussa. Wojna to nie zabawa, nawet jeśli ktoś się zaciąga do huzarów. A uchodźcy, obcy? Są takimi samymi ludźmi jak my i tak zostali pokazani na białostockiej scenie.

Wierzę, że dlatego Anna Chadaj przyodziała sceniczne Cyganki w sukienki w stylu boho, nie obwieszając ich nadmiernie cekinami. Oko puszcza za to do widzów Damian Styrna. Jego las z gigantycznych drzewek zapachowych, czy zestaw żelaznych krzyży czekających na żołnierzy, którzy dadzą się uwieść tytułowi filmu „Ogniu krocz za mną” wywołują pozytywny uśmiech. Bo przecież i tak wszystko „przeminie z wiatrem”, a „wielka sława to żart”…

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 6

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

j
jan

media powinny edukować w prawdzie a nie ogłupiac spoleczenstwo

d
deria

białostockie media stały się działami marketingu różnych podlaskich instytucji. publikują wszystko co im wyslą owe instytucje. zadnego komentarza własnego nie dadzą tylko bezmyślnie publikują każda nadesłaną lub wypowiedzianą glupotę. w artykulikach i recenzyjkach wklejają cytaty z konferencji prasowych i zachwalaja kazdą miernotę. ci białostoccy dziennikarze nie są wogole twórczy

nie maja kompetencji i sa koniunkturalni

nie stac ich na krytyke idiotyzmow wypowiadanych przez rezyserow. mysla ze jak jakis rezyser sam wychwali swoja prace to tak jest. jakim prawem ci dziennikarze przyznaja jakas nagrode aktorska skoro sa tak glupi. te nagrode powinni przyznawac krytycy profesjonalni i co najwazniejsze publicznosc.

upadek dziennikarstwa...

z
zenek

Co tam w Operetce i Musicalu Podlaskim?

t
też fan teatru muzycznego

Myślałem, że tylko ja miałem tak złe odczucia po obejrzeniu tego spektaklu, ale widzę, że więcej osób tak sądzi. Co się dzieje z naszymi krytykami? Jak można tak dobrze ocenić tak koszmarny spektakl! Zgadzam się z recenzją udostępnioną przez martę. Chaos, głupota i bezsens! I dlaczego na głównej stronie Porannego Pan Doroszkiewicz zatytułował swoją recenzję "Sex i rzeźnia", a po wejściu w link już normalnie? Prymitywne granie na klikalność. Jak można ufać takim dziennikarzom?

m
marta
27 września, 11:42, fan operetki:

Byłem na Baronie Cygańskim. To jakaś porażka te uwspółcześnianie i skracanie operetek. Chciałem obejrzeć w oryginale z pięknymi strojami cygańskimi... Niestety, współczesne wizje reżyserów mają się nijak do treści oryginału. Tragedia, nie polecam.

dokładnie

lizodupstwo białostockich pseudodziennikarzy

zero merytoryki i konstruktywizmu

znalazłam dobrą recenzje prawdziwa

http://www.aict.art.pl/2019/09/16/okopowy-walczyk/

f
fan operetki

Byłem na Baronie Cygańskim. To jakaś porażka te uwspółcześnianie i skracanie operetek. Chciałem obejrzeć w oryginale z pięknymi strojami cygańskimi... Niestety, współczesne wizje reżyserów mają się nijak do treści oryginału. Tragedia, nie polecam.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3