reklama

Od magnackiego małżeństwa wszech czasów do ostatnich złotych godów nad Białą

Julita Januszkiewicz
Sakrament małżeństwa, pozwala przetrwać trudne chwile - przekonują  Stanisława i Tadeusz Kozakowie. W niedzielę odebrali medal za 50 wspólnych lat
Sakrament małżeństwa, pozwala przetrwać trudne chwile - przekonują Stanisława i Tadeusz Kozakowie. W niedzielę odebrali medal za 50 wspólnych lat Tomasz Maleta
Historia pisze dramatyczne, ale i piękne losy. Do takich należy opowieść o romansie Izabeli Branickiej i Andrzeja Mokronowskiego. Przed wojną bulwarowa prasa często donosiła o płomiennych romansach i pełnych bólu zdradach. Panowie porzucali żony dla młodszych kochanek, a nieraz żenili się dla kariery i pieniędzy. Współczesna miłość niczym nie różni się od tamtej. Ale jak podkreślają ci, którzy przeżyli ze sobą długie lata, cała tajemnica tkwi w miłości, cierpliwości oraz zrozumieniu bliskiej osoby.

Do dziś krąży legenda o skandalu w Pałacu Branickich, i płomiennym romansie Izabeli Branickiej z Andrzejem Mokronowskim.- Był on słynnym na całą Rzeczpospolitą flirciarzem, kobieciarzem. Uchodził za przystojnego mężczyznę - zaczyna opowieść Andrzej Lechowski, dyrektor Muzeum Podlaskiego w Białymstoku.

Chociaż podobno nie był zbyt urodziwy, panie go pragnęły. Gdyby, jak określa historyk, Mokronowski wyszedł dziś na miasto, to zastanawialibyśmy się, co to za rumiany, pucołowaty jegomość. Ale ponoć był niezrównany towarzysko. - Panowie cenili go, gdyż był - jak to się mówi - do bitki i do wypitki. Panie uwielbiały jego niezwykle szarmanckie maniery, uwodzicielskie słówka - dodaje Lechowski.

Andrzej Mokronowski, starosta ciechanowski, generał major wojsk koronnych, herbu Bogoria, przyjechał do Białegostoku za Izabelą w 1748 roku. Siostra króla Stanisława Augusta Poniatowskiego miała zaledwie 18 lat, gdy zmuszono ją do ślubu z prawie 60-letnim hetmanem Janem Klemensem Branickim (był to kontrakt polityczny). Andrzej, zaufany człowiek rodziny, miał się opiekować Izabelą, by nie czuła się zbyt samotna. Mąż zapewne rozumiał położenie młodziutkiej żony traktując ją niemal po ojcowsku, a przy tym spełniał jej zachcianki, nie skąpił grosza na wystrój jej pałacowych apartamentów, paryskie stroje i przedmioty zbytku. Mimo to Izabelę oraz Andrzeja połączyło uczucie.

- Ale nie było to obściskiwanie się po kątach - tłumaczy Andrzej Lechowski.

Jan Klemens Branicki przymykał oko na amory małżonki. Nadal ufał konkurentowi. Wysyłał Mokronowskiego z różnymi tajnymi misjami, cenił jego przyjaźń.

Hetman Branicki zmarł w 1771 roku. W testamencie zabronił ponownego zamążpójścia Izabeli. Jednak zakaz nie był spowodowany zazdrością, zemstą, a raczej dbałością o majątek. Jan Klemens chciał, by znalazł się w rękach rodziny, czyli Potockich. Izabela zlekceważyła wolę zmarłego. Potajemnie wyszła za mąż za Mokronowskiego. Ten zmarł w 1784 roku i Branicka po raz drugi owdowiała. Stroniła od romansów. Była samotna i wierna Andrzejowi.

Romantyczność po białostocku

Lata międzywojenne obfitowały w historie o nieszczęśliwych miłościach. - Białystok był niezwykle kochliwym miastem. Na 100 tysięcy mieszkańców, ponad 60 procent to byli młodzi ludzie, przed trzydziestką - mówi Andrzej Lechowski. Wybuchały romanse, skandale.

Ale przejdźmy do konkretów. Tu gdzie teraz znajduje się rynek Madro, przed wojną stała nowoczesna odlewnia żeliwa. Znani i poważani fabrykanci Wieczorkowie produkowali maszyny włókiennicze. Jeden z ich synów popełnił nietakt towarzyski. Ożenił się z panną wyznania prawosławnego. Dzisiaj nie zrobiłoby to na nikim większego wrażenia. Ale wtedy? Były przecież lata 20! Ślub ten wywołał skandal towarzyski.

Zdarzały się też małżeństwa dla pieniędzy, luksusu czy kariery. - Daleko nie trzeba szukać. Otóż, pierwszy prezydent naszego miasta Józef Karol Puchalski wżenił się w rodzinę Malinowskich - przypomina Andrzej Lechowski. - Byli to jedni z najbardziej majętnych białostockich mieszczan.

To nie był wyjątek. - Białostoccy żydowscy fabrykanci też chcieli, by ich latorośle bardziej łaskawie spoglądały na swoich kolegów z branży, a nie bujały w obłokach. Było więc kilka aranżowanych małżeństw dzieci właścicieli np. tartaków czy fabryk włókienniczych. Można podejrzewać, że jakieś uczucia były, ale trafić tartak w tartak, to już coś - śmieje się Andrzej Lechowski.

Władysław Olszyński był prawnikiem i samorządowcem. W okresie międzywojennym należał do elity intelektualnej naszego miasta. Dziennikarz, poeta, piszący w młodopolskiej manierze. Ożenił się z Symeoną Cornówną, niezwykłej urody panną, ale też z odpowiednim posagiem. Jej ojcem był Michał Corna, jeden z mieszczan, właściciel ekskluzywnego sklepu kolonialnego przy ulicy Lipowej.

Po odejściu z magistratu Bolesław Szymański (prezydent w latach 1919 - 1928) prowadził stateczne i ustabilizowane życie. Pewnych emocji dostarczyła mu córka Halina. Urodzona w 1911 roku po ukończeniu białostockiej szkoły handlowej wyjechała do Warszawy. Jeszcze w Białymstoku w nieznanych okolicznościach poznała Stefana Kalinę. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że był żonaty z nauczycielką jednej z białostockich szkół i miał z nią dwóch małych synów. Młodziutkiej Haliny to nie zraziło. Bez skrupułów rozbiła małżeństwo Stefana Kaliny.

Perypetie miłosne przeżywał też Feliks Filipowicz, znany aptekarz. W 1919 roku, w pierwszych miesiącach po odzyskaniu przez Białystok niepodległości, został przewodniczący rady miejskiej. Tajemnicą poliszynela było to, że ma w Białymstoku przyjaciółkę. Z tego związku narodziła się córka.

-Jego porzucona żona z dziećmi musiała wyjechać do stolicy. Prasa donosiła, że Filipowicz bez przerwy jeździ do Warszawy i coś tam załatwia. Podszczypywano go, a czemuż to nasz patrycjusz (bo tak ówcześnie pisano) tak często bywa w Warszawie? - uśmiecha się historyk.

Związek Filipowicza i jego przyjaciółki kwitł w najlepsze. Nawet gdy w 1921 roku Białystok odwiedził marszałek Józef Piłsudski, Filipowicz bez zażenowania witał dostojnego gościa ze swoją ukochaną. Pokazywał się z nią oficjalnie.

(Nie) zwykłe małżeństwa

Ale historia Białegostoku to nie tylko skoki w bok, romanse, zdrady. Na przeciwległym końcu są trwałe związki, a jakże zarazem niezwykłe.

Warto w tym miejscu przypomnieć historię miłości Placydy i Stanisława Bukowskich. Ona, absolwentka Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, dawna uczennica profesora Ludomira Sleńdzińkiego, a także młodzieńcza miłość Czesława Miłosza. On, znany m.in. z projektów przebudowy placu katedralnego w Wilnie. Bo właśnie tam przed wojną małżeństwo wiodło szczęśliwe życie. Kupili też w pobliżu miasta działkę. Jednak zawierucha wojenna przekreśliła wszystkie plany. Bukowscy musieli na stałe osiedlić się w Białymstoku - rodzinnym mieście Placydy.

Tu oczywiście małżeństwo spełniało się zawodowo. Stanisław odbudował m.in. Pałac Branickich, zaprojektował kościół na Dojlidach czy odtworzył Zbrojownię na Rynku Kościuszki. Niezwykłość tego małżeństwa polegała też na tym, że dzielnie znosili trud wychowania niepełnosprawnego syna.

A znoszenie wspólnie trudów dnia codziennego to jeden z wyznaczników prawdziwej miłości. Zwłaszcza wtedy, gdy jest się razem pół wieku, czyli prawie tyle dziesiątek lat, ile dzieliło Jana Klemensa i Izabelę. Dziś pary świętujące złote gody można uznać za niezwykłe. A jest ich w Białymstoku 59. W niedzielę jubilaci w barokowej rezydencji Branickich odebrali medale za długoletnie pożycie przyznany przez prezydenta RP. Jak podkreślali, recepta na tak długie bycie razem tkwi w miłości, zrozumieniu, cierpliwości. Ważna jest też tolerancja, i wspólne zainteresowanie domem.

Stanisława i Tadeusz Kozakowie pobrali się 29 listopada 1965 roku. Nigdy nie zapomną tego wyjątkowego i pięknego w ich życiu dnia. - Wszedłem do mieszkania, zobaczyłem śliczną żonę, nogi się pode mną ugięły. Bardzo to przeżyłem. Ale miłość się umocniła. Wierzyłem, że będzie to dobra małżonka - opowiada pan Tadeusz.

- Teraz śluby są dostojne, wtedy było skromnie. Ale nie na tym rzecz polega, żeby było wszystko dopięte na ostatni guzik. Bierzemy na siebie wielką odpowiedzialność, musimy się uzupełniać w życiu - mówiła pani Stanisława. Wraz z mężem wychowała dwie córki, doczekali się czwórki wnucząt.

- W życiu trzeba mieć szczęście, a ono przy mnie stoi, jest w dzień i w nocy. Bo ja jestem człowiekiem praktycznym - śmieje się Włodzimierz Stepaniuk patrząc w oczy swojej żonie Annie. Razem przeżyli 50 lat. Na nasze pytanie, jaka jest recepta na szczęśliwy i udany związek, odparli: - Trzeba mieć szacunek do siebie, ufać sobie.

- A ta dziewczyna jest najpiękniejsza i najśliczniejsza - tak żonę Annę zachwala pan Włodzimierz.

Stepaniukowie mają dwoje dzieci i pięcioro wnuków. A niedługo liczą na prawnuka, bo ich najstarsza wnuczka w tym roku wychodzi za mąż.

Lucyna i Andrzej Suszko poznali się w Warszawie, na ślubie znajomej. Pół roku później postanowili przeżyć ze sobą całe życie, dzielić troski i radości. Nie żałują. - Zawsze mogłam liczyć na męża - przyznaje pani Lucyna, nauczycielka.

- Najważniejsza jest skłonność do kompromisu - dodaje Andrzej Suszko, lekarz. Dochowali się trójki dzieci i pięciorga wnuków.

I na koniec drogi przez miłosne historie Białegostoku warto wspomnieć o jeszcze jednej parze. Jacek Żalek, dziś poseł Polska Razem - Zjednoczona Prawica, wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego PiS oraz Justyna Żalek, radna wojewódzka PiS, są małżeństwem z największym potencjałem wyborczym. Żadna inna para nie ma takiej naturalnej zdolności przekonywania wyborców.

- Miło mi to słyszeć, że jesteśmy tak z żoną oceniani. Oprócz polityki, mamy wiele wspólnych zainteresowań. Lubimy razem podróżować. Chodzimy na kurs tańca. W weekendy staram się być w domu w Białymstoku, razem z żoną. Zawieszam wtedy politykę na kołku - zapewnia poseł.

I choć Żalkowie specjalnie nie świętują walentynek, to jednak mają szczególne wspomnienia z tego dnia. - Sześć lat temu para znajomych poprosiła nas, by towarzyszyć im w romantycznym wyjeździe, w charakterze przyzwoitek. W ich przypadku wyjazd nie zaowocował poważnym związkiem. A w nas odżyły stare uczucia - opowiada Jacek Żalek.

Są razem od 2009 roku.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3