NASZE
    STUDNIÓWKI

    Studniówki w 2019 roku!

    Rozwiń
    Od królowej przedmieścia do globalnego koncernu

    Od królowej przedmieścia do globalnego koncernu

    red.

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Od królowej przedmieścia do globalnego koncernu
    1/10
    przejdź do galerii
    Była promykiem nowoczesności w budzącym się do życia Krakowie. Stała się zalążkiem feminizmu, kuźnią niezależności kobiet, ale też licznych skandali. Życie toczyło się tu wartko, było barwne, zaskakujące, nieraz gwałtowne i wybuchowe. Szybko więc trafiła na pierwsze strony gazet, stała się bohaterką wodewilowych scen oraz gwiazdą ekranów kinowych. - Była niekwestionowaną królową przedmieścia – tak wspominają ją miłośnicy Krakowa.

    O kim mowa? O Mańce z ulicy Krowiej jak chcą jedni, czy raczej Cygarfabryce z Dolnych Młynów - o co zabiegają drudzy? – I jedna, i druga zasługuje na ten zaszczytny tytuł, choć każda z innego powodu – twierdzą historycy dawnego Krakowa. I przypominają, że obydwie złączył los, a nieśmiertelność zapewnił im Konstanty Krumłowski, krakowski satyryk i dramatopisarz, dziennikarz oraz aktor.

    Szalona miłość i Cygarfabryka


    Wszystko zaczęło się od podkrakowskiego Zwierzyńca. To tam Krumłowski, który mieszkał w niewielkim dworku, wypatrzył miłość swojego życia. Pracowała w słynnej Cygarfabryce. „Tutaj na półwsiu, za rogatkami/ W jakimś domeczku z słonecznikami/ Mieszka dziewczyna zwinna jak łania/ Moje śliczności, cud istny – Mania” – tak artysta rymował o wyśnionej ukochanej.

    Wielka, niespełniona miłość dla znanego krakowskiego birbanta okazała się zbawienna. Zaowocowała bowiem… „Królową Przedmieścia”. Wodewil, ku zaskoczeniu wszystkich - a zdaje się najbardziej samego autora - stał się ówczesnym hitem. Nie tylko podbił serca krakowian, ale przyniósł Krumłowskiemu sławę, a co za tym idzie także spory dopływ żywej gotówki. Jednak „Królowa Przedmieścia” rozsławiła nie tylko podkrakowski Zwierzyniec, miejscowy folklor, Mańkę, jej adoratorów, ale także Cygarfabrykę.

    Cygarfabryka – pierwsza królowa


    - Była pierwszą królową przedmieścia – tak o Kaiserlich-Königlich Tabakfabrik, czyli popularnej Cygarfabryce, mówią miłośnicy dawnego Krakowa. I przypominają, że, gdy powstawała, nie miała żadnej konkurencji. Przez długie lata była również największym zakładem przemysłowym oraz zwiastunem nowoczesności w budzącym się do życia mieście. Praca w niej była zaś marzeniem wielu.
    Skąd się wzięła? Śmiało można rzec – nawet patrząc na to ze współczesnej perspektywy - że był to genialny pomysł Józefa Dietla, nie tylko prezydenta Krakowa, ale także rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, lekarza i polityka. W prowincjonalnym, słabo uprzemysłowionym mieście fabryka miała być jaskółką zwiastującą nowe czasy, symbolem przełamania gospodarczej niemocy Krakowa.

    Budowa imponującej, wręcz monumentalnej Kaiserlich-Königlich Tabakfabrik, czyli Cesarsko-Królewskiej Fabryki Tytoniu trwała 5 lat, a zakończyła się w 1876 r. Powstała na ówczesnych przedmieściach Krakowa, nad dawnym korytem Młynówki Królewskiej – między dzisiejszymi ulicami Dolnych Młynów, Czarnowiejską i alejami Trzech Wieszczów.

    Najpierw znalazło w niej zatrudnienie około 300 osób, później 1000. W ówczesnym Krakowie była niezwykłym zjawiskiem. Oczywiście dawała godziwą pracę, zapewniała byt wielu rodzinom, ale stała się też zalążkiem feminizmu oraz miejscem licznych skandali.

    Dlaczego akurat feminizmu? Na około tysiąc pracowników, blisko 900 stanowiły kobiety. I to właśnie „cygarniczki” – jak je uroczo zwano – wodziły rej w fabryce. – To była spora armia, choć rozgadana i rozplotkowana, to jednak zorganizowana i zdyscyplinowana – twierdzą miłośnicy Krakowa.

    Niezwykłe aromaty


    „Okolica była też przyjemna, ruchliwa; pobliska wytwórnia papierosów, zwana przez krakowian »cygarfabryką« rozsiewała wokół duszny aromat tytoniu…” – tak o klimacie tej części ówczesnego Krakowa pisał Kornel Filipowicz w „Ulicy Gołębiej”. A przecież nie można też zapomnieć, że Cygarfabryka, co tydzień, „w sobotę, ożywiała okoliczne szynki i sklepiki”. Była też instytucją, jednym z najważniejszych miejsc Krakowa.

    Dlaczego? Kornel Filipowicz tak to pięknie ujął: „W dzień wypłaty, na długo przed otwarciem szerokiej, warownej, podobnej do wrót więzienia, bramy fabryki, wystawały już na chodnikach matki z dziećmi, prostytutki, wierzyciele i handlarze sznurowadeł, lusterek i prezerwatyw, sklepikarze i dziewczęta pragnące pójść do kina, a potem na spacer - wszyscy czekali, aż syrena oznajmi koniec pracy, a z bramy zaczną wychodzić ludzie z pieniędzmi w kieszeniach”.

    Życie w fabryce toczyło się więc wartko, było barwne, zaskakujące, nieraz gwałtowne i wybuchowe. Tak rodziła się legenda. Praca w Cygarfabryce oznaczała nie tylko dostatnie życie, pewne zarobki, ale także szacunek i prestiż.

    Niestety, światowy konflikt, który rozpętały Niemcy w 1939 r. doprowadził świetnie prosperujące przedsiębiorstwo do ruiny. Firma z wojennych zniszczeń zaczęła się podnosić stosunkowo późno, dopiero w 1958 r. Dolne Młyny stały się wtedy Zakładami Przemysłu
    Tytoniowego w Krakowie.

    Iskierka nadziei


    1973 – to kolejny rok przełomowy w historii krakowskiego przedsiębiorstwa. Pojawia się iskierka nadziei, jeszcze jeden zwiastun rodzącego się nowoczesnego przemysłu. Od tego czasu – na mocy umowy licencyjnej z Philip Morris International – Dolne Młyny mogą opuszczać m.in. legendarne Marlboro, najbardziej pożądane papierosy w ówczesnym czasie.

    PMI polubił stolicę Małopolski. Tak dalece, że u progu rodzącej się gospodarki rynkowej postanowił wziąć udział w prywatyzacji Zakładów Przemysłu Tytoniowego w Krakowie. W 1996 r. Amerykanie nabywają od Skarbu Państwa solidny pakiet akcji. „W tamtym czasie była to największa zagraniczna inwestycja w Polsce” – podkreślają w firmie. I tak oto nad dawną Cygarfabryką znowu zaświeciło słońce nadziei na lepszą przyszłość.

    Z setkami milionów dolarów do Krakowa i Leżajska napływają najnowocześniejsze rozwiązania techniczne, nowa organizacja pracy i nowoczesne taśmy produkcyjne, ale powoli nadchodzi też kres pięknej legendy. W 2002 r. ostatnie papierosy opuszczają Dolne Młyny. „Cygarfabryka przechodzi do legendy” – oznajmił „Dziennik Polski”. Nie będzie już rozsiewać charakterystycznego „aromatu tytoniu” – jak pisał niegdyś Kornel Filipowicz w „Ulicy Gołębiej”.

    Życie nie znosi jednak pustki. Z biegiem lat puste hale fabryczne Dolnych Młynów stają się zagłębiem turystycznym, „fabryką knajp, pubów i barów”, wielkim kompleksem rozrywkowym, magnesem, który do stolicy Małopolski przyciąga tysiące turystów. Niedługo być może zamienią się w olbrzymi kompleks hotelowy.

    Rodzi się nowa gwiazda


    To jednak nie kres historii produkcji tytoniu w Krakowie. - Po siedmiu latach modernizacji otwieramy nowy zakład w Czyżynach, jedno z najnowocześniejszych centrów produkcyjnych wyrobów tytoniowych w Polsce i w tej części Europy – informowali z dumą szefowie Philip Morris International w 2003 r. To już kolejne otwarcie, kolejny promyk nadziei i nowoczesności dla Krakowa.

    I PMI w Krakowie doskonale go wykorzystała. Krakowski zakład coraz bardziej zaczyna się liczyć nie tylko w Polsce i Europie, ale także na świecie. Nasz kraj staje się nie tylko świetnym miejscem do pracy, ale także doskonałym punktem startu do globalnej kariery, jest kuźnią talentów. Od kilku miesięcy np. szefem ds. operacyjnych PMI jest Jacek Olczak, pełni więc jedną z najważniejszych funkcji w światowych strukturach Philip Morris International. Polaków nie brakuje także na innych odpowiedzialnych stanowiskach w tytoniowym gigancie.

    W Polsce w skład grupy wchodzi spółka odpowiadająca za sprzedaż, marketing i dystrybucję produktów, nowoczesne centrum produkcyjne, firma odpowiedzialna za kontraktowanie i skup liści tytoniu oraz Europejskie Centrum Usług Wspólnych w Krakowie. Zapewnia ono wsparcie i obsługę z zakresu finansów, IT, HR i procesów zakupowych dla większości spółek PMI w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Firma współpracuje także z polskimi plantatorami tytoniu.

    Wydawało się, że nic nie zakłóci tej sielanki.

    U progu rewolucji


    Z czasem zmienił się jednak styl życia. Pojawiły się nowe prozdrowotne trendy. Przeciwko papierosom wytoczono najcięższe działa… Buntowali się też bierni palacze. Coraz więcej osób rzucało palenie. Państwa wprowadzały kolejne obostrzenia, zakazano reklamy papierosów, a na paczki trafiły zdjęcia ilustrujące, jakie spustoszenie w organizmie sieje ów „niewinny” dymek.

    – Tworzymy przyszłość bez dymu – tym oświadczeniem André Calantzopoulos, szef Philip Morris International, globalnego lidera branży tytoniowej, nie tylko wprawił w osłupienie wszystkich, ale wydawało się, że zadał śmiertelny cios tradycyjnym papierosom. Szef PMI nie tylko bowiem postanowił wyeliminować proces spalania z… palenia, ale zainwestował w to blisko 5 miliardów dolarów.

    Świat bez dymu!


    „Rzuć palenie, daj zarobić polskim plantatorom i całej polskiej gospodarce” – jeszcze niedawno hasło takie wydawało się absurdalne. Ale to się zmieniło wraz z bezdymną rewolucją, czyli wprowadzeniem na rynek nowatorskich produktów tytoniowych, które zawierają średnio 90-95 proc. mniej szkodliwych substancji niż papierosy.

    Do prac nad tym rewolucyjnym wynalazkiem koncern zatrudnił blisko 500 naukowców z 40 krajów, w tym Polski. Jednocześnie różne zespoły naukowców badają, jak używanie produktu wpływa na organizm. Część badań prowadzona jest także w Polsce, m.in. przez grupę badaczy z Polskiej Akademii Nauk.

    Z jednej strony wyroby te są wielką szansą dla tradycyjnych palaczy na radykalne ograniczenie negatywnych skutków nałogu na zdrowie, a z drugiej zaś – pozwalają optymistycznie patrzeć na dochody ponad pół miliona Polaków związane ściśle z rozwojem branży tytoniowej. I to dochody czerpane tym razem nie ze standardowych wyrobów, lecz z produktów wysoce innowacyjnych, opartych na globalnych badaniach naukowych, w których polscy uczeni mieli i mają znaczący udział.

    Rozumie to Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii, która w niedawnym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” stwierdziła: - Co do tytoniu - jestem przeciwniczką palenia i chciałabym Polski bez papierosa. Jednak zdaję sobie sprawę, że to nierealne. Przemysł tytoniowy jednak się zmienia, produkuje nowoczesne i według badań naukowych mniej szkodliwe wyroby. Jestem za tym, aby mógł o nich informować. A na rewolucji technologicznej powinni skorzystać nasi plantatorzy, tak jak i cała nasza gospodarka – oświadczyła minister.

    Celem rewolucji, której dokonał właśnie PMI, jest zbudowanie przyszłości bez dymu tytoniowego, również w Polsce. – Nasze działania koncentrują się na dostarczaniu dorosłym palaczom gamy produktów stanowiących lepszą alternatywę. Produkty z potencjałem obniżonej szkodliwości - w porównaniu z paleniem papierosów - mogą być satysfakcjonującym zamiennikiem dla tradycyjnych wyrobów tytoniowych. Najbardziej zaawansowanym produktem alternatywnym PMI jest IQOS, który elektronicznie podgrzewa tytoń – przypomina PMI.

    - W nowatorskich produktach tytoń nie pali się, lecz podgrzewa. Z wiarygodnych już analiz naukowych prowadzonych na całym świecie wynika, że dzięki temu do organizmu użytkownika przedostaje się ponad 95 proc. mniej szkodliwych substancji niż w trakcie tradycyjnego palenia papierosów dobrej jakości – zaznacza Przemysław Noworyta z Polskiego Związku Plantatorów Tytoniu.

    Rzetelna informacja


    Tradycyjne palenie zabija. Co roku około 60 tys. Polaków umiera na nowotwory, niewydolność płuc, choroby serca... Blisko 9 mln z nas jest uzależnionych od papierosów. Państwowe programy prozdrowotne nastawione są na motywowanie palaczy do rzucenia nałogu. A ściślej – zmuszanie, czemu służą coraz ostrzejsze regulacje.

    Najlepszym orężem w walce z nałogiem powinna być rzetelna informacja o alternatywnych, nowatorskich wyrobach tytoniowych. W niektórych krajach rządy pozwoliły na jej rozpowszechnianie – z dobrym skutkiem zarówno dla zdrowia konsumentów, jak i dla gospodarki.

    - Apelujemy do ministra zdrowia o udostępnienie informacji konsumentom o wynikach badań na temat mniejszej szkodliwości nowatorskich wyrobów tytoniowych. Na razie Polacy są pozbawieni prawa do takiej informacji i to jest, w naszej opinii, niezrozumiałe i szkodliwe – tłumaczy Przemysław Naworyta.

    – Jeśli mamy dostęp do rzetelnych badań naukowych na temat mniejszej szkodliwości alternatywnych wyrobów tytoniowych, to nie możemy ich ukrywać. Konsumenci mają prawo dokonać wyboru. Ci, którzy nie potrafią zerwać z nałogiem, muszą mieć świadomość, że mogą sobie mniej szkodzić – kwituje dr Dawid Piekarz z Instytutu Staszica.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo