Nowinka - referendum: Dorota Winiewicz o wojnie radnych

    Nowinka - referendum: Dorota Winiewicz o wojnie radnych

    Helena Wysocka hwysocka@mediaregionalne.pl

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Kłótnie między starymi i nowymi radnymi w gminie Nowinka toczyły się od 2010 roku, a Dorocie Winiewicz, nowej wójt, podkładano kłody niczym w serialu "Ranczo".
    Dorota Winiewicz, nowa wójt gminy Nowinka

    Dorota Winiewicz, nowa wójt gminy Nowinka ©Helena Wysocka

    Nadzieja, to udane referendum w sprawie odwołania zwaśnionej rady. Tyle, że jeszcze nie wiadomo, czy będzie ono ważne. Oponenci pani wójt złożyli protest do sądu. Wcześniej byli przeciwni głosowaniu.

    - Nie godzimy się na to, aby ktoś, kto stosuje intrygi próbował decydować o odwołaniu radnych, których szanujemy - mówi Edyta Koronkiewicz, rzecznik powstałego dwa miesiące temu Komitetu Obywatelskiego Gminy Nowinka.

    2010 rok był w Nowince przełomowym. Rządzący gminą od szesnastu lat wójt Marek Motybel musiał ustąpić z urzędu. Przegrał bowiem wybory samorządowe z miejscową nauczycielką Dorotą Winiewicz.

    - Ludzie chcieli zmian - uważa Waldemar Jedliński ze wsi Szczebra. - Mieli sporo uwag do sposobu rządzenia gminą. Zresztą, do dzisiaj nie wszystkie sprawy zostały jeszcze wyjaśnione.

    Ale nowy wójt, to za mało, by myśleć o gminnej rewolucji. Potrzebni są jeszcze radni, którzy poprą zgłaszane inicjatywy. I tutaj zrodził się problem. W radzie zasiadło bowiem siedmiu zwolenników Doroty Winiewicz i ośmiu rajców ze starego układu.

    Nieprzychylna wójt grupa rozdzieliła między sobą najważniejsze stanowiska. Przewodniczącym został Grzegorz Pietrewicz, natomiast jego zastępcą szef samorządu minionej kadencji.

    - Mieli władze, ale zapragnęli zmian - dodaje Jedliński. - Dlaczego? Trudno powiedzieć.

    Grzegorz Pietrewicz zrezygnował z kierowania radą.

    - Ze względów osobistych. Zresztą, mam do tego prawo - tak skwitował tuż po sesji nasze pytania.

    Mieszkańcy zorientowali się, że jego następcą ma być były przewodniczący. Nie chcieli do tego dopuścić. Obawiali się, że to zablokuje zmiany w gminie. Przyszli więc tłumnie pod urząd. Zabrali ze sobą taczki, przynieśli jajka, którymi próbowali obrzucić kandydata.

    Tego dnia wrzało nie tylko przed urzędem, ale też na sali obrad. Mieszkańcy zablokowali urnę do głosowania i nie pozwolili na to, by niechciany kandydat został szefem rady. Ostatecznie ten wycofał swoją kandydaturę. Przewodniczącym samorządu pozostał Radosław Mikołajczyk, zwolennik pani wójt. Zastępca także pochodził z tej samej grupy.

    - Stało się tak, że mniejszość miała większość - słusznie zauważa Waldemar Jedliński.

    Posypały się oskarżenia

    W radzie nadal wrzało, bo, jak wiadomo, nie chodzi o to, kto jest w prezydium, tylko o to, kto ma większość. A, mimo prób, ze starego układu nie udało się nikogo namówić do współpracy.

    Na posiedzeniach komisji, jak mówi wójt, zamiast merytorycznych spraw roztrząsano żale i pretensje. Podobnie było na sesji.

    - Nikt nie pochylał głowy nad problemami gminy, nie próbował ich rozwiązywać - dodaje Dorota Winiewicz, która coraz częściej łapała się za głowę. Pojawiało się bowiem coraz więcej pytań, na które nie było odpowiedzi.

    - Do dzisiaj nie wiem, dlaczego brano żwir z zamkniętej żwirowni i z tego powodu możemy mieć problemy, dlaczego wykonano przyłącza kanalizacyjne mieszkańcom, z którymi nie podpisano umów. Wreszcie, co dzieje się z niektórym gminnym majątkiem - mówi.

    Posypały się wzajemne oskarżenia. Mieszkańcy zawiadomili organy ścigania, że jeden ze "starych" radnych kupował przed wyborami głosy. W zamian za poparcie miał obiecywać mieszkańcom różne rzeczy, np. wyjazd dziecka na kolonie. Oczywiście, za gminne pieniądze.

    Sprawa trafiła do prokuratury, ale ta postępowanie umorzyła. Przede wszystkim dlatego, że za obietnice nikogo karać nie można. A do ich realizacji nie doszło. Śledczy nie zmienili zdania nawet po tym, jak mieszkańcy zorganizowali pikiety. Najpierw przed augustowską prokuraturą, a później w Warszawie.

    Druga strona też nie pozostawała dłużna. Chciała, by prokuratorzy pociągnęli do odpowiedzialności karnej mieszkańców, którzy utrudniali wybór przewodniczącego. Później posypały się kolejne wnioski. Np. wójt chciała ustalić, kto kieruje pod jej adresem groźby karalne. Następnie zgłosiła sprawę zniszczenia elewacji urzędu. Na ścianie ktoś napisał "Dorota wojna, nie robota", "gmina was się wstydzi złodzieje".

    W sumie augustowska prokuratura prowadziła kilka, a może i kilkanaście różnych postępowań. Ani jedno nie zakończyło się aktem oskarżenia.

    - W tej chwili nie mamy żadnych spraw - informuje Ryszard Tomkiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Suwałkach. - Prowadzimy tylko postępowanie z wniosku NIK.

    To skutek przeprowadzonej przez inspektorów kontroli, podczas której stwierdzili sporo nieprawidłowości. Dotyczyły one przede wszystkim wydawanych w minionych latach przez urzędników, niezgodnie z prawem, decyzji o warunkach zabudowy. Chodzi o nieruchomości w turystycznych wsiach.

    Budynki miały tam powstać za blisko jezior. Konsekwencją błędnych decyzji jest np. roszczenie wobec gminy. Właścicielka jednej z posesji domaga się ponad półmilionowego odszkodowania za to, że została uchylona decyzja, na mocy której miała prowadzić inwestycję.

    - Działalność pani wójt skierowana jest na szukaniu na mnie haków - uważa Marek Motybel, były włodarz.

    I dodaje, że za jego czasów w gminie bardzo dużo się działo. Tylko w 2010 roku pozyskano 43 mln zł na inwestycje, m.in. budowę kanalizacji, czy oświetlenia. Przy intensywnej pracy wójt wszystko powinno być zakończone w minionym roku.

    Zdaniem Marka Motybla, jedyną zasługą Doroty Winiewicz jest otworzenie przedszkola, w którym pracę znaleźli ludzie z jej kręgów.

    - A przecież miało być poza układami - dodaje były wójt. - Wygląda na to, że są to tylko puste słowa.

    Jedni podburzali drugich

    Ciągłe awantury powodowały, że trzeba było przesuwać w czasie ważne dla mieszkańców decyzje. Sesje były przerywane, bo radni wychodzili z sali i nie było quorum. Trzeba było zwoływać kolejne posiedzenia.

    - Miałam wrażenie, że niektóre osoby z rady tylko czekały, aż powinie mi się noga. Oskarżano mnie o brak doświadczenia, wiedzy. Natomiast nikt nie zaproponował pomocy - mówi Dorota Winiewicz. Twierdzi też, że zwolennicy starego układu zaczęli blokować niektóre inwestycje. Tak było np. z przejściem projektowanej sieci kanalizacyjnej.

    - Tylko dlatego, żebym nie zdążyła zrealizować zaplanowanych w harmonogramie inwestycji - dodaje pani wójt. - Nie wiem, czym się kierowali. Z pewnością nie myśleli o sobie, czy sąsiadach. Podobnie było z przydomowymi oczyszczalniami ścieków. Niektórzy podobno mówili wprost: rezygnujemy, by gmina nie mogła zrealizować projektu. To spowoduje, że będzie musiała zwrócić unijne pieniądze.
    W urzędzie też trzeba było wymienić część kadry. Byli tacy urzędnicy, którzy podburzali innych.

    - Nigdy nie miałam pewności, czy dokumenty nie zawierają jakiejś pułapki - przyznaje Dorota Winiewicz. - Nie wiedziałam już komu można ufać, a komu nie.

    Kilka miesięcy temu ponownie rozgorzał spór o przewodniczącego samorządu. Opozycyjni radni próbowali odwołać Radosława Mikołajczyka. Ten nie chciał poddać wniosku pod głosowanie. Interweniowały służby wojewody. Wytknęły szefowi samorządu, że tak postępować nie można.

    Część mieszkańców uznała, że dość już tego. Powstał komitet, zebrano podpisy z wnioskiem o przeprowadzenie referendum. Odbyło się ono 11 marca.

    - Mimo złej pogody do urn poszło blisko tysiąc osób i większość opowiedziała się za odwołaniem rady - cieszy się Wiesława Jedlińska, pełnomocnik komitetu. - Jesteśmy szczęśliwi, że się udało.

    To się w głowie nie mieści!

    Czy referendum będzie ważne, zdecyduje dziś sąd (termin wyznaczono na 30 marca). Tam trafił bowiem protest Komitetu Obywatelskiego Gminy Nowinka. Działacze byli aktywni przed głosowaniem. Zachęcali mieszkańców do bojkotu referendum.

    - W 2010 roku wybraliśmy radnych, którym ufamy - wyjaśnia Koronkiewicz.

    I dodaje, że, by przywrócić normalność w gminie nie trzeba wydawać pieniędzy na referenda.

    - Wystarczy przestrzegać statutu gminy i przywołać wichrzycieli zakłócających sesje do porządku - dodaje.

    Komitet skupia ponad sto osób. Wśród nich są członkowie rodzin opozycyjnej wobec wójt ósemki.

    - Oczywiście, że współpraca z wójt jest możliwa - mówi rzecznik.

    Co działacze kwestionują, nie wiadomo. Nie chcą informować mediów do czasu decyzji sądu.

    - To my powinniśmy złożyć protest - uważa Wiesława Jedlińska. - Przeciwnicy referendum nasyłali na mieszkańców policję, robili zdjęcia tym, którzy wchodzili do lokali wyborczych. To się w głowie nie mieści!


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo